Wiedźma

Wiedźma-Wiedma-Wiedunka


Świętomira wiedzę o Bogach, o Nawii, o duchach Przyrody, o duchach Przodków, o ziołach, leczeniu i zaklęciach otrzymała od babki. Jej matka Miłosława już nie żyła. Miłosława nie chciała uczyć się od swej matki, babki Świętomiry, wiedzy przechowywanej przez wiedźmy – strażniczki wiary, wiedzy i tradycji Praojców. Miłosława bała się ludzi w habitach. Od kilku pokoleń już, od czasu okrutnego stłumienia pamiętnego buntu przeciwko nowej, obcej i niechcianej wierze pod wodzą księcia Bolesława, ludzie w habitach i sułtannach wszędzie węszyli i tropili pogańskie tradycje Słowian. Krótko po tym, gdy Miłosława odmówiła matce kontynuowania jej wiedźmińskiej tradycji, zaczęła szwankować na zdrowiu. Jakiś czas później zmarła.

Świętomira także bała się złych ludzi w habitach. Intuicyjnie czuła ich mściwość i nienawiść do pogaństwa, do wołchwów i wiedźm. Ale bała się też zemrzeć jak matka. Nie odmówiła więc babce przejęcia prastarej wiedzy.

Świętomira, choć była młodą dziewczyną, bardzo szybko stała się niezwykle uczoną i mądrą wiedźmą. Niestety jej przywiązanie do tradycji Praojców przyniosło jej zgubę. Młody zalotnik, świeżo nawrócony katolik, odrzucony przez nią (dziewczyna wyszłaby za niego, gdyby powrócił on do wiary Przodków) doniósł na nią miejscowemu opatowi.




Dziewczynę zaciągnięto siłą do klasztoru i umieszczono w lochu. Na jej nieszczęście w ogrodzie za jej chatą znaleziono niewielki, ukryty chram z figurkami słowiańskich bogów, a w chacie talizmany i zioła.

Następnego dnia  w refektarzu zgromadziła się starczyzna klasztorna. Na rozkaz przeora wprowadzono skrępowaną Świętomirę. Przywiązano ją do filara na środku refektarza. W obawie przed ukrytym w jej ubraniu diabłem zerwano z niej odzież.



Świętomira była młodą, prześliczną, zgrabną i ponętną dziewczyną. Tryskała zdrowiem i kobiecością. To ją zgubiło. Zgromadzeni mnisi na widok prześlicznej nagości zapałali do dziewczyny nieokiełzaną żądzą zaspokojenia zakazanych chuci.
Świętomira będąca oświeconą wiedźmą czytała w ich myślach i w ich twarzach –  widziała w ich oczach lubieżność i żądzę jej ciała.

Po kilku zdawkowych pytaniach odprowadzono ją nagą do lochu. Przykuto ją do ściany i zakneblowano jej usta. Rzekomo po to, aby nie bluźniła abrahamowemu Bogu. Do jej lochu wszedł przeor. Pozostałym mnichom oświadczył, że idzie spróbować „czarownicę” nawrócić.

Pod drzwiami lochu ustawiła się kolejka klasztornych dostojników. Po jakimś czasie przeor wyszedł z lochu. Po nim wszedł „nawracać” dziewczynkę kolejny klasztorny dostojnik. Parę godzin znosiła  Świętomira to „nawracanie”. Wieczorem i przez kilka następnych dni „nawracali” ją dostojnicy klasztorni jeszcze wielokrotnie.

Po kilku dniach, gdy lubieżność i żądze zakonnych braci nieco opadły, wpadli oni w panikę. Jeśli zgłoszą przypadek wiedźmy przełożonym spoza klasztoru, być może wyjdzie na jaw ich metoda nawracania. Nie było wyjścia. Klasztorny parobek musiał dziewczynę udusić. Jej ciało spalono za klasztorem. Spalono też chatę i chram wiedźmy.



Nowa, jedynie prawdziwa wiara umocniła jej panowanie w kolejnej słowiańskiej, polskiej wsi…

opolczyk

ps.

Po spaleniu ciała Świętomiry przez długie miesiące bracia zakonni gorliwiej niż wcześniej pościli, umartwiali się, biczowali i żałowali za grzech nieczystości, jakiemu dali się skusić.

Ale po nocach do końca życia wciąż śniła się im przepiękna naga wiedźma. Często widzieli ją jako uciekającą przed nimi  na miotle czarownicę.


Źródło oryginalnego artykułu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s