Mongolski podbój złamał charakter całych pokoleń Rusinów

Ruś-Bitwa-nad-Kałką.jpg


Klęska książąt ruskich w bitwie nad Kałką, w której zginęło 25 tysięcy ludzi, otworzyła drogę do mongolskiego podboju w Europie. Zapowiedzią czekających Ruś okrucieństw był los ludzi, którzy poddali się po bitwie. Mongołowie urządzili na przykrytych deskami nieszczęśnikach ucztę zwycięstwa. Pojmani umierali długo i boleśnie. Kilkanaście tysięcy jeńców po prostu wyrżnięto. Sromotna klęska zadana przez Tatarów nałożyła jarzmo na ruskich książąt. Pozostawiło ono na Rusi niezatarte piętno. W dużym stopniu wzięli na siebie te ciosy, które groziły również krajom położonym dalej na zachód, a przede wszystkim następnej w kolejce Polsce.

Ruś zajmowała w XIII wieku ogromny obszar złożony ze znacznych części dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i europejskiej Rosji. Ta potęga terytorialna i demograficzna była jednak rozdrobniona, podobnie jak Polska po rozbiciu na dzielnice po śmierci Bolesława Krzywoustego. Z tym że równie krótkowzroczny testament pozostawił tam po sobie 84 lata wcześniej (1054 r.) Jarosław Mądry, a jego potomkowie, którzy brali się za łby podobnie jak później Piastowie, zdołali już w ciągu półtora wieku podzielić Ruś na kilkadziesiąt księstw.

Nasza opowieść dotyczy momentu bardzo dla Rusi niedobrego. Oto od zachodu nękana jest przez Litwinów, Polaków i Węgrów (rychło także przez Zakon Kawalerów Mieczowych), ale prawdziwie śmiertelne niebezpieczeństwo zbliża się ze wschodu. Wprawdzie Rusini już wcześniej stykali się tam i walczyli z koczowniczymi Połowcami, Alanami czy Bułgarami Kamskimi, ale nawet nie przypuszczali, jak wielką siłę stanowią Mongołowie Czyngis-chana. On to od kilkunastu lat (1206 r.) był wodzem (kaganem) zjednoczonych, wojowniczych plemion Wielkiego Stepu, od kilku lat (1215 r.) władcą północnych Chin, a właśnie dobijał w środkowej Azji potężne, wydawałoby się, państwo Chorezmu, pojąc następnie swe konie w wodach Indusu i docierając do przełęczy Kaukazu.

Jedna z mongolskich armii pod dowództwem Subedeja i Dżebego pokonała Gruzinów, przeszła wschodnim wybrzeżem Morza Czarnego na północ, rozbiła opór Alanów oraz Połowców i w pościgu za tymi ostatnimi dotarła nad stepy czarnomorskie w okolicach Morza Azowskiego. Na północy rozpościerały się przed nimi zasobne ziemie, wioski i miasta Rusi.


Czytaj dalej

Przemilczana zbrodnia Żydów na Polakach. Masakra we wsi Naliboki

Naliboki_self-defence


8 maja 1943 roku doszło do masakry Polaków zamieszkujących wieś Naliboki. Zbrodni dokonały oddziały partyzanckie Sowietów oraz członkowie tzw. Otriadu Bielskich – żydowskiego oddziału partyzanckiego działającego na terenie Puszczy Nalibockiej. W wyniku zdradzieckiej napaści śmierć poniosło 128 polskich cywilów.

Ostatnimi czasy żydowska polityka historyczna próbuje w bezczelny sposób zakłamywać historię i uczynić z Polaków morderców współodpowiedzialnych za Holocaust. Jednocześnie wszelkimi sposobami próbuje się wymazywać ciemne karty z historii narodu wybranego, w których to Żydzi byli oprawcami m. in. Polaków. Jednym z przykładów takiego postępowania jest działalność żydowskiego oddziału partyzanckiego pod komendą braci Bielskich, którzy to dowodząc tzw. Otriadem, dopuścili się szeregu antypolskich działań – dokonywali morderstw i rabunków na naszych rodakach, a przy współpracy z sowiecką partyzantką zwalczali członków polskiego ruch oporu (głównie Armii Krajowej).

Oddział skupiający bandytów i działający w sposób bezwzględny stał się dla Żydów przykładem żydowskiego bohaterstwa. Napisano szereg książek przedstawiających Otriad Bielskich jako oddział partyzancki walczący z Niemcami i unikających jednocześnie poruszenia kwestii zbrodni dokonanych na Polakach. Kilka lat temu powstał nawet film pt. „Opór” w reżyserii Edwarda Zwicka, w którym w rolę Tewjego Bielskiego wcielił się brytyjski aktor Daniel Craig. Niestety, w filmie tym pojawiło się wiele przekłamań, które to kolejny raz uderzają w pamięć o tragicznych wydarzeniach II wojny światowej, bo uderzeniem trzeba nazwać to, że w ramach prowadzenia polityki historycznej zapomina się o zbrodniach jednych i przypisuje się te zbrodnie niewinnym.Ewentualnie w ogóle nie mówi się o popełnionych haniebnych czynach, albo umniejsza się ofiarę, jaką ponieśli przedstawiciele danego narodu.

W filmie „Opór” spotkaliśmy się z wyidealizowanym obrazem członków Otriadu Bielskich. Oto dzielni partyzanci żydowscy sprzymierzeni z Sowietami walczyli przeciwko Niemcom, niosąc przy tym pomoc dla uciekinierów z gett. Żyli sobie zorganizowani w Leśnej Jerozolimie i bohatersko znosili trudy ciężkich warunków, stawiając opór nazistowskiemu terrorowi. Oczywiście dochodziło do pewnych ekscesów i zatargów pomiędzy członkami oddziału, ale już nie tyczyło się to osób spoza oddziału – nie ukazano żadnej zbrodni partyzantów skierowanej przeciwko Polakom (nie mówiąc już o zbrodni nalibockiej czy zwalczaniu AK). Premiera filmu w Polsce wzbudziła wśród części odbiorców kontrowersje związane m.in. ze sposobem przedstawienia postaci Tewjego Bielskiego, pominięcia kwestii antypolskich działań, a także z minimalizowaniem roli polskości na Kresach.


Czytaj dalej

Luty, Lutycy i nasze wilcze korzenie

Lutycy


Racjonalista.pl: Mariusz Agnosiewicz – Luty, Lutycy i nasze wilcze korzenie. Spis treści: Święty Walenty — patron zakochanych wilków. Wilcza bogini Leto, matka Latynów. Lutycy — dzieci Wilka. „Ponieważ żyli prawem wilka Historia o nich głucho milczy”. Skąd się wzięła nazwa Polski? Gromniczna — Wilcza Matka Boska.

Nazwę miesiąca luty tłumaczy się jako „srogi” [mróz], bo słowiański luty to także srogi. W rzeczywistości luty pochodzi od wilka, bo w słowiańskiej kulturze był to wilczy miesiąc. źródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10157/

Święty Walenty — patron zakochanych wilków. Nazwę związku Lutyków sporadycznie tłumaczy się jako „dzicy”, ale zdecydowanie dominuje tłumaczenie Wilcy. Związek naszego kraju z wilkami sięga jednak znacznie głębiej. Wśród historyków za najstarszą pisaną informację o ziemiach polskich [ 1 ] a zarazem za najstarszą wzmiankę o likantropii, uznaje się fragment Herodota o Neurach (wywodzonych z okolic Narwi): „Ludzie ci wydają się być czarodziejami. Opowiadają bowiem Scytowie i zamieszkali w Scytii Hellenowie, że stale raz do roku każdy z Neurów na kilka dni staje się wilkiem, a potem znowu przybiera dawną postać. Ja wprawdzie w to nie wierzę, niemniej tak oni utrzymują i na to przysięgają.” (Herodot IV, 105). Plemię ludzi-wilków żyło zatem na polskich ziemiach w VI w. p.n.e. 1500 lat później mamy u nas potężne plemię uważające się za dzieci Wilka.


Czytaj dalej

JARUHA PRAWII – Chanuka i synagoga w sejmie


Polska to jedyny kraj na świecie gdzie od wielu lat obchodzi się żydowskie święto Chanuka!
WŁACZ NAPISY PL
Przywódca Chabad Lubawicz i jego wytyczne jak zgładzić Słowian oraz krwawe rytuały żydowskie, WAŻNE TEMATY PORUSZANE W ODCINKU:
02:36 – Duchowy ojciec Chabad Lubawicz – jak wykończyć Słowian
09:06 – Kim są prawdziwi faszyści i ONZ o Syjoniźmie09:51 – Syjonizm faszystowski – powiedział Rebe
18:33 – Okrutny i obrzydliwy RYTUAŁ OBRZEZANIA
LINK DO MATERIAŁU NA INNYM PORTALU NIE DO SKASOWANIA: https://bit.tube/play?hash=QmP57u4tVv…
Po więcej rewelacji i sposobie myślenia żydów zapraszam na moją stronę http://www.jaruha.pl do działu media.RABIN MENACHAM MENDEL SCHNEERSON
https://www.proroctwa.com/objawienie/…
PLAN BERMANA http://niezaleznemediapodlasia.pl/45-…


Węgrzy w V-X wieku

XII-wieczna kronika Gesta Hungarorum wywodziła Węgrów od Scytów. Jak podkreślał Henryk Łowmiański, znawca wszystkiego, co scytyjskie i trubadur prototeizmu, było to zgodne z prawdą. Według niego opisani przez Herodota Jyrkowie, prowadzący globalny handel futrami, byli przodkami Węgrów.

Masowe polowania dały Ősmagyarom zaprawę w strzelaniu z łuku, którą ich geny przekazują do dzisiaj. Wyobraźmy sobie sytuację: myśliwy czatuje na ruchliwe, małe zwierzę, ukryte na drzewie czy ziemi przed nim. Jeśli się ruszy – spłoszy je. Gdy zwierzę samo się pokaże, będzie za mało czasu na naciąg, celowanie i jeszcze do tego przytrzymanie naciągniętej strzały. Wobec tego naciąg, celowanie i strzał bez przytrzymania musi być jedną czynnością, trwającą nie dłużej niż sekundę.

Obecnie w czołówce konnego łucznictwa oprócz Węgrów są Polacy, potomkowie Scytów i Sarmatów(o czym wie minden nemes Magyar – każdy prawy Węgier, podczas gdy większość Polaków dała się nabrać na kłamstwo Habsburgów i czerwonych o „słowiańskości”).


Czytaj dalej

Wielka Lechia i klątwy rzucane na Lechitów


Wielka Lechia i klątwy rzucane na Lechitów oraz klątwa UE rzucona na nasze Imperium Lechitów. Film ten jest o osłabieniu sił witalnych Narodu Lechitów poprzez różne zabiegi propagandowe, Czarno-Magiczne, militarne, trucicielskie i ekonomiczne. Także o blokach fizycznych i psychicznych, które ciągle jeszcze nosimy w sobie na skutek tych praktyk. O bloku założonym na nasz seks, czyli naszą Podstawową Siłę Życiową, która pozwala na przeżycie i rozwój każdego narodu, każdego człowieka. Ogólnie o próbach zniewolenia i depopulacji Lechitów. Oraz przede wszystkim o tym jak wyjść z tego kryzysu. Będzie też opis rzucania klątwy na Polaków i o tym, jak ich Błogosławić Światłem Świata. http://slowianieiukrytahistoriapolski… ☼ Wasze wsparcie dla portalu Słowianie i Ukryta Historia Polski oraz dla filmów w kanale Youtube: MarianNosalTV ☼ Szczegóły pod linkiem: http://slowianieiukrytahistoriapolski…

My, lud spod znaku R1a

Slavs-R1a


Refleksje nad książką Bogusława Andrzeja Dębka SŁOWIAŃSKIE DZIEJE. Gdy książka nie jest z góry przeznaczona dla uczonych znawców bądź garstki snobów, to jej ewentualny sukces jest sukcesem wspólnym: autora, wydawcy, księgarza, oraz (jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało) czytelnika. Tego zwykłego. Bo tak naprawdę, to nie zawodowi recenzenci tylko czytelnicy czynią książki wartościowymi. Odwiedzają księgarnie, kupują, czytają, polecają znajomym, dzielą się zdobytą wiedzą… Takoż i z książką autorstwa Bogusława Andrzeja Dębka ujawniającą „prawdę o pochodzeniu Słowian” w świetle „sensacyjnych odkryć genetyków”.

W księgarni czytelnik niekoniecznie szuka konkretnego tytułu. Czasem wścieka się (w duchu) na irytujące pytanie „W czym mogę pomóc?” („Nie przyszedłem po pomoc, tylko rzucić okiem na książki!”). Czytelnik omiata wzrokiem grzbiety woluminów na półkach, kręci nosem… I naraz, wśród wyłożonych na stoliczku nowości widzi budzący miłe skojarzenia obrazek – prasłowiańska warowna osada, woj witany przez żonę i dziatki, a przed chatą jeszcze kmiecie, owieczka… Tytuł wyrazisty i graficznie i tekstowo: SŁOWIAŃSKIE DZIEJE. Wydawnictwo Bellona – zasłużone i poważne. Nazwisko autora nic nie mówi, więc czytelnik bierze do ręki egzemplarz, spogląda na tylną stronę okładki, omiata wzrokiem blurb, czyli krótką prezentację treści. Łowi hasła: kompendium wiedzy o dziejach Słowiańszczyzny, Protosłowianie, co najmniej 7,5 tys. lat temu, Scytowie i Sarmaci, DNA… Na skrzydełku okładki odnajduje informację o autorze: „jest z wykształcenia historykiem-pedagogiem, a także politologiem… jego największą pasją jest badanie przeszłości ludów słowiańskich… Słowiańskie dzieje to podsumowanie jego wieloletniej pracy…”.


Czytaj dalej

Prasłowiańskie nazwy państw i narodów w Europie

Ariowie-Arians


Słowiano-Scyto-Ariowie (haplogrupa R1a1) ze swojej Koliby w Azji Centralnej jakieś 11 tys. lat p.n.e. ruszyli na południe czyli Indie, Iran, Sumer oraz na zachód nad Dunaj, Bałkany, tereny obecnej Grecji i Italii oraz mniejsze grupy dotarły do Mongolii, Chin i na zachód Syberii, zakładając stopniowo wszędzie nowe cywilizacje, gdyż dysponowali wiedzą nieznaną mieszkającym tam plemionom.

Na terenach obecnej Polski było wtedy zbyt dużo jezior i bagien pozostałych po roztapianiu lodowca północnopolskiego. Na te ziemie dotarli oni dopiero 3000 lat p.n.e., gdy zaczęły powoli wysychać i odkrywać ziemie pod uprawę. Wtedy też część z nich osiadła między Łabą, Odrą i Wisłą, a część dotarła potem aż do Skandynawii, a stamtąd na tereny późniejszej Rusi.

Goci (czyli gaduły) pochodzą od Słowiano-Ariów. Oczywiście oficjalna nauka nadal nie może i nie chce uznać takiego rodowodu, ale wiele odkrywanych lub odkłamywanych faktów wskazuje na to, że tak jest. W sagach skandynawskich piszą o dwóch najstarszych ludach Sweariach i Gotarach. Sweariowie to po prostu swoi, nasi ariowie, od prasłowiańskiego swe – swój. A Gotarowie (Goci) to mówiący Ariowie od god, got czyli godka – mowa, a godać – mówić. Ktoś może dzisiaj jeszcze gwarą powiedzieć: Nie godej mi tu gupot.


Czytaj dalej

Od tysięcy lat trwa dziedzictwo Lęchów

Lehistan-Lahy-Lęchowie-Lęchia


Znana powszechnie wysoka jednolitość współczesnych Polaków pod względem genetycznym – i to już od tysiącleci – jest wyraźnym świadectwem na ciągłe panowanie tego samego narodu nad tymi samymi ziemiami. Sprawa jest oczywista, ale w toczącej się dyskusji o dziejach PoLachów mało podkreślana.

Tymczasem charakteru narodowego rodaków nie sposób zrozumieć bez wyraźnego przeanalizowania ich genetycznych dziejów rozciągających się przez tysiąclecia. Współcześni Polacy są – w świetle odkryć nauk ścisłych – być może najstarszym narodem nieprzerwanie zajmującym tę samą ziemię w Europie. Początków kształtowania się naszego narodu można dopatrywać się co najmniej w kulturze lendzielskiej. Jednak korzenie Polaków sięgają znacznie głębiej.

Najstarszy trop występujący w organizmach współczesnych Polaków (ale też Litwinów) to genotyp człowieka z Goyet z ok. 35 000 lat p.n.e.. To najstarszy biologiczny ślad Homo Sapiens odnaleziony w Europie na zachód od Bugu.

Ponadto badania wykazały, że 83 proc. europejskich łowców-zbieraczy miało w mitochondrialnym DNA (dziedziczonym po matce) znacznik zwany haplogrupą U. Dziś jednak spotykamy tę haplogrupę u zaledwie 11 proc. mieszkańców Starego Kontynentu. Co ciekawe, odsetek ten jest wyższy np. w Polsce – aż 21,5 proc. to dalecy potomkowie pierwszych paleolitycznych osadników, którzy tysiące lat temu dotarli do Europy i rywalizowali na jej terenie z neandertalczykami. Mamy też wyjątkową odmianę tej haplogrupy – U4a2, typową dla Słowian zachodnich (Polaków, Słowaków i Czechów). U nas występuje ona z częstością 4 proc., a w innych populacjach prawie jej nie ma. Jednak najpowszechniejsza u Polek jest haplogrupa H – ma ją około 40 proc., ale podobny odsetek dotyczy niemal całej Europy.


Czytaj dalej

Lech zakłada państwo – praslowianie.pl

Prasłowianie


Linia wielkich fortyfikacji sprzed niemal 7 tysięcy lat wytycza szlak pierwszych Lechitów na ziemiach polskich. Dobrze zorganizowana drużyna wojów, rolników i rzemieślników planowo zdobywała Północ, by założyć najstarsze państwo Europy ponad linią Dunaju. Państwowość lechicką na ziemiach polskich budowano półtora tysiąca lat wcześniej niż powstało pierwsze państwo staroegipskie. Okoliczności jego założenia odpowiadają opisom starych kronikarzy, a potwierdzają odkrycia współczesnych archeologów. Prasłowiańskości dowodzą ustalenia paleolingwistów. Odwagę do kojarzenia tych faktów wykazują niezależni miłośnicy dziejów ojczystych.

Pół tysiąca lat wcześniej rozpoczęła się wędrówka pierwszych grup rolników znad Dunaju w ramach kultury ceramiki wstęgowej rytej. Według ustaleń paleolingwistów z centrum naddunajskiego wyszli już jako Prasłowianie. Genetycy genealogiczni zakładają, że byli wśród nich (oprócz bliskowschodniego G, a także południowosłowiańskiego I2a) przedstawiciele rodu R1a, najpowszechniejszego do dziś wśród Słowian Północnych. Nie potwierdzono tego dotąd próbkami kopalnymi, jednak mało kto wie i bierze pod uwagę, że np. najstarsze całkowicie ciałopalne cmentarzysko Europy (a pewnie i świata) sprzed 7,5 tys. lat odkryto właśnie w Polsce – przy okazji wykopalisk przed budową obwodnicy Krakowa. Próbek kopalnych ludu, który swoje ciała oddawał ogniu raczej nie odnajdziemy. O tym m.in. miałem (Web) właśnie pisać, ale niezawodny blog Czesława Białczyńskiego przekierował moją uwagę na stronę prasłowianie.pl.

Zaznaczę więc tylko, że kiedy rolnicze rodziny na tyle zagospodarowały ziemie między Renem a Bugiem, by na Kujawach zacząć wytwarzać pierwsze sery w dziejach ludzkiej cywilizacji, ruszyła dobrze zorganizowana fala osadników z winczańskiej kolebki. Ta druga fala otrzymała nazwę kultury lendzielskiej. Jak napisał Jan Długosz, w tym czasie na ziemiach nad Dunajem doszło do przeludnienia szybko powiększającej się społeczności rolników i by uniknąć wzajemnych waśni (o kurczące się zasoby ziemi) Lech i Czech wyruszyli z terenów obecnej Chorwacji. Najpierw zasiedlili ziemie dzisiejszych Czech i Moraw, nad którymi panowanie miał objąć młodszy z braci – Czech. Lech ruszył dalej. Najpierw jego drużyna przeszła przez Bramę Morawską, by następnie wyruszyć na Zachód.


Czytaj dalej

Sztuka scytyjska


Sztuka scytyjska – rozwijała się na terenach zamieszkanych przez koczowniczo-rolniczo-rzemieślnicze plemiona Scytów w okresie od VII wieku p.n.e. do III wieku p.n.e. Swoim zasięgiem objęła obszar od Syberii na wschodzie po Śląsk i Łużyce na zachodzie.

Wraz z powstawaniem kolonii greckich na brzegu Morza Czarnego wzrastało oddziaływanie sztuki greckiej na sztukę scytyjską. Większość odnalezionych zabytków to przedmioty odkryte w kurhanach królewskich i osób należących do arystokracji.

Budowa kurhanów odkrytych na ziemiach Scytów była zróżnicowana. W dolinie Kubania odkryto kurhany Keremelskie i Ulskie z komorami grobowymi osłoniętymi drewnianą konstrukcją. Nad nimi znajdował się namiotowy dach obsypany ziemią. Na Krymie występowały kurhany o komorach kamiennych, przykrytych sklepieniem pozornym (np. Kul Oba). Obszar Dniepru to olbrzymie kopce kryjące groby zbudowane z wielu komór połączonych ze sobą korytarzami (kurhany królewskie z IV–III wieku p.n.e.).

Większość grobowców została obrabowana, może nawet w starożytności. Przedmioty odnalezione w XVIII wieku (zbiory zgromadzone w Ermitażu) i w czasach późniejszych to przede wszystkim wyroby rzemieślnicze, świadczące o wysokim poziomie artystycznym twórców. Wyroby uznane za dzieło greckich rzemieślników (WP: wg jedynie słusznej judeo-rzymskiej historii świata promuje się grecką kulturę zapominając że Scytowie byli i koczownikami, i wojownikami, myśliwymi, hodowcami, rolnikami i rzemieślnikami) odnaleziono w kurhanach Kul Oba, Czertomłyk i Sołocha. Są to przedmioty wykonane ze złota, elektronu i srebra. Naczynia, grzebienie, złote blaszki do ozdoby odzieży, obicia uzbrojenia dekorowane są reliefem z wizerunkami wojowników scytyjskich (świadczy o tym strój i uzbrojenie przedstawianych osób).


Czytaj dalej

Jak „Europa” krwawo nawracała Sławian i Bałtów

Krzyżacy-Słowianie


[Michał Kacewicz, 27-11-2013, http://www.newsweek.pl/wiedza/historia/kolonizacja-slowian-i-baltow-w-sredniowiecznej-europie,artykuly,275711,1.html ] Przyp red.

Niech nikt nie mówi że Kościół Katolicki to religia pokoju, nie jest i nigdy nie była. Z czasem tylko nauczyli się że lepiej stać trochę z tyłu, bo widzi się więcej i więcej można osiągnąć.

W krwawym nawracaniu nadbałtyckich Słowian i Bałtów brali udział wszyscy Europejczycy. Chodziło o eksport chrześcijaństwa, ale i o nowe kolonie europejskie.

Sasi, wojowniczy lud pogranicza świata germańskiego i słowiańskiego, nie mieli w dwunastowiecznej Europie dobrej reputacji. Ale mieszkające na północ od Łaby, na zachodzie Półwyspu Jutlandzkiego, północnosaskie plemię Holzatów budziło powszechne przerażenie. Holzatowie regularnie wyprawiali się za Limes Saxoniae, przez trzysta lat granicę między światem słowiańskim (pogańskim) i germańskim (chrześcijańskim) (WP: nie tyle germańskim bo Germanie to też Słowianie ile ideologi Imperium Rzymskiego i systemowi judeo-rzymskiemu – u Słowian Zachodnich kat-olicyzm). Nie była to rzecz jasna granica w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, lecz po prostu porośnięty gęstym lasem pas ziemi niczyjej ciągnący się od Zatoki Kilońskiej ku Łabie.

W 1140 r. kilka niewielkich grup Holzatów pod wodzą hrabiego Adolfa II Holsztyńskiego i Henryka von Badewide, przekroczyło granicę dwóch światów. Najechali sąsiednich Słowian połabskich – Obodrzyców. Wyprawa, planowana jako normalny najazd łupieżczy, zakończyła się jednak inaczej niż wszystkie poprzednie. Holzatowie po raz pierwszy od trzech stuleci zmienili reguły gry. Nie ograniczyli się do rabunku słowiańskich ziem, ale zostali na stałe. Nie wystarczały im łupy, okup, jeńcy. Teraz pragnęli nowych terytoriów.

Zajęli Liubice, czyli późniejszą Lubekę, i Racibórz, zwany później Ratzeburgiem. Prężne ośrodki słowiańskie ochrzczono, a za saskimi zabijakami przybyli duchowni. Daremnie próbujący dotąd zaznajomić z Chrystusem pogańskich Słowian misjonarz Wicelin został biskupem Oldenburga, a Kościół zwrócił oczy w stronę Pomorza. Uznał, że wyprawy na pogan nadbałtyckich mogą być okazją do wielkich zysków dla chrześcijaństwa: nowe biskupstwa, dochody i propagandowy sukces w czasie, gdy wyprawy krzyżowe do Ziemi Świętej nie zawsze kończyły się powodzeniem. W ten sposób rozpoczął się trwający przeszło 250 lat czas bałtyckich krucjat – krwawego nawracania nadbałtyckich pogan, najpierw Słowian, potem Bałtów.


Czytaj dalej