Z dziejów chrześcijańskiej „kultury” – polowania na czarownice

Polowanie na czarownice  reżyseria: Dominic Sena

Polowanie na czarownice reżyseria: Dominic Sena


Sprawa niewyobrażalnie barbarzyńskich i nieludzkich polowań na czarownice to temat trudny. Bardzo nie lubią go piewcy antykultury chrześcijańskiej, przedstawiający nadjordańską dżumę jako formację, która przyniosła Europie kulturę, cywilizację i postęp. Trudnym do wyjaśnienia faktem jest to, że polowania na czarownice pojawiły się tak późno – dopiero gdzieś w XIV wieku. Wcześniej, bo już od IV wieku katolicyzm walczył krwawo i brutalnie z poganami i heretykami (edykty teodozjańskie). Jeszcze trudniejszym faktem do wyjaśnienia jest utrzymywanie się tego szalonego, morderczego amoku aż do drugiej połowy XVIII wieku. Pokazuje to, że jeszcze w sumie niezbyt dawno, nie w starożytności, nie w średniowieczu, a już w czasach nowożytnych, w cywilizowanej chrześcijańskiej Europie fanatyczne i zbrodnicze praktyki barbarzyńskich tortur i mordowania ludzi na podstawie posądzenia ich o czary, wypływające z tej nadjordańskiej „religii miłości i miłosierdzia”, były w Europie czymś normalnym i na porządku dziennym. Pewnikiem natomiast jest, że dopiero „antychrześcijańskie” oświecenie i laicyzacja dużych obszarów Europy ten krwawy amok zakończyły. Nasilenie się amoku polowań na czarownice w okresie reformacji i kontrreformacji, jeśli miało rzeczywiście miejsce, natomiast nie dziwi – obie zwalczające się nawzajem fanatycznie strony przez sam fakt walki pomiędzy sobą nakręcały fanatyzm i u siebie, i po drugiej stronie barykady.

No więc właśnie – dlaczego polowania na czarownice pojawiły się tak późno? Odpowiem otwarcie – nie wiem. Zapewne było to przynajmniej częściowo związane z szukaniem kozłów ofiarnych. Bo tak na zdrowy rozsądek – skoro cała zachodnia Europa była już katolicka, panowały w niej „prawo boże” i „nauki kościoła”, to przecież powinna być owa „święta”, „pobożna” Europa rajem na ziemi. A tymczasem rzeczywistość ówczesnej łacińskiej Europy przypominała bardziej piekło niż biblijny raj. Szalały epidemie, wojny i głód. Nie pomagały rzezie heretyków, posty, umartwianie się, biczownicy, krucjaty, setki klasztorów, tysiące kościołów i mszy w nich odprawianych oraz miliony modlitw z prośbami o miłosierdzie wznoszonymi do nieskończenie miłosiernego biblijnego boga. Jak można to było inaczej wytłumaczyć, niż knowaniami czarownic? Pojawiły się one więc we właściwym czasie i właściwym miejscu. Było to tym bardziej konieczne, gdyż we Włoszech zaczynał się właśnie renesans przywracający/przemycający do kultury europejskiej, wydawało by się, że  już definitywnie w niej wytrzebione, elementy pogańskich mitologii Grecji i Rzymu. Była to oczywista sprawka czarownic, bo bez ich czarów i pomocy diabłów ponurej rzeczywistości schyłku średniowiecza w łacińskiej Europie nie można było inaczej wiernej trzodzie wyznawców wytłumaczyć. Winne za koszmarne życie chrześcijańskiej Europy okazały się czarownice i ich knowania z diabłem/diabłami. Innym motywem polowań na czarownice była zapewne i chciwość kleru. Wszak majątek zamordowanych czarownic przechodził na własność tych, którzy uratowali od niej pobożną trzodę.


Źródło oryginalnego artykułu



jako i my odpuszczamy naszym winowajcom


Przy sprawie polowań na czarownice pamiętać należy jeszcze i o tym, że były one dziełem nie tylko władz kościelnych, „duchownych” – zarówno katolickich jak i protestanckich. Podobnie jak wcześniej przy okazji tępienia heretyków przez kk, władze „duchowne” zobowiązywały władze świeckie do polowań na czarownice. Tę akurat zbrodniczą katolicką praktykę protestantyzm przejął bez zastrzeżeń w całości. Nie tylko więc inkwizytorzy, biskupi, księża i pastorzy mieli łapska ubabrane we krwi – także władze świeckie w katolickich i protestanckich krajach w tym zbrodniczym amoku brały udział.

Tu przypomnę, jak kk wysługiwał się władzami świeckimi do tępienia heretyków – i to z nakazu wielkiego autorytetu kościelnego, jednego z największych doktorów (i ojców) kościoła, „świętego” Tomasza z Akwinu:

„Heretycy popełniają grzech, z powodu którego zasłużyli sobie nie tylko na to, by zostali karą klątwy wyłączeni z Kościoła, lecz także usunięci ze świata karą śmierci. O wiele bowiem cięższą zbrodnią jest psuć wiarę, która daje życie dla duszy, niż fałszować pieniądze, które służą życiu doczesnemu. Skoro więc świeccy władcy z miejsca sprawiedliwie karzą fałszerzy pieniędzy i innych złoczyńców karą śmierci, tym bardziej heretyków można z miejsca, skoro tylko udowodni się im winę herezji, nie tylko ukarać klątwą, ale także sprawiedliwie uśmiercić. Ze strony zaś Kościoła jest miłosierdzie troszczące się o nawrócenie błądzących; stosownie do nauki Apostoła nie potępia się ich od razu, lecz dopiero: „po pierwszym i drugim upomnieniu”; po tym zaś skoro heretyk nadal trwa w uporze, straciwszy nadzieję w jego nawrócenie, mając na uwadze zbawienie innych, Kościół karą klątwy wyklucza go z swojego łona i następnie zostawia go sądownictwu świeckiemu, by przezeń był usunięty ze świata karą śmierci. Mówi przecież Hieronim: „Trzeba odciąć zgangrenowane członki i usunąć z trzody parszywą owcę, aby cały dom nie spłonął, nie popsuła się cała masa, nie zaraziło się całe stado, nie zginęła cała trzoda.”


palenie czarownic


Wszystkie zbrodnie władz świeckich dokonane na heretykach zapisać należy więc na konto podżegacza do nich – kk. Choć i on sam brał często sprawy bezpośrednio w swoje ręce. Tak było z krucjatą przeciwko katarom ogłoszoną przez papiestwo. Tak było z pięcioma krucjatami przeciwko husytom. Papież Marcin V (bękart kardynała Colonny) osobiście zachęcał katolickich władców do eksterminacji Husytów. W liście do Władysława Jagiełły napisał tak: „Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo [Watykan do XIX w. akceptował niewolnictwo]; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.”

Podobnie było w przypadku czarownic – były one eksterminowane nie tylko przez „duchownych” ale i przez władze świeckie, zarówno katolickie jak i protestanckie.

Nigdy nie dowiemy się, ilu nieszczęśników (głównie kobiet) padło ofiarą tego krwawego chrześcijańskiego amoku. Większość dokumentacji dotyczącej polowań na czarownice została po prostu zniszczona, często nawet niecelowo a z powodu lekceważącego wcześniej podejścia do dokumentów (o tym za chwilę). Wiadome jest, że polowania na czarownic przez wieki były dziełem władz „duchowych”, władz świeckich, ale i zwykłego sfanatyzowanego motłochu, który często na własną rękę zabijał (np. pławiąc aż do utonięcia) domniemane czarownice. Te samosądy były zwalczane przez władze kościelne i świeckie, ale nie z powodów humanitarnych – zabite bez przesłuchań i tortur przez motłoch czarownice nie mogły przecież już wyzdradzić ich domniemanych wspólniczek i wspólników, przez co owi domniemani „wspólnicy” unikali zasłużonej kary.

Na pytanie, ile ofiar kosztował ludzkość ten fanatyczny amok odpowiem zgodnie z prawdą – nie wiem. Jednak oficjalne dane szacunkowe (te z wikipedii) uważam za śmiesznie i żenująco zaniżone. Wiki podaje, że np. liczba egzekucji w Cesarstwie Niemieckim (Niemcy, Niderlandy, Szwajcaria, Lotaryngia, Austria i Czechy) wyniosła ~25 000–30 000. https://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_o_czary#Statystyki_egzekucji

A tymczasem w jednym tylko mieście niemieckim – Bambergu – w latach 1616 – 1631 śmierć poniosło blisko 900 osób. Jest to jedyny dobrze udokumentowany okres polowań na czarownice w Europie i tylko przez przypadek i dzięki ofiarności jednego człowieka dokumenty dotyczące tych zbrodni zostały uratowane. Władze Bambergu na początku XIX wieku ogromną część dokumentacji z archiwum miejskiego przeznaczyły na makulaturę. Było to powszechną praktyką w tamtych czasach – wszystkie stare dokumenty nie mające już znaczenia politycznego czy obronnego były okresowo po prostu usuwane z archiwów. Za grosze wysprzedawano stare dokumenty ludności. A ta wykorzystywała je po prostu do podpałki w piecach. Sklepikarze zaś kupowali je także jako papier opakunkowy. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności miejscowy bibliotekarz królewski Heinrich Joachim Jaeck (1777–1847) zainteresował się dokumentacją dotyczącą polowań na czarownice. Odzyskiwał i gromadził ją przez lata. Jeszcze po jego śmierci wypływały przeznaczone na makulaturę dokumenty z procesów czarownic w Bambergu. W latach1854 i 1875 odzyskano np. 40 stron dokumentów, które jeden ze sklepikarzy wykorzystał jako papier opakunkowy. Bez zwrócenia uwagi na te dokumenty przez Jaecka o skali zbrodni w Bambergu nie mielibyśmy pojęcia. Zamieszczam uratowyny list pożegnalny do rodziny jednej z ofiar tamtych zbrodni – burmistrza Bambergu Johanesa Juniusa.


junius-brief-100~_v-img__3__4__xl_-f4c197f4ebda83c772171de6efadd3b29843089f


http://www.br.de/nachrichten/oberfranken/inhalt/hexenverfolgung-bamberg-100.html


Szczególnie surowo los obszedł się wtedy z 22-letnią Dorotheą Flock. Pochodziła z rodziny bogatych norymberskich patrycjuszy. Była konwertytką z protestantyzmu na katolicyzm. Wyszła za mąż za radcę miejskiego w Bambergu. Jego pierwszą żonę zamordowano rok wcześniej jako czarownicę. Dorotheę Flock także oskarżono o czary i aresztowano. Torturowano ją okrutnie, mimo że była wciąży. Jej rodzina uzyskała dla niej na dworze cesarskim dwukrotnie ułaskawienie, ale biskup Bambergu zignorował je. Podczas tortur Dorothea urodziła dziecko – dziewczynkę. Odebraną ją matce i przekazano obcej rodzinie. Dalsze losy dziecka nie są znane. Rodzina zrozpaczona losem Dorothey wystąpiła do samego papieża i uzyskała od niego (ciekawe ile to ją kosztowało) dekret uwalniający Dorotheę Flock od zarzutów. Niestety pismo z Watykanu dotarło do Bambergu o kilka minut za późno – chwilę wcześniej Dorothea Flock została zamordowana, a jej ciało akurat palono na stosie.

Głównymi odpowiedzialnymi za polowania na czarownice w Bambergu w latach 1616 – 1631 byli biskupi  Johann Gottfried I. von Aschhausen, Johann Georg II. Fuchs Freiherr von Dornheim i Friedrich Förner. Dopiero na rozkaz cesarski masowe polowania na czarownice na przełomie lat 1631/52 prawdopodobnie zakończyły się. Cesarz zakazał tych masowych polowań na czarownice z tego prostego powodu, że od 1618 roku toczyła się w jego cesarstwie fanatyczna katolicko-protestancka wojna trzydziestoletnia i masowe polowania na czarownice nie wzmacniało ani morale ani sił strony katolickiej. Niemniej po zakazie cesarskim prześladowania czarownic w Bambergu nadal miały miejsce. Ostatnie udokumentowane spalenie czarownic miało tam miejsce w 1673 roku (czy i ile spalono ich jeszcze później nie wiemy – brak jest dokumentów). Pierwszą natomiast udokumentowaną egzekucję przeprowadzonio w Bambergu w 1594 roku. Niestety nigdy nie dowiemy się, ile dokumentów dotyczących polowań na czarownice z archiwum Bambergu przepadło bezpowrotnie. Niemniej skala tych zbrodni na podstawie części uratowanych dokumentów jest przerażająca – w ciągu kilkunastu lat zamordowano (co jest udokumentowane z nazwiskami włącznie) 884 osoby. Większość z nich zginęła na stosach. Część nie przeżyła tortur.

http://web.de/magazine/wissen/seelen-feuer-grausam-hexenjagd-30484688
https://www.bibliotheksforum-bayern.de/fileadmin/archiv/2013-2/PDF-Einzelbeitr%C3%A4ge/BFB_0213_13_Taegert_V03.pdf

Przyznam się szczerze, że nie uważam przypadek Bambergu za wyjątkowy i odosobniony. Podobny fanatyzm panował w chrześcijańskiej zachodniej Europie wszędzie. Jeśli więc polowania na czarownice trwały wieki, to ilość ich ofiar znacznie i  wielokrotnie przekraczć musi szacunkową liczbę ~35 000 ofiar podaną przez wiki. Także liczba ofiar podana przez niemiecki tekst – „es starben (zmarło) 60.000 Menschen/ludzi”, jest niepomiernie zaniżona. Pamiętajmy – w samym tylko Bambergu w latach 1616 – 1631 zamordowano blisko tysiąc ludzi (być może i więcej – ale nie wszystkie dokumenty zachowały się do dzisiaj). Jeśli nawet założymy, że okres 1616 – 1631 był w Bambergu wyjątkowo obfity w mordowanie czarownic, to na przestrzeni całego okresu polowań na nie (XIV – XVIII wiek) mogło zginąć tylko tam wiele tysięcy ludzi. Nie wiemy ile – 5, może 10 tys. A może jeszcze więcej. Cesarstwo niemieckie rozdrobnione było na setki mniejszych i większych „państewek”. W każdym z nich proporcjonalnie do ich wielkości przez kilka wieków mordowano czarownice.  W sumie liczba ofiar tego urzędowego amoku w samym tylko niemieckim cesarstwie sięgać musiała milionów ludzi. Plus czarownice mordowane i pławione przez motłoch bez procesów. Plus ofiary polowań na czarownice poza granicami cesarstwa niemieckiego.

Dzięki przypadkowi uratowano w Bambergu dokumentację katolickich zbrodni dokonanych na nieszczęśnych „czarownicach” na przestrzeni ledwo kilkunastu lat. Niestety chyba tylko tam taką ilość takich dokumentów uratowano. W innych miastach dokumentacje tych zbrodni niszczono. Często zapewne bezmyślnie, pozbywając się po prostu starej, niepotrzebnej już dokumentacji. Wykluczyć nie można jednak przypadków celowego niszczenia tych dokumentów. Gdy morderczy amok już opadł i gdzieś w archiwum miejskim jakiś katolicki lub protestancki urzędnik znalazł domunenty o wcześniejszych zbrodniach dokonanych w jego mieście, mógł te dokumenty nie przynoszące chluby ani miastu, ani konfesji po prostu celowo zniszczyć.

Pełnych rozmiarów tej zbrodni dokonywanej systematycznie przez wieki na milionach nieszczęśników nigdy nie poznamy. Bamberg nie wydaje się jednak być wyjątkiem:

„Za sprawą arcybiskupa Trewiru, Jana, spalono w roku 1585 tyle czarownic, że w dwóch miejscowościach diecezji pozostały tylko po dwie kobiety. Bywali tacy duchowni, którzy nawet podczas spowiedzi zmuszali swe ofiary do kłamstw. Otóż Friedrich Spee opowiada o pewnym kapłanie, który towarzysząc prawie dwustu czarownicom przed ich śmiercią żądał od nich, by powtórzyły zeznania złożone podczas tortur, bo jeśliby tego nie uczyniły, musiałyby „zdechnąć jak psy — bez sakramentu”. W niektórych miejscowościach sędziowie, inkwizytorzy i spowiednicy otrzymywali za każdą ofiarę egzekucji premie i kolekty, dlatego też mawiano, że najszybszym i najłatwiejszym sposobem na wzbogacenie się jest palenie czarownic. Pewien moguncki ksiądz dziekan kazał spalić ponad 300 osób z dwóch tylko wsi chciał, bowiem połączyć ich ziemie ze swoją posiadłością.

W Fuldzie działał skryba, który okazał się szczególnie groźny dla ludzi zamożnych — chwalił się on tym, że przez dziewiętnaście lat posłał na stos 700 osób płci obojga. Reformacja też niczego nie zmieniła. Przeciwnie! Największe nasilenie prześladowań nastąpiło po pierwszym okresie działalności reformatorów. Luter, który w Wittenberdze ekskomunikował „czarownice”, pochwalał palenie „diabelskich ladacznic” z nie mniejszym zapałem niż papieże. W jednym tylko księstwie brunszwickim ginęło pod koniec XVI wieku często nawet dziesięć czarownic dziennie. W Quedlinburgu spalono któregoś dnia 1589 roku 133 czarownice. Przed taką śmiercią nie chronił żaden wiek. W roku 1591 zginęła w Wolfenbiittel kobieta, która liczyła sobie 106 1at. W roku 1651 zaś w śląskim mieście Zuckmantel spalono 102 osoby, wśród których znalazły się małe dzieci od roku wzwyż, jako że ich ojcem był ponoć diabeł. Jeszcze w wieku XVIII, kiedy to oparta na surowym przestrzeganiu dogmatów kościelna prawowierność osiągnęła swą kulminację, prawdopodobnie około miliona ludzi — głównie kobiet — stało się ofiarami procesów o czary. W drugiej połowie tamtego stulecia w jednym tylko westfalskim miasteczku Lemgo w ciągu trzech lat spalono 38 kobiet jako czarownice.” (Deschner)”
http://witcheslive.cba.pl/Public_html/Witches_History/new-page-2/witch-hunt.html

Nie o rozmiar tych zbrodni jednak chodzi, choć i on jest ważny. No bo przecież jest  to istotne, czy w polowaniach na czarownice wymordowano „tylko” 35 tysięcy ludzi (jak twierdzi wikipedia), czy  na przykład dwa – trzy miliony. Albo i pięć milionów. To nie jest tylko statystyka. Przez wieki ginęli masowo niewinni ludzie, których okrutnie torturowano i mordowano. Ten morderczy amok odczuły głównie kobiety. Ale i przed mordowaniem małych dzieci a nawet niemowląt łowcy czarownic nie cofali się. A dzisiaj kk próbuje wykreować się na obrońcę „życia poczętego”. Wcześniej zaś, przez wieki, życie już narodzone mordował bezlitośnie milionami.

Przy polowaniach na czarownice należy pamiętać i o tym, że wszelkie wcześniejsze ograniczenia dotyczące stosowania tortur przez inkwizycję zawieszono. Wcześniej, przy okazji tępienia heretyków inkwizycja stosowała tortury, ale zazwyczaj „jednorazowo”. Jeśli torturowany wytrzymał kilka/kilkanaście godzin tortur pod rząd i nie przyznał się, tortury kończono. Podczas polowań na czarownice tortury stosowano  (także przez inkwizytorów) najczęściej do skutku – albo oskarżony się przyznał, albo umierał od samych tortur. Choć niekiedy (bo i takie zdarzały się przypadki) – po wielokrotnych długotrwałych torturach z powodu braku przyznania się do winy inkwizytor wreszcie dochodził do wniosku, że osoba torturowana rzeczywiście jest niewinna. I wtedy taki okaleczony strzęp człowieka wypuszczano a raczej wyrzucano z więzienia na wolność.

Chrześcijaństwo propagandowo wynosi same siebie pod niebiosa, wychwalając swoje domniemane zasługi przyniesione przez siebie rzekomo „barbarzyńskiej” pogańskiej Europie. Jednak jeśli obiektywnie spojrzymy na historię, to stwierdzimy, że głównymi cechami chrześcijaństwa na przestrzeni kilkunastu wieków był fanatyzm, nietolerancja i masowe rzezie dokonywane na poganach, heretykach, bezbożnikach – i na nieszczęsnych czarownicach.

Pod każdym względem chrześcijaństwo gorsze było od kultury Słowian.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/
.
Także w porównaniu z – w sumie barbarzyńskim – pogańskim Rzymem chrześcijaństwo we wszystkim było gorsze. Przejęło, i owszem, co nieco od pogańskiego imperium, ale  jedynie złe jego strony. Na przykład niewolnictwo i imperializm. Przy czym ten rzymski o tyle był lepszy, że podbitym ludom Rzym nie rabował ich tożsamości. Mogły one pod panowaniem Rzymu trwać przy własnej kulturze, tożsamości i bogach. Chrześcijaństwo nie tylko zniewalało jak Rzym, na dodatek rabowało własną kulturę i tożsamość podbijanym ludom. Krwawe jatki na rzymskich arenach – walki gladiatorów – zastąpiono polowaniami na pogan, heretyków i czarownice. Zniszczono wysoki poziom szkolnictwa, medycyny i higieny Rzymu (i Grecji). Pod panowaniem krzyża zapanowały kołtuństwo, analfabetyzm i brud.  No i religijny fanatyzm połączony z niszczeniem pogańskich kultur. Regres nastąpił w budownictwie – rozmach rzymskiego, pogańskiego budownictwa chrześcijaństwo osiągnęło dopiero po ponad tysiącletnim panowaniu w czasach nowożytnych. Ze wszystkich zbrodni chrześcijańskich wielowiekowe polowania na czarownice jest jednym z najbardziej haniebnch wyczynów tej żydogennej ideologi.W zaślepieniu i fanatzmie, mimo głoszonych haseł o miłości bliźniego i mimo teologicznych wywodów o nieskończenie miłosiernym bogu uderzono w słabe kobiety, we własną poddaną ludność, okrutnie ofiary polowań torturując i mordując.

Gdybyśmy wszystkie kulturowe (i antykulturowe) formacje porównali pod kątem rozdźwięku pomiędzy głoszonymi hasłami i praktyką, chrześcijaństwo bezspornie, obok judaizmu zajęłoby czołowe miejsce. Wszystkie inne formacje kulturowe, antykulturowe i religijne (łącznie z hitleryzmem i stalinizmem) byłyby daleko za tymi dwiema ideologiami – judaizmem pyszącym się na kartach biblii masowymi czystkami etnicznymi (mimo przykazania nie zabijaj”) i chrześcijaństwem, które poszło jeszcze dalej. Bo ono nie tylko przejęło przykazanie nie zabijaj, ale dodatkowo za najważniejsze przykazanie uznawało to o miłości boga – i bliźniego. A jednak mimo tych przykazań masowo bliźnich katowano, torturowano i mordowano. Czyż można być gorszym fanatykiem i większym hipokrytą?

Pozostaje jeszcze sprawa polowań na czarownice w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej i w łonie prawosławia. W Rosji też miały one miejsce, choć skala tych zbrodni była w rosyjskim cesarstwie jednak o wiele mniejsza niż u łacinników. Opis ich znajdziemy tutaj:
http://www.kresy.pl/kresopedia,religie?zobacz/terror-rosyjskiej-cerkwi-prawoslawnej

Zaiste niewyobrażalna jest hipokryzja katolickiej strony kresypl. Nagłaśnia terror rosyjskiej cerkwi, natomiast o niewyobrażalnie większym terrorze kk nie wspomina ani słowem. Co się zaś tyczy przedrozbiorowej Rzeczypospolitej – palenie czarownic nie ominąło i jej. Katolicka propaganda o kraju bez stosów jest tylko i wyłącznie katolicką propagandą.

http://www.polskatimes.pl/artykul/3826027,polska-nie-byla-krajem-bez-stosow-polowanie-na-czarownice-trwalo-do-xix-w-nasza-historia,id,t.html

Niestety, jak i w przypadku całego zachodu, skali tych zbrodni w Rzeczypospolitej nie zbadamy z tego samego powodu – większość dokumentów zapewne uległa zniszczeniu. O wielu tych zbrodniach zresztą prawdopodobnie nie pisał żaden kronikarz. Zwłaszcza wtedy, gdy zabijano ludzi „niższych stanów”. Wiemy, że mieliśmy tolerancyjną konfederację warszawską, uchwaloną głównie z inicjatywy protestantów, w roku 1573.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_warszawska_%281573%29#Od_zgody_sandomierskiej_do_konfederacji_warszawskiej

Wiemy też, że władze „polskiego” kk obłożyły ją klątwą: „Trzeba również zdawać sobie sprawę, że mimo iż konfederacja warszawska to jasna karta w polskich dziejach, to jednak jej postanowienia tak naprawdę nigdy nie doczekały się wcielenia w życie. Przeciw temu byli m.in. król Zygmunt III Waza, Piotr Skarga i Stanisław Hozjusz. Ba, więcej nawet: już na synodzie w Piotrkowie w 1577 r. (przypomnijmy, że właśnie tu przyjęto uchwały soboru trydenckiego) obłożono klątwą sam akt konfederacji oraz wszystkich, którzy go podpisali ! Skarga w kazaniach sejmowych konfederację warszawską nazwał „konfederacją heretycką” i „skazą królestwa”. To tu pogrzebano polską tolerancję. Kościół polski szykował się do kontruderzenia. Na synodzie ułożono wyznanie wiary, zobowiązano katolickich księży do nie zadawania się z heretykami, nałożono na cały kler obowiązek walki z innowiercami, zobowiązano każdego biskupa do powołania inkwizytora do tropienia śladów herezji.Zapamiętajmy tę datę – synod piotrkowski, rok 1577.”
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,81

Wiemy, że na fali kontrreformacji doszło do zfanatyzowania części skatoliczonej szlachty. Wiemy, że szlachcica Kazimierza Łyszczyńskiego skazano na śmierć (1689 rok) z oskarżenia o ateizm. Wiemy, że wprowadzono karę śmierci (1668 rok) za odstępstwo od katolicyzmu. Wiemy, że Sejm uchwalił w 1776 roku konstytucję zakazującą skazywania na śmierć z oskarżenia o czary oraz zakazał stosowania tortur.
http://czarownice.com/konstytucja-3-maja/

No i właśnie – czy musiałby to robić, gdyby wcześniej nie zabijano za czary i nie torturowano? Odpowiedź jest jednoznacza – w Rzeczypospolitej szlacheckiej torturowano i zabijano za czary. W tym rzekomo tolerancyjnym kraju, rzekomo bez stosów były więc i stosy i tortury. Tak więc i od tego katolikom polskojęzycznym nie uda się wykręcić sianem. Sam przychylam się do oceny tekstu z Polskatimes. że liczba ofiar polowań na czarownice w Rzeczypospolitej szlacheckiej idzie w tysiące, jeśli nie w dziesiątki tysiący

„Co prawda Sejm Rzeczypospolitej w 1543 r. oddał sprawy o czary pod jurysdykcję Kościoła, w głównej mierze jednak zajmowały się nimi świeckie sądy miejskie.
Obliczenia badaczy z wielką ostrożnością podają liczbę straconych kobiet – od kilku do kilkudziesięciu tysięcy. Samych udokumentowanych procesów znaleziono 10 tys. Ale też w wielu miejscowościach odbywały się samosądy, które nigdy nie zostały zapisane w żadnych kronikach.”

http://www.polskatimes.pl/artykul/3826027,polska-nie-byla-krajem-bez-stosow-polowanie-na-czarownice-trwalo-do-xix-w-nasza-historia,id,t.html

A Rafał Woźnialis ocenia liczbę ofiar polowań na czarownice w skali europejskiej na miliony, a w Rzeczypospolitej na 15 – 20 tys.

„Psychoza ta pociągnęła za sobą milionowe ofiary w całej Europie a na ziemiach polskich pozbawiła życia 15 – 20 tysięcy ludzi.”
http://histmag.org/Procesy-czarownic-w-Lublinie-w-XVII-i-XVIII-wieku-2153

Są to liczby jak najbardziej prawdopodobne i realistyczne.

Na koniec polecam jeszcze jedno opracowanie dotyczące poruszanej w tym wpisie tematyki – „Środki dowodowe w procesach czarownic”.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/t,4486

Jeśli kiedykolwiek i gdziekolwiek usłyszysz o tym, jaki to rzekomy postęp cywilizacyjny i kulturowy chrześcijaństwo przyniosło światu, Europie i Polsce, nie zapomnij o milionowych rzeszach jego niewinnych ofiar, mordowanych brutalnie mimo przykazania nie zabijaj i przykazania o miłości bliźniego.


Źródło oryginalnego artykułu

Jedna myśl nt. „Z dziejów chrześcijańskiej „kultury” – polowania na czarownice

  1. Ośmielam się polemizować na temat zrównywania chrześcijaństwa z katolicyzmem. Jezus był, można powiedziec, wolnościowcem. Na tyle na ile mógł. Zepsuła to, rządza władzy, która w upadającym Rzymie musiala doprowadzić do przyjęcia chrześcijaństwa, ale też do przystosowania go do siebie. Czyli na słusznej, ponadludzkiej, podstawie powstał ustrój rzymsko-katolicki, tylko i wyłącznie dla utrzymania władzy.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s