Częstochowa – demaskowanie katolickiej mitologii


W taki oto patetyczny sposób przedstawił na płótnie „Obronę Częstochowy” January Suchodolski. Tymczasem szturmy przedstawione na dwóch pierwszych obrazach nigdy się nie odbyły. Podczas trwającego w okresie od 18 listopada do 27 grudnia 1655 oblężenia Szwedzi nie przeprowadzili ani jednego szturmu. Siły szwedzkie nie były aż takie imponujące, a klasztor był dosyć dobrze obwarowaną twierdzą, a nie „kurnikiem”. Sam szwedzki dowódca informował króla, że bez lepszej artylerii i dłuższego oblężenia klasztoru nie zdobędzie.




Tutaj mamy kolejny obraz przedstawiający zaciekły szwedzki szturm na mury.


A tutaj mamy jeszcze inny obraz przedstawiający „potęgę” szwedzką i Jasną Górę bronioną przy pomocy „niebios”.


Jak podaje wikipedia: „Twierdza znajdowała się pod ostrzałem, jednak lekkie działa jakimi dysponowali Szwedzi nie mogły zaszkodzić oblężonym. Dopiero 11 grudnia dotarła pod Jasną Górę artyleria oblężnicza, która dawała oblegającym możliwość zburzenia murów klasztornych. Składały się na nią dwie wielkie półkartauny 24-funtowe i cztery ćwierćkartauny 12-funtowe wraz z którymi przybyły 2 kompanie (200 zaciężnej piechoty niemieckiej) z polskiego regimentu pułkownika Fromholda Wolffa, które przeszły na służbę szwedzką. Po przybyciu ciężkich dział wzrosła intensywność bombardowania twierdzy, jednak z powodu braku amunicji Szwedzi musieli przerwać ostrzał.”

„…jednak z powodu braku amunicji Szwedzi musieli przerwać ostrzał”!

Czyżby to też było cudem żydówki? Co katolicy kompletnie przemilczają to –  fakt, że „Hektor Jasnogórski”, przeor Kordecki wyrzekł się Jana Kazimierza i oddał się pod protekcję Karola Gustawa. Oto fragment listu przeora Kordeckiego do generała Müllera, dowódcy wojsk szwedzkich pod Jasną Górą z 21 listopada 1655 r: „Ponieważ całe królestwo polskie posłuszne jest Najjaśniejszemu Królowi Szwecji i uznało Go za swego Pana, przeto i my wraz ze świętym miejscem, które dotąd królowie polscy mieli we czci i poszanowaniu, pokornie poddajemy się Jego Królewskiej Mości Panu Szwecji, zgodnie z listem z dnia 28 października, nadesłanym nam przez Wielmożnego Posła Wittenberga. Nasze poddanie się ponawiamy w liście do Warszawy (do króla Karola Gustawa – przyp. B.M.), na który łaskawej obecnie czekamy odpowiedzi. Jako wierni poddani Jego Królewskiej Mości Króla Szwecji, a naszego Najmiłościwszego Pana, nie myślimy podnosić więcej oręża przeciwko wojsku Waszej Dostojności”. (tj. Müllera – B.M.). „Zanosimy ustawiczne modły do Boga i Najświętszej Bogarodzicy, czczonej w tym miejscu, o zdrowie i pomyślność Najjaśniejszego Pana, Króla Szwecji, Pana i Protektora naszego Królestwa…” O polskim królu, Janie Kazimierzu, Kordecki najwyraźniej już zapomniał!”

Już sama wikipedia podaje naciąganą interpretację pewnych faktów napisaną zapewne przez jakiegoś katolika:

„Obrona Jasnej Góry była przede wszystkim triumfem w wymiarze religijno-symbolicznym. Zdaniem niektórych, oblężenie to nie było punktem zwrotnym w przebiegu potopu szwedzkiego i nie było początkowo szeroko znanym faktem. Przeczy temu jednak fakt, że z Wielkopolski szła wyprawa na pomoc Częstochowie pod wodzą starosty babimojskiego Krzysztofa Żegockiego, która jednak dotarła na miejsce już po odejściu Szwedów. Biorąc pod uwagę stosunek ówczesnych ludzi do religii, oblężenie klasztoru jasnogórskiego musiało wywrzeć bardzo poważny wpływ na dotychczasową postawę tych spośród szlachty, którzy do momentu oblężenia byli lojalni wobec najeźdźców.”

No cóż – wprawdzie na odsiecz Jasnej Górze ruszył z Wielkopolski oddział Krzysztofa Żegockiego, ale 800 Polaków stało przy oblegających Jasną Górę Szwedach nadal. Na nich jakoś szwedzki „zamach” na owo „sanktuarium” nie wywarł wrażenia. Jeśli wierzyć dodatkowo Sienkiewiczowi, byli wśród nich katolicy, którzy w okresach rozejmów i pertraktacji wpuszczani byli nawet do klasztoru na nabożeństwa.

Oblężenie nie było „przełomem” potopu szwedzkiego. Nie wszyscy Polacy, jeszcze przed oblężeniem Jasnej Góry, podpisali kapitulację poddając się Szwedom  i nie wszyscy odstąpili Szweda na wieść o oblężeniu. Oblężenie to było  jednym z wielu epizodów potopu, bez przypisywanego mu przez katolików znaczenia. Znacznie większe i przełomowe znaczenia mogła mieć bitwa pod Krosnem, w której  Szwedzi ponieśli pierwszą dużą porażkę.

Przyczyną odwracanie się Polaków od Szwedów były dokonywane przez nich gwałty i grabieże. Szwedzi łamali wszelkie wcześniej dawane przez nich gwarancje poszanowania życia, majątku i zwyczaju Polaków i tym nastawili do siebie wrogo tych, którzy pierwotnie poddali się pod panowanie Karolowi Gustawowi. Ot i cała tajemnica „zrywu” Polaków. Z obroną Jasnej Góry nie miał on kompletnie nic wspólnego.

Przy okazji potopu Litwina Janusza Radziwiłła przerobiono (m.in. przy pomocy Sienkiewicza) na niewyobrażalnego zdrajcę – choć on miał prawo bardziej troszczyć się o dobro Litwy niż o los Korony. Natomiast zdrajcę Sobieskiego, który też przeszedł na stronę Karola Gustawa wybrano lata później na króla.

No, ale Sobieski był katolikiem, a nie kalwinem…

A ponadto uratował on później katolicki Wiedeń przed Turkami. Przy okazji tejże jego „wiekopomnej odsieczy wiedeńskiej” historia szyderczo zadrwiła sobie z katoliko-polaków.

Ocalony przez Polaków Wiedeń 89 lat później przystąpił z chrześcijańskiej wdzięczności za odsiecz do I rozbioru Polski. A jedynym państwem, które rozbiorów Polski nigdy nie uznało była pokonana pod Wiedniem przez Sobieskiego Turcja. Czyż nie lepiej byłoby nam z nią się sprzymierzyć? Zamiast z katolickim Wiedniem…?

Ale wracam do Jasnej Góry…

Wymiernym efektem obrony Jasnej Góry były tzw. „śluby lwowskie”. Oddaję w tym miejscu głos wikipedii: „Przyrzeczenia królewskie miały poderwać do walki z najeźdźcami nie tylko szlachtę, ale i cały lud. Monarcha oddał Rzeczpospolitą pod opiekę Matki Boskiej, którą nazwał Królową Polski i obiecał, że poprawi sytuację chłopów i mieszczan, kiedy tylko kraj zostanie uwolniony spod okupacji. Po ślubowaniu króla, w imieniu senatorów i szlachty, podobną rotę odczytał podkanclerzy koronny biskup krakowski Andrzej Trzebicki, zaś wszyscy obecni powtarzali słowa jego ślubowania. Obietnice wobec niższych stanów nie zostały zrealizowane z powodu stanowczego sprzeciwu szlachty.”



Zastanówmy się, co skłonić mogło Jana Kazimierza do złożenia tych ślubów

A więc król wyraźnie kokietował katolików, którzy wcześniej sami zresztą masowo przechodzili na stronę szwedzką. Ogłaszając czczoną przez katolików żydówkę Miriam „Królową Polski” stawał się on w oczach katolików krzewicielem i patronem wiary.

Ponadto pragnął król zachęcić do walki ze Szwedami nie tylko szlachtę, ale i niższe stany. Stąd obiecanki cacanki odnośnie zamiaru poprawienia ich sytuacji.

Przy tej okazji król i wszystkie pozostałe osoby biorące udział w ślubowaniu powinny przejść do historii jako krzywoprzysięzcy. Ślubowali poprawę losu ludu, ale ślubowania tego nie dotrzymali.

Że co? Że nie mogli go dotrzymać, bo szlachta tego nie chciała? No i co z tego, że nie chciała…

A nie mógł tak podkanclerzy koronny biskup krakowski Andrzej Trzebicki postraszyć szlachtę piekłem, gniewem bożym, anatemą czy ekskomuniką? Mógł! Ale tego nie zrobił. Bo i on nie chciał poprawy sytuacji chłopów  i mieszczan. Bo z kogo by zdzierał wtedy bezkarnie pieniądze. On i jego kumple po fachu w czarnych kieckach…

Owa obietnica złożona przez króla i dygnitarzy przed ołtarzem żydowskiego bożka była typowym przykładem taktyki – jak trwoga to do…chłopów… Niech walczą, niech bronią kraju, niech biją wroga.

A jak wróg zostanie pokonany, to chłopa znów zapędzi się z chrześcijańską miłością bliźniego nahajem do odrabiania pańszczyzny. I chrześcijański pokój boży będzie znów zapewniony…

Podobnie postępowała katolicka szlachta z Kozakami. A potem dziwiła się, że robią oni powstania. Przy czym Kozaków wbrew ich woli na chama i na potęgę katoliczono, przeciwko czemu też się buntowali. I czemu dali wyraz np. w kilku zapisach ugody zborowskiej.

„- w 3 województwach ukraińskich: kijowskim, bracławskim i czernihowskim urzędy miała pełnić tylko szlachta prawosławna,
– zgodzono się przyznać miejsce w Senacie prawosławnemu metropolicie kijowskiemu,
– zabroniono powrotu duchowieństwa unickiego na ziemie Ukrainy (województwa czernihowskiego, kijowskiego, bracławskiego),
– jezuici mieli się wyprowadzić z Kijowa i innych miast województw bracławskiego, kijowskiego, czernihowskiego”.

Oddanie Rz’plitej pod opiekę „Matki Boskiej” na niewiele się  – oceniając to w dalszej perspektywie historycznej  – zdało. Być może wzięła ona datę ślubów lwowskich (1 kwietnia) jako primaaprilisowy dowcip Polaków i obraziła się o to. Jedno jest wszak pewne – niewiele troszczyła i troszczy się ona o jej „ziemskie”, polskie królestwo. Stąd też pojawiały się pomysły, aby ją zdetronizować.

Na marginesie jeszcze przypomnę, że katolicy wykorzystali potop do wprowadzenia kary śmierci za odstępstwo od katolicyzmu. Wprowadzono to barbarzyńskie bezprawie w 1668 roku. Uzasadniano to kolaboracją protestantów ze Szwedami. Ale przecież katolicy też masowo przechodzili na stronę szwedzką. Nawet pod Jasną Górą Szwedom asystowali.

Z drugiej strony – jeśli pamiętamy, że katolicy „nawracali” protestantów m.in przy pomocy urządzanych przeciwko nim tumultów (zakazaniu których sprzeciwił się m.in  jahwista-żydłak-fanatyk ks. Skarga) to nie można się dziwić, że protestanci woleli szwedzkiego Wazę protestanta  niż jego krewnego, „polskiego” Wazę katolika.

A teraz jeszcze o jednej rzeczy, którą katolicy także kompletnie przemilczają…

Zanim Częstochowa została skatoliczona, istniało tam ważne święte miejsce pogańskiego kultu. Nasi przodkowie czcili tam Lailę-Ładę-Ledę.

„Laila, Lajla, Leila, Lejla, Dzidzilejla także Łada, Łado, Lada, Lela, Lila) – indoeuropejska bogini Słowian, Macierz Bogów. Matka bliźniaczych bóstw męskich Lela i Polela oraz córki Bode (Bodai). Jan Długosz w swoich Kronikach wspomina Lailę jako boginię Mazowsza. Jednym z miejsc kultu Łady była Łysa Góra, innym Jasna Góra w Częstochowie. Swoje święto Bogini Laila miała w okresie zaanektowanych przez katolicyzm zielonych świąt. Była częścią kultu macierzyństwa – patronka porodów, urody, urodzaju. Ceremonie Lajkonika są pozostałością kultu bogini Laili, Lajli w okolicach Krakowa. Laila jest matką dwóch synów o duchowych cechach, będących parą bliźniąt kapłanów. Imię i cechy są podobne do rosyjskiej i litewskiej wersji Bogini Lada, Łada czy libijskiej Leto. Oznacza kobietę, matkę, a po polsku bardziej zdrobniale, dzieweczkę lub mateczkę, oczywiście taką BOSKĄ. Modlili się do niej o zwycięstwa nad wrogami oraz o odwagę dla siebie, cześć jej oddając bardzo dzikimi szamańskimi obrządkami – jak opisuje boginię Jan Długosz. Łada to bogini ładu i porządku we wszechświecie.”

(…)

„Imię Laila, Leila podobnie w różnych regionach wymawiane było regularnie i potajemnie czczone jeszcze w XIX wieku przez Żyrców, Żerców – kapłanów ofiarniczych. Istnieją nawet tradycyjne rytuały zachowane wśród ponad 50 kapłańskich rodzin żyjących w Polsce, które kult Bogini Laili przechowały i prowadzą ciągle, acz trzeba mieć bardzo sporo szczęścia by trafić na tych, co kult przechowują włącznie z nieodłączną historią męczeństwa i prześladowań jego wyznawczyń i wyznawców.

Chrześcijaństwo próbowało skierować tradycyjny kult BOGINI na Żydóweczkę MARYJĘ, ale przez kilka stuleci się to niezbyt udawało i Świątynki Bogini żyły po kniejach własnym życiem, choć każdą złapaną przerabiano na kult Maryjki, przyczyniając się do wzrostu antyżydowskich fobii w religijnym narodzie polskim, od wieków i tysiącleci cześć BOGINI LEILI składającym. Przymioty Bogini przepisywano na siłę do Maryjki, takie jak Królowa Niebios, ale to imię LAILA, LEILA jest prawdziwym bóstwem ukrytym pod nazwami takimi jak Matka Boska, Królowa Polski, Królowa Nieba.”

(…)

„W Częstochowie, na Jasnej Górze był piękny słowiański klasztorek dla dziewic poświęconych Bogini i wielka szkoła duchowa, kapłańska dla Ofiarnic Bogini Lajli. Został spalony razem z załogą przez przybyłą z Węgier do Polski militarną sektę Paulinów. Zamordowano około 80-100 kapłanów i kapłanek, paląc ich żywcem. Łącznie w pogromie najazdu paulińskiego zginęło ponad 3 tysiące wyznawców kultu bogini Lajli. Łysa Góra Świętokrzyska powinna być jak najbardziej odrestaurowana jako miejsce na kult BOGINI Lajli, który tam czasem jeszcze po cichu ktoś okazjonalnie sprawuje! Jan Długosz w swoich Kronikach wspomina Lailę jako boginię powszechnie czczoną na całym Mazowszu. Bogini jako Lada była czczona powszechnie w całym dorzeczu Warty. Słowo Ladacznica w swym pierwotnym znaczeniu wskazywało na dziewice poświęcające się świątynnej służbie Bogini Lada, nie miało żadnej konotacji seksualnej z wyjątkiem dziewictwa i świątynnej służby dla Bogini. Służebniczki bogini były brutalnie brane w niewolę i sprzedawane do ówczesnych burdeli chrześcijańskich, stąd późniejsze pejoratywne określenie ladacznica oznaczające kobiety zmuszane do niewolniczego seksu przez chrześcijańskich najeźdźców.

Wszystkie starsze, budowane w Polsce kościoły katolickie i sanktuaria pod wezwaniem maryjnym były pierwotnie miejscami kultu słowiańskiej Bogini, a ich chrystianizacja polegała głównie na przypisaniu cech lokalnej Bogini do katolickiej Maryi, pozostawiając tytuły, jak Królowa Nieba czy Matka Boska. Każde znajdowane miejsce kultu słowiańskiej bogini zamieniano w kościół lub sanktuarium maryjne, a proceder ten był powszechny jeszcze w XVI-XVIII wieku, podczas gdy w XIX wieku mamy jedynie pojedyncze takie incydenty.”

W związku z powyższym tekstem na pewnym hellenofilskim forum toczyła się dyskusja. W demagogicznych chwytach celował tam Moderator Heliodromus Feanaro, uzupełniający jego komentarze sentencją:

„Zrozumianoż mnie? – Dionizos przeciw Ukrzyżowanemu…”

Dionizos to nikt inny niż Bachus. Między innym bóg wina.

Proponowałbym w tym miejscu Feanaro trochę mniej ochoczo czcić Dionizosa. A do wina polecam mu metodę Zagłoby: jeść słonecznik albo siemię z konopi (z tym ostatnim mogą być problemy); olej słonecznikowy/konopiany jako lżejszy na winie się unosi i z winem idzie do głowy. Przez co – to już moja podpowiedź – trochę mu ją naoliwi. A potrzebuje tego Feanarokoniecznie, oj potrzebuje…

Pisze on:

„To jest jakaś piramidalna bzdura  ;D Autor tego „źródła” które podałeś sfałszował nawet Kronikę Długosza. Łada nie jest u Długosza żadną „boginią Mazowsza” lecz MĘSKIM bóstwem wojny, przyrównanym przez kronikarza do Marsa.” (WP: bogiem wojny był Łado, Łada-Lelija-Jasna Pani to jego żona).

A przecież Długosz w innym miejscu tę samą Ładę identyfikował w Wenerą – boginią miłości: Łada (Lyada), pradawne bóstwo słowiańskie, pojawiające się w panteonie Długoszowym. Długosz w swoim wyliczeniu bóstw polskich umieścił Ładę na drugim miejscu, pisząc co następuje: „Marsa nazywali Ładą. Wyobraźnia poetów uczyniła go wodzem i bogiem wojny. Modlili się do niego o zwycięstwa nad wrogami oraz o odwagę dla siebie, cześć mu oddając bardzo dzikimi obrządkami.” Jana Długosza Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, red.: J. Dąbrowski, Warszawa 1961. Lajla występuje także jako Dzidzileyla, Dzidzilejla, Dzidzilela – pradawna bogini słowiańskapojawiająca się w panteonie Jana Długosza jako odpowiednik Wenery. Słowianie „Wenerę nazywali Dzidzileylą i mieli ją za boginię małżeństwa, więc też upraszali ją o błogosławienie potomstwem i darowanie im obfitości synów i córek” – pisze Aleksander Brückner, Annales I.

W kolejnych dwóch komentarzach ten miłośnik Dionizosa pisze tak: „Niestety bez wykopalisk archeologicznych (a tych o ile wiem na Jasnej Górze nie było) są to jedynie nasze dywagacje. A czasem można się srodze zawieść. W latach 60. jeden z mniej poważnych autorów napisał że na Górze Chełmskiej koło Koszalina było pogańskie sanktuarium. Przeprowadzone w latach 80. i 90. wykopaliska nie potwierdziły tych rewelacji, ale legenda niestety zaczęła żyć już własnym życiem. I była parę lat temu akcja RKP w sprawie „ochrony miejsca kultu pogańskiego na Górze Chełmskiej”, którą rychło utrącił list z Ministerstwa Kultury (http://www.rkp.w.activ.pl/images/stories/pdf/0dp0.pdf).”

„Z tym „oraniem fundamentów” to lekka przesada, bo takich praktyk nie było – na fundamentach budowano kościoły. Gdyby istotnie istniała świątynia pogańska, to nawet drewniane fundamenty by się zachowały – na dziedzińcu szczecińskiego zamku wykopano parę tygodni temu bardzo dobrze zachowane fundamenty z XI wieku. A zamek był wielokrotnie przebudowywany w ciągu wieków, a podczas ostatniej wojny przeorany nalotami dywanowymi”

http://portyk.pantheion.pl/index.php?topic=1101.msg8588#msg8588

No cóż – jest to po prostu szczyt ignorancji pomieszany z zarozumiałością i arogancką pewnością siebie. Przypomnę w tym miejscu, że znaną daleko poza granicami ziem Redarów świątynię Swarożyca w Radogoszczy jahwiści do tego stopnia zniszczyli, że do dzisiaj historykom i archeologom nie udało się ustalić, gdzie była ona zlokalizowana. A Radogoszcz/Retra było bardzo ważnym sanktuarium pogańskim, do którego przybywali nie tylko Słowianie, ale i niesłowiańscy poganie, a nawet chrześcijanie z dalekich stron szukając tam porady u znanej wyroczni.



Z jeszcze bardziej znanej Arkony pozostał po zajęciu jej przez katolików jedynie wał ziemny.



Współczesna rzeźba Świętowita


i haniebnie, na „leżąco” wmurowany w ścianę jahwistycznego kościoła leżącego kilka kilometrów dalej święty kamień Świętowita z kompletnie unicestwionego  słowiańskiego sanktuarium.

.


Jeśli więc udało się katolikom do tego stopnia zetrzeć z powierzchni ziemi znane świątynie pogańskie, to jakiż to problem był dla nich unicestwić święty gaj na Chełmskiej Górze? Bo na Górze Chełmskiej sanktuarium było gajem a nie świątynią. A gdyby nawet była to i drewniana świątynia – to niszczycielskim zapędom katolików i tak by się ona nie ostała. Nie takie rzeczy całkowicie i doszczętnie fanatycy katoliccy niszczyli. Ta dzicz zacierała wszelkie ślady starych słowiańskich kultów.

Pismo z „ministerstwa kultury” jest śmieszne. Ministerstwo to troszczy się głównie o jedynie słuszną kulturę – tę nadjordańską. W czasach PRL nie było dużo lepiej. Komuniści sami propagowali mit Polski piastowskiej, a nie pogańskiej, przedpiastowskiej. Gdyby mogli, to wykazaliby, że Słowianie przed Mieszkiem byli ateistami.

A wykopane w Szczecinie „fundamenty” nie wiadomo jeszcze czego fundamentami były.

„- Kamienie są wciśnięte w glinianą ławę. Na tym znajdowała się konstrukcja drewniana – tłumaczy Marek Dworaczyk, z Instytut Archeologii i Etnologii PAN, kierujący pracami wykopaliskowymi na zamku. – Murek ma pół metra szerokości i 9 m długości. To może być pozostałość po siedzibie kasztelana szczecińskiego albo księcia Warcisława.

W tym samym miejscu archeolodzy (m.in. studenci US) odkryli ślady po innej budowli. To mogą być fundamenty kościoła św. Wojciecha, który ufundował św. Otton (z misją chrystianizacyjną na Pomorze, m.in. do Szczecina, przybył w 1124 r.). Jak to potwierdzić? Trzeba kopać głębiej.

– Kościół św. Wojciecha powstał w miejscu pogańskiej świątyni Trzygława. Gdybyśmy znaleźli coś niżej, to byłaby wielka gratka dla mediewistów z całej Europy – mówi Dworaczyk.

Trzygłów (Trzygław, Trygław) to bóstwo słowiańskie, czczone m.in. na wyspie Wolin i w Szczecinie. Tu znajdowała się główna świątynia, z posągiem o trzech głowach. Po zajęciu Szczecina przez Bolesława Krzywoustego miejsce jego kultu zniszczono.”

http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,11478684,Odkrycie_swiatyni_Tryglawa_tuz___Trzeba_kopac_glebiej_.html#ixzz282tKoLUV

Miejsce jego kultu (Trygława) zniszczono.

A ponieważ znam katolicką zaciekłość, zapiekłość i ich talent do niszczenia śladów własnej kultury, zwłaszcza u zdrajców i zaprzańców jak Krzywousty, obawiam się, że śladów świątyni Trygława w Szczecinie nigdy archeolodzy nie odkryją. Nawet, gdyby budowę zbiornika odwołano.

Tak więc szanowny Feanaro – mniej wina pić radzę, mniej Dionizosa, a więcej Swarożyca, Trygława i Świętowita czcić zalecam. Głowa wtedy pracuje cokolwiek sprawniej…

Wracam jeszcze do Częstochowy.

Tam być może znaleziono by ślady starego pogańskiego kultu. Jeśli prawdą jest, że: „W Częstochowie, na Jasnej Górze był piękny słowiański klasztorek dla dziewic poświęconych Bogini i wielka szkoła duchowa, kapłańska dla Ofiarnic Bogini Lajli. Został spalony razem z załogą przez przybyłą z Węgier do Polski militarną sektę Paulinów.

Tyle, że jahwiści za żadne skarby nie pozwolą na to, aby na terenie przywłaszczonego sobie przez nich terenu pogańskiego sanktuarium, skatoliczonego i okrzyczanego świętością Polaków, rozkopać fundamenty ich klasztoru i pod nimi poszukać śladów naszej słowiańskiej przeszłości.
Dopiero gdy ten zabobon upadnie, będziemy mogli przeprowadzić tam badania archeologiczne…

opolczyk

ps.

Do napisania powyższego tekstu zainspirowały mnie dwa linki przesłane mi mailem przez Słowianina.
Pewnie okrzyczany zostanie on przez naszych przeciwników szatanem –  złym duchem kusicielem


http://docs5.chomikuj.pl/594302441,PL,0,0,Motyl-Bogdan—Ciemne-sprawy-Jasnej-Gory.RTF


http://www.wprost.pl/ar/42001/Ciemna-strona-Jasnej-Gory/?pg=2


https://opolczykpl.wordpress.com/2012/10/01/czestochowa-demaskowanie-katolickiej-mitologii/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s