Słowianie Połabscy


Słowiańszczyzna zachodnia, około X wieku


Słowianie, najliczniejsza etnicznie i językowo indoeuropejska grupa ludnościowa w Europie, zamieszkująca obecnie środkową, wschodnią i południową część tego kontynentu. W średniowieczu, od V wieku Słowianie Zachodni zamieszkiwali ziemie między Morzem Bałtyckim, Łabą, Hawelą, Odrą i Wisłą. Zwani też byli Wenedami (raczej niesłusznie) lub Chąśnikami.

Część plemion (Słowianie Połabscy) zajmowała tereny między Odrą i Łabą i dalej na zachód, w okolicach dzisiejszego Hamburga i do Bawarii i Tyrolu (Żytyce, którzy wymieszali się z Bawarami i Szwabami, Bawarzy pochodzą częściowo od Awarów, ludu ugro-ałtajskiego ale to inne zgadnienie).


 Źródło artykułu



 

Ich łupieżcze wyprawy wojenne docierały do dzisiejszej Francji – Alzacja, złupienie i spalenie Strassburga (nękając tamtejsze plemiona germańskie Franków, Burgundów, Allemanów, Wizygotów, Herulów, Anglów, Jutów, Sasów, oraz celtyckich Galów i Belgów), Szwecji, Norwegii, Kurlandii, wysp Bornholmu i Gotlandii oraz Wysp Alandzkich. Systematycznie napadali na Duńczyków (Ranowie), docierali do Brytanii, wszędzie siejąc pożogę, śmierć i przerażenie.

Ranowie, Obodryci i Wieleci, a prawdopodobnie również Słowianie z dzisiejszego Pomorza, samodzielnie lub wspólnie z Waregami (wikingami szwedzkimi) penetrowali ziemie ruskie wzdłóż rzeki Wołgi aż do Konstantynopola.

Słowianie Południowi pustoszyli Peloponez (Grecja), Bizancjum (Konstantynopol). Docierali do greckich wysp na Morzu Egejskim, wybrzeży Anatolii (Turcja) a nawet do Egiptu (złupienie Aleksandrii).


Rozdział I

1. Pierwsze wieść i o słowiańskich mieszkańcach Połabia.

Ogół Słowian obejmowany mianem połabskich dzielił się na dwie językowe grupy: północną i południową; pierwsza z nich mówiła językiem zbliżonym do polszczyzny, druga stanowiła ogniwo przejściowe od gwar lechickich do czeskiej mowy. Dla odłamu południowego istniało zbiorowe miano Serbów, dla północnego — miana takiego nie było. W historii ważniejszą rolę odegrała północna, przy-bałtycka grupa; wśród niej powstało kilka związków państwowych, z których na czoło wysunęły się państwa Weletów i Obodrytów: pierwsze rozciągało się między dolną Odrą i uchodzącą do Bałtyku rzeką Warną, drugie — na zachód od Warny aż po kres słowiańskiego świata. Czas jakiś doniosłą rolę odgrywało także morskie państewko Ranów, mieszkańców wyspy Rany (Rugii).

Na widowni historycznej poszczególne odłamy Połabian zjawiały się w różnych czasach. Najwcześniejsze wiadomości mamy o Weletach. Jeszcze ludy odnośne nie objęły ziem połabskich w swoje posiadanie, jeszcze wszystkie siedziały w słowiańskiej praojczyźnie, a już znano Weletów daleko poza granicami ich kraju. Geograf aleksandryjski Ptolemeusz, żyjący w II wieku po nar. Chr. , taką o nich zanotował wiadomość: „dalej obok pobrzeży za Zatoką Wenedzką mieszkają Weltowie (Wel-tai)”.

Zatoka Wenedzka to dzisiejsza zatoka Gdańska, siedziby zatem Weltów, czyli Weletów znajdować się musiały gdzieś nad dolną Wisłą. Położenie siedzib wskazuje miejscowość Swarożyn w powiecie tczewskim. Nazwa Swarożyn wywodzi się od imienia głównego bóstwa Słowian, Swaroga, a bóstwo to szczególnej czci doznawało właśnie u Weletów. Kiedy Weleci pociągnęli później na zachód, w nowej ojczyźnie wznieśli dla Swaroga okazałą świątynię w stołecznym grodzie Radgoszczu; widział ją i opisał kronikarz Dytmar z Merseburga (zmarł 1018). Otóż wątpić nie można, że kult Swaroga wynieśli Weleci z pierwotnej swej kolebki, a właśnie nadwiślański Swarożyn wskazuje położenie kolebki.

O Obodrytach nie posiadamy wiadomości z doby starożytnej, istnieją tylko poszlaki, że w czasach kiedy Weleci siedzieli we wschodniej połaci dzisiejszego Pomorza, Obodryci zajmowali połać zachodnią. Poszlaki są geograficznej i onomastycznej natury. W późniejszych czasach w połabskich stronach siedzieli Obodryci obok Weletów, przy czym pierwsi — w stosunku do drugich — zajmowali ziemie zachodnie. Takie samo rozlokowanie ich musiało być w pierwotnej już ojczyźnie; przemawia za tym onomastyka: nazwa „Obodryci” oznacza po prostu mieszkańców kraju „obok Odry”, a Pomorze zachodnie ciągnie się właśnie wzdłuż dolnej Odry.

W nie znanym bliżej czasie opuścili Weleci i Obodryci pierwotne siedziby i ruszyli na zachód, ku Łabie. Ale w nowej ojczyźnie nie oni zjawili się na widowni dziejowej najrychlej, wyprzedziła ich tutaj grupa serbska, która może razem z nimi wybrała się z nadwiślańskich okolic ku zachodowi, a może wędrówkę odbyła wcześniej. Pierwsza wiadomość o Serbach potrąca zarazem o stosunek do germańskiego sąsiada, do państwa Franków.

W celach obronnych przeciw wrogom utworzony został w VII wieku wielki związek słowiańskich ludów. Twórcą jego był kupiec frankoński Samo (623—658), ośrodek zaś związku znajdował się w obrębie dzisiejszych Czech. Gdy młode państwo uwikłało się w wojnę z Frankami i wyszło z niej zwycięsko, czynem tym w historii zjednało sobie przydomek „pierwszej słowiańskiej zapory” dla germańskiego parcia ku wschodowi. Pod wrażeniem zwycięstwa Słowian, zależny dotychczas od Franków władca Serbów Derwan wszedł w porozumienie z Samonem i około roku 630 przystąpił do utworzonego przezeń związku. Te właśnie wydarzenia wydostały Serbów z przed-dziejowych mroków, przy czym ujawniły stosunek ich do germańskich Franków.

Na chwilę podobną Słowianie przybałtyccy czekać jeszcze musieli półtora przeszło wieku. Podczas bojów Karola Wielkiego (768-814) z Sasami wojska frankońskie zapędziły się na wschód od Łaby, przez co wodzowie ich zyskali możność rozejrzenia się w panujących tam stosunkach. Relacje ich dotarły niebawem do kronik i z tą chwilą stało się ogólnie wiadomym, że poza Łabą mieszkają liczne słowiańskie ludy, wśród których stanowisko najprzedniejsze zajmują Weleci i Obodryci. Z rokiem więc 789, datą wkroczenia wojsk frankońskich na ziemię słowiańską, została usunięta jak gdyby zasłona, która ludy tamtejsze kryła przed światłem historii.

O Ranach wreszcie dowiedziano się najpóźniej. W hobolińskim dyplomie Ottona I z roku 946 wspomniane zostało „marę Rugiano-rum”, o mieszkańcach atoli wyspy pierwsza wiadomość pochodzi z roku 955. Toczyła się wtedy wojna skoalizowanych Słowian z Niemcami, jedni Rano wie do koalicji tej należeli i przeciw współziomkom wspomagali Niemców. Wiadomość o tym wprowadziła lud wyspiarski na arenę dziejową.



2. Karol Wielki wobec połabskiej Słowiańszczyzny.

W 789 roku dowiedzieli się Frankowie nie tylko o istnieniu państw Weletów i Obodrytów, ale i o tym jeszcze, że oba państwa zostawały z sobą w niezgodzie. Dla Franków była to wiadomość pomyślna, niezgoda dawała im możność wygrywania jednych przeciw drugim, a na wypadek wojennych działań niezgoda czyniła niemożliwym wystąpienie zwartej słowiańskiej masy. Jedynie Weleci konsekwentnie zwalczali germańskiego przeciwnika; Obodryci natomiast, jako też Serbowie wspomagali Franków zarówno w walce z Sasami jak i z Weletami. Zanosiło się wprawdzie na to, że Obodryci dobrze wyjdą na przyjaźni z Frankami; w roku 804 przesiedlił Karol Wielki 10000 Sasów w głąb frankońskiego państwa, a kraj ich, położony na północ od Łaby,, oddał Obodrytom. Gdy jednak wmieszali się w to Duńczycy ł Obodrytom zadali ciężką klęskę, odebrał im Karol darowaną ziemię i oddał sprowadzonym kolonistom frankońskim. Aż nadto krótko, wszystkiego pięć lat (804—809), trwała dla Obodrytów korzyść ze współdziałania z Frankami.

Niezgoda wśród Słowian nie pociągnęła za sobą na razie poważniejszych następstw, gdyż niebezpieczeństwo nie było jeszcze groźne. Karol Wielki narzucił im wprawdzie swoje zwierzchnictwo, o dokonywaniu jednak podbojów poza Łabą nie myślał, troską jego było tylko zapewnić swemu państwu spokój z tamtej strony. A że był to organizator równie świetny jak wojownik i polityk, przeto umiał wynaleźć sposoby zapewnienia spokoju: gwarantować go miała specjalna organizacja pogranicza.

Przystępując do dzieła, zaczął Karol wielki od dokładnego wyznaczenia samej granicy. Jej przebieg z dokumentu z r. 805, w którym została dokładnie opisana. Szła w pobliżu następujących miejscowości: Lauriacum nad Dunajem (koło Linzu w Górnej Austrii), Ratyzbony, Forchheimu, Bambergu, Erfurtu, Magdeburga i Bardowika. Źródła nazywają tę linię „granicą serbską” (limes Sorabicus). Objęła ona długi odcinek rubieży frankońskiego państwa, ale – doprowadzona niedaleko ujścia Łaby – nie uwzględniła stanu rzeczy z drugiej, prawej strony rzeki. Dalszy jej ciąg opisał kronikarz niemiecki Adam z Bremy na podstawie wiarogodnych relacyj, które atoli nie przetrwały do naszych czasów. Granicę tę wyznaczył Karol Wielki w trzy lata po tamtej, tj. w roku 808, w źródłach przyjęło się dla niej określenie „granicy saskiej” (limes Saxoniae). Poczynając od Bardowika, biegła ta granica w północnym kierunku i osiągała Bałtyk w okolicy dzisiejszego portu Kielu.

Granica z Serbami okazała się niebawem niedogodną dla Franków, ponieważ dobrze nadająca się do obrony linia Łaby i Sali pozostała w ręku Słowian. Toteż sam jeszcze Karol zdołał przesunąć ją dalej ku wschodowi i oprzeć o obie wspomniane rzeki; już w roku 806 kazał wybudować koło Magdeburga nad Łabą jedną twierdzę, a koło Hali nad Salą drugą, ponadto w północnej stronie od Magdeburga — w miejscu pod względem strategicznym szczególnie ważnym — utworzył marchię. Rozumiano przez to pojęcie graniczne przedpole wybiegające poza terytorium właściwego państwa i wyposażone w specjalne urządzenia wojskowe, które miały ułatwić natychmiastową obronę. Na marchiach spoczął cały ciężar obrony państwa, im bardziej jakieś pogranicze wystawione było na niebezpieczeństwo, tym więcej tworzono tam marchij. Spoza ubezpieczonej w ten sposób bariery wojska Karola urządzały wypady na terytorium Słowian, nie po to jednak, by czynić podboje, lecz dla szerzenia postrachu i wstrzymania przez to sąsiada od napadów na państwo frankońskie.

Działalność Karola Wielkiego posiada wielkie znaczenie; dla następców wytknięte zostały szlaki, jakimi kroczyć mieli w interesie państwa. Sam Karol nie zdobył zbyt wiele ziemi słowiańskiej – trwałe zabory ograniczały się do obszarów z lewej strony Łaby – następcy przeto mieli kontynuować akcję zdobywczą i opanować to, czego on nie mógł dokonać. Można więc powiedzieć, iż wybitny ten monarcha stworzył jakby szkołę bardziej nowoczesnych germańskich zdobywców.



3. Początki naporu Niemców ku wschodowi.

Państwo Karola Wielkiego rozpadło się po zgonie następcy jego, Ludwika Pobożnego. Na zjeździe w Yerdun 843 roku rozdzielili je między siebie trzej synowie Ludwika: Lotariusz, Ludwik ł Karol. Ziemie, które otrzymał Ludwik, stały się podwaliną niemieckiego państwa.

Granice jego – w chwili powstania – nie wszędzie były wyraźnie ustalone. Najjaśniej przedstawiała się sytuacja na zachodzie; tu granica trzymała się na ogół Renu, i to w niektórych miejscach stanowiła ją sama rzeka, w innych odchylało się rozgraniczenie w prawą lub lewą stronę od rzeki.

Całkiem inaczej było na wschodzie; Karol Wielki – jak wiemy – nie podbił Słowian połabskich, lecz zadowolił się narzuceniem im swego zwierzchnictwa. Była to jednak korzyść problematyczna, gdyż ludy owe przy każdej sposobności starały się zrzucić z siebie niemiłą zależność. Toteż granicę w tej stronie można by nazwać otwartą, o ustaleniu jej w przyszłości miała zadecydować energia obu zwalczających się zapaśników.

Od zgonu Karola po czas zawarcia układu w Yerdun decyzja co do tego nie zapadła. Ludwik (843 – 876) zatem przejął w spadku niezałatwioną kwestię i od jego już talentu zależeć miało, jak daleko ku wschodowi sięgnie nowoutworzone państwo. W południowej i północnej stronie nie nastręczała sytuacja takich niepewności jak na wschodzie; na południu kres państwa stanowiły grzbiety alpejskie, a na północy – brzeg morski.

Przyznane Ludwikowi terytorium obejmowało niemal wyłącznie starogermańskie kraje, a to: Bawarię, Alamanię z romańską Recją, Frankonię nad Menem i środkowym Renem, Turyngię oraz nadmorską Saksonię. Z uwagi na etniczny skład tego państwa zwano niekiedy Ludwika monarchą „niemieckim” (Germanicus), samo jednak państwo nie rychło uzyskało taki sam tytuł. Ludwik zwal je Frankonią Wschodnią, a nazwa ta utrzymywała się długi jeszcze czas po nim.

Dopiero od połowy X wieku zaczęto mieszkańców wyszczególnionych ziemi nazywać zbiorowo: Theutonici, Deutsche; w toku XI stulecia ustalało się z wolna to określenie, a w wieku XII było już w powszechnym użyciu.

Nazwa natomiast, która potrącała o dawnych Franków: Francigenae, popadła w niemieckiej części w w zapomnienie, za to przylgnęła do samych Franków zachodnich, dzisiejszych Francuzów. Idea „parcia ku wschodowi” (Drang nach Osten) zjawiła się u ludów germańskich bardzo wcześnie; nie było jeszcze niemieckiego państwa, kiedy ją z wydatnym skutkiem realizowano.

Mowa była poprzednio o Frankach, wspomnieć nadto można o Bawarach, którzy prowadzili również ożywioną akcję w tym kierunku. Największe atoli wyniki osiągnęli Sasi. Kiedy po wygaśnięciu Karolingów doszła w państwie niemieckim do władzy dynastia saskich Ludolfingów (919—1024), pęd ku wschodowi przybrał znacznie na rozmachu. Z tą chwilą kończy się okres, w którym mówi się o naporze na Słowian Germanów w ogóle, a zaczyna się okres zdobywczej działalności Niemców.

Zaraz pierwszy przedstawiciel Ludolfingów, Henryk I (919—936), wszczął boje ze Słowianami w wielkim stylu. Poczynił do nich gruntowne przygotowania, a mianowicie ulepszył organizację pogranicza, pobudował liczne twierdze, a do walki sformował nie byle jakie woj-eko. Współczesny kronikarz Widukind taką przekazał o tym wiadomość: „Król Henryk, ilekroć ujrzał złodzieja lub rozbójnika silnego i nadającego się do walki, uwalniał ich od zasłużonej kary, a osiedliwszy na przedmieściach Merseburga, obdarowywał ziemią i uzbrajał, z obowiązkiem, by własnych ziomków oszczędzali, ale za to wobec barbarzyńców dopuszczali się jakich tylko zechcą zbrodni”; przez pojęcie „barbarzyńców” rozumiał Widukind niemal wyłącznie Słowian połabskich.

W ten sposób do walki z nimi stworzony został specjalny „legion łotrów” (legio collecta ex latronibus). Od roku 928 zaczęły się systematyczne najazdy Henryka na ziemie słowiańskie i trwały do r. 934. Pokonane zostały kolejno wszystkie ludy między Łabą i Odrą a ponadto Czesi; tylko do Polski Henryk I nie dotarł, ale otarł się o jej zachodnią granicę, którą stanowiła rzeka Odra.

Mimo tylu jego sukcesów nie należy mniemać, jakoby pozycja Niemców wśród pokonanych Słowian była wszędzie jednakowo silną. Zupełnemu ujarzmieniu i wcieleniu do państwa niemieckiego uległa na razie najdalej na zachód wysunięta część Serbów. Odłam ten Połabian wykazał najmniej państwowotwórczych zdolności. Być może, że raz jeden, w czasach księcia Miliducha (umarł 806 roku) doszło do zjednoczenia wszystkich lub znacznej części szczepów tego odgałęzienia, poza tym rozbicie polityczne utrzymywało się wśród nich stale.

Ten brak spoistości wewnętrznej i – co za tym idzie -siły na zewnątrz przypłacili Serbowie rychłą utratą niepodległości. Henryk I założył w kraju ich twierdzę Miśnię, która miała podbitą ludność utrzymywać w posłuszeństwie, a zarazem służyć za oparcie dla dalszych wypadów niemieckich w stronę wschodnią.

Inne natomiast, bardziej oddalone części Słowiańszczyzny zostały tylko zhołdowane i zmuszone do płacenia danin, gdyż wcielać je do Niemiec i urządzać na sposób saski było jeszcze zbyt wcześnie; zdobywcy rozumieli, że nie da się dokonać za wiele na raz i że pewną część pracy trzeba zostawić pokoleniom późniejszym.



4. Działalność na wschodzie Ottona Wielkiego.

Dzieło podboju Połabian prowadził po śmierci Henryka syn i następca jego Otto I Wielki (937—973). Działalność jego nie ograniczała się do samej akcji wojennej, w parze z nią szła wytężona praca organizatorska. Zaczął ją Otto od zaprowadzenia pewnych ulepszeń w organizacji wschodniego pogranicza. W czasach Henryka I podlegało ono nadzorowi jednego tylko dowódcy, teraj rozdzielił je Otto na dwie części, północną i południową, i na wodzów wynalazł bardzo odpowiednich ludzi: północ powierzył opiece Hermana Billinga, a południe — opiece Gerona. Z czasem dla pierwszej części przyjęła się nazwa Marchii Północnej, dla drugiej — nazwa Marchii Wschodniej.

W dziejach podboju Słowian połabskich marchie odegrały decydującą rolę. Zadaniem ich było strzec państwa niemieckiego przed napadami Słowian, margrabiowie jednak pojęli swe obowiązki szerzej, a mianowicie w zupełnym wytępieniu wschodniego sąsiada i wcieleniu ziemi jego do niemieckiej ojczyzny upatrywali właściwą swą misję. Jak obszar marchii wzrastał, okazać można na przykładzie marchii Gerona. Zalążkiem jej była cząstka północnej Turyngii. Z czasem przyłączono do niej część obwodu szwabskiego, a jeszcze później resztę północnej Turyngii, w której obrębie leżało ważne miasto Magdeburg. Stąd obszar marchii przesunął się na prawy brzeg Łaby; pierwszym okręgiem słowiańskim, który w tej stronie dostał się pod zarząd Gerona, była ziemia Morzyczan (pagus Moraciani); był to już niewątpliwie owoc jego podbojów. Potem rosła marchia niemal z roku na rok, a największy zasiąg ku wschodowi osiągnęła w roku 963, kiedy pod nadzór Gerona dostał się duży szczep serbski Łużyczan a ponadto cząstka państwa polskiego. Była to chwila, w której ekspansja Niemiec nie zatrzymała SIĘ na Odrze, lecz przekroczyła ją w dolnym biegu i sięgnęła po dolną Wartę. Rzecz znamienna, iż sprawca owych zdobyczy, margrabia Gero, ustąpił z zajmowanego stanowiska właśnie w 963 roku, kiedy stanął u szczytu powodzeń.

Umiejętnym urządzeniem marchii przygotował Otto grunt pod trwały zabór słowiańskiej ziemi, ale na tym nic kończyła się organizatorska jego działalność, dla tychże celów umiał on użyć także Kościoła; role zostały rozdzielone w ten sposób, iż marchie realizowały cel środkami wojennymi, a Kościół — środkami pokojowymi. Pierwsza organizacja Kościoła dla Sin-wiati potabskich była wiośnie dziełem Ottona, Początek ku temu dało erygowanie dwóch biskupstw, w Hobolinie (°4o) i Braniborzu (948); w obu tych grodach istniały chramy ku czci rodzimych bóstw słowiańskich, które stanowiły oparcie dla pogaństwa i równocześnie były ochroną słowiańskości przed naporem germanizmu; leżało przeto w interesie Niemiec opanowanie przede wszystkim takich ognisk narodowej odporności Połabian. Ku temu wiośnie zmierzały postanowienia Ottona.

W miarę, coraz dalszych postępów oręża niemieckiego mógł Otto I pomyśleć o założeniu dla świata słowiańskiego nawet osobnej metropolii. Stało się. to Faktem w roku 968, przy czym na siedzibę arcybiskupów obrany został Magdeburg. Metropolii tej podporządkowanych zostało pięć sufraganij, z których dwie już istniały (Hobolin i Branibor), a trzy teraz właśnie powstały; ośrodkami ich stały się. miejscowości: Merseburg, Życz i Miśnia. Metropolia magdeburska objęła ludy serbskie i weleckie, dla Obodrytów natomiast ustanowił Otto I osobne, szóste z rzędu, biskupstwo w S t nr ogar d zi a (Oldenburg), podporządkowane metropolii hamburskiej.

Tworząc organizację Kościoła dla Słowian połabskich miał Otto I wyraźne cele przed oczyma. Narodowości w dzisiejszym tego słowa znaczeniu nie znano w tamtych czasach, narodowość pokrywała się wtedy z przynależnością państwowy, ludzi natomiast dzielono najczęściej według wyznania. Przez pozyskanie Słowian dla chrześcijaństwa znikała najważniejsza różnica, jaka dzieliła ich od Niemców, w ślad ZB czym łatwiej można było przeprowadzić ich germanizację. Żeby zaś misje mogły osiągnąć powodzenie, musiało się duchowieństwo nauczyć języka słowiańskiego. Rozumiejąc doniosłość tej sprawy założył Otto I w Magdeburgu klasztor, w którym zakonnicy uczyli się. po słowiańsku, po czym udawali się do Słowian. Sam nawet Otto uczył się i w jakimś stopniu opanował mów? słowiańską.

Mimo tych zabiegów praca misyjna szła opornie. Wiele złożyło się na to przyczyn. Najwięcej na szali zaważyło opaczne pojmowanie przez Niemców samego apostolstwa. Jak władze świeckie tak też niemieckie duchowieństwo patrzyło na nie przeważnie pod kątem widzenia materialnych korzyści i terytorialnych zdobyczy. Znakomity uczony niemiecki A. Meitzen nie wahał się powiedzieć: „To nawrócenie bodaj że się. nie różniło od podboju”. Szerzeniu się chrześcijaństwa stawała na przeszkodzie nienawiść Słowian do Niemców, lud słowiański nie chciał słyszeć o nowej wierze, ponieważ głosili ją śmiertelni wrogowie; kurczowo trzymając się. wiary przodków szukał w niej ratunku od zguby. Niestety, ratunku nie znalazł. Niemal wszystkie powstania Połabian miały — między innymi — religijni podłoże, niemal każdy ich bunt wyładowywał się przede wszystkim nienawiścią wobec niemieckich duchownych. Dopóki trwało u nich pogaństwo, dopóty byli Słowianami, w miarę natomiast postępów chrześcijaństwa przeistaczali się zwolna w Niemców.

Marchie i Kościół – to były filary, na których oparły się germanizacyjne poczynania Ottona 1. Akcję tę przeplatały energiczne działania wojenne. Obaj margrabiowie, o których mowa była poprzednio, Herman Billing i Gero, wywiązywali się ze swych zadań z największą dla państwa niemieckiego korzyścią. Imiona ich Stały się niebawem głośne w całych Niemczech, t taktyka, jaką w zwalczaniu Słowian stosowali, budziła współcześnie i dzisiaj budzić musi zdumienie. Oto, jak w trudnej sytuacji radzi) sobie Cero.

W 939 roku wybuchło groźne powstanie Słowian. Do Gerona dotarła wieść, że przeciw niemu głównie zwraca się nienawiść mas i jego przede wszystkim zamierzają powstańcy podstępnie zabić. A on — jak pisze kronikarz Widukind — „za podstęp odpłacił im się podstępem”. Udając, że o niczym nie wie, zaprosił do siebie na ucztę trzydziestu słowiańskich książąt, spoił ich i — gdy bronić się nie mogli — kazał wszystkich wymordować. Niesłychany ten postępek wywoła! odruch wściekłości u Słowian. Uderzenia ich krwawy margrabia nie wytrzymał i cofnął się za Łabę. I znowu, nie mogąc sprostać przeciwnikowi na polu walki, chwycił się podstępu. Jeszcze od czasów Henryka l internowany był w Niemczech książę Braniborski Tęgomir; jego to przekupstwem i różnymi obietnicami pozyskał Gero jako narzędzie do pokonania Słowian. Tęgomir niby to uciekł od Niemców i przybył do rodzinnego Braniboru; tu, poznany przez rodaków, obwołany został księciem. Miał wprawdzie rywala w osobie synowca, ale pozbył się go w taki sam sposób, w jaki Gero pozbył się, książąt słowiańskich: zaprosił synowca do siebie i kazał zamordować. Potem, jako zwierzchnik swego państewka, poddał je Niemcom. Zdrada jego wywołała tak wielkie wrażenie na innych Słowian, że i oni zaprzestali walki i poddali się Niemcom.

Powstanie zostało wprawdzie zduszone, ale trwały pokój nie nastał. W 50-tych latach X stulecia rozpętała się wojna na nowo. Początkowo wiodło się Słowianom, gdy jednak Otto zebrał znaczne siły, w walnym starciu nad rzeką Raksą (dziś Recknitz, wpadająca na północ od Roztoka do Bałtyku) zadał im w roku 955 druzgocącą klęskę. Wszystkie te niepowodzenia nie zdołały złamać oporu Słowian. Niemcy musieli podejmować kilka jeszcze wypraw, by zmusić ich do uległości; mimo to nie osiągnęli rozstrzygnięcia takiego, jakie by im zapewniało trwale nad Słowianami panowanie.

Napór w dobie Henryka I i Ottona Wielkiego prowadzony był z wielką energią, dzieje Słowian połabskich nie znają uderzeń równie potężnych. Siły były nierówne: z jednej strony świetnie zorganizowani i metodycznie działający Niemcy, z drugiej — do walk z takim przeciwnikiem nie przygotowani Słowianie. Toteż nie byle jakim zapałem i hartem ducha rozporządzać musiała strona słabsza, jeśli złamać się nie dala.



5. Słowianie odzyskują pełną niezależność. Brutalne postępowanie Niemców nagromadziło u uciśnionych bezmiar nienawiści, która przy każdej sposobności wyładowywała się z żywiołową silą. Najgwałtowniejszy odruch, jaki zna historia Słowian połabskich, przypadł na czasy Ottona II, -następcy Ottona Wielkiego. Iskrą, która wznieciła wybuch powstania, stała się wieść o strasznej klęsce Ottona II pod Basentelto w Kalabrii, zadanej mu 13 lipca 982 roku przez Greków i Saracenów. Powstanie rozlało się szerokim pasem od Laby po Odrę, objęło łez zawojowane przez Henryka J ludy serbskie. Zrewoltowane musy nie znały w szaleństwie granic, plądrowały kościoły i klasztory, mordowały Niemców świeckich i duchownych, a gdy ich w ziemi ojczystej zabrakło, rzuciły sio. na niemiecką Norilalbingie. i spustoszyły ją ogniem i mieczem. Zaskoczeni Niemcy byli początkowo bezradni, po czasie jednak zdołali zebrać dość znaczne siły i stoczyli z powstańcami bitwę nad rzeką Tongerą (dziś Tanger), uchodzącą koło Tangerm Unde do Łaby. Bitwa było, zdaje się. , nierozstrzygnięta, ale obie strony zaprzestały dalszej walki z powodu poniesionych strat. Ostatecznym rezultatem powstania było zniszczenie panowania Niemców z prawej strony Łaby.

Za rządów trzeciego (III) z rzędu Ottona doszło do skutku kilka niemieckich wypraw, które zdołały częściowo powetować poniesione straty, osiągnięte jednak korzyści były niczym w porównaniu z tym, co pierwsi przedstawiciele Ludolfingów mieli już w swej mocy. Panowanie niemieckie było nadal ugruntowane jedynie na południu, wśród Serbów, północni natomiast Weleci i Obodryci cieszyli się całkowitą od Niemców niezależnością. Około roku 1000 istniała w tych stronach taka mniej więcej sytuacja, jaka była w dobie Karola Wielkiego: Łaba oddzielała świat słowiański od ziem podległych Niemcom, poprzez Łabę jedni i drudzy urządzali na siebie napady.

W stosunku Połabian do Niemców zaszła zasadnicza zmiana w tym dopiero momencie, kiedy jednym i drugim zagroziła Polska. Było to w czasach wielkiego polskiego monarchy Bolesława Chrobrego; dążył on do zjednoczenia jak największej ilości zachodnich Słowian, by razem z nimi przeciwstawić się Niemcom. Idei jego nie pojęli Słowianie. Podczas świąt wielkanocnych 1003 roku najdzielniejsi z nich, Weleci, przysłali do niemieckiego Henryka II poselstwo, by porozumieć się z nim co do wspólnego przeciw Polsce działania. Doszło więc do tego, że chrześcijański władca połączył się. z najzacieklejszymi poganami przeciw drugiemu chrześcijańskiemu państwu, przeciw Polsce; niewłaściwość sojuszu wytknął mu wybitny Niemiec współczesny, Bruno z Kwerfurtu. Cel koalicji został osiągnięty i Bolesław przeciw Niemcom zachodnich Słowian nie zjednoczył.

Podczas długoletnich zapasów Polski z Niemcami odetchnęły ludy połabskie, nie przedsięwzięły jednak środków, które by mogły je na przyszłość zabezpieczyć przed agresywnością Niemców. Na razie sytuacja nie była dla nich groźna, co więcej, Niemcom nie powodziło się w dalszym ciągu. Kiedy od Weletów zaczęli się domagać hołdu i danin, doszło do kilku pomniejszych utarczek, a wreszcie do walnej bitwy w 1056 roku; stoczono ją niedaleko ujścia Ha-weli do Łaby, pod grodem Przecławą (miejscowość ta nie przetrwała do naszych czasów i jedynie nazwa łąki „Pritzlav” zdaje się wskazywać jej położenie). Niemcami dowodził zarządca Północnej Marchii, margrabia Wilhelm. Źródła współczesne (Annalista Saxo i Kronika Ekkeharda) nazwały bitwę „wielką klęską” Niemców i nadmieniły, że wojsko niemieckie częściowo zginęło od miecza, a częściowo podczas ucieczki utonęło w rzece. Z tego, że zginął także wódz naczelny Wilhelm, można nabrać wyobrażenia o rozmiarach klęski. Słowianie okrążyli po prostu nieprzyjacielskie wojska, odcięli im drogi odwrotu i wparłszy w kąt utworzony przez dwie rzeki, znieśli doszczętnie. Wiadomość o klęsce stała się nawet przyczyną przedwczesnego zgonu cesarza Henryka III, co daje pojęcie, jak ważną była bitwa i ile w niej wojska saskiego zginęło. Zakusy niemieckie o podporządkowanie sobie Słowian zostały zniweczone, & związek Weletów stanął u szczytu potęgi.

Okres świetności Weletów objął stulecie X i pierwszą połowę XI. Drugi główny lud północny, Obodryci, odgrywał wtedy drugorzędną rolę. Potem stanowisko obu państw uległo zasadniczej zmianie: kiedy Weleci zaczęli staczać się ku upadkowi, na czoło Słowian połabskich wysunęli się Obodryci. Nowy okres w ich dziejach zapoczątkował książę Gotszalk (zm. 1066). Wykazywał on dużą przedsiębiorczość w rządzeniu, ale zbyt gorliwie popierał chrześcijaństwo, czym zgotował sobie upadek. Obrońcą pogaństwa tudzież wolności ludu przed zakusami Kościoła i książąt saskich stal się książę Krut (zm. 1105). W toku 30-letnich jego rządów zostało zniszczone chrześcijaństwo, a znowu ugruntowana wiara pogańska. Panowanie jego przypadło na czasy osłabienia Niemiec, spowodowanego 2atargiem Henryka IV z papieżem Grzegorzem VII, Koniunktura była nadzwyczaj pomyślna, Krut osiągnął zupełną niezależność od Niemiec, co więcej, zdołał nawet podbić północnych Sasów; można było dokonać jeszcze więcej, a przede wszystkim wprowadzić w państwie reformy wewnętrzne i umocnić je do stawiania oporu wrogom w przyszłości, ale tego już Krut nie wykonał. W każdym razie okres jego panowania był czasem największej świetności Obodrytów.

Po Krucie doszedł do władzy syn Gotszalka Henryk (zm. 1127), zwany „królem słowiańskim”. Stworzył on rozlegle państwo, podlegały mu nie tylko wszystkie obodryckie, ale także niektóre weleckie szczepy a nawet mieszkańcy wyspy Rany; w dziejach Słowian połabskich bodaj czy istniał drugi książę, który by posiadał tak wiele ziem. Mimo to państwa Henryka nie można nazwać potężnym, ile że władza jego opierała się na kruchych podstawach, na protektoracie książąt saskich. Niewiele więc pożytku miała z tego Słowiańszczyzna, tym bardziej, że „król” był na pół zniemczony i o interesy Słowian nie dbał. Po śmierci jego stało się państwo obodryckie widownią zamętu, który zniweczył przodowniczą rolę Obodrytów wśród Połabian.



6. Ponowny napór Niemców i upadek państw słowiańskich. Po bitwie pod Przecława (1056) związek welecki stanął u szczytu potęgi. Nie trwało to jednak długo. Niemal nazajutrz po wielkim zwycięstwie, mianowicie w 1057 roku wybuchła wśród Weletów wojna domowa. Czego nie dokonały najazdy Niemców, to zrobili Słowianie sami: wewnętrzny rozstrój zniszczył ich federację; 2 czterech szczepów rdzennych, które stanowiły fundament zrzeszenia, dwa dostały się pod władzę obodryckiego księcia Gotszałka, a dwa zostały nadal w związku, osłabiona jednak federacja nie posiadała już tej powagi i znaczenia, co dawniej. W czasie europejskiego sporu o inwestyturę mógł SIĘ związek dźwignąć z upadku, tymczasem niepojęta apatia ogarnęła jego członków; gdy Henryk IV zwracał się do nich z prośbą o pomoc, otrzymał odpowiedź, że ziemia, jaką posiadają, zupełnie im wystarcza, i że są zadowoleni, gdy mogą obronić granice swego państwa. W dobie podróży misyjnej biskupa Ottona na Pomorze (1127) słyszymy po raz ostatni o niezawisłości politycznej Weietów, potem urywają się wiadomości źródłowe i dopiero około r. 1170 dowiadujemy się, że ziemie obu szczepów, które do ostatka tworzyły związek, były jui własna-jcią książąt pomorskich. Kiedy i wśród jakich okoliczności zostały przez nich opanowane, brak bliższych informacyj.

Monarchia Obodrytów stała się. po śmierci Henryka Cotszalkowicza widownią wewnętrznego zamętu. Jednolite dotychczas państwo rozpadło się na dwie części; zachodnią i wschodnią; w pierwszej walki domowe wyniosły na tron Henrykowego bratanka, Przybysława, w drugiej — wielmożę obodryckiego Niklota. Aczkolwiek obaj pragnęli być niezależnymi od Niemiec, a Niklot w czasie swych rządów ztożyl niejeden dowód poświęcenia i bohaterstwa, napór Sasów był tak gwałtowny, że wytrzymanie tego nacisku przekraczało siły państewek słowiańskich. Kiedy w dodatku książę saski Henryk Lew sprzymierzył się z królem duńskim Waldemarem, Jos Obodrytów został przypieczętowany; wzięci we dwa ognie — ulegli. CZĘŚĆ zachodnia utraciła niepodległość wcześniej (w latach 1134 do 1139) aniżeli część wschodnia (w latach 1160 do 1164); mężny opór Niklota zdołał opóźnić upadek podległych mu ludów, o losie ich rozstrzygnął zgon obrońcy w jednej z potyczek.

Mowa była dotychczas o naczelnych państwach Słowiańszczyzny połabskiej; należy się jeszcze słów kilka państewkom mniejszym; w rachubę wchodzą dwa przede wszystkim: lańskie i braniborskie. Na niewielkiej, ale gęsto zamieszkałej wyspie Ranie istniało udzielne państewko od dawien dawna, w X jednak i Xl stuleciu nie grało znaczniejszej roli, dopiero w XII wieku jak meteor zabłysło i zgasło. Wpływy i znaczenie jego przypadają na czasy słabości Weletów; jak Weleci dawniej, tak Ra-nowie po nich pełnili rolę obrońców pogaństwa. Oni to wypowiedzieli Szczecinianom wojnę za sprzeniewierzenie się wierze przodków i przyjęcie chrześcijaństwa, oni podczas wyprawy krzyżowej Sasów przeciw Słowianom w 1147 r. przyczynili się głównie do niepowodzenia wyprawy. Jakoż w najbliższym czasie (1147—1159) grali w Słowiańszczyźnie połabskiej rolę przewodnią, a na Bałtyku zdobyli nawet hegemonię. I znowu — rzecz znamienna — jak u Weletów, tak samo u Ranów po okresie największej świetności przyszła nagle katastrofa. Zagrożeni przez nich Duńczycy zebrali wielkie siły i od roku 1159 rozpoczęli systematycznie najeżdżać wyspę; reszty dokonali Niemcy. Za sprawą Henryka Lwa powstała przeciw Ranom koalicja, do której przystąpił Przybysław obodrycki i pomorscy książęta Kazimierz i Bogusław. Napadnięci od strony morza przez duńskiego Waldemara a od lądu przez słowiańskich przeciwników, Rano więc musieli kapitulować. Z r. 1168 przestali być ludem niezależnym i dostali się pod zwierzchnictwo duńskie.

O ile w omówionych wypadkach ludy połabskie traciły niepodległość na skutek działań wojennych, całkiem inny przebieg miało to w Braniborze. Od roku 1134 zarządzał Marchią Północną Albrecht Niedźwiedź z rodu Ballenstedt, po kądzieli potomek Hermana Billinga; Marchia Północna leżała z lewej strony Łaby, a Albrecht zapragnął opanować prawobrzeżne obszary i w tamtą stronę rozszerzyć swoje posiadłości. Znajdowało się tam państewko Stodoran ze stolicą w Braniborze. Rządził nim książę Przybysław. Albrecht wszedł z nim w zażyłe stosunki, a zwłaszcza dla planów swych pozyskał żoną jego Petrysę. Rezultatem tych zabiegów stał się zapis, w którym bezdzietny Przybysław przekazał swe księstwo Albrechtowi. W roku 1150 zmarł Przybysław, a żona zataiła śmierć tak długo, aż Albrecht przybył i obsadził Branibor załogą. Wprawdzie krewny zmarłego, Jaksa Kopanicki, wystąpił z pretensjami do tronu i Branibor odebrał, ale nie utrzymał się w nim na stale; po kilku latach uległ przewadze rywala, ponownie zaś Straconego Braniboru nikt już później nie zdołał wyrwać z rąk niemieckich. Albrecht nie poprzestał na opanowaniu tej ziemi słowiańskiej, z czasem zdobył ich więcej, przez co stał się założycielem obszernej Marchii Brandenburskiej, przekształconej w późniejszych czasach w państwo pruskie. Pozyskanie przezeń Braniboru służyć może za przykład „pokojowej” penetracji Niemców: dawała im ona to samo, co w innych wypadkach dawał oręż.



7. Dlaczego Słowianie połabscy upadli? Nad powodami upadku Połabian debatowano w nauce wiele i kwestia jest stosunkowo nieźle wyjaśniona. Powody były różnorodne; jedne tkwiły w nich samych, w ich właściwościach psychicznych i ogólnym uzdolnieniu, drugie były od nich niezależne. Niemało na azali zaważyła sama topografia kraju, której ludzie pierwotni przekształcić nie umieli. Ojczyzna Słowian połabskich przedstawiała osobliwy widoki bory i bagna powtarzały się w niej najczęściej, a miejsca zdatne na osadnictwo ludzkie rozrzucone były w różnych stronach i bardzo często borami lub bagnami szczelnie od siebie odgrodzone. W takich warunkach musiało się wytworzyć rozdrobnienie jednolitej pierwotnie masy, która te strony objęła w posiadanie.

Z tego znów wynikły dwa skutki fatalne:
1. niemożność stworzenia potęgi, jaką daje zjednoczenie,
2. ciągłe między poszczególnymi szczepami spory i walki.

Rozbicie wewnętrzne umieli wyzyskać Niemcy, kłócili jednych z drugimi i z kłótni wyciągali korzyści dla siebie. W sąsiedztwie z zaborczymi Niemcami upatrywać należy drugą przyczynę upadku Słowian połabskich. Bieg historycznych wypadków parł Niemców ku wschodowi, starcie więc z osiadłą tam ludnością było nieuniknione, a rezultat starcia zależał od talentu, jaki miały wykazać obie strony. I tutaj zaznaczyła się między nimi duża dysproporcja: o ile Niemcy wydali sporą ilość indywidualności naprawdę wybitnych, to Połabianie nie mieli ich prawie zupełnie, Nawet największe ich znakomitości, taki Krut czy Ni-klot, równać się nie mogły z królami i wodzami Niemców: z Henrykiem I, Geronem itd.

Ważną przyczyną niepowodzeń w zapasach z Niemcami była młodość kulturalna Słowian. Objawiała się ona w każdej niemal dziedzinie. Dla przykładu weźmy organizację polityczną. Ludy połabskie miały szczególną niechęć do silnej władzy monarchicznej. Księstwo obodryckie wykazywało wiele żywotności, ale targane ustawiczną niezgodą między księciem a masą ludową, zużyło na tym najlepsze swe siły. Gorzej było u Weletów; w IX wieku mieli oni monarchiczną formę rządu, a od X stulecia począwszy – republikański ustrój z wiecem jako najwyższą władzą. Dziwić się nie można, że taki ustrój okazał się niezdolnym do przetopienia kilku szczepów w jeden naród i zbudowania silnie spojonego państwa. Inne państewka słowiańskie nie wyróżniały się pod tym względem korzystnie, w zakresie politycznej organizacji wykazywały i one wręcz niemowlęctwo.

Wszystkie te niedomagania — niewątpliwie bardzo ważne — upadku Połabian nie zdołają jeszcze wytłumaczyć; wszakże istniały one równie dobrze w X jak i w XII wieku, a zatem zarówno w okresie najsilniejszych (X wiek), jak i o wiele słabszych (XII wiek) ataków Niemców, a mimo to nie w pierwszym, tylko w drugirn wypadku spotkała Słowian katastrofa. Zaważyć więc na szali musiało jeszcze coś innego. W ni e do mag ani ach owych upatrywać należy przyczyny dalsze, bezpośrednim natomiast powodem upadku Połabian stał się. rozstrój wewnętrzny i pochodząca stąd niemoc na zewnątrz ludu naczelnego, Weletów. W X wieku oni właśnie byli duszą oporu przeciw niemieckiej nawale, ich bohaterska postawa porywała resztę Słowian i od zguby ratowała wszystkich. W XII stuleciu była sytuacja inna, państwo Weletów znajdowało się w zupełnym rozkładzie, a skutki tego nie długo kazały na siebie czekać: skoro zabrakło przywódców, bezładnie działające rzesze musiały ulec przemocy.


Rozdział II GERMANIZACJA KRAJÓW POŁABSKICH



1. Relacja Helmolda. Napór w kierunku wschodnim przyniósł Niemcom bardzo pomyślne wyniki: objęli w posiadanie nowe tereny, a osiadłą na nich ludność przekształcili ze Słowian w Niemców. Jedno i drugie należy do najbardziej znamiennych zjawisk w nowszych dziejach Europy; proces wynarodowienia dokonany został w niejednym miejscu naszego kontynentu,ale bodaj nigdzie w tak wielkich rozmiarach jak pośród Słowian połabskich; jest to — rzec można — teren klasyczny, na którym najlepiej badać samo zjawisko.

Świadkiem wydarzeń końcowego okresu niepodległości Połabian był kronikarz niemiecki Helmold. Zajmował on probostwo w Dożowie nad Jeziorem Płońskim, w kresowej krainie słowiańskich Wągrów (w dzisiejszym wschodnim Holsztynie), Na co patrzyli co zasłyszał, spisał około roku 1170 w obszernym dziele, „Kronice słowiańskiej”. Dola podbitych Słowian odmalowana przezeń została w barwach ponurych. Kilka przykładów:
„Słowianie ustąpili ze wszystkich miast przyległych, w których mieszkali, a Sasina ich miejsce przybyli i tam się osiedlili, Słowianie zaś powoli wynieśli się zupełnie z kraju” (I, 84). – „Teraz zaś, gdy Bóg hojnie księcia naszego (Henryka Lwa) i innych książąt zbawieniem i zwycięstwy obdarza, Słowianie wszędzie zostali wytępieni lub wypędzeni, a od granic oceanu sprowadzone zostały ludy silne (Flamandowie, Holendrzy,Sasi, Holzaci, Westfalowie) i niezliczone, które ziemie Słowian posiadły, pobudowały miasta i kościoły i urosły w bogactwa nad wszelką miarę” (I, 89). – „Cały bowiem kraj Obodrytów i ziemie przyległe, do królestwa obodryckiego należące, przez ciągłe wojny, najbardziej zaśprzez tę ostatnią (z roku 1164) w zupełną pustynię zamienione zostały,a to za łaską Boga, dającego moc prawicy księcia; resztki Słowian,jeśli gdzie pozostały, z powodu braku żywności i spustoszenia pól tak silnie głodem dotknięte zostały, że tłumami uciekały do Pomorzan albo do Duńczyków, którzy bez żadnej litości sprzedawali ich Polanom, Serbomi Czechom” (II, 101).

Można by ilość cytatów powiększyć, ale i te wystarczą. W ich świetle Słowianie zostali już
to wytępieni, już to sami opuścili ziemię praojców, a w ich miejsce napłynęły różne ludy germańskie. W ocenie jednak tak doniosłych wydarzeń jedna rzecz domaga się koniecznie skontrolowania, a mianowicie: czy wszystko, co Helmold zanotował, zasługuje na wiarę?



2. Teorie o sposobie zniemczenia krajów połabskich. Faktem jest, iż podbite przez Niemców ziemie Połabian w krótkim stosunkowo czasie stały się niemieckimi. Weźmy jeden przykład. Pod koniec niepodległości Słowian połabskich bardzo ważną roi? odgrywali mieszkańcy wyspy Rany; oni to —po upadku państwa weleckiego — wysunęli się. na czoło obrońców słowiańskiego pogaństwa, które dla rzesz słowiańskich stanowiło najsilniejszą ostoję w zmaganiach się z Niemcami. Oczekiwali byśmy zatem, że także po utracie niepodległości wykażą Ranowie nie byle jaką odporność przeciw germanizatorskim zakusom. A tymczasem co się dzieje?

Przez jakiś czas wpływy niemieckie miały zamknięty dostęp na wyspę.Zwierzchnictwo nad nią sprawowali Duńczycy, a rodzimi książęta —nadzorowani przez zwierzchników — wykonywali nadal swą władzę; otóż nijedni ni drudzy nie mieli interesu popierać niemczyzny. Z czasem jednakuległy stosunki zmianie. Około połowy XIII wieku przybyły na wyspęniemieckie zakony, które w swych dobrach zaczęty osiedlać wyłączniewłasnych ziomków. Przez kilka dziesiątków lat w stosunkach etnicznychnie dało się zauważyć większych zmian, ale ciągły napływ niemieckichkolonistów zrobił wreszcie swoje; w toku XIV stulecia ludność wyspyuległa zupełnemu wynarodowieniu, w r. 1404 umarła ostatnia kobieta,która mówiła po słowiańsku. A zatem niewiele ponad sto lat trzeba było,by zgermanizować nieugiętych przywódców pogańskiej Słowiańszczyzny.Inne przykłady, jakie można by przytoczyć, złożyłyby świadectwoszybkich postępów germanizacji także w innych stronach połabskiegoświata. Otóż fakt taki musiał zastanowić badaczy, powstało też kilkateoryj, które usiłowały wytłumaczyć osobliwe zjawisko.

Prym wdociekaniach długi czas wiodła nauka niemiecka. Pojawiła się w niejnajpierw tzw. pragermańska teoria. Głosiła ona, że w dobie wędróweknarodów ludność germańska niezupełnie ustąpiła z ziem między Odrą iŁabą, że przeciwnie, dość znaczne jej resztki pozostały na miejscu; gdyzaś w toku V—VII stulecia Słowianie objęli te ziemie w posiadanie,osiedla germańskie utworzyły jak gdyby wyspy w słowiańskim morzu. Takistan rzeczy utrzymał się przez cały czas trwania słowiańskich rządów,pierwotni Germanie nie zatracili poczucia swej narodowej odrębności,a nawet udzielili pomocy świeżym zastępom niemieckich osadników, którzy— od XII wieku począwszy — zaczęli nadciągać w te strony; dzięki tejpomocy mógł cały kraj ulec szybkiej asymilacji. Teoria ta cieszyła sięwziętością w pierwszej połowie XIX wieku. Dalsze jednak badaniawykazały jej niezasadność i dziś nauka niemiecka uznaje za pewnik, żeprzed ruchem kolonizacyjnym, jaki na szerszą skalę zaczął się w XIIstuleciu, ludność między Odrą i Łabą była czysto słowiańska. I musi sięto uznać za pewnik, gdyż o, rzekomych pragermańskich wyspach niczegonie wiedzą historyczne źródła. Skoro zaś sprawa została postawiona wten sposób, trzeba było szybkie postępy germanizacji wytłumaczyćinaczej. Z sukursem co do tego przyszły badaczom relacje Helmolda.

Wieluniemieckich uczonych przyjęło je za podstawę swoich dociekań, a wynikostateczny badań głosił, że wskutek wytępienia słowiańskiej ludnościkraje połabskie łatwo mogły stać się niemieckimi. Jakoż z pierwszegorzutu oka trafności tego wniosku niczego zarzucić nie można, Helmoldpopiera go w zupełności. Pomimo to jednak i te rezultaty nie ostały sięwobec dalszych dociekań. Szczegółowe badania dyplomów, bardziejwiarogodnych od kronikarskiej opowieści, kazały nad niejednym przekazemHełmolda postawić znak zapytania. Studia w tym kierunku, zaczęte podkoniec ubiegłego stulecia, trwają w pełni do chwili obecnej i przynoszącoraz gruntowniejsze dzieła, które zawiły problem znakomicierozjaśniają. Szczególną uwagę skupił koło siebie sam kronikarz Helmold,tudzież jego dzieło. Nowsi historycy niemieccy przestali go darzyćzbytnim zaufaniem. W. Ohnesorge zwrócił uwagę, że Helmold pochodził zniskiego stanu, pełnił obowiązki proboszcza w zapadłej wsi, gdzie memógł należycie śledzić biegu rozgrywających się wydarzeń, a wreszcieprzejęty był duchem religijnym, co wycisnęło piętno na sposobieujmowania przezeń ówczesnych wypadków; jako syn ludu posiadał właściwątej warstwie skłonność do przesady, w naiwnej wierze nadawał tej lubowej plotce znamiona prawdy, a chętnie posługując się biblijnymizwrotami wypaczał po prostu przebieg niejednej sytuacji. Słowem, wieleu niego retoryki, z pozoru tylko wyglądającej na historię. W ostatnichczasach głos w tej sprawie zabrała nauka rosyjska. Żaden z niemieckichuczonych nie posunął się w krytyce Hełmolda tak daleko jak rosyjskibadacz D. M. Jegorow. Po prostu odrzucił on wszystko, co Helmold otępieniu Słowian napisał, a w to miejsce dał całkiem nowy pogląd nadzieje ich zaniku. We-dług niego Słowianie połabscy nie ulegliwynarodowieniu w wiekach średnich, lecz znacznie później, mianowicie wXVII stuleciu, po zniszczeniach i wyludnieniu spowodowanym przez30-letnią wojnę. W wiekach średnich odbywała się wprawdzie na ichterenie kolonizacja, ale rezultatem jej nie mogła być germanizacja,gdyż zarówno kolonizatorzy jak i koloniści byli Słowianami;kolonizowała słowiańska szlachta, a kolonistami byli przede wszystkimsłowiańscy i tylko w nieznacznej ilości niemieccy chłopi. Była to więckolonizacja wewnętrzna, element zewnętrzny odgrywał w niej całkiemdrugorzędną rolę. Wywody Jegorowa nie ostały się wobec krytyki.Przypomnijmy sobie, jak ruchliwymi byli Weleci i Obodryci w dobieniepodległości; czymże dałaby się wytłumaczyć zupełna ich bezczynność wstuleciach późniejszych, gdybyśmy wykluczyli germanizację i — zaJegorowem — upatrywali w nich Słowian aż do połowy XVII wieku? Czyż owarzekoma bezczynność nie będzie raczej wskazówką, że nie byli to jużSłowianie, tylko Niemcy? Wszystko wskazuje, że zniemczenie szerokichmas słowiańskich dokonało się w toku XIII i XIV wieku, a tylkorozrzucone ich wyspy przetrwały dłużej i dogorywały zwolna wpóźniejszych czasach. Jegorow omylił się co do narodowości takkolonizatorów jak i kolonistów: pierwsi z nich byli albo Niemcami, albozniemczonymi już Słowianami, a pośród kolonistów Niemcy stanowili nienieznaczny, lecz właśnie ogromny procent. Koncepcja o zgermanizowaniu iPołabian po 30-letniej wojnie jest niczym innym jak próba, zapełnienialuki spowodowanej rewolucyjnymi wynikami dociekań: skoro się odrzuciłoewentualność zniemczenia ich w toku średniowiecza, nie zostawało nicinnego, jak wynaleźć po temu jakąś inną chwilę. Tymczasem chwila, jakąJegorow wskazał, nie może być — według zgodnej opinii krytyków — uznanaza trafną. Teoria Jegorowa nie należy ani do pragermańskiej, ani doeksterminacyjnej grupy poglądów, usiłujących wyjaśnić szybki zanikSłowian połabskich; należy poniekąd do grupy asymilacyjnej, która wnauce zjawiła się na kilka dziesiątków lat przed wystąpieniemrosyjskiego uczonego. Skoro germanizacji odnośnych ziem nie dało sięwytłumaczyć ani zupełnym, wytępieniem tubylców, ani pomocą ze stronypro-germańskiej ludności, żmudne badania źródeł objawiły wreszciehistoryczną prawdę: przez duży napływ niemieckich osadnikówprzerzedzona i gospodarczo zrujnowana rzesza słowiańska nie była zdolnado skutecznej obrony i szybko uległa wynarodowieniu. W tym świetleprzekazy Helmolda, tu i ówdzie przesadzone, w wielu wypadkach muszą byćuznane za wiaro-godne. Teoria asymilacyjna wzięła dziś stanowczo górę wnauce i wróżyć jej można trwałe stanowisko, ile że wysnuta została znajbardziej prawdomównych źródeł i zgodna jest z doświadczeniami, jakiezna historia w innych stronach i czasach. Słowianie połabscy niezostali wytępieni, lecz — wskutek nadwątlonej odporności — przez Niemców wynarodowieni.


 


3. Przebieggermanizacyjnego procesu. Po utracie niepodległości dwa tylko czynnikiuratować mogły Połabian od wynarodowienia: niezależność gospodarcza lwłasna kultura. Nie dopisały oba. Cała energia Niemców zwrócona była kupopieraniu swoich ziomków i nietroszczenie się o Słowian, w takich zaśwarunkach samo życie podyktować musiało twarde prawa. Proceswynaradawiania odbywał się na drodze pokojowej, a zatem powoli, dziwićsię więc nie można, że uszedł uwagi współczesnych dziejopisów i nieznalazł oddźwięku w ich. dziełach.

Niemczenie zaczęło się odspołecznych szczytów, od rodziny książęcej. Po upadku niepodległościmonarchiczna forma rządu nie została zniesiona w tych państewkachsłowiańskich, w jakich istniała od dawna; książąt zostawiono, alepozbawiono ich dawnej samodzielności, o każdej ważniejszej sprawiedecydowała wola zwierzchników. Wiemy, że książęta, jakich rzeszepołabskie miały przed i po utracie niepodległości, byli ludźmi miernegotalentu; za tę przeciętność drogo zapłaciły podległe im ludy. Zależnośćod Niemców, tudzież związki małżeńskie z Niemkami szybko wypleniły znich poczucie słowiańskiej odrębności; nosili wprawdzie nadalsłowiańskie imiona, ale z ducha nie byli już Słowianami: przebywalichętnie w otoczeniu niemieckiej szlachty, gromadzili ją na swym dworze,obdarowywali ziemią ł wysokimi urzędami. Niemczyzna ciągnęła ich kusobie! Skoro zaś ewolucja w tym kierunku poczyniła postępy, wówczaswszystko, co zalatywało słowiańskością, stawało się dla książątpospolitym, z czasem nawet obcym: proces wynarodowienia był dokonany.
Wślady książąt poszła szlachta słowiańska. Obawa o utratę majątkówziemskich stała się dla niej bodźcem do nawiązania bliższych stosunkówz najeźdźcą; gdy zaś pożycie towarzyskie zostało sklejone, zaczęłasobie szlachta przyswajać od Niemców właściwe im urządzenia feudalne, azarazem wyzbywać się dawnego trybu życia i rugować słowiańskieobyczaje. Jak książęta, tak i ona pozostała wierna słowiańskiemuimiennictwu, ale była to tylko zewnętrzna powłoka, która np. Jegorowazawiodła w dociekaniach na manowce. Zobojętnienie dla słowiańskościprzez przodujący narodowi stan szlachecki było dla samej sprawydotkliwym ciosem, poza szlachtą bowiem nie mieli Słowianie przywódców winnych stanach.
Katolicki kler słowiański przedstawiał u Połabianznikomą ilość; jakoż nie mogło być inaczej, skoro w dobieniepodległości kurczowo trzymały się te ludy pogaństwa. W takichwarunkach duchowni niemieccy musieli mieć ogromną przewagę. Znamy jużusposobienie ich względem Słowian. W kronice Helmolda znajduje się wiadomość, iż niemiecki „ksiądz Bruno miewał kazania w języku słowiańskim spisane, które ludowi zrozumiale wykładał”, ale z samego zapisania osobliwości nabrać można przekonania, jak rzadko zdarzały się takie wypadki. Kościoły i klasztory spełniały rolę rozsadników niemieckiej kultury. Dopóki Połabianie trwali w pogaństwie, patrzono na nich z pogardą, jak na barbarzyńców, a skoro stali się chrześcijanami, zrozumieli, że i to nie zrównało ich jeszcze z Niemcami. Obodrycki książę Przybysław — według świadectwa Helmolda (I, 84) — skarżył się przed biskupem Geroldem w taki sposób; „Jeżeli książę i ty chcecie, żebyśmy jedną z hrabią (Adolfem holsztyńskim) wyznawali religię, niechże nam nadadzą prawa Sasów co do dóbr i podatków, a wtedy chętnie zostaniemy chrześcijanami, pobudujemy kościoły i zapłacimy przynależną dziesięciną”. Sama ta propozycja świadczy, że zaprowadzenie chrześcijaństwa w ‚niczym nie polepszało stosunku Niemców do Słowian. A ileż mówi rozpaczliwy wybuch obrońcy Obodrytów, księcia Niklota, który godził się uznać bogiem księcia saskiego Henryka Lwa i oddawać mu cześć boską.
Przejście słowiańskich dynastyj i szlachty do obozu zdobywców nie pociągnęło za sobą reszty ludności, tj. mas włościańskich. Na nich przeto spoczął ciężar ratowania ojczyzny przed zniemczeniem. Z historii czeskiej, tudzież polskiego Śląska, wiemy, że lud wiejski potrafi odegrać rolę niepokonalnej dla wynarodowienia przeszkody. Sytuacja włościan była od początku inna aniżeli sytuacja szlachty, lud wiejski nie miał tych powodów do bratania się z Niemcami, co szlachta, mógł przeto dłużej uchronić się przed zniemczeniem.
Nie było też zamiarem Niemców zrażać sobie zaraz na wstępie szerokich mas wiejskiego ludu, z gospodarczego punktu widzenia było to niepożądane, jakoż załatwienie się z chłopstwem musiano zostawić czasowi. Tymczasem w państwie zostało wszystko nastrojone na jeden ton, by mianowicie zwolna i systematycznie kruszyć słowiańską odporność. Niemcy patrzyli na Sto-wian jak na niższą rasę, nawet Niemiec ze Słowianki urodzony stal społecznie niżej od Niemca zrodzonego z matki Niemki. Lud przeto słowiański, pozbawiony -opieki prawa a obarczony na rzecz państwa i Kościoła przeróżnymi świadczeniami, opuszczony ponadto przez własnych książąt i wielmożów, nie znajdował nikogo, kto by mu przybył z pomocą. W takich warunkach najwytrwalszą nawet odporność zniszczyć ostatecznie musiał czas.
Znaną jest rzeczą, iż w chwilach ucisku bywa dla narodu ostoją własna tradycja i kultura. Do jakiejże tradycji nawiązać mieli Połabianie? Pogaństwo spełniało niegdyś rolę puklerza przeciw Niemcom, ale czyż zapewniło im zwycięstwo? Wiara w jego siłę musiała prysnąć pod obuchem nieubłaganej rzeczywistości. Do tego dochodzą braki innego rodzaju. W nauce zwrócono uwagę (A. Briickner), że lud połabski nie posiadał pieśni o bohaterach narodowych, które dla podtrzymania ducha narodowego miewają zazwyczaj olbrzymie znaczenie. Może źródła niemieckie nie dopisały wiadomościami co do tego, boć trudno uwierzyć, by tak dalece ubogą była twórczość ludowa Połabian; ale gdyby brak. taki był faktem, zjawisko szybkiego wynarodowienia stałoby się bardziej zrozumiałe.
W życiu codziennym zawsze i wszędzie stykał się chłop słowiański z Niemcami. W sądzie czy kościele, na targu czy nawet u siebie w domu — dokąd zgłaszali się poborcy podatkowi – ciągle obijały mu się o uszy dźwięki niemieckiej mowy. Nie mając możności w ojczystym języku umacniać się w nauce i czerpać z niej siły do stawiania oporu, przywłaszczał sobie lud wiejski te i owe niemieckie wyrazy, nasiąkał zwyczajami najeźdźców i zwolna przeistaczał się w Niemców. Każde pokolenie następne upodabniało się. do przybyszów coraz więcej, a± po jakimś czasie niczym się już od nich nie różniło. Pozostała jeszcze dziedzina życia miejskiego. W dobie niezależności Słowian nie było u nich miast w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, życie zaś przemysłowe i kupieckie skupiało się na tzw. podgrodziach. Ruch lokacyjny rozwinął się na wielką skalę dopiero w XIII wieku, kiedy Słowianie byli już podbici. W ruchu tym żywioł niemiecki odegrał dominującą rolę. Stosunek Niemców do Słowian, jak wszędzie tak i w miastach, wiele zostawiał do życzenia. Byt Słowianina w mieście był początkowo znośny, z czasem doznał znacznego pogorszenia; ludności słowiańskiej zaczęto odmawiać praw miejskich, wyłączono ją z cechów i nie przyjmowano do nauki rzemiosł. Zubożali Słowianie zepchnięci zostali na dalsze peryferie miast, a żyjąc w niedostatku nie mogli myśleć o ochronie swej odrębności narodowej, przeciwnie, przyjmowali zwolna mowę panującej ludności. Po zniemczeniu dynastyj i szlachty określenie „Słowianin” stało się synonimem warstw najniższych; z pojęciem takim stykamy się już w drugiej połowie XIII wieku. Zupełne atoli zniemczenie miast nierychło stało się faktem, ustawiczny napływ do ośrodków miejskich słowiańskiej ludności ?e wsi paraliżował poniekąd zabiegi Niemców. Skłoniło to ich nawet do zastosowania bezwzględnych zarządzeń. W roku 1462 wydani w Lubece prawo, że towarzyszami gildii nie mogą być ludzie słowiańskiego, tylko niemieckiego pochodzenia, a towarzysze i kramarze łubeccy, troszcząc się o czystość krwi swych kolegów, uchwalili w roku 1507 wymagać od wstępujących do ich cechu członków dowodu, że są prawdziwymi Niemcami, a nie Słowianami. Chyba po raz pierwszy zjawił się wtedy w Niemczech problem „rasy”. Wprawdzie nie każde miasto poszło w tym wypadku za przykładem Lubeki, ale w każdym nurtowała jednakowa niechęć do Słowian.
Jakże inne było położenie kolonistów niemieckich, którzy osiedlali się — początkowo w miastach, a potem także po wsiach — wśród Słowian. Przede wszystkim cieszyli się zupełną wolnością oraz otoczeni byli opieką prawa i protekcją rządu. Na wsi mieli samorząd gminny i rządzili się własnymi prawami, czym od razu wyżej stanęli od chłopów słowiańskich. Swoboda osobista, niezależność ekonomiczna, nauka: religijna w zrozumiałej mowie, a przy tym pewność zajmowanego stanowiska, wszystko to dodawało kolonistom energii do pracy i osiągnięcia dobrobytu. Zdarzały się nawet wypadki, że Słowian usuwano z ziemi, by osiedlić w ich’ miejsce Niemców. Przybysze niemieccy, obejmując w posiadanie pustkowia, licznym szczegółom topograficznym nadawali niemieckie nazwy, a ponadto na swój sposób przeinaczali miana starych słowiańskich osiedli. Jak szybkie postępy czyniła na tym polu germanizacja, świadectwem może być następujący przykład: w dokumencie z roku 1281 zaznaczył książę pomorski Bogusław IV, że wsie klasztoru hildeńskiego, niegdyś po słowiańsku nazywane, niemieckie już miana przybrały.
Niewdzięczna przemiana jakiegoś narodu na inny, której niekiedy dokonują zaborcze państwa, wymaga jednak długiego czasu i przebyć musi kilka etapów: najpierw trzeba ów naród pozbawić niepodległości, a następnie zniszczyć gospodarczo i pozbawić własnej kultury. W dziejach Słowian połabskich można te etapy ściśle ustalić.



4. Powolne znikanie wysp słowiańskich w obrębie niemieckiego państwa. Germanizacja na terenie Połabian nie wszędzie jednakowo szybkie czyniła postępy; w niektórych stronach szło to bardzo prędko, gdzie indziej znacznie wolniej, a nie brak nawet takich okolic, które po dzień dzisiejszy zdołały zachować swą słowiańskość. W XIII i XIV stuleciu tworzy} kraj cały istną pstrokaciznę językową, tzn. minęło się okolicę, w której brzmiała mowa słowiańska, a już wkraczało się do szeregu osad, gdzie słychać było mowę niemiecką, potem znowu wracały słowiańskie dźwięki i tak ciągle na zmianę. W miarę postępów germanizacji dokonywało się zacieranie owych różnic, język niemiecki zdobywał coraz szersze przestrzenie, a słowiański ustępował mu miejsca.
Bodaj najrychlej, w toku XIII wieku, zniemczona została ojczyzna Helmolda, kraina Wągrów. Dwie przyczyny złożyły się na to: eksponowane położenie kraju na najdalszym zachodzie i dotkliwe straty w ludziach poniesione przez Wągrów w walkach z Sasami. Inne ziemie dłużej zachowały swe słowiańskie oblicze. W ośrodku Weletów, w krainie Redarów, umilkła mowa słowiańska w drugiej połowie XIV w; bardziej na południu, na terenie państwa braniborskiego, w tych samych mniej więcej czasach. Ziemie Obodrytów, z których później powstała prowincja niemiecka Meklemburg, zatraciły słowiański charakter w toku XV stulecia i jedynie w południowo-zachodnim zakątku prowincji, w Puszczy Jablowej, utrzymali się Słowianie do polowy XVI wieku.

Ale szczególne zaciekawienie budzą trzy okolice przedwojennych Niemiec, w których słowiańskość utrzymała się najdłużej; są to: niewielki obszar kraju koło Łucbowa, na zachód od Łaby, okolica pomorskiego miasta Słupska, oraz — najrozleglejsze z nich wszystkich — Łużyce. Uderzyć musi geograficzne położenie owych cząstek niemieckiego państwa: jedna z nich znajduje się na zachodnim, druga na wschodnim, a trzecia na południowym jego krańcu, przy czym odległość między nimi jest bardzo znaczna.

Obszar koło Łucbowa zajmował niegdyś dość liczny szczep słowiański Drzewian. Niezwykłą była jego historia; aczkolwiek strony te stanowiły najbardziej kresową (poza Łabą) część Słowiańszczyzny połabskiej, a niepodległe W stracili Drzewianie jeszcze w dobie Karolingów (IX wiek), mimo to byli jednym z ostatnich połabskich ludów, jaki uległ zniemczeniu. W zestawieniu z szybkim zanikiem Weletów, Obodrytów i innych Połabian, odporność Drzewian budzić musi podziw. Co prawda, z pomocą przyszła im natura; warunki fizjograficzne, tj. lesisty i podmokły grunt, nie nęciły niemieckich kolonistów i dozwoliły Słowianom dłużej zachować odrębność. Żywotność ich zniszczyli Niemcy, wydając w XVII wieku specjalna zarządzenie, w którym zabronili im używania ojczystej mowy. Ale znamienna rola Drzewian nie kończy się na tak długim zachowaniu słowiańskości; jeszcze jeden szczegół z ich przeszłości godzien jest uwagi. Oto zostały po nich zabytki piśmienne, jedyne obszerne zabytki, jakie po dawnych Połabianach posiadamy; odgrywają one rolę słowiańskiego testamentu, gdyż powstały w najostatniejszej j fazie zaniku Drzewian.

Mieszkaniec tych stron, karczmarz Jan Parum Szulce (1678—1734), opracował kronikę ze słowniczkiem, w której opisał zwyczaje i tryb życia tamtejszych Słowian, a pastor wustrowski Chrystian Hennig zestawił — w początkach XVIII wieku — słownik ich mowy. Dla badaczy języka Połabian są to zabytki nieocenionej wartości. Dziad i ojciec Szulcego znali jeszcze dobrze ojczystą mowę, siostra rozumiała niewiele, a młodszy brat nic już nie pojmował. Zapisał więc Szulce znamienną uwagę: „gdy ja i jeszcze ze trzy osoby we wsi umrzemy, nikt już wiedzieć nie będzie, jak po słowiańsku nawet psa nazwać”. W toku drugiej polowy XVIII wieku umilkła i tutaj mowa słowiańska.

„Znacznie dłużej utrzymała się na przeciwległym krańcu niemieckiego państwa, w okolicy pomorskiego miasta Słupska. Terytorium to leży z prawej strony Odry, a zatem nie podpada pod zakres pojęcia Połabszczyzny; by jednak uzyskać pełny obraz stosunków w obrębie niedawnych Niemiec, wskazanym jest tutaj także te, wyspę uwzględnić. Może i dzisiaj żyje tam jaki starzec, który zna pewną ilość wyrazów ojczystej mowy, jeśli zaś nie ma takiego, to całkiem niedawno wymarła Słowiańszczyzna w tamtych stronach. Dla tej grupy jej przedstawicieli utarło się w nauce miano Słowińców. W toku XIX i w początkach XX stulecia zjeżdżali się do nich uczeni slawiści, by usłyszeć, jak brzmiała gwara ich przodków, a badacz niemiecki F. Lorentz zdążył nawet zebrać cały zasób używanych tam wyrazów i wydać zarówno słownik jak i gramatykę słowińskiego narzecza.

Do dni naszych ocalało w Niemczech jedno jedyne miejsce, gdzie ciągle rozbrzmiewa mowa dawnych Połabian; miejscem tym – Łużyce. Niezależność postradali Łużyczanie około półtora wieku później aniżeli Drzewianie, tj. w drugiej połowie X stulecia, mimo to wynarodowić się nie dali do chwili obecnej. Co im znowu przyszło z pomocą? I tutaj błotnisty, niedostępny teren niemało zaważył na szali, ale ważną rolę odegrał ponadto czynnik inny; w toku XIV wieku zostały Łużyce wcielone do państwa czeskiego, przy którym pozostawały po rok 1635, a jakkolwiek Czechy nieraz w tym okresie ulegały silnym wpływom niemczyzny. Mimo to niebezpieczeństwo germanizacji było tu mniejsze aniżeli w krajach wprost do Niemiec należących. Dziś ilość Łużyczan można szacować na około 500 tysięcy; bohaterstwo ich przetrwania winno doczekać się nagrody w postaci politycznej udzielności.



5. Co zostało dziś w Niemczech po Słowianach? Pozostałością po dawnych Słowianach są przede wszystkim sami ludzie. Nie może ulegać wątpieniu, że słowiańscy tubylcy nie zostali przez germańskich najeźdźców w pień wycięci, lecz zostali na miejscu Vf wielkiej masie. Później dopiero, wskutek napływu dużej ilości niemieckich osadników, masa ta uległa wynarodowieniu, tj. stała się niemiecką.

Nie można atoli stawiać jej na równi z rodowitymi Niemcami. Ludność wschodnich Niemiec przedstawia dość skomplikowany problem: z mowy i przekonania jest oczywiście niemiecką, ale z pochodzenia i rasy tylko w mniejszości należy do Niemców, w większości natomiast jest słowiańską. Po dzień dzisiejszy nie wygasła też jedna z dynastyj, jaka w swoim czasie nad pewną częścią Połabian panowała. W księstwie meklemburskim, które sformowane zostało z niektórych obodryckich i weleckich ziem, do r. 1918 panowała dynastia wywodząca się od dzielnego obrońcy Obodrytów, księcia Niklota. Wskutek przemiany ( w roku 1919) niemieckiego państwa z monarchii w republikę, dynastia ta została usunięta od władzy, ale członkowie jej żyją do naszych czasów. Rzecz oczywista, ze słowiańskością nie mają dziś nic wspólnego, mimo to jest faktem, że słowiańska ongiś dynastia — jak i masy ludowe — istnieją do chwili obecnej.

Zastanowić musi, że w języku zniemczonych Połabian nie ocalał żaden ślad ich mowy pierwotnej. Skoro taka masa uległa wynarodowieniu, oczekiwalibyśmy wpływu dawnej słowiańskiej na przyjętą przez nich niemiecką mowę, czyli — inaczej się wyrażając — niemczyzna między Odrą i Łabą winna być po prostu inna, aniżeli w krajach rdzennie niemieckich. Tymczasem językoznawcy twierdzą, że tak nie jest. W tych ł owych stronach utrzymywały się czas jakiś poszczególne słowiańskie wyrazy — np. na Rugii na oznaczenie miary zbożowej posługiwano się do końca XVI wieku słowiańskim określeniem „korzec” — z czasem i to wyszło z użycia, a w każdym razie przyjęcie przez Słowian niemieckiej mowy nie pociągnęło za sobą jakichś w niej przeróbek w duchu gwar słowiańskich.

Podobnie jak język, tak też obyczaj słowiański uległ zupełnemu zanikowi. Jedynie w pewnej gospodarczej instytucji dopatrują się niektórzy uczeni słowiańskiej pozostałości. Chodzi o stosunek między chłopem i panem. Na terenie zachodnich Niemiec, który niemieckim był od zagania historii, wytworzyło się tzw. władztwo gruntowe, na terenie wschodnich — niegdyś słowiańskich — ziem powstało tzw. władztwo dworskie; drugi z tych stosunków pozostaje w związku z rozwojem gospodarstwa folwarcznego) i wykazuje dalej posuniętą zależność wieśniaka od pana, aniżeli ma to miejsce w stosunku tamtym. Cały szereg uczonych z G. Belowem na czele widzi w instytucji dworskiego władztwa resztki słowiańskich urządzeń; bardzo to jednak wątpliwe.

Żadnych natomiast wątpliwości nie może budzić całkiem inna sprawa. Na obszarze wschodnich Niemiec roi się dziś od pseudo-słowiańskich nazw geograficznych (nazw miejscowości, mniejszych rzek, wzgórz, kompleksów leśnych itp.) Nazwy te nie zachowały się w pierwotnym słowiańskim brzmieniu, przeciwnie, dawna ich postać została niekiedy tak bardzo zniekształcona, że trzeba osobnych badań, by odtworzyć pierwotną, poprawną ich formę. Dziś nie są to ani niemieckie, ani słowiańskie nazwy, są to onomastyczne dziwolągi, wytworzone przez specjalne warunki Na cmentarzysku słowiańskości przypadła im rola jak gdyby ostatnich dokumentów, składających świadectwo, jaka tragedia rozegrała się tam w swoim czasie.

Źródło artykułu


kolovrat1


Słowianie połabscy

Źródło artykułu

Wśród blogerów i komentatorów Salonu24 pojawili się nasi sąsiedzi z zachodu, którzy zaprzeczają istnieniu historycznego zjawiska „Drang nach Osten”. Twierdzą oni, że „gadanina o rzekomym szatańskim planie „Drang nach Osten” budzić może jedynie uśmiech politowania”. I wydaje się im fałszywie, że ten termin został wymyślony dopiero w XIX wieku przez Polaka Juliana Klaczko.

Tymczasem nawet Encyclopedia Britannica tak definiuje ten znany na całym świecie niemiecki termin : „Średniowieczny Drang nach Osten był częścią ogólnej ekspansji niemieckiej i był szczególnie ukierunkowany na tereny między Łabą i Odrą.”


z


O niemieckim Drang nach Osten możemy mówić już od VII wieku. Wtedy został utworzony wielki związek słowiańskich ludów pod przywództwem kupca frankońskiego Samona. Około 630 r. Derwan, władca grupy południowej Słowian Połabskich zwanych Serbami wszedł w porozumienie z Samonem i przystąpił do związku. Jego ośrodek znajdował się w obrębie dzisiejszych Czech. Gdy młode państwo uwikłało się w wojnę z napadającymi na nich Frankami i wyszło z niej zwycięsko, czynem tym w historii zjednało sobie przydomek „pierwszej słowiańskiej zapory” dla germańskiego parcia ku wschodowi.

Słowianie przybałtyccy należeli do grupy północnej Słowian połabskich i mówili językiem zbliżonym do polszczyzny. Zapisali się w historii, gdy podczas bojów Karola Wielkiego (768-814) z Sasami wojska frankońskie zapuściły się na wschód od Łaby. Dzięki temu ich wodzowie zyskali możliwość przekonania się, że poza Łabą mieszkają liczne słowiańskie ludy, spośród których najprzedniejsi to Wieleci i Obodryci. I tak w 789 r. zostało ujawnione, że za Łabą żyją Słowianie. O Ranach dowiedziano się najpóźniej, gdy w hobolińskim dyplomie Ottona I wspomniane zostało „Mare Rugianorum”.

W 789 r. dowiedzieli się Frankowie o istnieniu państw Wieletów i Obodrytów. I Karol Wielki wytyczył swoje zachodnie granice. Znamy je z dokumentu z r. 805. Szła w pobliżu następujących miejscowości: Lauriacum nad Dunajem (koło Linzu w Górnej Austrii), Ratyzbony, Forchheimu, Bambergu, Erfurtu, Magdeburga, i Bardowika – źródła nazywają ją „granica serbska – limes Sorabicus. Objęła długi odcinek rubieży państwa frankońskiego. Dalszy jej ciąg opisał kronikarz niemiecki Adam z Bremy. Potem przyjęto jej nazwę „limes Saxoniae ”. Od Bardowika biegła w północnym kierunku przybliżając się do Hamburga osiągała Bałtyk w okolicach dzisiejszej Kilonii.

z

Powiększ!


Powiększ!

Słowiańszczyzna zachodnia i Germania. Czerwona linia – Limes Sorabicus przeprowadzony przez Karola Wielkiego w 805-809 r.: granica oddzielająca jego monarchie od Słowiańszczyzny zachodniej. Czerwonymi punktami jest zakreślona: zachodnia granice osadnictwa słowiańskiego: Hamburg, rzeka Ilmenawa, Brunszwik, góry Harcu, Fulda, Würzburg, rzeka Wernica.

z

Powiększ!

z

Powiększ!

Sam Karol nie zdobył zbyt wiele ziemi słowiańskiej – stworzył tylko jakby szkołę bardziej nowoczesnych germańskich zdobywców. Po zgonie jego następcy Ludwika Pobożnego państwo Karola wielkiego rozpadło się. Na zjeździe w Verdun w 843 r. trzej synowie Lotariusz, Ludwik i Karol podzielili je między siebie. Ziemie, które otrzymał Ludwik stały się podwaliną państwa niemieckiego.

Na zachodzie granice jego państwa trzymały się na ogół Renu. Na wschodzie granice były w pewnym sensie otwarte – Karol Wielki nie podbił Słowian połabskich – narzucał im tylko swoje zwierzchnictwo, które oni ciągle z siebie zrzucali.

Na południu granice państwa stanowiły grzbiety alpejskie, a na północy brzeg morski. Przyznane Ludwikowi państwo obejmowało niemal wyłącznie starogermańskie kraje: Bawarię, Alamanię z romańską Recją, Frankonię nad Menem i środkowym Renem, Turyngię oraz nadmorską Saksonię Ludwik zwał to państwo Frankonia Wschodnią, a nazwa ta utrzymywała się jeszcze długi czas po nim. Dopiero od połowy X wieku zaczęto mieszkańców nazywać zbiorowo: Theutonici – Deutsche. W toku XI stulecia ustalało się zwolna to określenie, aby stać się powszechnym w XII w. Nazwa dawnych Franków: Francigenes popadła w niemieckiej części w zapomnienie, za to przylgnęła do samych Franków zachodnich – dzisiejszych Francuzów.

Idea „Drang nach Osten” rozwijała się u ludów germańskich bardzo wcześnie – nie było jeszcze niemieckiego państwa, kiedy ją z wydatnym skutkiem realizowano. Kiedy wygasła dynastia Karolingów, doszła do władzy dynastia saskich Ludolfingów (1019-1024) i pęd ku wschodowi nabrał znacznego rozmachu. W tym okresie możemy już mówić nie o naporze na Słowian Germanów – rozpoczął się okres „Drang nach Osten” Niemców.

Już Henryk I (919-936) z Ludolfingów wszczął parcie wojenne na wschód – pobudował liczne twierdze i przygotował wojsko. Kronikarz Widukind tak przekazał o tym wiadomość: „Król Henryk ilekroć ujrzał rozbójnika lub złodzieja silnego i nadającego się do walki, uwalniał ich od zasłużonej kary, a osiedliwszy na przedmieściach Merseburga, obdarowywał ziemią i uzbrajał z obowiązkiem, aby wobec barbarzyńców dopuszczali się jakich zechcą zbrodni”. Jako barbarzyńców rozumiał Widukind wyłącznie Słowian połabskich. I tak do walki ze Słowianami został stworzony specjalny „legio collecta ex latroninus” – legion łotrów.

W latach 928-934 trwały systematyczne najazdy Henryka na ziemie Słowian. Pokonane zostały wszystkie ludy między Łabą, a Odrą oraz Czesi. Henryk otarł się nawet o zachodnie granice Polski, które stanowiła Odra. Ujarzmieniu uległ odłam Połabian południowych – Serbów znanych wcześniej jako zjednoczonych w czasach księcia Miliducha. Henryk I założył na ich ziemiach twierdzę Miśnię, która miała utrzymywać podbitych Słowian w posłuszeństwie i służyć do dalszych wypadów na wschód.

Dzieło dalszego Drang nach Osten prowadził dalej Otton I Wielki (937-973). Granice na wschodzie podzielił na dwie części i wyznaczył wodzów: północ powierzył opiece Hermana Bilinga (późniejsza nazwa Marchia Północna), a południe opiece Gerona (późniejsza nazwa Marchia Wschodnia).

Marchie nie tylko strzegły granic, ale dążyły do podboju Słowian Połabskich, zagarnięcia ich ziem i zupełnego wytępienia wschodniego sąsiada. Zalążkiem marchii Gerona była cząstka północnej Turyngii. Z czasem przyłączono do niej część obwodu szwabskiego, potem resztę północnej Turyngii z miastem Magdeburg. Stąd obszar marchii przesunął się na prawy brzeg Łaby – do marchii wcielono ziemie Morzyczan (pagus Moraciani). W 963 r. pod zarząd Gerona dostał się duży szczep serbski Łużyczan, a nawet cząstka państwa polskiego. Otton I wykorzystywał dla przyłączenia Słowian również Kościół. Utworzył dwa biskupstwa w Hobolinie (946) i Braniborze (947) i arcybiskupstwo w Magdeburgu (968). Uczony niemiecki A. Meitzen tak to określił: „To nawrócenie bodaj że nie różniło się od podboju”.

Słowianie Połabscy powstawali przeciw swoim ciemięzcom, którzy stosowali bezprzykładne mordy i podstępy, aby ich ujarzmić i podporządkować.

W czasach Ottona II, po jego klęsce pod Basantello w Kalabrii w 982 r. rozlało się powstanie Słowian na ziemiach od Łaby do Odry i objęło zawojowane przez Henryka i ludy serbskie – grupę południową Słowian połabskich mówiących językiem pośrednim miedzy polszczyzna, a czeskim. Słowianie spustoszyli nawet ogniem i mieczem niemiecką Nordalbingię. Bitwa nad rzeka Tongerą uchodzącą koło Tangermünde do Łaby przyniosła obu stronom ogromne straty. Ostatecznym rezultatem powstania było całkowite zniszczenie panowania Niemców z prawej strony Łaby.

z

Powiększ!

Za rządów Ottona III doszło do kilku niemieckich wypraw na prawą stronę Łaby, lecz osiągnięte korzyści terytorialne były niczym w porównaniu z tym, co pierwsi przedstawiciele Ludolfingów mieli już w swojej mocy. Panowanie, niemieckie było ugruntowane na południu, wśród Serbów. Na północy Wieleci i Obodryci cieszyli się całkowitą od Niemców niezależnością. Około 1000 roku istniała na tych ziemiach taka sama sytuacja, jaka była w dobie Karola Wielkiego. Łaba oddzielała świat słowiański od ziem podległych Niemcom – poprzez Łabę jedni i drudzy urządzali na siebie napady.

Niestety, Bolesławowi Chrobremu nie udało się zjednoczyć Słowian Zachodnich. Ludy połabskie odetchnęły tylko nieco podczas długoletnich zapasów Polski z Niemcami. W 1056 roku Wieleci stoczyli bitwę niedaleko ujścia Haweli do Łaby. Annalista Saxo i Kronika Ekkeharda nazywa tę bitwę pod grodem Przecławą „wielką klęską”. Zginął w tej bitwie nawet wódz wojsk niemieckich rządca Marchii Północnej Wilhelm. Niestety w następnym roku wybuchła wśród Wieletów wojna domowa i ich federacja została zniszczona. Około roku 1127, w dobie podróży misyjnej biskupa Ottona, usłyszano już po raz ostatni o niezależności Wieletów.

Monarchia Obodrytów też stała się widownią zamętu i podzieliła się na dwa państwa: zachodnie z Przybysławem i wschodnie z Niklotem na tronie. Napór Sasów był tak gwałtowny, że wytrzymanie tego naporu przekraczało siły państewek słowiańskich. W 1139 część zachodnia Obodrytów utraciła już niepodległość , część wschodnia po śmierci Niklota w jednej z potyczek ok. 1160 r.

Slavian

„Niklots Tod”, Theodor Shloepke, 1867,Staatliches Museum Schwerin.

 Powiększ: Christian Genschow, zamek w Schwerinie.

Istniały jeszcze dwa mniejsze państewka słowiańskie.

Na Ranie (czyli Rugii), państewko rozbłysło w XII wieku, w latach 1147 – 1159 Ranowie zajmowali wśród Słowian połabskich rolę przewodnią i ogromną na Bałtyku. Jednak najazdy Duńczyków od morza poczynając od r. 1159 r. i Niemców ze strony lądu, sprowadziły do utraty ich niezależności.

Państewko Stodoran ze stolicą w Braniborze opanował w 1150 r. Albrecht Niedźwiedź, a z czasem zagarnął więcej ziem słowiańskich stając się założycielem Marchii Brandenburskiej.

Bieg historycznych wypadków parł zaborczych Niemców ku wschodowi – młodość kulturalna Słowian oraz ciągłe spory wewnętrzne doprowadziły do ich przegranej z zachodnim sąsiadem.

Postępowała nadzwyczaj silna germanizacja Słowian. Najwcześniej, w XIII wieku zniemczona została Kraina Wagrów. W ośrodku Wieletów, w Krainie Redarów umilkła mowa słowiańska pod koniec XIV wieku. Ziemie Obodrytów straciły swój słowiański charakter w XV w – jedynie w Puszczy Jabłowej utrzymali się Słowianie do połowy XVI w. W okolicach Łuchowa na zachód od Łaby, zamieszkujący te ziemie Drzewianie, którzy utracili niepodległość jeszcze w czasach Karolingów wykazali niezwykłą żywotność. W XVII w. Niemcy wydali specjalne zarządzenie zabraniające im używania ojczystej – zbliżonej do polskiej – mowy. Mieszkaniec tych stron, karczmarz Jan Parum Szulce (1678-1734), który opracował kronikę ze słowniczkiem i tryb życia tych Słowian, zapisał znamienne słowa: „Gdy ja i jeszcze ze trzy osoby we wsi umrzemy, nikt już wiedzieć nie będzie jak po słowiańsku nawet psa nazwać”.

A dziś obumiera w okolicach Chociebuż język Łużyczan.

Od założenia Państwa Polskiego nacja niemiecka nadal jak się tylko dało – zbrojnie, intrygą lub naciskiem ekonomicznym realizowała politykę „Drang nach Osten”. Pięknie opisał to bloger Barbie, który zaproponował porównanie historycznych map od początku państwowości polskiej – czyli od koronacji Bolesława Chrobrego (1025) co 50 (a nawet co 100 lat). Można na nich dokładnie zaobserwować historię niemieckiego Drang Nach Osten!

Ja jeszcze dodam:

Niemcy wprowadzili niegdyś pojęcie „Zwangsgrenzen” (wymuszone granice) w stosunku do swoich wschodnich granic, które było narzędziem Drang nach Osten dla zdobywania dla siebie coraz to nowej przestrzeni życiowej.

Otto von Bismarck 26 marca 1861 r. pisał: „Haut doch die Polen, daß sie am Leben verzagen; ich habe alles Mitgefühl für ihre Lage, aber wir können, wenn wir bestehn wollen, nichts andres thun, als sie ausrotten; der Wolf kann auch nicht dafür, daß er von Gott geschaffen ist, wie er ist, und man schießt ihn doch dafür totd, wenn man kann”.

„Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia. Współczuję sytuacji, w jakiej się znajdują. Jeżeli wszakże chcemy przetrwać, mamy tylko jedno wyjście – wytępić ich; wilk nic nie poradzi na to, że Bóg go stworzył jakim jest, a jednak do wilka strzela się, kiedy tylko można.”

Tę ideę wytępienia Polaków w ramach Drang nach Osten realizował w XX wieku wybrany przez naród niemiecki wódz III Rzeszy Adolf Hitler.

z

Lebensraum III Rzeszy od 1933 r.

Czym to się skończyło – dobrze wiemy.

Teraz, w XXI wieku na naszej zachodniej granicy mamy państwo niemieckie, z którym pozostajemy w przyjaznych stosunkach. Jednak musimy pamiętać o naszych doświadczeniach historycznych na przestrzeni dziejów i dlatego budzić musi nasz niepokój negowanie przez obecnych na Salonie24 przedstawicieli społeczeństwa niemieckiego, istnienia zjawiska historycznego Drang nach Osten. Formułują oni pogląd: „gadanina o rzekomym szatańskim planie „Drang nach Osten” budzić może jedynie uśmiech politowania”. Takie wypowiedzi przypominają nam Polakom bardzo niebezpieczne dzieje z naszej wspólnej historii, kiedy to przodkowie aktualnych gości z Niemiec na Salonie24 uważali się za übermenschów

Jako jednak często bywały na terenie współczesnych Niemiec i zorientowany w poglądach moich tam licznych przyjaciół aż spod granicy z Holandią, jestem przekonany, że owe wypowiedzi goszczących na Salonie24 Niemców, należą do nietypowych, charakterystycznych dla marzeń niewielkiej, marginalnej grupy ludzi, którzy mówią o sobie tak: Ich bin Deutscher und Mitglied der Nationaldemokratischen Partei Deutschlands – die Volksunion. Und wie jeder Mensch habe ich Träume. In meinen Träumen bin ich edel – ich bin doch ein Patriot.

Zaprzeczanie Drang nach Osten jest charakterystyczne dla mentalności neohitlerowskiej i jest przejawem propagandy goebbelsowskiego typu.

Źródło: Niniejszy tekst powstał głównie na podstawie prac znanego mediewisty prof. Józefa Widajewicza. Mapy zaczerpnięte są z Internetu.

Źródło artykułu


Słowianie Połabscy – Jerzy Gąssowski
„Dzieje i kultura dawnych Słowian”
Warszawa 1964

Jednym z ważniejszych odcinków, na którym przejawiały się dążenia monarchii frankijskiej, było terytorium Słowian Połabskich. Już u schyłku VI w. zachodnie granice zwartego osadnictwa słowiańskiego dotarły do Łaby i ustabilizowały się nad tą rzeką w bezpośredniej bliskości takich ludów germańskich jak Turyngowie, Sasowie i Duńczycy. Mniejsze grupy Słowian przeszły na zachodni brzeg rzeki i zatrzymały się w głębi ziem germańskich.

W zapiskach karolińskich znajdujemy niekiedy wyraźne ślady dosyć daleko na zachód osiedlonych grup słowiańskich. Z dokumentu cesarza Ludwika Pobożnego wydanego dla biskupa Wtirzburga w latach 826-830, a odwołującego się do wydarzeń z czasów Karola Wielkiego, znajdujemy wzmiankę o dwóch plemionach słowiańskich, nazwanych tu Moinvinidi i Radanzwinidi, mieszkających na terenie diecezji wiirzburskiej między rzekami Menem a Radencą. Słowianie ci byli ochrzczeni i zaleca się w dokumencie wybudowanie dla nich kościołów.

Dokument księcia Bawarskiego Tassilona, wystawiony w 777 r. dla klasztoru w Kremsmtinster, mówi o nadaniu klasztorowi danin z osad słowiańskich położonych w górnej Austrii koło dzisiejszego miasta Steyer. Mowa jest tam m. in. o trzech żupanach (książętach) słowiańskich, których imiona brzmią Taliup, Sparuna i Fisso.

Również roczniki klasztoru w Fuldzie wymieniają liczne grupy Słowian mieszkających obok Franków w różnych miejscowościach należących do klasztoru (m. in. Giesa, Sa1zungen, Hagen, Sommerda i in.) i płacących należną daninę. Wspomniane wyżej grupy ludności słowiańskiej żyły bądź to w zwartych grupach plemiennych pod przywództwem lokalnych książąt, bądź to rozproszone w osadach obok ludności germańskiej. Ludność ta nie była w stanie zachować odrębności politycznej, a jedynie przez długi czas zachowywała odrębność etniczną, językową i obyczajową. Nie przedstawiała też żadnej groźby dla Franków. Stopniowo przechodziła proces asymilacji, do czego przede wszystkim przyczyniało się walnie skłanianie jej do przyjmowania chrześcijaństwa.

Poważny problem dla monarchii Franków stanowiły nie owe daleko wysunięte na zachód i rozproszone osady słowiańskie, a zwarte ich osadnictwo na ziemi, którą Słowianie przywykli uważać za swoją, na prawym brzegu Łaby i Solawy. Już w początkach VII w. trwały zabiegi Franków, zmierzające do podporządkowania sobie poszczególnych plemion czy związków plemiennych. Dowiadujemy się o tym ze wzmiankowanej już kilkakrotnie wiadomości o księciu związku plemiennego Serbów, Derwanie, w latach 30-tych VII w.

Z kroniki Fredegara wynika, że do czasu klęski Franków pod Wogastisburgiem Derwan był trybutariuszem tego państwa. Liczne plemiona, zasiedlające prawy brzeg Łaby występują już w najdawniejszych wzmiankach frankijskich w postaci trzech ugrupowań zwanych: Obodrytami, Wieletami i Serbami. Poszczególne związki plemion podlegały zmianom na przestrzeni czasu. Niektóre mniejsze plemiona widzimy raz w jednych, raz w drugich ugrupowaniach. Tyczy to zwłaszcza związku wieleckiego i obodryckiego. Niektóre plemiona występowały ze związku plemiennego i zyskiwały czasową niezależność. Wreszcie też niektóre związki plemienne rozpadały się na swoje części składowe, tworząc szereg równoległych sobie, nie związanych organizmów politycznych. Wobec pewnych luk w źródłach, jak i nie zawsze dokładnym rozeznaniu u kronikarzy, podane niżej zasięgi i składy związków plemiennych nie mogą być: przyjmowane z absolutną dokładnością.

Największe terytorium zajmował związek wielecki. Byli też Wieleci za czasów Karola Wielkiego uważani za najpotężniejszy lud nad południowym brzegiem Bałtyku. W źródłach karolińskich występują oni często pod nazwą Wiltzi, Vultzi, Welatabowie. Siedziby ich rozpościerały się nad środkową Łabą w górę od ujścia Eldeny. Na północy graniczyli ze związkiem obodryckim wzdłuż Stepienicy (prawego dopływu Łaby), Jeziora Moryckiego i rzeki Warnawy. Dalej granica szła brzegiem morza na wschód.

Wschodnie i południowe granice związku wieleckiego trudne są do bliższego sprecyzowania. Ulegały one zresztą pewnym zmianom na przestrzeni dziejów. Do ludów należących bezspornie do związku wieleckiego możemy zaliczyć: Nieletyków, Doszan, Wkrzan, Ratarów, Doleńców, Rzeczan, Czrezpienian i Chyżan. Każde z tych terytoriów plemiennych posiadało swój ośrodek, przeważnie w postaci obronnego grodu. Źródło karolińskie z połowy IX w., tzw. „Geograf Bawarski”, pisze, że na terytorium Wieletów znajduje się 95 grodów na obszarze 4 ziem plemiennych.

Związek obodrycki sąsiadował, jak już wspomnieliśmy, ze związkiem wieleckim. Jego granicą północną były wybrzeża Zatoki Lubeckiej, od ujścia Eldeny do rzeki Warnawy. Na wschodzie Obodryci sąsiadowali z Wieletami, na południu z Sasami. Na zachodzie najdalszy zasięg uzyskali w latach 804 do 809, kiedy to granica ich posiadłości docierała do Morza Północnego i ujścia Łaby. Podczas walk z Frankami granice te przesunęły się później na wschód. Na odcinku południowym granica, która osiągała dopływ Łaby, Stepienice, przesunęła się na północ aż do Eldeny. Stało się to wtedy, kiedy jedno z plemion związkowych, Glinianie, wystąpiło ze zrzeszenia. Właściwe ziemie związku ogarniały 4 plemiona: Wagrów, Połabian, Warnów i Obodrytów. W tym stanie mówi o nich w poł. IX w. „Geograf Bawarski” wyliczając im 53 grody, znajdujące się w posiadaniu ich książąt. W okresie wcześniejszym należały do związku plemiona Glinian, Smoleńców, Bytyńców i Morzyczan. „Geograf Bawarski” przypisuje Glinianom 7 grodów, a trzem pozostałym po 11. Wszystkie cztery wymienione tu plemiona wykazywały zawsze tendencje odśrodkowe wobec związku obodryckiego. W latach 811, 839 i 877 w wojnach Franków ze związkami Wieletów i Obodrytów plemiona Glinian i Bytyńców występowały oddzielnie.

Najsłabszym związkiem plemion był związek serbski (czy sorabski). Liczne plemiona tego związku widzimy tylko dwukrotnie zjednoczone pod jednolitą władzą. Pierwszy wypadek zresztą nie jest pewny. Tyczy to Derwana, o którym nie wiemy, czy władał wszystkimi plemionami związku. Pewniejszym faktem jest panowanie księcia Miliducha. O istnieniu tego księcia dowiadujemy się w roku jego śmierci – 806: „…Wtedy to został zabity Miliduch, król zarozumiały, który rządził u Serbów…” (Chronicon Moissiacense pod r. 806). Sami Serbowie siedzieli nad Łabą na wysokości i powyżej ujścia Sali. Pozostałe plemiona serbskie zajmowały międzyrzecze Łaby i Sali. Do plemion tam występujących trzeba zaliczyć Koledyczan, którzy w 839 r. mieli swojego księcia i oprócz stołecznego grodu jeszcze 11 mniejszych i Nieletyków, na terenie których znajdowały się jeszcze mniejsze plemiona Nudyków i Niżan, Głomaczów (Daleminców), Susłów i Chutyców. Największymi plemionami serbskimi byli Łużyczanie i Milczanie, siedzący w międzyrzeczu górnej Łaby i Nysy Łużyckiej.

„Geograf Bawarski” wyliczał na ziemi plemion związku serbskiego 50 grodów. Osobno uwzględnia 14 grodów na terytorium Głomaczów, Łużyczanom i Milczanom przypisuje po 30 grodów.

Na przestrzeni VIII i IX w. w oporze stawianym Frankom najważniejsza rola przypadła najpotężniejszemu związkowi wieleckiemu. Wieletowie nie tylko występowali przeciw Frankom, ale nękali również poważnie Obodrytów, którzy pozostawali na ogół wiernymi sojusznikami frankijskimi. Sytuacja taka była źródłem stałej troski Franków. W 789 r. Karol Wielki zebrał wojska Franków, Sasów i Fryzów oraz sprzymierzonych Serbów i Obodrytów, którymi dowodził książę Wacan. Armie lądowe przekroczyły Ren koło Kolonii, po czym przez ziemie saskie dotarły do Łaby, przez którą przerzucono dwa mosty, zabezpieczone konstrukcjami obronnymi drewniano-ziemnymi. Fryzowie wyruszyli drogą wodną wpływając na Hawelę. Wojska Karola Wielkiego wkroczyły na ziemie Wieletów, siejąc mord i pożogę.

Osaczeni ze wszystkich stron Wieleci nie zdołali wytrzymać długo naporu skoncentrowanego ataku, chociaż bronili się dzielnie. Walki toczyły się jednak do momentu, kiedy wojska najeźdźców zbliżały się do grodu Wielkiego Księcia, Drogowita. Drogowit, „który nad wszystkimi władcami Wiltzów (tj. Weletów – przyp. J. G.) górował tak szlachetnością rodu jak i powagą wieku” (Annales q. d. Einhardi), widząc bezsens dalszej walki, poddał swój gród, wydał Karolowi zakładników i złożył przysięgę na wierność Karolowi oraz Frankom. Za przykładem Drogowita poszli także i inni wielmoże oraz książęta plemion wieleckich.

Opisane w kronikach karolińskich wydarzenia z roku 789 pozwalają nam wysunąć szereg interesujących wniosków. Związek wielecki u schyłku VIII wieku należał nie wątpliwie do najsilniejszych organizmów politycznych na terenie Słowiańszczyzny. Rozmiar wojsk zgromadzonych przez Karola Wielkiego dla zwycięstwa nad Wieletami jest dobitnym. wyrazem siły związku plemiennego. Był to też niewątpliwie okres silnego wzrostu politycznego wewnątrz związku plemion. Postać Drogowita, wielkiego księcia, rysuje się jako wyraz tendencji zjednoczeniowych nurtujących wewnątrz związku. Działały tu jednak i siły wsteczne, opóźniające możliwość wzrostu jedynowładztwa. Rolę taką odgrywał wiec, posiadający rozległe uprawnienia.

W 823 roku dowiadujemy się o przybyciu przed oblicze Ludwika Pobożnego dwóch książąt wieleckich, pretendentów do tronu, Miłogosta i Całodroga. Byli oni synami księcia Liuba, który aczkolwiek otrzymał wraz ze swoimi braćmi władzę w związku plemiennym, sprawował ją sam z racji starszeństwa. Książę Liub zginął podczas walk prowadzonych ze wschodnim odłamem Obodrytów. Wtedy lud zgromadzony na wiecu powierzył władzę starszemu synowi Liuba – Miłogostowi. Rządy Miłogosta nie zadowoliły ludu, jako niezgodne z jego obyczajami. Został pozbawiony władzy przez lud, a tron książęcy oddano jego młodszemu bratu – Całodrogowi. Obydwaj bracia przedstawili cesarzowi prośbę o ostateczne rozpatrzenie sporu dynastycznego. Cesarz uznał jednak wolę wiecu i pozostawił przy władzy młodszego brata (Annales Regni Francorum, pod r. 823).

Wzmianka ta niedwuznacznie wskazuje, że polityka Franków zmierzała do podtrzymania roli wiecu. Dopóki wiec zachował uprawnienia do składania z tronu książąt, nie istniała możliwość wytworzenia się jednolitej, silnej władzy dynastycznej. Widzimy wszakże, że wiec dobierał księcia spośród najdostojniejszego rodu. Istniały więc przesłanki dla wytwarzania się władzy dynastycznej. Jednak polityczną rolę władzy książęcej ograniczał poważnie wpływ wiecu.

Wieletowie, jako związek plemion pozostających pod władzą wielkoksiążęcą występują wyraźniej w źródłach od 789 do 839 r. Po roku 839 aż do roku 937 nie posiadamy żadnych wiadomości o tych plemionach. Nie brały one udziału w walkach z Frankami, prowadzonych przez Obodrytów i Serbów. Jest to zastanawiające, skoro weźmiemy pod uwagę, że właśnie związek wielecki do roku 839 występował, najostrzej w walkach przeciw Germanom.

Kiedy w pierwszej połowie X wieku dowiadujemy się znowu o Wieletach, stanowią oni nadal związek plemion, ale już bez władzy wielkoksiążęcej. Być może, zamieszki wewnętrzne, wzrost tendencji odśrodkowych, spowodowały upadek władzy wielkich książąt a zarazem usunięcie się Wieletów z szerszej areny dziejowej.

Za czasów Karola Wielkiego związek Obodrytów występował stale jako bezpośredni wróg Wieletów a zarazem sprzymierzeniec Franków. W żywocie Karola Wielkiego, pióra Einharda, znajduje się wzmianka o wzajemnych stosunkach Obodrytów i Wieletów: „… Welatabowie dręczyli nieustannymi napadami Obodrytów, którzy z dawna byli sprzymierzeni z Frankami i żadne zakazy na to nie pomagały” (Einhardi, Vita Oaroli Magni, rozdz. 12).

Pierwszym znanym nam ze źródeł pisanych wielkim księciem Obodrytów był niejaki Wilczano. Panował on do roku 795, kiedy to zamordowali go Sasi, gdy przejeżdżał przez ich ziemie zdążając na dwór Karola Wielkiego. W roku 798 wymienia się wielkiego księcia Obodrytów Drożka, który był wiernym sprzymierzeńcem Franków. Podczas wojny, prowadzonej z sąsiednimi Duńczykami, Drożko został pobity. Nie mając posłuchu u swojego ludu zmuszony był opuścić swój kraj i udać się na dobrowolne wygnanie. Po jego ucieczce inny książę obodrycki, Godelaib sprawował władzę w związku plemiennym. Podczas dalszych walk z Duńczykami Godelaib został pojmany w niewolę i zabity za sprawą króla duńskiego Godofryda w 808 r. Po jego śmierci Drożko powrócił na tron i zawarł w 809 roku pokój z Duńczykami. Nie uchroniło go to jednak od śmierci z rąk wysłanników króla duńskiego.

W osiem lat później cesarz Ludwik interweniuje w sporze dynastycznym o stolec wielkoksiążęcy Obodrytów. Zasiadł na nim Sławomir, który powinien dzielić władzę z synem Drożka Czedrogiem. Sławomir pragnął zapewnić sobie jednowładztwo, a kiedy Ludwik, działając na rzecz miejscowego (słowiańskiego) obyczaju nakazał podział władzy, Sławomir wypowiedział Frankom posłuszeństwo. ,,I sprawa tak mocno go podrażniła, że zaczął zapewniać, iż nigdy odtąd nie przestąpi rzeki Łaby i nie przybędzie na dwór cesarski…” (Annales Regni Francorum, pod r. 817).

Sławomir przekroczył jednak Łabę, ale w zamiarach nieprzyjacielskich. W przymierzu z Duńczykami najechał północną Saksonię i razem z wojskami oraz flotą duńską oblegał bezskutecznie frankońską twierdzę Eselfeld. W 819 roku duża armia Franków i Sasów wkroczyła na ziemie Obodrytów i pojmała Sławomira. W Akwizgranie (Aachen), gdzie postawiono go przed sądem cesarza Ludwika, do oskarżycieli należeli także dostojnicy obodryccy, zarzucający mu wiele przestępstw, których dopuścił się jako władca swego ludu. Sławomir nie potrafił odeprzeć stawianych mu zarzutów i został przez Ludwika skazany na wygnanie.

Tron obodrycki przyznano za aprobatą cesarza Czedrogowi. Ale i rządy Czedroga nie zadowoliły Franków. Na zjeździe we Frankfurcie nad Menem w 823 r. zarzucono mu niewierność wobec Franków i nie stawienie się przed oblicze cesarskie. Posłowie cesarscy udali się do Czedroga i zażądali stawienia się jego przed Ludwikiem. Czedróg odwlekał jednak swój przyjazd dość długo, wreszcie w towarzystwie kilku dostojników stawił się przed obliczem cesarskim w Compiegne.
Fakt stawienia się uznano za dostateczne zadośćuczynienie i pozwolono mu wrócić do kraju. W 826 r. dostojnicy obodrzyccy złożyli skargę na Czedroga, któremu cesarz nakazał stawienie się przed sobą, pod rygorem surowych kar. Czedróg stawił się na sejmie w Ingelheim nad Renem. Cesarz zatrzymał go przy sobie, a pozostałym Obodrytom nakazał powrócić do kraju. Wysłał tam także swoich posłów, aby sprawdzili, czy lud życzy sobie nadal panowania Czedroga. Lud nie był w tej sprawie jednomyślny, ale cała starszyzna (książęta i dostojnicy) wypowiedziała się za Czedrogiem. Cesarz nakazał przywrócenie Czedroga do władzy i wziął zakładników, jako gwarancję wierności.

Stosunki wewnętrzne w związku Obodrytów przedstawiają się nieco odmiennie niż w związku wieleckim. Wyrażają się one przede wszystkim w innym stosunku księcia i tych wszystkich, których można uznać za wielmożów, do ludu. Tutaj konflikty interesów władzy i ludu zarysowują się znacznie wyraźniej, ale wiec ludowy nie ma możliwości złożenia księcia z tronu. Ostrość konfliktu doprowadziła jednak do sytuacji, kiedy Drożko w obawie przed gniewem ludu musiał opuścić kraj. Również stosunek wielkich książąt obodryckich do innych książąt i wielmożów związku jest bardziej niezależny, a często przeciwstawny.

Można przypuszczać, że związek plemienny Obodrytów miał charakter monarchii wojskowej, w której władza księcia była oparta na zaprawionej w boju drużynie, dającej możliwość przeciwstawienia się woli możnych i ludu. Wydaje się także, że w związku tym występowała hierarchia plemion, podporządkowanych hegemonii Obodrytów.

Kiedy podczas wojny z Godofrydem duńskim oderwały się od Obodrytów plemiona Smoteńców i Glinian, Drożko po zawarciu pokoju ruszył z posiłkami frankijskimi na główny gród Smoleńców. Po zdobyciu grodu podporządkował sobie zbuntowane plemiona.

Poważny wzrost znaczenia władzy wielkiego księcia jest tu świadectwem narastającego rozwoju stosunków plemiennych w państwowe. Tej sytuacji przyglądali się nie bez obawy Frankowie, dla których jedynowładztwo Obodrytów równałoby się powstaniu potęgi, zagrażającej wschodnim granicom cesarstwa. Dlatego naturalnym odruchem było tu popieranie udzielnych książąt, reprezentujących poszczególne państewka związku obodrzykiego. Usunięci w cień za panowania Sławomira, zaczynają się pojawiać na widowni aktywnej działalności politycznej, już za rządów Czedroga. Po traktacie w Verdun i podziale monarchii karolińskiej (polityka Karolingów w tym względzie nie uległa zmianie. Nadal usiłowano rozbić potęgę wielkich książąt obodrzykich. Kiedy w 844 r. do Ludwika Niemieckiego dotarła wiadomość, że wielki książę Obodrytów, Gostomysł, zamierza zrzucić więzy zależności od państwa wschodnio-frankońskiego, król Franków wyprawił się z wojskiem na ziemie obodryckie. W walkach Obodryci zostali ciężko pobici a Gostomysł poległ na polu bitwy. Po poddaniu się książąt plemiennych, Ludwik nie wyznaczył osoby wielkiego księcia, pozostawiając jedynie u władzy lokalnych książąt.

Jednak zabiegi te nie starczyły na długo, skoro już w 862 r. podczas walk Franków z Obodrytami, na czele tych ostatnich stanął wielki książę Dobomysł. Był on chyba już ostatnim wielkim księciem Obodrytów. W drugiej połowie IX w. zwyciężyły tu tendencje odśrodkowe, które doprowadziły do powstania szeregu niezależnych księstw. Podobny obraz widzimy w relacji Geografa Bawarskiego oraz później w połowie X w. Można przypuszczać, że upadek władzy wielkich książąt nastąpił na skutek przyczyn natury wewnętrznej. Mogła tu oddziałać zasada konieczności udziału w rządach najbliższych męskich członków rodziny wielkiego księcia. Przemiany te odbywały się w warunkach osłabionego nacisku ze strony władców wschodnio-frankijskich, gdyż od czasu śmierci Ludwika Niemieckiego (876 r.), do objęcia tronu przez Henryka I (918 r.) monarchia wschodnich Franków przechodziła kryzysy wewnętrzne i nie przejmowała ekspansji zewnętrznej.

Położenie geopolityczne Obodrytów było znacznie trudniejsze, niż Wieletów. Sąsiadowali oni bezpośrednio z Sasami i Duńczykami, a na zapleczu mieli nieprzyjaznych sobie Wieletów, najpotężniejszych ze Słowian połabskich. Stąd konieczność szukania sojuszu, przede wszystkim z Frankami, jak to było za czasów Karola Wielkiego, lub z Duńczykami przeciw Frankom, jak to widzieliśmy później. Nie słyszymy jednak o sojuszu obodrycko-wieleckim. Widać korzenie waśni sięgały bardzo głęboko.

Plemiona serbskie (sorabskie) wykazały najmniej tendencji zjednoczeniowych. Być może Derwan był już wielkim księciem plemion serbskich. W 748 r. podczas wyprawy Pippina frankońskiego przeciw Sasom, wielu książąt serbskich pośpieszyło Frankom z pomocą. W 805 r. wojska Franków i Sasów rozgromiły Siemila, księcia Głomaczów. Został on podporządkowany Frankom i musiał wydać swoich dwóch synów jako zakładników.

Już w następnym roku nastąpiło uderzenie na plemiona serbskie, którym przewodniczył książę Miliduch. Sposób, w jaki wymieniają źródła karolińskie Miliducha, pozwala przypuszczać, że był on wielkim księciem plemion serbskich. Podczas walk książę Miliduch został zabity, a kraj jego spustoszony. Fakt ten spowodował poddanie się innych, pomniejszych książąt Frankom i wydanie im zakładników jako rękojmi przyszłej wierności.

Od tej pory Frankowie często ingerowali w wewnętrzne sprawy plemion serbskich i czuwali nad ich lojalnością wobec siebie. Jeśli postępowanie jakiegoś władcy wydawało się Frankom podejrzane, natychmiast wzywany był do osobistego stawienia się przed cesarzem i wytłumaczenia się oraz oczyszczenia z zarzutów. Tak np. w 826 r. jeden z książąt serbskich Tęgło, został postawiony przed oblicze Ludwika i musiał bronić się przed stawianymi sobie zarzutami. Cesarz zezwolił mu na dalsze sprawowanie władzy, ale syn Tęgły pozostał na dworze cesarza jako zakładnik.

Jeszcze za panowania Ludwika Pobożnego, podczas wspomnianej już wyprawy na Wieletów i Glinian w 836 r. doszło także do starcia Franków z serbskim plemieniem Koledyczan. W czasie walk zdobyto siedzibę księcia Ciemysła oraz 11 innych grodów. Sam książę zginął. Natychmiast Koledyczanie wybrali nowego księcia, mimo nie zakończonej wojny. Ten zawarł pokój z Frankami, składając przysięgę na wierność cesarzowi, wydając zakładników i zgadzając się na płacenie wielkiej daniny.
Sądząc z tej wzmianki Koledyczanie należeli do silniejszych plemion w obrębie międzyrzecza Łaby i Sali. Nie byli oni jednak hegemonem wśród plemion serbskich. Poza jedynym Miliduchem nie widzimy żadnej postaci, która by mogła być uznana za wielkiego księcia, przewodniczącego związkowi plemion. Widzimy natomiast dostatecznie często plemiona serbskie, doraźnie zjednoczone do zaczepnych czy obronnych działań wojennych. Na tym jednak kończyło się ich współdziałanie. Nie znajdujemy też śladu istnienia stałego związku plemiennego, jak to widzieliśmy u Wieletów czy Obodrytów. W źródłach występują poszczególni książęta różnych plemion serbskich. W roku 856 rozmaici książęta serbscy występują jako sprzymierzeńcy Franków w wojnie przeciwko Głomaczom i Czechom. W roku 857 jeden z książąt serbskich Cześcibór, udziela schronienia księciu czeskiemu, który w wyniku sporów dynastycznych musiał opuścić swój kraj. Ten ostatni, dzięki interwencji Franków, zdołał odzyskać swoje dziedzictwo. Cześcibór był lojalnym współpracownikiem państwa wschodnio-frankońskiego (niemieckiego) i udzielenie azylu księciu czeskiemu musiało być aktem uzgodnionym politycznie z Niemcami. W swej działalności stanął jednak na przekór dążeniom ludu, pragnącego wojny z Niemcami. W toku 858 zginął z rąk własnych współplemieńców. Dążenia antyniemieckie silne były u Serbów i wyrażały się w licznych wyprawach podejmowanych przez ich plemiona, często w sojuszu z sąsiadami. W 869 r. występują przeciw Niemcom wspólnie z Susłami i Czechami, w latach 874 i 877 najeżdżają Niemców razem z Susłami.

Wreszcie w roku 880 Serbowie brali aktywny udział w wielkiej wyprawie na Turyngię wraz z Głomaczami, Czechami i zapewne przy współudziale wojsk wielkomorawskich. Działo się to bowiem podczas panowania Świętopełka Morawskiego. Podczas owego najazdu zostały także spustoszone osady Słowian wiernych Niemcom nad brzegami Sali.

Z przytoczonych licznych wzmianek można sobie wyrobić pogląd o sposobie postępowania Franków, a później zwłaszcza wschodnich Franków, czyli Niemców, z ludami słowiańskimi. Politykom i władcom frankijskim nie obce były cechy ustrojowe Słowian w omawianym okresie. Potrafili oni doskonale rozgrywać wszystkie słabe strony tych ustrojów a także rozbicie na niewielkie grupy plemienne, a nadto wykorzystywane były i podsycane stare waśni między poszczególnymi ludami. Stara rzymska zasada „divide et impera” stosowana była w całej rozciągłości i z powodzeniem.

Sposób ujarzmiania poszczególnych ludów słowiańskich przebiegał według pewnych schematów, różniąc się jedynie wariantami konkretnych sytuacji. Władca Franków organizował najazd na jedno z plemion czy związek plemion połabskich, wykorzystując aktualne jego osłabienie czy izolację wśród ludów sąsiednich. Zazwyczaj było to silne, skoncentrowane uderzenie, przy biernym czy aktywnym sojuszu Franków z otaczającymi atakowany lud plemionami. Podczas walk dążono przede wszystkim do zlikwidowania głównych ognisk oporu, istniejących w postaci umocnionych grodów. Najważniejszym aktem w tym względzie było zdobycie grodu, stanowiącego własność wielkiego księcia, czy też innego z książąt, odgrywającego najważniejszą rolę polityczną. Przy okazji trwała grabież, puszczanie z dymem osad, branie ludności w niewolę -mające na celu zarówno zastraszenie nieprzyjaciela jak i jego osłabienie ekonomiczne. Ważnym aktem politycznym w czasie wojny było dostanie w ręce napastników księcia oraz tych, których źródła określały wielmożami. W obliczu klęski wojennej i bezpośredniego zagrożenia swego życia książę zmuszony był do złożenia przysięgi na wierność cesarzowi, oddania kogoś ze swoich najbliższych jako zakładnika na dwór cesarski (zazwyczaj syna pierworodnego) i zobowiązania się do płacenia stałej – niejednokrotnie wysokiej – daniny. Zakładników pobierano także od tych wszystkich, którzy mogli mieć wpływ na rządy, ewentualnie pretendować do stolca książęcego.

Jeśli książe został zabity podczas walki lub odmawiał złożenia przysięgi, zdobywcy powodowali wybór na księcia takiego człowieka, który mając mir u swoich, godził się jednocześnie na warunki najeźdźców. W ramach polityki frankijskiej leżał więc interes utrzymania władzy książęcej, wyrastającej z miejscowej arystokracji.
Sądzić można, że w jakimś wymiarze utrzymanie na ziemiach uzależnionych władzy wielkoksiążęcej mieściło się w ramach polityki przynajmniej niektórych cesarzy frankijskich. Jednocześnie obserwowaliśmy zabiegi, zmierzające do możliwie jak największego osłabienia władzy książąt na rzecz książąt udzielnych.

Uzależniony książę musiał dosyć często, może nawet dorocznie, stawiać się przed oblicze cesarza, nie tylko wtedy, kiedy był wzywany w związku z podejrzeniami o nielojalność. Jednocześnie na dworze cesarskim znajdowali schronienie wszyscy potencjalni pretendenci do tronu książęcego, jeśli w ramach wewnętrznych sporów dynastycznych zmuszeni byli do ucieczki z kraju. Każdy niezadowolony z władzy księcia znajdował chętne posłuchanie u dworu cesarskiego.

Wysoki trybut, płacony przez księcia, ściągany był z owoców pracy całego społeczeństwa. Dla zniszczonych wojnami ziem był to często ciężar znaczny.

Uzależnienie pociągało za sobą form okupacji wojskowej, jak to można by sobie wyobrazić. Grody obronne nie bywały burzone. Pozostawiano podbitym ludom wiele zewnętrzno-formalnych cech niepodległości. Nie słyszymy także o próbach narzucania religii chrześcijańskiej uzależnionym Słowianom.

Niemniej formy i treści zależności były niezwykle uciążliwe. Wpływały one hamująco na gospodarczy, społeczny i polityczny rozwój uzależnionych ludów. Dlatego też widzimy ciągłe zrywanie się ludów połabskich do walki wyzwoleńczej. Co szczególnie interesujące – często był to wyraz woli ludu wbrew interesom księcia.

Należy jednak podkreślić, ze sposoby, jakie stosowali Frankowie wobec ludów słowiańskich przy ich podporządkowywaniu sobie, stosowane były takie przez silniejsze państewka słowiańskie wobec słabszych. Nie jest wykluczone, że ten typ zależności zachodził w związku plemiennym Obodrytów. Pierwotnie rolę czynnika ujarzmiającego sprawowało zapewne plemię Obodrytów, później, w X w. rolę ich przejęło plemię Redarów.
Obok stosunków wojennych i dyplomatycznych łączyły Franków i Słowian także stosunki handlowe. Wzajemna wymiana handlowa, z której przeważające korzyści ciągnęli kupcy frankijscy, służyła jednak przyspieszeniu rozwoju gospodarczego Słowian.

Pewne aspekty tej działalności handlowej były jednak bardzo niewygodne dla władców frankijskich. Dążenia do zwiększenia kontroli nad tym handlem, a zwłaszcza chęć ukrócenia wywozu broni na ziemie słowiańskie, spowodowały wydanie przez Karola Wielkiego w 805 r. edyktu ogłoszonego w Diedenhofen.

Paragraf 7 tego edyktu wyznacza szereg punktów, do których wolno dochodzić kupcom frankijskim. Tymi miejscowościami m.in. są: Bardowik, Magdeburg, Erfurt, Forcheim, Regensburg i Lorch. „I niech nie wiodą broni ani zbroi na sprzedaż. Bo jeśli znajdzie się u nich przewożoną, to niech będzie im zabrany cały ich dobytek i niech połowa przypadnie na skarb pałacowy, a druga połowa niech zostanie podzielona między wspomnianych dowódców (komendantów garnizonów wymienionych miejscowości – przyp. J.G.) i znaleźcę” – brzmią surowe słowa rozporządzenia. Mamy powody do przypuszczenia, że ten surowy ustęp rozporządzenia nie zawsze był przestrzegany, skoro weźmiemy pod uwagę znaleziska broni frankijskiej na połabskich terytoriach słowiańskich.

W każdym jednak wypadku rozporządzenie z 805 r. kładło kres szerokiej i swobodnej wymianie handlowej między Frankami a Słowianami, stawiając rangę stosunków wojennych i politycznych na pierwszym miejscu.

Wyrazem obawy przed najazdami Słowian na wschodnie ziemie Franków było wybudowanie u wschodnich granic Saksonii, na lewym brzegu Łaby długiego pasa umocnień, sięgających od ujścia rzeki Enizy do Dunaju aż po wybrzeże Bałtyku. Umocnienia te zwane „Limes saxonicus” i „Limes sorabicus” były prawdopodobnie założone przez Karola Wielkiego. Zaczynały się one w okolicach dzisiejszego Linzu, biegły brzegiem Dunaju do Regensburga (Ratysbony), dalej kierowały się na północ i docierały do brzegów Regnicy w pobliżu Norymbergi. Dalej od ujścia Regnicy do Menu przecinały wielką wtedy puszczę – Las Frankoński – i dochodziły do Erfurtu. Od tego miejsca brzegami Sali i Łaby osiągały Bardowick, skąd zwracając się na północny wschód biegły brzegiem Traweny (dziś Trave) a dalej Święciany do Morza Bałtyckiego.

Wymienione już wyżej punkty, do których mogli docierać kupcy frankijscy były właśnie umocnionymi bastionami na Limes saxonicus, siedzibami dowódców poszczególnych garnizonów. Pas umocnień dzielący posiadłości frankijskie od słowiańskich spowodował ostateczną stabilizację osadnictwa słowiańskiego nad Łabą i pohamował parcie Słowian na zachód. Stał się także wygodnym punktem wyjściowym dla agresywnych poczynań Franków w kierunku wschodnim. Dowódcy garnizonów pogranicznych czuwali nad „lojalnością” ujarzmionych plemion słowiańskich i prowadzili akcję szpiegowską na ich ziemiach.
Nie wiemy jak długo Limes saxonicus stanowił aktywną barierę militarną. Należy przypuszczać jednak, że już w 80 latach IX w. jego znaczenie zaczęło upadać. W połowie XI w., jak wiemy z relacji Adama Bremeńskiego (Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum II, 18), pamięć o limesie jeszcze nie zgasła i można było odszukać jego ślady w terenie. Nie posiadał on już jednak znaczenia militarnego, mimo że XI w. był okresem wielkiego wzrostu znaczenia politycznego i wojskowego Obodrytów i Wieletów.

Począwszy od wstąpienia na tron Henryka I (918 r.) rozpoczęła się nowa fala najazdów niemieckich, zapoczątkowanych kiedyś przez Karola Wielkiego i zaniechana po śmierci Ludwika Niemieckiego. Walki te, prowadzone ze zmiennym szczęściem przechylały szale zwycięstwa raz na stronę niemiecką, raz na słowiańską. W zasadzie jednak Słowianie znajdowali się w defensywie. W toku tych walk dochodziło do jednoczenia się przeciw Niemcom obydwu dawniej wrogich związków – wieleckiego i obodryckiego. Grupa plemion serbskich została jeszcze w pierwszej połowie X w. ujarzmiona całkowicie przez Niemców. Ważnym wrogiem Słowian zachodnich stało się około połowy X w. księstwo Polan, dążące do aneksji terytorialnej od strony wschodniej. Wieleci jednak jednoczyli się też z Niemcami w walce przeciw władcom Polan.

Dzieje upadku Słowian połabskich wykraczają chronologicznie poza ramy przyjęte w niniejszym opracowaniu. Ostateczny upadek ich następuje bowiem dopiero w XII w., aczkolwiek wyraźne jego znamiona zarysowały się u schyłku wieku XI. Przyczyn upadku i podboju Słowian połabskich dopatrywać się można przede wszystkim w ich słabości ustrojowej. Rozwijająca się początkowo instytucja wielkiego księstwa, powstająca w ramach związku plemion upadła już w połowie IX w. Umocniły się także siły odśrodkowe, na co wskazywaliśmy już wyżej. W obrębie poszczególnych związków plemion zarysowały się różnice zdań, prowadzące niekiedy do wojen pomiędzy poszczególnymi przedstawicielami związku. Czego nie mógł dokonać oręż wroga, czyniła waśń międzyplemienna. Nadmiernie rozbudowana rola wiecu ludowego była już w tych czasach zdecydowanym anachronizmem i powstrzymywała rozwój silnej, scentralizowanej władzy książęcej, która by mogła zapewnić Połabianom silną pozycję polityczną i militarną.

Aneksja niemiecka po połowie X wieku zmienia nieco swoje metody w porównaniu z epoką karolińską. Obok klasycznych sposobów ujarzmiania przez nakładanie trybutu i branie zakładników, mają tu miejsce i konkretne zabory terytorialne, w ślad za którymi następowali osadnicy niemieccy. Grody słowiańskie bywały obsadzane załogami niemieckimi, a świątynie pogańskie równane z ziemią. Pogaństwo, system wierzeń religijnych Słowian połabskich, stanowiło niewątpliwie ten czynnik ideologiczny, który sprzyjał tendencjom odśrodkowym. Z relacji kronikarzy wiemy, że każde, najmniejsze plemię posiadało swoje odrębne bóstwo i jego świątynię. Podczas wypraw wojennych noszono posągi bóstw, otoczone specjalną opieką.

Zachowały się stosunkowo późne opisy świątyń i obrzędów pogańskich u Słowian nadłabskich, bo pochodzące z XI wieku. Biorąc pod uwagę konserwatywność kultów religijnych można odnieść charakterystykę tych kultów do czasów z VIII-IX w.
W okresie około połowy X w., kiedy w związku wieleckim zaczęło się wysuwać na czoło plemię Redarów, również bóstwo tego plemienia, Swarożyc, czczony w głównym ich grodzie Radogoszczy, uważany był za najważniejszego boga całego związku wieleckiego. Według relacji Thietmara Marseburskiego Radogoszcz leżała pośród wielkiego lasu nad brzegiem Jeziora Doleńskiego. Las był uważany za poświęcony bóstwu i przez to nietykalny. Do grodu prowadziły trzy bramy, z których dwie były powszechnie dostępne, a trzecia wychodziła na brzegi jeziora. Wewnątrz grodu była tylko świątynia drewniana, której ściany spoczywały na fundamentach z rogów dzikich zwierząt. Zewnętrzne ściany świątyni pokryte były staranną płaskorzeźbą, pokazującą wizerunki bogów i bogiń. Wewnątrz świątyni znajdowały się postaci bóstw, zbrojne w straszliwe hełmy i pancerze, a każdy miał wyryte u spodu imię. Pierwsze miejsce wśród tych bogów zajmował Swarożyc, cieszący się największym nabożeństwem. W świątyni przechowywano też sztandary bojowe, zabierane stąd jedynie podczas wypraw wojennych.
Dla sprawowania kultu powołani byli osobni kapłani. Podczas składania ofiar i sprawowania obrzędów religijnych tylko kapłanom wolno było pozostawać w pozycji siedzącej, podczas gdy wszyscy inni musieli stać. Dużą wagę przypisywano wynikom wróżb, sprawowanych przez kapłanów. Każde zamierzone przedsięwzięcie, jeśli nie uzyskało pomyślnej wróżby, było zaniechane. Uważano także, że ilekroć zagrażają im niebezpieczeństwa długiej wojny domowej, wychodzi z jeziora dzik o spienionym pysku i tarza się w nadbrzeżnych mokradłach.

Ważną rolę przy wróżbach spełniał święty koń. Motyw świętego konia odgrywał ważną rolę nie tylko u Słowian połabskich, ale także u plemion pomorskich, jak to widzimy z innych wzmianek. Wojska wyruszające na wyprawę wojenną składały obowiązkowo cześć bóstwom, a po szczęśliwym powrocie obdarzały bóstwa darami zdobycznymi. Noszone w wyprawach wojennych posągi bóstw strzeżone były w sposób nadzwyczajny. W znanym wypadku, kiedy podczas przeprawy przez rzekę jeden z posągów utonął, zatonęło z nim razem 50 wojowników, mających na celu wyłączną obronę posągu bóstwa.
Ta ważna rola kultu religijnego spowodowała, że w walkach ze Słowianami starano się niszczyć przede wszystkim ich ważniejsze ośrodki kultowe. Zniszczenie świątyni Swarożyca w Radogoszczy w 1067 r. stało się przyczyną osłabienia ideologicznej przewagi Redarów a także jednym z czynników, który przyczynił się do upadku związku Wieletów.
O wierzeniach Słowian obodryckich pisze obszerniej Helmold, dziejopisarz z XII w. Jego zapiski odnoszą się do czasów wcześniejszych. Pisze on tak: „Prócz bowiem gajów i bogów domowych najpierwszą i szczególną cześć odbierali: Prowe, bóg ziemi stargardzkiej, Siwa, bogini Połabian i Radigost, bóg ziemi obodryckiej. Na służbę im poświęceni byli kapłani. Przynoszono im różne ofiary i rozmaitą cześć religijną im oddawano. Kapłan podług wskazania losów przeznaczał uroczystości, jakie na cześć tych bogów odprawiać miano. I wtedy schodzili się ludzie z żonami i dziećmi i bogom swym składali ofiary z wołów i owiec, a wielu i z ludzi chrześcijańskich, tych krew bowiem, jak tłumaczyli, szczególniej podobała się bogom. Po zabiciu bydlęcia kapłan krwi jego kosztował, by się zdolniejszym stać do przyjęcia wyroku boskiego; wielu bowiem mniema, że duchy diabelskie łatwiej krwią się wywołują. Po przyniesieniu ofiary podług zwyczaju lud oddaje się ucztom i weselu. Istnieje u Słowian dziwny przesąd; w czasie uczt bowiem i pijatyki obnoszą czarę ofiarną i na nią zlewają w imieniu bogów, to jest dobrego i złego słowa, nie powiem błogosławieństwa, lecz poddaństwa. Wyznają bowiem, że jak pomyślność od dobrego boga, tak nieszczęście od złego pochodzi. I dlatego też złego boga nazywają w swym języku Diabol albo Czerneboch, to jest czarny bóg”.

W późnych dziejach Słowian połabskich w XII w. doniosłą rolę odgrywała świątynia Światowita w Arkonie na Rugii, siedzibie plemienia Ranów. O plemieniu tym dowiadujemy się późno w źródłach pisanych, bo dopiero w XI w. Wcześniejsze milczenie źródeł na ten temat wynika z faktu, że Ranowie nie należeli do związku plemion obodryckich ani wieleckich i nie brali udziału w walkach przeciw Niemcom. Po raz pierwszy pojawili się zresztą w źródłach jako czasowi sprzymierzeńcy Niemców. Kult Światowita należał do wysoko zorganizowanych wierzeń pogańskich. Był on bóstwem państwowym, posiadającym stały, zorganizowany stan kapłański z arcykapłanem na czele. Rozwinęła się tam zresztą swoista odmiana teokracji, gdzie czynnikiem cementującym jedność plemion Ranów było bóstwo państwowe, Światowit. Posiadał on własną, doborową drużynę wojskową, biorącą w jego imieniu udział w walkach. Była więc to szczególnie żywa forma abstrakcji.

Znaczenie Światowita w ostatniej fazie dziejów Słowian zachodnich było olbrzymie. Wokół kultu tego bóstwa cementowała się świadomość narodowa tych ludów i ich wola oporu przeciw chrześcijaństwu oraz zaborowi germańskiemu. Miarą popularności bóstwa może być fakt, że nawet chrześcijański król Danii Swen (1146-1157) przysłał dary Światowitowi.
W roku 1168 Waldemar Duński zaatakował koncentrycznie Rugię, będącą zresztą groźnym gniazdem korsarstwa słowiańskiego na Bałtyku. Świątynia Światowita została zdobyta i zrównana z ziemią. Był to ostatni i decydujący cios zadany Słowianom zachodnim.

Na obszarze między Łabą i Salą a Odrą i Nysą Łużycką zachowały się po dzień dzisiejszy liczne nazwy miejscowości o słowiańskim brzmieniu, świadczące o pobycie tu ludności słowiańskiej. Jedynym żywym reliktem jest grupa słowiańskich Łużyczan, zamieszkujących na wschód od Drezna, wokół miejscowości Budziszyn (Bautzen). Ludność ta zachowała po dzień dzisiejszy swój język, wiele obyczajów a częściowo i kobiecy strój ludowy.

Wielowiekowa polityka wynarodowienia nie zdołała przełamać ludności łużyckiej. W Budziszynie nazwy ulic są dwujęzyczne – słowiańskie i niemieckie. Wychodzą książki i czasopisma łużyckie, istnieje specjalny Instytut Naukowy (Institut za Srbski Ludospyt), zespoły śpiewacze i taneczne w strojach ludowych.

Po innych grupach słowiańskich, wobec akcji germanizacyjnej zostały tylko wspomniane historyczne nazwy miejscowe i ślady archeologiczne. W Niemczech wilhelmowskich i hitlerowskich niechętnie zwracano uwagę na słowiańskie zabytki międzyrzecza Łaby i Odry. Te, które bywały wykopywane, chowano w czeluściach magazynów muzealnych.
Zmiana w tym zakresie nastąpiła dopiero po II Wojnie Światowej. Przystąpiono tam do planowych badań nad starożytnościami słowiańskimi, rejestracji grodzisk i cmentarzysk.

Obraz, jaki rysuje się w świetle inwentaryzacji i naniesienia na mapę grodzisk z VIII, IX i X wieku jest bardzo interesujący. Na wszystkich terenach zasiedlonych przez ludy słowiańskie obserwujemy znaczne zagęszczenie drewniano-ziemnych grodów obronnych. Koncentrowały się one zwłaszcza na terenach nadających się do uprawy rolnej, omijając zwarte obszary puszczańskie i jałowe gleby.

Ilość zarejestrowanych grodzisk przekracza znacznie cyfry, podawane przez „Geografa Bawarskiego” dla poszczególnych plemion. Stąd można wnioskować, że owe grody („civitates” w tekście oryginalnym) oznaczają te ośrodki grodowe, które były istotnymi centrami administracyjnymi plemion połabskich.

Położenie grodów jest zazwyczaj wysoce obronne. Lokują się one na wyspach jezior, półwyspach, w rozlewiskach rzek, na kępach między bagnami.

Znamy również cmentarzyska. Są to prawie wyłącznie ciałopalne groby, zawierające skromne wyposażenie. Obok grobów płaskich spotykamy także groby kurhanowe. Na całym terenie międzyrzecza Łaby i Odry nie widzimy w VII-IX w. prawie żadnych materiałów, związanych z pobytem ludów germańskich, wyłączając importy, jakie dostawały się tu drogą handlu.
W materiałach archeologicznych żywioł germański najwcześniej zarysowuje się na odcinku między górną Łabą a Salą. W stwierdzonych wypadkach jest widocznym, jak zabytki germańskie nawarstwiają się na stare materiały słowiańskie. Proces ten odpowiada najzupełniej obrazowi, jaki widzimy w świetle źródeł pisanych.

Na terytorium między Dolną Łabą a Odrą zabytki germańskie pojawiały się znowu znacznie później. Obfity ich napływ możemy obserwować dopiero w XIII w. Od VI aż do schyłku XII wieku królują tu zdecydowanie materiały archeologiczne słowiańskie.
Drzewianie

To jedno z najbardziej wysuniętych na zachód plemion słowiańskich. Zamieszkiwali puszcze na zachodnim brzegu Łaby. Należeli do Związku obodryckiego. Około 900 roku pokojowo podporządkowli się Niemcom, dlatego nie doszło do ich ludobójstwa, a język słowiański na ich terenie przetrwał do początku XIX wieku. Obecnie ich teren plemienny nazywa się Lueneburger Heide albo Wendland i jest położony na południe od Hamburga.

Niklot (zm. 1160) – książę obodrycki. Niklot walczył z Niemcami i Duńczykami o wolność swego ludu. Jedyny słowiański władca, który pokonał wyprawę krzyżową i powstrzymał przymusową niemiecką akcję chrystianizacyjną. Zginął w czasie bitwy pod Orłem (dziś Wurle?) w 1160 r. Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.


Wagrowie
– najdalej na zachód wysunięte nadmorskie (Wagria nad Bałtykiem) plemię połabskie, odłam Obodrytów, graniczące od zachodu z germańskimi Nordalbingami. Główny ośrodek – Starogard, u Adama z Bremy Aldinburg, dziś Oldenburg w Niemczech. Podbite przez Niemców i stopniowo od XII wieku kolonizowane (ok. 1140 Adolf II Holsztyński wciela w życie plan zasiedlania ziem Wagrów przez osadników niemieckich)
Redarowie
– średniowieczne plemię słowiańskie należące do wieleckiej grupy plemion – Związku Wieleckiego – często w nim dominowali. Uznane przez kronikarzy za najbardziej wojownicze spośród plemion wieleckich. Zamieszkiwali u źródeł Dołęży. Głównym grodem był Radogoszcz – miejsce kultu m.in. boga Swarożyca .
Stodoranie
– średniowieczne plemię słowiańskie zamieszkujące dorzecze rzeki Hawela – prawego dopływu Łaby. Do tej samej grupy plemiennej obok Stodoran zaliczano plemiona: Nieletycy, Doszanie, Zamczycy i Płoni. Centralnym grodem Stodoran była Brenna podbita przez Albrechta Niedźwiedzia w 1157. Zmieniono wówczas nazwę Brenna na Brandenburg a okoliczne ziemie nazwano Brandenburgią.
Czrezpienianie, Czrezpieczanie, Czerezpieczanie, Czerespienianie – średniowieczne plemię słowiańskie należące do grupy plemion wieleckich (Związek wielecki). Zamieszkiwali między Reknicą (dziś Recknitz) i Pianą (obecnie Peene). W 1151 razem z Chyżanami zbuntowali się przeciwko władcy Niklotowi. Po wojnie domowej Związku Wieleckiego (1057-1060) dostali się pod władzę Obodrzyców.
Ranowie
inaczej Rugianie (z niem.) albo Rujanie, zachodniosłowiańskie plemię połabskie zamieszkujące we wczesnym średniowieczu wyspę Rugię i pobliskie ziemie na stałym lądzie (obecnie Meklemburgia-Pomorze Przednie w Niemczech). Plemię posiadało dwie stolice: władyki świeckiego w Gardźcu (niem. Garz, obecnie: Garz/Rügen) oraz arcykapłana (żercy) kultu pogańskiego boga Świętowita (połabski Svątevit czytaj swantewit) w Arkonie – jednym z najznamienitsztych sanktuariów słowiańszczyzny zachodniej. Ten ostatni bastion Słowian zachodnich został zniszczony przez wojska pod wodzą duńskiego króla Waldemara I Wielkiego i biskupa Roskilde Absalona w 1168 roku. Ranowie zostali ochrzczeni a ich terytorium włączone do diecezji Roskilde bullą papieża Aleksandra III w roku 1169. Ówczesny wódz Ranów Tesław złożył hołd królowi i stał się pierwszym wasalnym wobec Danii księciem rugijskim. Ostatnia kobieta władająca językiem Ranów, Hulicina, mieszkająca na Rugii zmarła w 1404 roku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s