Kościej Bezśmiertny i Złota Grusza Spora – mitologia Słowian

Kościej i Korzenia


Niewiele wiadomo o trzech synach Sowicy z Zerywanką Korzenią, czy też jak twierdzą ligasze z kąciny Jaćwięgów w Szurpiłach, z samą Chorzycą-Groźnicą. Jeno tyle, że wszyscy trzej zostali zabrani przez ojca do Nawi, a potem z nich wyszli na powrót i zamieszkali w Kolibie, a jednym z nich był Kościej.

Kiedy Kościej usypiał w Zaświatach Sowicę, pierw w koronie drzewa, a potem w ciepłym ogniu, rzekł mu Sowica-Polel: „Uważaj na tego kto przybędzie na skrzydłach”. Kościej nie dopytywał wtedy ojca o co mu chodzi, jako że pomyślał sobie iż ten bredzi w malignie. Później zaś zapomniał o tych słowach.

Wiadomo też, że to Kościej przekazał Zerywanom wiedzę w jaki sposób mają grzebać zmarłych, by ci dobrze byli przyjmowani w Nawiach oraz nie cierpieli od komarów i robaków, nim zostaną przez Lelija na Padole Ólwa, w Komorze Sowiego osądzeni. Powiedział im także jakich obrzędów mają przestrzegać przez czas pośmiertny, aby nawianie i nawki nie nachodzili ich pod postaciami zduszów błąkających się po Tym świecie.

Morowe Baby zwane inaczej kazicielkami znad Berounki, gdzie usypano Kopiec Kazi, ich wielkiej przywódczyni z czasów Kroka Czeskiego kazują, że Kościej Bezśmiertny był synem Mora z Chorzycą. Tych dwoje ze strachu przed gniewem Marzanny ukryło go pośród pozostałej dwójki dzieci Sowicy z Chorzycą rozgłaszając, że jest trzecim dzieckiem tej pary.


 Źródło oryginalnego artykułu



KolovratLigasze z Szurpił powiadają, że ci trzej synowie Sowiego mieli inożny wygląd i przyrodzenie, więc tylko zamieszkiwali między Zerywanami. Nie byli ludźmi ni wytędzami, ani królami, lecz istotami czysto boskiego pochodzenia, z Weli. Było z nimi tak samo jak z Żagwią tyle, że nie dali ludziom ognia i nie mieli być jego strażnikami, lecz przekazali obrzędy jakie należne są zmarłym oraz bogom i mieli być guślarzami, strażnikami wiary. Szybko się jednak pokazało, że oni są tylko poplecznikami Ciemnych Bogów i złych czarów. Zerywanie przegnali ich precz z Koliby i czarownicy zamieszkali w górach na zachodzie, zwanych Dalekimi.

Zinisowie ze Świętej Łysej Góry zwanej też Górą Pałki, oraz z Góry Łyszczec, czyli Łysiec, gdzie był niegdyś zamyk Czarodany, a potem ustanowiony został w Świętogórach najważniejszy ośrodek Wiary Przyrody zwany Świątynią Dziewięciu Kręgów prawią zaś, że jeśli nie Chorzyca była ich matką to jakowaś bezimienna Zerywanka. Korzenia bowiem, była według nich zupełnie kim innym, piękną księżniczką, którą Kościej uwięził w swoim tynie, i którą chciał posiąść. Korzenię ponoć od dawien dawna przyrzeczono wojowi Miszy Juszce zwanemu też Niedźwiedzie Ucho, który znany był z tego, że powalał niedźwiedzia kręcąc go za ucho. Tak więc Misza Juszko stał się zapiekłym wrogiem porywacza Korzeni, Kościeja.


Anatolij Korolkow –  Kościej Bezśmiertny


Kościej Bezśmiertny i śmierć uwięziona według Korolkowa


Z trzech inożnych synów Sowiego Kościej był największym czarownikiem i najbardziej szkodził ludziom. Szkodził zwłaszcza Zerywanom, a potem też innym plemionom co opuściły Kolibę. Czasami były to duże szkody czasami psoty i złośliwości, bądź krótkotrwałe udręczenia. Ponieważ był on pierwszym czarownikiem znanym w Kolibie, utarł się przesąd, że wszyscy czarownicy i czarownice są źli i niebezpieczni dla ludzi oraz zwierzyny domowej.

Z tą Korzenią to było tak, że właściwie nie wiadomo, czy zamiarował ją pojąć za żonę, czy chciał mieć z nią potomstwo, czy też po prostu ze złośliwości porwał pannę w przeddzień Wianków i Wesela. Był wtedy już bardzo stary i schorowany, wciąż jednak budził grozę, ale też podziw ludzi. Być może bogowie uznali w końcu jego działanie za zbyt bezczelne i czyn ten przelał czarę goryczy. Wreszcie spotkała go kara.


Kościej Bezśmiertny i Korzenia

Kościej Bezśmiertny i Korzenia


Niespodziewanie dla samego siebie i wbrew prawdziwym przesłankom swego działania, Kościej stał się w pewnym okresie wielkim dobroczyńcą wszystkiego co żywe, w tym i Zerywanów. Kto wie czy nie miałby dzisiaj na Ziemi wielu świątyń, gdyby się jego zamiary powiodły.

Ponieważ, ojciec Polel-Sowica zabrał go z braćmi w Podziemie, a Kościej był najbystrzejszy z nich, uwidział tam i zapamiętał niejedno. I prawią ligasze z Szurpił, że od samego początku  zamiarował uniknąć śmierci. Obmyślił sobie wszystko bardzo sprytnie i o mały włos byłoby mu się udało. Wiedział, że Sporowie mają jako godło wspaniałą Jabłoń, wiedział że Rada-Zboża włada trześnią i śliwą, lecz wiedział też bardzo dobrze, że Sporom zawsze wszystkiego jest mało. Upatrzył sobie w borze drzewo, o którym jakoś zapomniano. Sposobem czy też podstępem uprosił Borowiła by mu je podarował. Mówią, że dostał je bo umiał go uprosić modłami, żertwą, obiatą i zaklęciami, a poza tym Borowił uznał, że drzewo to na nic mu się nie przyda. Owoce miało cierpkie i twarde jak kamień, bo chyba w boju o Kwiaty chwycił się go Skalnik, który na chwilę przybył wspomóc siostrę Obiłę. Takie skamieniałe owoce rodziło owo drzewo od tamtego czasu.


Kosciej-bezsmiertny


Dobrosław Wierzbowski – Kościej król


Żył wtedy Kościej w górskim zamyku, w odosobnieniu od ludzi. Drzewo to  posadził w samym środku ogrodu. Podobno jego brat Usynia, był świetnym ogrodnikiem i to on sprawił, że drzewo zaczęło rodzić owoce słodkie, okazałe, rumiane i soczyste, a tylko pępek został w nich kamienny. Co lepsze owoce te okazały się najsmaczniejsze ze wszystkich znanych na Ziemi. To drzewo zwało się grusza.

Borowił pluł sobie w zielone brodzisko, ale nie wypadało mu odbierać tego co darowane. Kościej wiedział, że takiego drzewa nie może ot tak sobie posiadać zwykły śmiertelnik i że zaraz przyjdzie mu je zwrócić bogom. Wymyślił że odda je chwilowo Sporowi w zamian za pewien dar, który pozwoli mu się przybliżyć do sięgnięcia po nieśmiertelność. Chciał jako dobroczyńca świata żywego wejść w boski krąg, i wtedy odebrać swoje złociste, soczyste drzewo od Spora.

Tobolarowie znad Jeziora Body zostawili przekazy z których wynika, że czyny Kościeja stały się jedną z przyczyn Wojny o Taje. W rzeczy samej gdyby jako człowiek śmiertelny zamierzał stać się bogiem, trudno wyobrazić sobie większą bezczelność.

Spor przyjął drzewo z wielkim zadowoleniem, zwłaszcza że Kościej postawił tylko jeden warunek – drzewo przez  pewien czas musi pozostać w jego ogrodzie. Kiedy Spor zakosztował owoców z drzewa tak się zachwycił, że postanowił częściej zachodzić do ogrodu Kościeja i za każdym razem brał pełny kosz owoców dla innych członków swojej rodziny na Weli.

Od tego czasu łakomy Spor coraz częściej gościł u Kościeja, aż któregoś razu ten mu rzecze, że jakiś złodziej zakradł się na drzewo i je splądrował. Rzeczywiście nie było tym razem najsmakowitszych owoców z wierzchołka. Rozeźlił się Spor, ale nic nie rzekł i odszedł zasępiony.

Tymczasem do starego Kościeja Nyja przysłała lelka, Zwiastuna Śmierci by mu przypomnieć, ze jego kres nadchodzi. Kościej nie przestraszył się i zwabił lelka owocem gruszy na dno skrzyni. Kiedy lelek tam wlazł zatrzasnął go na kłódkę i tyle. Czekano na lelka w Nawiach, ale nie powrócił. Posłała więc Nyja-Śmierć trzy nawki by przyprowadziły Kościeja w Zaświaty. Kiedy je Kościej zobaczył miast się bać pokazał im swoje wspaniałe drzewo, a potem zaprowadził je do komory by się poczęstowały owocami zanim go zabiją. A kiedy weszły tylko do komory zatrzasnął je i zaklął zamki.

W tym czasie ponownie pojawił się Spor u Kościeja bo Śrecza narzekała, że na ich boskim stole od dawana brak kościejowych gruszek. Ale i tym razem najsmaczniejsze owoce zostały zrabowane przez nieznanego złodzieja. Poprosił Kościej Spora żeby pomógł mu złapać złodzieja, to znaczy dał mu zaklęcie, które pozwoli zatrzymać go na gruszy aż nie sczeźnie. Spor ucieszył się, że ma w Kościeju tak przebiegłego strażnika świętego drzewa i dał mu zaklęcie.

Kiedy nawki długo nie wracały pomyślała Nyja, że coś złego im się przydarzyło i że sama musi pójść po Kościeja.

Gdy przyszła i przywitała się pięknie z Kościejem, pyta go czy nie widział tu lelka od Lelija posłanego i trzech nawek co po niego poszły. Ale Kościej zarzekał się, że nie widział. Na to ona mu prawi, że właśnie po niego przyszła. Zasępił się Kościej i posmutniał, ale zaraz jej rzekł, że nie godzi się tak brać człeka nie powiadomionego w Zaświaty, któremu żadnego znaku wcześniej nie dano, żeby mógł sam być gotów i przysposobić wszystkie obrzędy związane ze śmiercią, urządzić uczty pożegnalne, wybaczyć wrogom i obdarować przyjaciół, i zarządzić włościami przed ostatecznym odejściem. A ponieważ nikogo z jego bliskich w pobliżu nie ma to prosi Nyję, żeby z nim jego włości ostatni raz obeszła.

I poszli. A kiedy doszli do złocistego drzewa zdumiała się Nyja, a Kościej prawił jej, że najwspanialsze to owoce jakie są na świecie i w niebiosach znane, i że Spor je w ukryciu przed bogami trzyma, i sam tylko ze swoją rodziną spożywa. Namówił ją by spróbowała. A że najlepsze są gruszki z wierzchołka, a on sam już stary i schorowany nie może się tam wdrapać, poprosił żeby sama sobie gruszek narwała, i dla Welesa też wzięła. Wskoczyła Nyja na gruszę a wtedy Kościej rzucił zaklęcie i nie mogła już zejść z drzewa.

Tak to rozpoczął się Złoty Okres Zerywanów na Ziemi, który wiele kątyn nuruskich uważa za srebrny, przyznając pierwszeństwo temu krótkiemu czasowi szczęśliwości, kiedy ludzie pozostawali jeszcze na Weli i wydawało się, że tam będą pędzić pełen radości żywot. Skoro Nyja siedziała na drzewie ludzie przestali umierać, bo nie miał ich kto zabrać do Komory Sowiego. A Kościejowi, który od tego wydarzenia zyskał przydomek Bezśmiertny, nie spieszyło się wcale Nyji wyzwolić.

Następnego lata Kościej obdarował Spora najwspanialszymi owocami. Co prawda Spor trochę go naciskał, żeby może uwolnił Nyję, ale dał mu przecież słowo, więc przestał tym sobie zaprzątać głowę. Czas mijał, po Ziemi rozeszła się wieść, że Kościej uwięził śmierć, kiedy po niego przyszła i nikt teraz umierał nie będzie. Tak rzeczywiście było, więc nastał czas wielkiej radości, tańców i uczt.

Niektórzy Zerywanie zaczęli nawet przebąkiwać, że trzeba Kościeja przeprosić i może dozwolić mu by na powrót osiadł między swymi. Nie doszło do tego, ale część wojów i rodów poszła mu złożyć dary. Mieli go za boga, bo któż inny jak nie bóg może boginię pokonać i zamknąć.

Między tymi co składali dary był i ród Korzeni, i ona sama i ród Juszków, z którego pochodził Miszko. Pewnie to wtedy sobie Kościej Korzenię upatrzył. Kościej wszystkie dary rad przyjął, ale nie stał się wcale dla ludzi lepszy, wręcz odwrotnie, jakby się mścił na nich.

Wkrótce potem, być może dlatego, że poczuł się prawie bogiem, porwał w przeddzień zaślubin Korzenię i osadził ją w swoim pustelniczym tynie. Usynia i Pech namawiali go by oddał dziewkę, bo ściągnie na wszystkich nieszczęście. Nie posłuchał.

Biedny, zraniony do żywego Misza nie wiedział co czynić, wszak Kościej był potężnym złym czarownikiem, zamieszkiwał w niezdobytym tynie na szczycie wysokiej góry, na krańcu świata w Zachodnich Górach Kauków. A co on, Miszko Juszka miał za siłę, żeby mu się przeciwstawić, tyle co z własnych rąk i kochającego mocno serca.

W chwili kiedy u Trzech Wiązów oddawał się rozpaczy ukazał mu się Starzec Srebrnosiwy, który nakazał zbudować skrzydlatą łódź [35]. Łódź zawiezie go do tynu Kościeja, a kiedy już tam będzie wystarczy by wykonał trzy wyznaczone przezeń zadania i zwyciężył czarownika mieczem.

– Jakże tu zrobić skrzydlaty statek co pofrunie w powietrzu? – zapytał Juszka

– Znajdź święty dąb-olbrzym w borze, którego pnie rosną na krzyż, złóż mu tryznę z czwartej części swego sera, placka i mięsiwa a obficie skrop ją wodą źródlaną i złóż obiatę, uderz trzykroć toporem w pień i padnij na ziemię, a nie podnoś wzroku wcześniej niż nie usłyszysz głosu z drzewa, który ci powie żebyś wstał. Wtedy łódź będzie gotowa i będzie wykonywać twoje polecenia, a kiedy już wykonasz zadanie zwróć drzewu łódź skrzystą i nigdy potem nie zapomnij, według przyrzeczeń, składać tam w rocznicę wyprawy obiaty, ofiary ogniowej i kobierca ze związanych proszalnych bajorków.

Jak mu powiedział boski starzec tak Misza uczynił. I rzeczywiście, gdy głos rzekł –Wstań!!! – w powietrzu kołysała się srebrnoskrzysta skrzydlata łódź. Wsiadł do niej Miszko i kazał się do tynu kościejowego zanieść. Znalazł się tam w jednej chwili.


Iwan Bilbin – Kościej Bezśmiertny


Iwan Bilbin – Kościej Bezśmiertny


Kościej od razu przeczuwał po co woj przybył, lecz tak był zaślepiony pychą, że zapomniał o dawno powiedzianych w Podziemiu słowach ojca. Pewien swego, rzekł że odda Juszce pannę jeśli ten wykona dla niego trzy zadania.

– Chyba sam rozumiesz, że nie zwyciężysz inaczej, jak tylko po dobrej kościejowej woli. – rzekł szyderczo.-  Pierwsze twoje zadanie to pokonać w boju Króla Mrówek co naszedł kraj Łuków [36]. Kiedy zaś tego dokonasz powiesz im, że to Kościej Bezśmiertny ich wyzwolił.

Poszedł Juszka do kraju Łuków, ale nie wiedział jak zwyciężyć, bowiem mrówcze zastępy tak były liczne, że zajmowały każdą piędź ziemi. Łukowie poszli precz, przegnani ze swoich domostw i zamieszkali w borach. Młodzian znowuż popadł w rozpacz. Tym razem jednak wspomógł go starzec o złotej brodzie i w złocistej szacie. Nie tylko dał mu swoją świetlistą maczugę, ale i radę żeby znalazł w borze lipę-olbrzyma i pod nią złożył ofiary i obiaty, a potem trzykrotnie uderzył w pień maczugą, i padł twarzą do ziemi. A kiedy usłyszy od drzewa głos co powie mu -Wstań! – wtedy dopiero niech oczy podniesie.

 Jak mu starzec przykazał tak Juszka uczynił. Kiedy podniósł głowę zobaczył iż drzewo się rozstąpiło a z jego korzeni wychodzą niezliczone zastępy lipowych wojów. Stanął na czele owej drużyny i wybił wszystkie mrówki do nogi, na koniec zaś schwytał Króla Mrówek. I powiedział Łukom, że mogą dziękować Borzanom za gościnę i wracać do siół swoich, i składać dary Kościejowi, bo to on ich od klęski wyzwolił. Na koniec przyprowadził jeńca do kolan Kościeja i ten pokornie oddał się w służbę czarownikowi. Zdziwił się Kościej, że zadanie zostało wykonane, lecz już przygotował następne, którego wykonać się wszak nie da. Nakazał Miszy  z Juszków zwanemu Niedźwiedzie Ucho, by zdobył dla niego Gałąź z Drzewa Najwspanialszego, Drzewa co Wszystko Ozdabia, Drzewa Wielomastnego, co rośnie podobno ukryte gdzieś na Weli.

Ruszył Miszko przed siebie, ale co począć nie wiedział. Niedaleko doleciał swoją skrzystą łodzią, na polanę cichą i zasnął pod drzewem tarniny. O północy wzeszedł Pełny Księżyc a przed Miszką ukazał się trójgłowy, rogaty starzec o koziej brodzie i tak mu powiedział:

– Twoja łódź skrzysta to nie łódź, lecz strasz umor, znicz welański. Jeśli rano złożysz ofiary pod tym drzewem i przyrzeczesz odpowiednie obiaty on cię na Welę poniesie. Tam zejdziesz w Komorę Mojego Syna i on ci da gałąź, z drzewa, o którym poza nami Nawianami, nikt na Weli jak dotąd nie wie.

Tak jak mu przykazano postąpił Juszka o poranku i zaniósł go Strasz na Welę, a tam Sowi, który był zły bardzo na syna, zaprowadził Juszkę nad Martwomorze do Tynu, gdzie w piwnicach rosło owo drzewo ukryte. A piękne było niczym dziw jakiś, każdy listek miało innej barwy, a każdy z listków miał krawędź ostrą i twardy był jak żelazo. Skaleczył się Miszko, a Sowica opatrzył mu ranę i nauczył go jak trzymać gałąź.


Kościej Groźny


Kościej Groźny


Kiedy wrócił Miszko Juszka z gałęzią Drzewa Wielomastnego Kościej był bardzo zdziwiony i wzburzony. Ale zaraz potem się rozchmurzył i rozpłynął w zachwytach nad drzewem. Zaniósł gałąź do ogrodu i zasadził obok gruszy. Zaiste widział już siebie pomiędzy bogami. Mając nieśmiertelność, ofiary składane przez Zerywanów, Łuków, Borzan i Morzan, oraz godło – gruszę, potrzebował jedynie niwy i miejsca w kręgu. Wielomastne drzewo pozwalało odebrać Dendze tytuł Pani Maści, a więc dawało mu też boskie zajęcie. Brakowało mu tylko dowiedzieć się w jaki sposób otrzymać niwę na Weli. Od czego jednak trzecie zadanie. Nakazał Miszy schwytać Ptaka Co Wszystko Wyjawia, który miał mieszkać w gnieździe uwitym na Czarnym Niebie.

Zasępił się Miszko, bowiem to zadanie wyglądało na niewykonalne. Odleciał znów na polanę żeby pomyśleć i usiadł pod jaworem. Tym razem z jawora odezwał się do niego znicz, co na początku był skrzystą skrzydlatą łodzią i oświadczył, że tak po prawdzie to jest ostrogońcem Kostromy. To ona w gnieździe trzyma ukrytego ptaka Gadaka co wszystko wyjawia. Żarptak powiedział, że jeśli Juszka złoży ofiarę i obiatę pod jaworem, a przyrzeknie palić ognie i wieszać bajorki Bogom Kiru w przyszłości, to zaniesie go na gwiazdę, gdzie przebywa Kostroma. Misza Juszko zrobił co mu ostrogoniec rzekł i pofrunęli w Czarne Niebo.


Korzenia


Korzenia


Wylądowali na zimnej gwieździe i udali się do lodowego zamyku. Kostroma o dwu głowach i dwu twarzach sprzeczne miała jak zwykle uczucia. Podczas gdy jedna jej część mówiła jej że powinna ptaka dać, druga wzdragała się przed tym. Opowiedział jej Miszka o swoim nieszczęściu i o wszystkim co przeszedł i Kostroma wysłuchawszy jego opowieści podarowała mu ptaka. A kiedy z Czarnego Nieba na grzbiecie ostrogońca wracali, wyjawił mu Ptak Gadak zaklęcie co uwolni Nyję z gruszy, bo Spor dał rzecz jasna Kościejowi także zaklęcie zwalniające tego co na drzewo wejdzie. Kiedy przybyli do zamyku Kościeja ten nie mógł wyjść z podziwu, że Juszka zdobył ptaka. Teraz zaraz się dowie jak zdobyć niwę na Weli i jego żywot zupełnie się odmieni.


Wesele Kościeja i Korzeni


Wesele Kościeja i Korzeni


I rzeczywiście jego żywot odmienił się w jednej chwili, bowiem Juszka wypowiedział zaklęcie, Nyja zeskoczyła z gruszy a młodzieniec wyrwał Gałąź Wielomastnego drzewa i ciął nią złego czarownika. Poczuł Kościej, że jest śmiertelnie raniony i krew z niego zaraz do końca wycieknie. Przypomniał sobie wtedy słowa ojca i zrozumiał co uczynił, ale niczego nie żałował i niczego nie chciał naprawić. Zanim umrze chciał jeszcze wszystkiemu co żywe zaszkodzić. Nie zdążył jednak, bo go Misza Juszko złapał za ucho i tak nim okręcił, ze mu ukręcił głowę.

Tak umarł Kościej Bezśmiertny, a Juszko uwolnił Korzenię i wkrótce ją poślubił. Nyja zaś zabrała lelka i swoje nawki i pobiegła w świat nadrabiać zaniedbania. Nastał więc czas jej bogatego żniwa i czas ludzkiej biedy, bólu, żalu i zgrzytania zębów. Ludzie marli jak muchy, całymi siołami, a pomiędzy sadybami ludzkimi dwoiły się i troiły nawki dosiadając czarnych wierzchowców, by przyspieszyć swoje działanie. Zmarli wtedy także Pech i Usynia. Kościeja nie pochowano na żaden ze znanych sposobów, a jego ciało rozdziobały kruki i wrony. Podobnie stało się z Pechem. Z tego to powodu obaj stali się zduszami, którzy po dziś dzień przemierzają ziemię.


[34] Jezioro Body – Jezioro Bodeńskie. Dawne ziemice przodków Słowian w zasięgu z okresu Kultury Łużyckiej, a potem kolejnej ekspansji w okresie od VII do IX wieku NK (III wieku p.n.e. do I n.e.) i miedzy XII a XIV wiekiem NK (IV a VI wiekiem n.e.), obejmowały także ziemię dzisiejszej Szwajcarii, Austrii i niektóre obszary wzdłuż Renu aż do wybrzeża Morza Północnego. Wenedyjskie osady znajdowały się u ujścia Loary w okolicach Carnacu (Karnaku-Czerńcu) i jeszcze dalej na południe, na półwyspie Iberyjskim. Wędowie (Wenedowie) i Lęgowie (Lugiowie) byli wchłaniani na tych ziemiach po XIII wieku NK (V wieku n. e.) systematycznie przez okres około 800 lat, aż utracili  język i obyczaje i wtopili się w plemiona celto-skańsko-romajskie. Część plemion została całkowicie wytępiona, lub ostatecznie wyparta za Łabę. W pierwszym okresie Nowej koliby osadnictwo wędyjskie i lęgijskie dostało się pod zwierzchnictwo Kiełtów (od około 300 roku p. n . e. na zachodzie), w drugiej Rzymian, na koniec zaś Skanów od IX do XII wieku NK (od około I wieku n. e. do IV wieku). W XII wieku NK (IV wieku n.e.) w związku z dwoma potężnymi przeciwuderzeniami wojennymi wpierw Guniów (Hunów) i Wątów Nadciemnomorskich (Antów), a potem Hawarów (Awarów) i Białochrobatów w XIV wieku NK (VI wieku n. e.) doszło do odrodzenia słowiańskości tych ziem.

[35] Tym starcem był najprawdopodobniej sam Perun, jako że dąb jest godłem rodu Runów. Topór nie określony tutaj z rodzaju  wskazywać może na Ciosnę, właściciela Latającej Siekierki, Ładziwa dzierżącego Toporek jako jedno z Ośmiu Oręży, albo wręcz samego Czarnogłowa, który włada Wielkim Toporem.  Skrzysta Skrzydlata Łódź musi być wykonana przez Świstów i ukazuje ich udział w walce z Kościejem po stronie Miszy Juszki.

[36] Łukomorze składało się z Ziemi Łuków, Ziemi Borzan i z Ziemi Morzan, więc Król Mrówek, o którym tutaj mowa, to zawoalowane określenie władcy Morzan, którzy naszli Łuków i ciemiężyli ich. Juszko miał by więc pokonać króla Morzan.Mrówki, morówki – owady Mora, Morzanie, Morawianie – Wiano Mora.


 Źródło oryginalnego artykułu


4 myśli nt. „Kościej Bezśmiertny i Złota Grusza Spora – mitologia Słowian

  1. Pingback: Bóg Mor | Wiara Przyrodzona

  2. Pingback: Bogini Chorzyca-Groźnica | Wiara Przyrodzona

  3. Pingback: Bóg Polel-Sowica | Mitologia Słowian - Wiara Przyrodzona

  4. Pingback: Bogini Zmora | Mitologia Słowian - Wiara Przyrodzona

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s