Noc Kupały – Sobótka – Noc Świętojańska – Świętorujańska

Noc-Świętojańska-Noc-Kupały


Letnie Przesilenie, kosmiczne święto czczone przez Słowian od starożytności do dnia dzisiejszego. Krasz, Kupalia, Kupała, Kopernocka, Sobótka-Samobudka, Stado, Świętoruja, Wianki, Noc Świętojańska, Czara-Czarkan – Niebiańskie Dzikie Łowy Lata.

Wydawałoby się, że o Sobótce i Nocy Świętojańskiej, zwanych też Kupaliami nie da się powiedzieć już nic nowego. Wszystko podobno zostało napisane i powiedziane. Jak się przekonacie nic bardziej mylnego. Pisano bowiem dużo, lecz z sensem nie napisano dotychczas prawie nic. Na temat tego święta pisze się mnóstwo, lecz zawsze nieodmiennie płytko, jakby z punktu widzenia „obcych”, którzy zostali zrzuceni w desancie z uczelni wyższych „cywilizowanego świata” pomiędzy „słowiańskich buszmenów”. U nas w Polsce za opisami tymi stoi przeważnie ideologia któregoś z trzech modnych współcześnie światopoglądów, dominujących w cywilizacji Zachodu: „naukowego”, ateistycznego, lub chrześcijańskiego.

Obrzędy Kresu, zwanego też Krestem, Kraszeniem, Kryszeniem, Wiankami, Kupaliami, Kupalnocką, Kupernocką i Sobótką – jak i wszystkie pozostałe obrzędy publiczne wielkich świąt wiary przyrodzonej słowiańskiej, zawierają w sobie pełne symboliczne odniesienia do całościowego obrazu jaki daje człowiekowi praktyczna obserwacja świata. Płyną one wprost z tejże obserwacji i są odwzorowaniem zjawisk naturalnych  uosobionych w postaciach i przedmiotach świętego spektaklu, który jest odbiciem symbolicznym obserwowanych interakcji między mocami i żywiołami rządzącymi przyrodą naszej planety. Obrzędy te i symbole są żywymi odpowiednikami pojęć z Mitologii Słowian przeniesionymi ze sfery jej treści/zapisu  w sferę uświęconych czynności, uświęconych przedmiotów i obrazów wyrażanych przez modły medytacyjne, pieśń i taniec transu oraz muzykę-hudbę zbiorowej ekstazy.  Mit wierzeniowy Wiary Przyrody nie jest nigdy fałszem ani baśnią, jest poetyckim, holistycznym zapisem obserwacji przyrodniczej.


Czytaj dalej

Postrzyżyny i Zapleciny

Zapleciny-Podstrzyżyny


Nowo narodzone dziecko we wspólnotach słowiańskich było otoczone specyficzną formą troski, która wynikała z wysokiej śmiertelności wśród dzieci. Dziś wśród chrześcijan uroczystym wprowadzeniem młodego człowieka do wspólnoty jest chrzest, podczas którego dziecko obmywa się z „grzechu pierworodnego”, a także nadaje mu się imię. Współcześnie młodzi rodzice chrzczą swe dzieci najczęściej w pierwszym roku po urodzeniu, jednak nasi praojcowie byli bardziej ostrożni przy wprowadzaniu do wspólnoty nowych jednostek. Uroczyste nadanie imienia we wspólnocie słowiańskiej następowało dopiero, gdy dziecko miało od 7 do 12 lat. Do tego czasu pociecha nosiła imię ochronne, które miało je zabezpieczyć przed zainteresowaniem sił demonicznych. W celu odstraszenia złego imię to, mogło przybrać rozmaitą formę: Wilk, Niemoj, Nielub.

Z wkraczaniem w wiek dorosły są związane dwa słowiańskie obrzędy inicjacyjne, do których przystępowali chłopcy lub dziewczęta w odpowiednim wieku. Mowa tutaj o chłopięcych postrzyżynach i dziewczęcych zaplecinach-wiankowinach, które były symbolicznym wkroczeniem w wiek męski lub kobiecy. Od tego czasu chłopcy byli przyuczani do typowo męskich zajęć, takich jak: polowanie, wojaczka, rzemiosło i rola, zaś dziewczęta stawały się pannami – dziewczętami przygotowywanymi do przyszłego zamążpójścia. Obu tym obrzędom towarzyszyły spotkania i uczty, choć warto wyraźnie zaznaczyć, że samym rytuałom towarzyszył bardzo podniosły charakter. Podczas tych obrzędów chłopcom i dziewczętom nadawano również właściwe imiona, pełniące funkcję wróżby na przyszłe życie.


Czytaj dalej

27 kwietnia: Święto Jaryły – święta sławiańskie

Jarylo-Jarovit-Jarowit


27 kwietnia: Święto Jaryły. Pierwsza wiosenna orka. Obchody wiosennego święta w dniu 27 kwietnia, w trakcie którego jadący na białym koniu młodzieniec lub dziewczyna odgrywali rolę Jaryły, poświadczone są na Białorusi jeszcze w połowie XIX wieku. Jedna z dziewcząt przebierana była za powyższe bóstwo i sadzana na białym koniu przywiązanym do słupa. Pozostałe panny śpiewały do jej:

Włóczył się Jaryło,
Po całym świecie.
Rodził żyto w polu,
Płodził ludziom dzieci.
A gdzie on nogą,
Tam żyto kopą.
A gdzie on na ziarnie,
Tam kłos zakwitnie.

Jaryło jest bogiem wiosny i wegetacji, uważanym niekiedy za hipostazę Jarowita. Rodzi się wraz z końcem zimy i początkiem wiosny, by umrzeć wraz z nadejściem lata i narodzić się ponownie za rok. W ostatnich dniach czerwca urządzany jest symboliczny pogrzeb Jaryły, w trakcie którego symbolizująca go kukła jest rozrywana bądź chowana w grobie. 

Roja-Rugia – prof. dr Jan Sas Zubrzycki


Odkłamywanie przeszłości z niemieckiej-prusackiej propagandy. Nowe wieści o Sławianach… Jak nauka nasza lekceważy pierwiastki samodzielności własnej a bez zastanowienia korzysta z wpływów obcych… O naszym przywiązaniu do ziemi – Ojcowizny. Sławianie potrafią oddać swoją mową wszystkie języki natomiast nasze słowa są dla obcych przekształcane lub prawie nie do wymówienia. „Cokolwiek gorszego znajdujemy w sztuce prasławiańskiej przypisujemy to sobie a cokolwiek lepszego, wszystko bez wahania i namysłu przypisujemy Grekom. Postępowanie takie nie jest godne nauki właściwej…”

Radunica – święta słowiańskie

Radunica


Radunica czyli słowiańskie wiosenne święto przodków (Wiosenne Dziady) tradycyjnie kontynuowane na wschodzie.

Białorusini obchodzą we wtorek Radunicę, czyli dzień pamięci zmarłych – jedno z najstarszych na terytorium kraju świąt, wywodzących się jeszcze z tradycji przedchrześcijańskiej.

Sensem Radunicy jest duchowa jedność z przodkami. Tego dnia mieszkańcy odwiedzają groby swoich bliskich, które porządkują i ozdabiają. Niektórzy przynoszą na cmentarz jedzenie. Dawniej na grobie zjadano posiłek i pito wódkę, a na talerzach zostawiano zmarłym dużo jedzenia. Temu zwyczajowi sprzeciwia się jednak Cerkiew prawosławna i dziś coraz częściej się od niego odchodzi.

Picie wódki ma dziś – jak opowiada folklorystka Tacciana Wałodzina – wymiar regionalny. „Na całej wschodniej Białorusi występuje tradycja picia na grobach „setki”. Kiedyś, gdy na grobach jeszcze nie stawiano kieliszków, wódkę lano prosto pod krzyż. W ten sposób nawiązywano kontakt ze zmarłymi poprzez wspólne biesiadowanie” – tłumaczy.


Czytaj dalej

Szczodre Gody – święto zimowego przesilenia

Boże Narodzenie Коляда Szczodre Gody


Ziemia weszła właśnie w etap wyciszenia. Chce w ten sposób odzyskać energię i siły do intensywnego, wiosennego wzrostu. Dni skracają się stopniowo już od 21 czerwca, ale ten najkrótszy przypada na 22 grudnia [W tym roku tj. 2016 przesilenie zimowe przypada 22 grudnia o godzinie 11:44]. Wtedy to Słońce góruje w zenicie, w wysuniętej najdalej na południe szerokości geograficznej- zwrotniku Koziorożca. Rytm dobowy zwierząt i roślin od zawsze dostosowuje się do tych cyklicznych zmian. Nasi przodkowie – silnie związani z naturą – widzieli w nich zastosowanie nie tylko praktyczne (uprawa roli i prowadzenie domu), ale i mistyczne.

Kiedy biały puch zastąpi już złote liście, w nozdrza uderzy charakterystyczny zapach mrozu i przeszywającej wilgoci, a noce będą zdawały się nie mieć końca, wtedy możemy śmiało stwierdzić, że wielkimi krokami zbliża się do nas zimowe przesilenie. Jak już wcześniej wspomniałam, jego punkt kulminacyjny przypada na 22 grudnia. Jesteśmy wówczas świadkami przełomu – noc jest najdłuższa, a z każdym nowym przebudzeniem stopniowo skraca się na korzyść dnia; światłość zaczyna panować nad ciemnością. [Ciemność panuje nad jasnością na półkuli północnej, na południowej sytuacja jest odwrotna.] Ten charakterystyczny punkt w kalendarzu tradycji Słowian kultywowany jest jako święto Szczodrych Godów.


Czytaj dalej

Kolęda, Pierwsza Gwiazdka, Święto Godowe

Kolęda Коляда Koljada


Kolęda. Ze względu na to, że zimowa pora roku uniemożliwiała robienie większości rzeczy, bo było po prostu za zimno. To większość zadań sprowadzała się w zasadzie do palenia ognia czyli tworzenia sztucznego słońca. W tym czasie trzeba też było chodzić po drewno do lasu, żeby było czym palić. Oczywiście do lasu nie zapuszczano się samotnie, bo dni były krótkie, a nie tylko ludzie mieli problemy z brakiem pożywienia, więc chodzono tam grupami, żeby nie zostać zaatakowanym przez głodne dzikie zwierzęta. Szybko takie grupowe wypady i wzajemne pomaganie przekształciły się w rytuał odwiedzania zimowego. Z resztą był to najlepszy okres na spotkania, bo ogień jeden, a ludzi mógł ogrzać wielu. W lecie każdy musiał pracować w polu, by wyprodukować nadwyżkę na zimę, więc czasu na spotkania było mniej.

Takie cykliczne odwiedzanie się w koło nazwano “Kolędą” (Od połączenia: Koło + Da (prezent) lub Dzień – nie jestem pewien). Kolęda zawsze trwała 12 dni. Każdego dnia robiono sobie wróżby na kolejne miesiące roku. Na takie spotkania często przychodzono ubranym w zwierzęce skóry (bo było zimno). Stąd Kolędnicy do dziś kojarzą się głównie z maszkarami zwierząt. Kolędnicy chodzili też z gwiazdą (słońcem), a najważniejszym elementem był Turoń. Podczas takiego spotkania Turoń nagle padał, wtedy dzieci miały za zadanie go “zmartwychwstać”.

Pozostałością Kolędowania jest nadal typowo polski zwyczaj odwiedzania przez księdza, który nazywany jest… Kolędą!

Wiadomo, że podczas zimy niektórym rodzinom czegoś brakowało, więc trzeba było się wymieniać dobrami, żeby przeżyć. Szybko ten zwyczaj wyewoluował w zwyczaj dawania prezentów, który znamy do dziś. Co ciekawe, prezenty często dostarczał kolędnik z gwiazdą/słońcem (bo to słońce daje nam ciepło i światło przez cały rok). Dlatego do dziś w wielu miejscach Polski Mikołaja nazywa się Gwiazdorem, a gdzieniegdzie nawet spotyka się interpretację, że Mikołaj daje prezent na Mikołajki, a Gwiazdor na …. Gwiazdkę! Teraz wiecie, dlaczego Święta Bożego Narodzenia nazywa się Gwiazdką – od kolędników przychodzących z gwiazdą.


Czytaj dalej

20-26 grudnia – Wielka Bitwa Niebieska – Światła i Ciemności

Gody-Kolęda-Boże-Narodzenie


21-23 grudnia: Święto Godowe (Zimowe Staniesłońca, czasem obchodzone aż do 6 stycznia – Gody, Kres, Stado, Kolęda). Czczenie Swarożyca, uroczyste spożywanie świętej wieczerzy. Przewidywanie pogody na kolejny rok. Przesilenie zimowe. Najdłuższa noc w roku, ale po niej dzień znów zaczyna się wydłużać. Wróżono pomyślność w nadchodzącym roku, grupy w rytualnych przebraniach obchodziły wszystkie domy śpiewając kolędy i zbierając zapłatę w naturaliach, całowano się pod podłaźnicą i jemiołą, spożywano 13 potraw, dbając jednocześnie o dodatkowe nakrycie dla zmarłych przodków (wiele z tych zwyczajów przetrwało do dziś).

23 grudnia: Święto Roda. Wygłaszanie zamówień ku czci Roda (“niech rodzi się wszystko dobre”), wypiekanie ciast, warzenie piwa i miodu.

24 grudnia: Święto KoladyWszystko co zostało upieczone i uwarzone dzień wcześniej, było konsumowane na wielkiej plemiennej wieczerzy, która składała się z dziewięciu potraw. Podczas posiłku, śpiewano pieśni, a potem następowały wróżby. Teraz wszyscy znamy to święto jako wigilię Bożego Narodzenia.

Pogrzeb i Tryzna

Tryzna-Pogrzeb


Nadchodzi w życiu taka chwila, gdy ktoś nam bliski odchodzi z tego świata. Jest to wydarzenie, które obchodzimy z należnym szacunkiem. Odprawiamy wówczas odpowiednie obrzędy mające na celu pożegnanie bliskiej nam osoby ale przede wszystkim wyłączenie jej z naszej grupy, społeczności, rodziny. Te zabiegi mają na celu ułatwienie odejścia duszy z tego świata do krainy umarłych Nawii. W ten sposób zamyka się cykl obrzędów od narodzin i przyjęcia do świata żywych, i wspólnoty aż do śmierci, i wyłączenia jej z grona żywych, i bytujących na tym świecie. To niezwykle ważne chwile i ceremonie ponieważ ułatwiają duszy odejście z tego świata, i podróż do Nawii, ale także zabezpiecza przed tym by dusza ta nie błąkała się po świecie i cierpiąc nie niepokoiła żywych. Po śmierci należy zmarłemu zamknąć oczy, rodzina i bliscy powinni się z nim w zgodzie pożegnać, a pod język należy włożyć pieniążek na ofiarę dla Welesa.

Powinno się w domu zasłonić lustra i okna by dusza nie porwała kogoś z domowników. Należy zatrzymać zegar. Trzeba pamiętać żeby przynajmniej jedno okno było otwarte, jest to potrzebne by duszy łatwiej było się oderwać od ciała. Z wynoszeniem zwłok z domu nie należy się zbytnio spieszyć, chodzi o to by dusza zdążyła opuścić dom razem z ciałem, wiec z szacunkiem i pełną uroczystą powagą wykonuje się tą czynność, pamiętając o tym by nieboszczyka wynoszono nogami do przodu. Tak jak nasi przodkowie, którzy wierzyli że dusza ulatuje wraz z ogniem i dymem palącym ciało, tak my kontynuujemy tą piękną i świętą tradycję. Po spopieleniu zwłok należy urnę złożyć do grobu, należy włożyć do niego ważne dla zmarłego przedmioty. Trzeba złożyć miody i kołacze. Zaczynając od Żercy poprzez najbliższych członków rodziny i innych przybyłych na ceremonie każdy powinien rzucić garść ziemi do grobu. Po obrzędzie pogrzebowym należy zmarłemu odprawić tryznę inaczej stypę czyli rytualną ucztę ofiarną, w trakcie której spożywa się pokarmy, pije alkohol, wspomina się zmarłego. Zawsze radośnie opisując jego życie i ciesząc się, że Weles przyjmie go do Nawii, a życiem swoim udowodnił Bogom gdzie w krainie umarłych będzie jego miejsce, czy wysoko wśród bohaterów i wspaniałych przodków czy nisko wśród dusz złych i niegodnych ludzi.


Czytaj dalej

Scytowie a Lęchowie – rozdzieleni bracia

Skify-Scyci-Scytowie


W dyskusjach o Scytach Królewskich często spotyka się pogląd, że stanowili oni warstwę wojowników panujących w całej federacji ariosłowiańskiej. Taki obraz jest rekonstruowany nie tylko z analizy „Dziejów” Herodota, ale także z odkryć w kurhanach. Można nawet w oparciu o te dowody, jak i późniejsze doniesienia Greków o Scytach, określić czas, w którym Królewscy rzeczywiście stanowili najpotężniejszą siłę na północ od Dunaju oraz mórz Czarnego, Kaspijskiego i Aralskiego. Były to wieki od VIII do IV p.n.e., ale ich kurczące się państwo przetrwało kilkaset lat dłużej. Dzieje Lęchów zaczynają się o wiele wcześniej, biegną jeszcze dalej i stają się coraz bardziej odrębne.

Wydzielanie się ludu scytyjskiego ze wspólnoty praaryjskiej zaczęło się w dorzeczu Wisły ok. 3 800 lat p.n.e.. Według odkryć genetyków z zespołu Petera Underhilla w tym czasie nastąpiły mutacje, które dały początek późniejszym narodom słowiańskim z jednej strony oraz indoirańskim z drugiej. Według Underhilla, indoirańska haplogrupa R1a-Z93 i słowiańska R1a-Z282 rozeszły się niemal 6 tys. lat temu i nie spotkały się potem, bo w Indiach i Iranie nie ma R1a-Z282, a w Europie Środkowo-Wschodniej brak R1a-Z93. Zdaniem Underhilla, rozejście się tych rodów można łączyć z ostatecznym rozpadem wspólnoty praindoeuropejskiej i z początkiem kształtowania się języków praindoirańskiego i prasłowiańskiego.

Wszystko więc wskazuje, że około 3 800 r. p.n.e. doszło najpierw do mutacji R1a M458 na R1aZ282 i R1 Z93, a następnie do ich ekspansji z terenów dzisiejszej Polski – między 3 250 r. p.n.e. (na Zachód), a 3000 r. p.n.e. (na Wschód). Na stepach między Powołżem a Mongolią zaczęły rozwijać się kultury m.in. andronowska i tocharska, a przed ok. 1500 r. p.n.e. ich przedstawiciele poszli na Południe – do Indii i Iranu. Mniej więcej w tych samych czasach następują inwazje ludów prasłowiańskich na Italię (Etruskowie) i południowy skraj Bałkanów (Achajowie, Jonowie, Dorowie – G/Hellenowie), a także na Egipt i Bliski Wschód (Ludy Morza – Filistyni). Z innej strony, wersję o rozejściu się aryjskiej rodziny potwierdziły badania Anatola Kłosowa, który na około 5-4 tys. lat p.n.e oszacował rozejście się tego ludu po Europie oraz dalej na wschód, za Ural. Stworzyli kulturę Sintaszta i Andronowo, skąd wyszła fala ludzka, która w północnych Indiach dała początek nowej cywilizacji.


Czytaj dalej

15 sierpnia: Święto Matki Ziemi – święta słowiańskie

Matka-Ziemia-Siemia-Ziemlja


15 sierpnia: Święto Matki Ziemi. Jest to czas, kiedy piękne złote kłosy zbóż już dojrzały i rozpoczęły się żniwa. Przyroda jest teraz piękna i dojrzałą. W czasie obrzędu ku czci Matki Ziemi-Siemi, zebrane dzień wcześniej polne zioła, kładzie się wśród pól uprawnych, ogrodów, sadów. Podczas obrzędu zioła uplecione w wianki-wieńce-wianeczki, święci się ogniem i wodą. A z ostatnich zżętych kłosów zbóż splatamy. W wieńcu powinny znaleźć się pszenica, żyto i owies, a także pęki lebiodki, maku, rozmarynu, mirtu, wrotyczu, dziewanny, borówki, ruty, bylicy i koniczyny. Obrzęd tradycyjnie zakończony jest biesiadą i zabawą.

Kim nie jest żerca?

Żerca-Wolchw-Zerca


Środowisko rodzimowiercze w Polsce poszczycić się może posiadaniem co najmniej kilkunastu osób mieniących się żercami, czasem wołchwami. Z uwagi, iż środowisko jest nadal dość rachityczne w swej strukturze, żerca taki zwykle wykonuje swoją posługę „po godzinach”, czyli najczęściej posiada zwykłą pracę i życie, a żercą staje się głównie na czas obrzędów. A więc kilka razy do roku. Pod artykułem dotyczącym zbiórki na świątynię zbulwersowany czytelnik zarzucił jej inicjatorom, że gdy taka świątynia już stanie, ktoś będzie musiał w niej siedzieć, a ludzie na niego łożyć, aby ten mógł się utrzymać. Patrząc praktycznie byłaby to wizja wcale ciekawa, ale czy a) wśród dzisiejszych żerców istnieje ktoś gotowy na takie poświęcenie i jakby nie patrzył niepewny byt; oraz b) czy na takiego żercę, dostępnego 24/7 jest w ogóle popyt, pomijając przekaz o żercach utrzymujących się z pracy własnych rąk?

Odpowiedź na oba pytania wydaje się być prosta: wątpliwe. Przeciętna wspólnota rodzimowiercza gromadzi od kilku do góra kilkudziesięciu osób, którym wystarczy uczęszczać na obrzędy, a jeśli potrzebują osobistego kontaktu z Bogami to raczej udadzą się w głuszę (jeśli w ogóle), niż do człowieka. Rodzi to kolejne pytanie czy w takim razie żerca jest w ogóle potrzebny. W jednej z dyskusji inny czytelnik zauważył, że wybór przez grupę osoby prowadzącej obrzędy jest sztuczny, bo „lać miód w ognisku umie każdy głupi”. Dlatego zastanówmy się przez chwilę kim żerca nie jest – a kim powinien być. Zgodnie z naszym redakcyjnym kierunkiem „narzucania”*.


Czytaj dalej