O tych narodach Europa już dawno zapomniała

Jaćwingowie Wenedowie Wenetowie Piktowie Alanowie


WP: wspólczesna historia dalej nie chce przyznać że najpotężniejszą cywilizacją przez tysiące lat przed naszą erą byli ludzie z rdzeniem R1a, nazywaną przez obecną naukę o haplogrupach jako słowiańską. W tym artykule przedstawiono zaledwie strzęp ludów, plemion, zadrug, rodów, związków plemiennych…

Nie zostało po nich wiele, poza strzępami informacji w pracach dziejopisarzy oraz pamięcią, choć już bardzo nikłą. Tym bardziej warto przypomnieć, jakie ludy czy plemiona zamieszkiwały Europę setki lat temu i wpisały się nierozerwalnie w dzieje kontynentu. Z niektórymi mieliśmy do czynienia także my, Polacy.

Odkrywanie zapomnianych nacji, które dawno już zaginęły w pomroce historii, to z wielu powodów zadanie karkołomne. Kto się go podejmie, musi liczyć się z niedostatkiem przekazów pisanych, jak i źródeł archeologicznych. To zadanie doskonale jednak zrealizował Jerzy Strzelczyk. Jego „zapomniane narody” przenoszą nas w skomplikowane czasy wędrówek ludów, konfliktów i wojen, które targały Europą na długo, zanim wykształciło się nowoczesne pojęcie „narodu”. Autor operuje nim w znaczeniu potocznym – w odniesieniu do ludów, plemion czy szczepów.


Źródło oryginalnego artykułu



Wikimedia Commons


WENETOWIE-WENEDOWIE-WĘDOWIE

O Wenetach pisali już starożytni, a miasto zakochanych – Wenecja – uchodzi za jedną z pamiątek długiej i bogatej historii tego ludu. Homer w „Iliadzie” wspomina o Enetach, mieszkańcach Paflagonii – krainy położonej nad Morzem Czarnym. Nazywany „ojcem historyków” Herodot pisze w „Dziejach” o plemieniu Wenetów, sytuując je symbolicznie na mapie gdzieś nad Adriatykiem. Z grona innych wyjaśnień genezy tego ludu przynajmniej jedno jest nam szczególnie bliskie. Zgodnie z nim, tajemniczy Wenetowie to po prostu prasłowianie zamieszkujący ziemie nadbałtyckie. Czyli… nasi przodkowie. Najprawdopodobniej dziedzicami Wenetów są jednak… Słoweńcy.

Do szacownego grona autorów, piszących lub przynajmniej wzmiankujących o Wenetach (Wenedach), należał też rzymski dziejopis Tacyt, auto traktatu „Germania”. Wahał się, jak sklasyfikować ten lud, czy zaliczyć go do plemion germańskich, czy sarmackich.

TACYT, „GERMANIA”
Wskutek mieszanych małżeństw znacznie upodobniają się do brzydoty Sarmatów. Wenedowie wiele przyjęli z obyczajów Sarmatów, albowiem w swych wyprawach łupieskich przebiegają wszystkie lasy i góry, jakie wznoszą się między Peucynami a Fennami. Raczej jednak należy ich do Germanów zaliczyć, ponieważ budują stałe domy, noszą tarcze, lubują się w pieszych marszach i chyżości – a wszystko to odmienne jest u Sarmatów, którzy spędzają życie na wozie i na koniu.

Sprawa Wenetów jest jednak bardziej skomplikowana. W nauce jest wiele niewiadomych, poszczególni autorzy antyczni (także np. Klaudiusz Ptolemeusz) piszą bowiem o Wenetach w kontekście wielu ludów, zamieszkujących rozległy obszar, niekoniecznie w tym samym czasie.

ALANOWIE

Po czym starożytni rozpoznawali typowego Alana? Po skośnych oczach i koczowniczym trybie życia. Lud ten, wzmiankowany m.in. przez Senekę i Józefa Flawiusza, miał zamieszkiwać pierwotnie dorzecze Donu i wybrzeże Morza Azowskiego. Alanowie byli też znani na obszarze pogórza Kaukazu. Byli więc przedstawicielami pogranicza dwóch ówczesnych „światów” – Europy i Azji.


Domena publiczna


Najprawdopodobniej, w odniesieniu do czasów tak zamierzchłych historycy nie wiedzą nic na 100 proc., Alanowie byli jednym z najważniejszych plemion sarmackich (indoeuropejskich). Przez lata porównywano ich do Scytów lub Hunów. Wszystkie te ludy były ludami koczowniczymi. Jednak, jak zauważył historyk rzymski Ammian, Alanowie wyróżniali się… urodą.

AMMIAN MARCELLIN, „DZIEJE RZYMSKIE”
Są wysmukli i piękni ze swymi jasnoblond włosami. Umiarkowaną dzikością w oczach wzbudzają grozę. Potrafią być ruchliwi ze względu na lekkie uzbrojenie. Prawie we wszystkim dorównują Hunom, lecz w sposobie ubierania się i odżywiana są od nich bardziej cywilizowani.

Alanowie, podobnie jak Hunowie, na stałe wpisali się w „krajobraz” schyłkowego okresu Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie. W średniowieczu ulegli Mongołom i rozproszyli się głównie po Kaukazie i Krymie. Potomkami kaukaskich Alanów są Osetyjczycy.

PIKTOWIE

Można było ich poznać po… barwnych tatuażach na ciele (stąd też nazwa). Zamieszkiwali Brytanię i byli szczególnie uciążliwi dla Rzymian, którym nigdy do końca nie udało się podbić „niesfornej” wyspy.


Wikimedia Commons


Piktowie zamieszkiwali północną część Brytanii (Kaledonię), czyli dzisiejszą Szkocję. Odróżniali się od innych plemion nie tylko osobliwym wyglądem, lecz także kodeksem norm, który wprowadzili i przestrzegali na podległych sobie terenach. Otóż to właśnie w kraju Piktów hołdowano zasadzie dziedziczeniu tronu w linii matczynej, co budziło wielkie zainteresowanie postronnych obserwatorów. Nigdzie indziej, jeśli chodzi o świat celtycki, takiej zasady nie wprowadzono. Wielkie znaczenie miały zatem związki matrymonialne sióstr i córek królewskich; prawa do tronu piktyjskiego, przenoszone wraz z nimi na obce dwory, mogą w znacznym stopniu tłumaczyć stosunkowo częste obejmowanie tronu przez przedstawicieli innych ludów – wyjaśnia Strzelczyk.

WIŚLANIE

ŻYWOT ŚW. METODEGO
Książę pogański, silny bardzo, siedzący na Wiśle, urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał. Posławszy zaś do niego (kazał mu) powiedzieć (Metody): „Dobrze (będzie) dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej; i będziesz mnie wspominał”. Tak też się stało.

To jedna z trzech, jak się okazuje, wzmianek o istnieniu nad Wisłą plemienia, którego wódz ochrzcił się za radą św. Metodego, jednego z „apostołów Słowian”. Ten ostatni, jak wiadomo, prowadził swą misję na Morawach w końcu IX wieku.

– Święty uznał widocznie, że skłonienie „potężnego księcia” do przyjęcia chrztu sprawi, że w imię solidarności wiary dojdzie do zaniechania wspomnianych niegodziwości. Żeby ułatwić mu właściwy wybór, roztoczył alternatywę… – pisze autor „Zapomnianych narodów”. Jak wyjaśnia, nie można więc całkowicie wykluczyć scenariusza, według którego książę wiślański uwikłał się w wojnę z morawianami (lub na odwrót), poniósł klęskę, w rezultacie której musiał przyjąć chrzest, zapewne na obcej ziemi.


Wikimedia Commons


– Dochodzimy tutaj do równie żywo i kontrowersyjnie dyskutowanej w nauce kwestii ewentualności przenikania religii chrześcijańskiej do kraju Wiślan pod koniec IX w., a zatem na długo przed konwersją księcia gnieźnieńskiego Mieszka I i Polan w 966 r. – zwraca uwagę autor publikacji.

Zastrzega jednak, że Wiślanie nie odegrali kluczowej roli w procesie jednoczenia plemion „polskich”. – Państwo polskie nie miało „wiślańskiego”, lecz „pogańskie”, „gnieźnieńskie” oblicze. Sama nazwa „Wiślanie” rychło uległa zapomnieniu, skoro nie spotykamy jej ani w polskim, ani obcym piśmiennictwie średniowiecznym. Nazwa Polan krótko po 1000 r. została rozciągnięta także na potomków Wiślan – tłumaczy Strzelczyk.

Dowodem na istnienie Wiślan są też wzmianki w „Geografie Bawarskim” i w tzw. anglosaskiej interpolacji z końca IX wieku do późnoantycznego dzieła „Historia przeciw poganom”, autorstwa Pawła Orozjusza.

JAĆWIĘGOWIE-JAĆWINGOWIE

Plemię Jaćwięgów (Jaćwingów) było z Polską związane w o wiele większym stopniu, niż pozostałe ludy. – Najogólniej rzecz ujmując: zajmowali północno-wschodni skraj obecnej Polski oraz przylegających obszarów Litwy i Białorusi – czytamy w „Zapomnianych narodach”. Granice wpływów tego ludu, posługującego się językiem bałtyjskim, wyznaczało m.in. Pojezierze Suwalskie, jak i rzeki Niemen czy Biebrza. Dziś, na Podlasiu, mamy wyjątkową pozostałość po Jaćwięgach – wieś Jatwieź Duża musiała być przez nich zamieszkiwana.

Domena publiczna


JAN DŁUGOSZ, „ROCZNIKI”
Szczep zaś Jaćwięgów, jeśli chodzi o narodowość, język, obrzędy, religię i obyczaje, był bardzo podobny do Litwinów, Prusów i Żmudzinów. Uprawiał także bałwochwalstwo. Jego głównym miastem i stolicą był zamek i miasto Drohiczyn.

Losy Jaćwięgów były ściśle związane z pogańskimi Prusami (w kronikach często traktowano Prusów i Jaćwięgów synonimicznie). Pewne jest, że zarówno w Prusach, jak i w Jaćwieży, przedstawiciele świata łacińskiego prowadzili misje chrystianizacyjne. Święty Wojciech zginął w 997 roku co prawda z rąk Prusów, ale już 12 lat później, jak się przypuszcza, do Jaćwięgowie właśnie mogli zabić Brunona z Kwerfurtu.

Tereny jaćwięskie były obszarem ekspansji państwa polskiego. Zapuszczali się tam m.in. książęta w czasach rozbicia dzielnicowego, ale i plemię bałtyjskie nie pozostawało dłużne. W XIII stuleciu nad Jaćwięgami zaczęły gromadzić się ciemne chmury. Niebawem bitny lud musiał uznać wyższość Krzyżaków.



Wydawnictwo Poznańskie


Waldemar Kowalski

WALDEMAR KOWALSKI

Źródło oryginalnego artykułu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s