Chrzest Mieszka I był padaniem na kolana przed obcą kulturą

Wiara Przyrody


Niepozorny pagórek w Birżynianach na Żmudzi, z którego rozciąga się widok na szlachecki, dawny polski dwór i nowy litewski hotel. Dzięki tabliczce z informacją, że wzgórze jest pozostałością osady z mniej więcej X wieku, mogę wyobrazić sobie mickiewiczowskiego Konrada Wallenroda i krzyżaków kolonizujących te ziemie pod pretekstem wyrzynania pogan.

W birżyniańskim hotelu u wejścia witają posągi „zajadłych wojownikach w skóry odzianych, z toporem w garści a fanatyzmem w sercu”, jak dawnych Bałtów opisywała Maria Rodziewiczówna. Wszędzie na Litwie ludowa, wiejska twórczość w „przestrzeniach publicznych” zdaje się estetycznie odwoływać do najdawniejszej, „barbarzyńskiej” historii kraju.

Podobne, pogańskie, słowiańskie grody i kurhany na Kresach rozkopuje już Zorian Dołęga Chodakowski na początku XIX wieku, „dziki wędrownik”, prekursor literacko-ludowych peregrynacji romantycznych, archeolog-amator, raczej fascynat niż naukowiec. Adam Mickiewicz improwizując wykłady w Paryżu odrzuca jednak badania nad „bajeczną przeszłością” Chodakowskiego czy Wawrzyńca Surowieckiego. W zależności od wydania kursu prelekcji paryskich czytamy kategoryczne stwierdzenie, że właściwa historia Słowiańszczyzny „poczyna się z chrześcijaństwem” lub zmiękczone dodatkiem, że „tysiące jej lat poprzednich leżą w pomroce”. Poeta-profesor chce wprowadzić nas – „barbarzyńców” – do uniwersalnej historii Europy odwołując się tylko do chrześcijaństwa. Co prawda świat „odczarowany” przez nowoczesność może „zaczarować” ponownie właśnie Słowianin, uciemiężony, ale świadomy swej pozycji niewolnik, lecz poprzez metafizykę, a nie powrót do wypartej, najdawniejszej historii.


Czytaj dalej