Słowiańskie korzenie niemieckich miast – prawda czy legenda?

wiki_henryk_lew_970

Henryk Lew i Matylda z Anglii. Saski książę podbił Połabie i Pomorze należące do plemion słowiańskich (fot. Wikimedia Commons)

W mediach można spotkać się ze stwierdzeniem, że wiele miast wschodnioniemieckich zostało założonych przez Słowian, a dopiero potem zasiedlonych przez Niemców. Wymienia się na przykład Lubekę – „stolicę” późnośredniowiecznej Hanzy kupieckiej, a nawet Berlin, centrum życia politycznego i kulturalnego naszego zachodniego sąsiada. Czy jednak jest prawdą, że Niemcy „przyszli na gotowe” i nie musieli od podstaw budować potęgi tych miast? – pisze Artur Szrejter w artykule dla WP.PL.

We wczesnym średniowieczu tereny między Odrą a Łabą (Połabie), obecnie niemieckie, stanowiły część Słowiańszczyzny. Podobnie Pomorze Zachodnie, które od końca XII wieku do 1945 roku wchodziło w skład Rzeszy, w stuleciach VI-XII było krainą słowiańską. Żyjące tam ludy wznosiły nie tylko potężnie umocnione grody, ale także – szczególnie w strefie nadbałtyckiej – duże miasta.


Źródło artykułu historia.wp.pl



W niektórych mieszkało aż kilka tysięcy ludzi, co stawiało je w rzędzie największych ówczesnych ośrodków Europy Środkowej i Zachodniej. Miasta takie jak pomorskie Wolin i Szczecin czy obodrzyckie Lubeka i Stargard Wagryjski zadziwiały przybyszów liczbą ludności czy warsztatów rzemieślniczych, imponującymi nabrzeżami portowymi oraz siłą floty wojenno-handlowej. Także w głębi lądu wyróżniały się nie ustępujące im wielkością centra plemion środkowopołabskich: zbudowana przez lud Stodoran Brenna czy należący do Brzeżan Hobolin.

W wyniku krwawych walk, toczonych od VIII do XII wieku, Królestwo Niemieckie zdobyło lub uzależniło państwa Połabia i Pomorza Zachodniego. Logicznym wydawałoby się więc założenie, że napływający z głębi Rzeszy koloniści powinni zasiedlać grody i miasta słowiańskie, bo kto by nie skorzystał z istniejącej już infrastruktury miejskiej podczas zajmowania nowych ziem? Jak jednak zobaczymy, nie jest to takie pewne.


 Czas przełomu


Niemcy nie przychodzili do krain wyludnionych, a Słowianie nie zamierzali witać chlebem i solą obcych, mówiących w niezrozumiałym języku (słowo niemiec oznaczało wówczas „niemy; nieznający naszej mowy; bełkoczący”). Plemiona połabskie i pomorskie całe stulecia walczyły z naporem książąt saskich oraz królów Rzeszy, niejednokrotnie ich zwyciężając. Dopiero druga połowa XII wieku okazała się katastrofalna dla Słowian nadbałtyckich – zostali wzięci w kleszcze przez Duńczyków i Niemców, którzy najpierw częściowo podbili, a częściowo zhołdowali połabskich Obodrzyców i Wieletów, a potem uzależnili Pomorze Zachodnie.

wiki_wieleci_635

Obraz „Opłakane apostolstwo” Wojciecha Gersona przedstawiający podbój Słowian połabskich fot. Wikimedia Commons

W obliczu klęski książęta i możnowładcy słowiańscy zdecydowali się otworzyć własne państwa na niemieckie wpływy religijne, gospodarcze i kulturalne. Innymi słowy, najwyższe warstwy ostatnich jeszcze nie do końca zniewolonych nadbałtyckich krain słowiańskich dokonały „dobrowolnej germanizacji”. Dzięki temu rody książęce bardzo długo zachowały lokalną władzę (w ramach Rzeszy): pomorscy Gryfici do XVII wieku, a dynastia obodrzycko-meklemburska do roku 1918, tyle że już w późnym średniowieczu nie przyznawały się do swych słowiańskich korzeni. Polityka taka skutkowała też sprowadzaniem osadników niemieckich, nie tylko mieszczan i rolników, ale też rycerzy, którym miejscowi władcy nadawali lenna. Napływ tych ostatnich powodował z kolei germanizację bogatszych słowiańskich kupców-wojowników, gdyż tylko dostosowanie się do nowych warunków dawało im możliwość awansu do grona rycerstwa.

Inaczej rzecz się miała ze słowiańską ludnością należącą do warstw średnich (ubożsi kupcy-wojownicy, rzemieślnicy) i niższych (wieśniacy oraz najbiedniejsza ludność miejska). Ona opierała się germanizacji – a w niektórych wypadkach także chrystianizacji – aż do późnego średniowiecza. I właśnie kwestia tego oporu, choć pozornie mało związana z pytaniem „czy wschodnioniemieckie miasta posiadają słowiańskie korzenie?”, okaże się decydująca w udzieleniu na nie odpowiedzi. morze Zachodnie.


Miasta „zastępcze”


Niemieccy przybysze mieli do wyboru, albo osiedlać się w słowiańskich miastach, pośród miejscowej ludności, która ich nienawidziła, albo znaleźć inne rozwiązanie problemu swoich nowych siedzib. I takie rozwiązanie znaleziono niemal od razu.

Książęta sascy (przede wszystkim Henryk Lew, panował w latach 1142-1180), którzy kierowali polityką podboju Połabia i Pomorza, a w rezultacie stali się zwierzchnikami zhołdowanych książąt słowiańskich, mieli na oku jeszcze jeden cel. Było nim opanowanie handlu bałtyckiego, który do połowy XII wieku znajdował się w rękach słowiańskich kupców-wojowników zwanych wiciędzami. Władcy sascy rozumieli, że aby zrealizować swoje zamierzenie, muszą przede wszystkim wspierać osadnictwo niemieckie typu miejskiego, aby kupcy morscy mieli oparcie we własnych portach. Książętom saskim znacznie bardziej zależało na przynoszącej wielkie zyski bałtyckiej działalności handlowej niż na tradycyjnym (rolniczym) wykorzystaniu zdobytych terenów. Nie widzieli jednak sensu osiedlania przybyszów z Rzeszy w istniejących już obodrzyckich czy wieleckich miastach, pośród wrogo nastawionej miejscowej ludności. Dlatego wraz z biskupami podbijanych ziem oraz przywódcami kolonistów wpadli na pomysł prosty, a zarazem skuteczny: postanowili obok co znaczniejszych miast słowiańskich wznieść własne ośrodki kupieckie, przeznaczone tylko dla Niemców.

Rozwiązanie to miało wiele zalet. Po pierwsze, ułatwiało odizolowanie polityczne i gospodarcze ludnych centrów słowiańskich, takich jak Lubeka, Stargard Wagryjski czy Mechlin, które dotąd kontrolowały handel na zachodnim Bałtyku. Po drugie, umożliwiło władcom saskim nadanie swoim nowym miastom przywilejów, dzięki którym właśnie przez te porty miała przechodzić większa część północnoniemieckiego obrotu towarowego. Równocześnie wszelkimi środkami, także siłowymi, zatrzymywano handel przepływający przez ośrodki zdominowane etnicznie przez Słowian. Po trzecie, centra administracyjne dla podbitych obszarów umieszczano w nowych miastach, co powodowało, że do starych przestały dopływać ściągane z okolicy podatki. Po czwarte, nie rozbudowywano w słowiańskich ośrodkach sieci kościelnej, a biskupstwa lokowano w świeżo założonych osiedlach niemieckich. Pozwalano nawet Słowianom pozostawać przy pogaństwie, byle nie wychylali się ze swoich miast – na przykład w Stargardzie miejscowy biskup był niemile widziany pośród przeważającej tam pogańskiej ludności, więc zlikwidowano diecezję stargardzką i przeniesiono ją do miasta czysto niemieckiego.

Wszystkie te działania doprowadziły do stopniowego zubożenia ośrodków słowiańskich, a jednocześnie do wzrostu bogactwa niemieckich. W efekcie już w XIII wieku nadbałtyckie miasta połabskie nie posiadały już niemalże żadnego znaczenia gospodarczego ani politycznego, co więcej wyludniały się, gdyż zubożała ludność emigrowała lub, nie widząc możliwości dalszej egzystencji na starych zasadach, ulegała germanizacji. Jak więc widać, w przypadku wielu nadmorskich ośrodków nacisk ekonomiczny okazał się skuteczniejszy od militarnego, któremu Słowianie niegdyś skutecznie się przeciwstawiali.

Nawet tak duży i bogaty port jak Lubeka (zwana przez Niemców Altlubeck – „Starą Lubeką”) została w krótkim czasie usunięta na gospodarczy drugi plan przez wzniesioną tuż obok „nową” Lubekę, która w XIII wieku stała się potęgą morską i współzałożycielką Hanzy, niemieckiej organizacji kupieckiej posiadającej olbrzymie wpływy w całej Europie Północnej i Zachodniej. A zatem dzisiejsza Lubeka nie ma prawie nic – poza nazwą – wspólnego ze słowiańską poprzedniczką. Na tej samej zasadzie zakładania przez Sasów miast „zastępczych” Stargard Wagryjski stracił znaczenie na rzecz Kilonii, a Wołogoszcz nad Pianą i Uznam na Uznamiu – na rzecz niedalekich Stralsundu i Anklam.

Nawet tak duży i bogaty port jak Lubeka (zwana przez Niemców Altlubeck – „Starą Lubeką”) została w krótkim czasie usunięta na gospodarczy drugi plan przez wzniesioną tuż obok „nową” Lubekę, która w XIII wieku stała się potęgą morską i współzałożycielką Hanzy, niemieckiej organizacji kupieckiej posiadającej olbrzymie wpływy w całej Europie Północnej i Zachodniej. A zatem dzisiejsza Lubeka nie ma prawie nic – poza nazwą – wspólnego ze słowiańską poprzedniczką. Na tej samej zasadzie zakładania przez Sasów miast „zastępczych” Stargard Wagryjski stracił znaczenie na rzecz Kilonii, a Wołogoszcz nad Pianą i Uznam na Uznamiu – na rzecz niedalekich Stralsundu i Anklam.

Model „wysiedlania i przebudowy” obowiązywał przede wszystkim w głębi lądu, ale znany był również nad Bałtykiem. Zdaje się, że w strefie nadmorskiej stosowano go tylko w wypadku ośrodków średniej wielkości, takich jak obodrzyckie Swarzyn (zniemczone na Schwerin) czy Wyszomierz (Wismar). Miasta te nie były tak dużymi skupiskami ludności słowiańskiej jak na przykład pobliski Mechlin, więc łatwiej poddawały się akcjom przesiedleńczym, prościej też było je przebudować. Kiedy wkrótce stały się silnymi ośrodkami handlowymi pod protektoratem księcia saskiego, doprowadziły do ruiny Mechlin, którego ludność nie chciała się pogodzić z niemiecką dominacją.

Na surowym korzeniu


Źródło artykułu historia.wp.pl



Jedna myśl nt. „Słowiańskie korzenie niemieckich miast – prawda czy legenda?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s