Olbrzymy, wesołki, chytruski… Kolorowy świat mitów kaszubskich


Porozmawiamy o stolemach, Purtku, morach i dwóch wyjątkowo przerażających upiorach: Wieszczym i Łopim. [Roman Drzeżdżon jest kaszubskim pisarzem, publicystą i satyrykiem, jak również pracownikiem Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, gdzie zawodowo zajmuje się badaniem kultury i literatury kaszubskiej]. STOLEMY. Stolemy były olbrzymami. Tak, to legendarne olbrzymy, który ukształtowały nasze Kaszuby.

Jak tego dokonały? Bardzo zwyczajnie. Kiedy stolem chciał usiąść, to usypywał pagórek. Kiedy chciał przejść na drugą stronę jeziora, wyrywał drzewa z korzeniami, a potem zasypywał to ziemią. Po jakimś czasie w tym miejscu pojawiały się torfowiska. Kiedy walczyły, brały się za bary, zapierały się nogami w ziemię i przepychały, w ten sposób powstawały pagórki. No to rzeczywiście duże były… Były tak wysokie, że mogły sobie usiąść nad jeziorem Żarnowieckim, jeden siedział po stronie krokowskiej drugi po stronie gniewińskiej, i podawały sobie tabakierę przez jezioro. Chodziły po Zatoce Puckiej, moczyły sobie nogi w ten sposób. Robiły sobie zawody w rzucaniu ogromnymi kamieniami.

Silne były na pewno. Ale czy mądre? Stolemy zwykle dawały się przechytrzyć przez stolemki. Słyszałem, że stolemów już nie ma bo same siebie wytłukły, co do jednego, w wielkiej wojnie, którą między sobą prowadziły.

To nieprawda. Najpierw stolemy walczyły ze smokami, których na Kaszubach było bardzo dużo. Potem rzeczywiście, walczyły między sobą. Jednak wcale się nie wytłukły co do jednego, część stolemów przetrwała te wojny.


Czytaj dalej

Chrystianizacja Rusi i próby duchowego wyzwolenia


Chrystianizacja ruskiego narodu, jaką najczęściej utożsamia się z Włodzimierzowym chrztem Rusi, rozpoczęła się na długo przed oficjalną datą 988 roku. Już od IV wieku misjonarze chrześcijańscy przyjeżdżali do ruskiego kraju. Dla prestiżu chrześcijańskiej wiary skorzy byli pisać o sukcesach w szerzeniu jej w wielu krajach.

Bodaj najwcześniejszą wzmianką o chrystianizacji Rusi jest wiadomość podana przez Kwintusa Tertuliana (około 160-222 n.e.), w której mówi się o ochrzczeniu Scytów i Sarmatów. Według wszelkiego prawdopodobieństwa mogło to dotyczyć jedynie pojedynczych przedstawicieli tych ludów, a nie ich całości. Spośród pierwszych chrześcijan Rusi możemy z całą pewnością wymienić Scytę Dionizego Małego, który, wzięty jeńcem do Bizancjum, po pewnym czasie został tam ihumenem klasztoru i wsławił się swą mądrością. Dionizego nazwano Małym dla uniknięcia pomyłek z mitycznym Dionizym Areopagitą. Dionizy Mały prowadził rejestr paschalnych cykli Cyryla Aleksandryjskiego, obejmujący okres od 437 po 531 rok. On też zebrał zwód kanonów (kilkaset), dekretów papieskich i aktów soborowych znanych pod nazwą Dionisiana.

Interesująca jest wiadomość podana przez Jana z Nikiu o chrzcie księcia Kija, w źródłach bizantyjskich zwanego Kuwratem: „Kuwrat, książę Hunów i plemiennik Orchana, był ochrzczony i wychowywał się w Konstantynopolu w centrum chrześcijaństwa”36. Napisano to w VII wieku. Według Mychajły Brajczewskiego taki fakt był nie tylko możliwy, ale i prawidłowy.

Prawdopodobnie wcześniej chrzcili się wychodźcy z naszej ziemi, którzy przebywali w Bizancjum, gdzie zmuszały ich do tego okoliczności. Natomiast misjonarze, którzy przybywali na Ruś, by głosić wiarę Chrystusa, z reguły spotykali się z niepowodzeniem. Tak np. święty Kolumban, misjonarz, w VI wieku odwiedził Scytię-Ruś i usiłował nawrócić tamtejszy lud na wiarę chrześcijańską. Spotkało go rozczarowanie i rozgniewał się widząc, że Scytowie nieźle orientują się w zasadach chrześcijaństwa i śmieją się zeń, szczególnie dotkliwie wyszydzając święto Osła, na jakim Jezus wjeżdżał do Jerozolimy (ustanowione w roku 590, ale nie przyjęło się i znikło). Kolumban po powrocie znad Borystenesu37 mówił, że łatwiej ten lud uśmiercić, niż przekonać, że ich rodzima ojcowska wiara jest nieprzyzwoita. Bardzo możliwe, że właśnie jako odpowiedź na takie usiłowania cudzoziemców powstało na Ukrainie powiedzenie: „Cóż nam po cudzym bogu – swego mamy przy progu”. Jednak o ile prosty lud mocno trzymał się swej rodzimej wiary, to góra społeczeństwa (książęta, bojarstwo, drużyna książęca) często widziała się w trudnej sytuacji i doznawała porażki w dyplomatycznych negocjacjach z powodu nieprzyjmowania cudzej, chrześcijańskiej wiary, jako że prawie wszystkie międzynarodowe umowy wymagały przysięgi w cerkwi czy w pobliżu świątyń. Dlatego kniaziowie zezwalali na budowanie na Rusi chrześcijańskich cerkwi, jakie odwiedzane były przeważnie przez cudzoziemskich posłów, kupców, ochrzczonych drużynników – Waregów.


Czytaj dalej

Niszczenie pamięci dziedzictwa przodków przez chrześcijański najazd


„We wszystkich środkach masowego przekazu można usłyszeć wiele informacji na temat (…) tak zwanego Chrztu Polski. Przedstawiane jest to jako coś radosnego, co powinni celebrować wszyscy Polacy. W rzeczywistości jednak poza narzuceniem nowej religii, miało też miejsce bestialskie zniszczenie pamięci o przodkach Polan, które było na tyle skuteczne, że obecnie prawie nic nie wiemy o prehistorii Słowian. Obecnie wygląda to tak jakby Polska powstała nagle ponad 1050 lat temu, co jest oczywiście wierutną bzdurą.

Chrześcijaństwo przybyło do Europy Wschodniej dokonując ekspansji do złudzenia przypominającej tą, którą w czasach dzisiejszych widzimy w przypadku Islamu. Podobieństw jest bardzo wiele i nawet metody działania polegające na stosowaniu taktyki spalonej ziemi, wyglądają tak samo. Wystarczy wspomnieć jak islamiści potraktowali słynne posągi Buddy, bezcenne ruiny Palmiry itd. Dokładnie tak samo, pierwsi chrześcijańscy najeźdźcy, traktowali symbole bytności zamieszkujących na terenie dzisiejszej Polski, pierwszych Słowian.

Chrześcijaństwo od początku nie było przyjmowane entuzjastycznie jak usiłuje to przedstawiać kościelna propaganda. Opór przeciwko nowej religii, którą ze względów politycznych przyjął polski książę, był ogromny, a ofiar przymusowej chrystianizacji nie sposób policzyć. Kilku tak zwanych chrześcijańskich „męczenników”, którzy zostali zabici, to ludzie najeźdźców, którzy zebrali efekty ich brutalnej napaści. Gwałceni religijnie Słowianie zabijając mnichów na swój sposób dawali odpór chrystianizacji przeprowadzanej na nich ogniem i mieczem.”


Czytaj dalej

Słowianie – nadzwyczajny sukces, ciągłość i stabilność w Europie od tysiącleci


Taki jest wniosek, kończący najnowszą aktualizację (z grudnia 2016 r.), strony www poświęconej paleolitycznej ciągłości języków indoeuropejskich w Europie. Głównym autorem tego projektu jest legenda światowej lingwistyki – były prezes „Atlas linguarum Europae” przy UNESCO i konsultant IBM ds. zaawansowanych badań w dziedzinie lingwistyki komputerowej. Żaden Turbosłowianin, lecz profesor holenderskiego uniwersytetu rodem z Italii – Mario Alinei.

Mario Alinei (urodzony w 1926 r. w Turynie), włoski językoznawca, emerytowany profesor na uniwersytecie w Utrechcie, gdzie nauczał od 1959 do 1987 r.. Ciągle aktywny – założyciel i redaktor czasopism semantyki teoretycznej i stosowanej. Autor setki wydawnictw i specjalista dialektologii. Pionier zastosowania komputerów w językoznawstwie. Już na początku lat 60-tych minionego wieku wprowadził nowoczesne technologie do nauki o języku. W polskiej wikipedii nie uświadczysz hasła o tym wybitnym naukowcu z dorobkiem ważnym dla Słowian.

Nowoczesna interdyscyplinarność badań Alinei’ego przebija z przywołanej już strony continuitas.org. W wielkim uproszczeniu – profesor w oparciu o językoznawstwo, antropologię, archeologię i genetykę rozprawia się z teorią późnego opanowania Europy przez przodków Indoeuropejczyków, którzy mieli napływać ze stepów południowej Rosji (tzw. teoria kurhanowa). Podważa też dogmat o najeździe wojowników na rolnicze cywilizacje. Udowadnia, że przodkowie Indoeuropejczyków przybyli na Stary Kontynent już w paleolicie z Bliskiego Wschodu. Natomiast ich ekspansja była oparta na sztuce rolniczej, a nie wojennej. Mario Alinei i współpracownicy budują teorię ciągłości języków od paleolitu na obszarze odpowiadającym późniejszej kulturze ceramiki sznurowej w całej Europie. Alinei w swoich pracach podkreśla, że liczni genetycy niezależnie od siebie stwierdzili, iż 80% zasobów genetycznych Europejczyków sięga właśnie paleolitu.

Filozofią teorii, którą przytacza Włoch (za brytyjskim archeologiem lordem Colinem Renfrew) jest twierdzenie, że Proto-Indo-Europejczycy nie byli wojownikami, którzy najechali i podbili Europę siłą zbrojną, ale byli rolnikami, którzy opanowali Europę dzięki wyższej kulturze. Profesor z Utrechtu przesuwa jednak przybycie przodków ProtoIndoeuropejczyków do Europy znacznie wcześniej niż ok. 6,5 tys. lat p.n.e. z Anatolii, przyjmowane przez Renfrew. Sugeruje, że mogła to być pierwsza fala Homo sapiens sapiens (obecnie wyznacza się ten fakt na ok. 40 tys. lat temu) z Afryki, poprzez Bliski Wschód – najpierw na Bałkany, a później do Europy środkowej i zachodniej. Zdaniem Alinei’ego, słowiański charakter miały już naddunajskie kultury starčevskie z VI tysiąclecia p.n.e., Vinča i Baden.


Czytaj dalej

Wisna i Ragnar – boje Słowian i Wikingów

Vikings-Wikingowie-Slavs


Dziewica Wisna, sroga wojowniczka, prowadziła pułk Słowian odróżniających się od reszty wojska zbroją i orężem. Słowianie mieli tarcze miedzianej barwy i długie miecze. Jarl duński (główna postać historycznego serialu „Wikingowie”) Ragnar Lodbrok miał objąć władzę nad Słowianami, ale nie na długo. Z kolei słowiańscy Wędowie opanowali Jutlandię – najrozleglejszą ziemię Danii – też nie na zawsze. Na morzach ich korabie roztrzaskiwały sławne długie łodzie wikingów. Takie są wieści z sag skandynawskich i kronik staropolskich – uprawdopodobnione przez archeologów i historyków.

Zbrojne starcia między Wędami/Wenedami (Słowianami), a Dunami/Sasami (Skandynawami) miały zacząć się już w II w. n.e., po dotarciu nad Bałtyk wodza Assów – Odyna. Takie wytłumaczenie źródła nordyckich mitów zaproponował w XIX w. polski historyk Wilhelm Bogusławski w „Dziejach Słowiańszczyzny północno-zachodniej”. Napisał tam: „Ujście Łaby otwierało Słowianom drogę na morze Północne, do Hollandyi, Gallii, Brytanii, ale swobodę w tym kierunku żeglugi poczęli już w II w. ścieśniać Saksoni”.

Jednak jeszcze przed tym „ścieśnianiem”, ludy z północy mogły atakować słowiańskie ziemie grubo ponad tysiąc lat wcześniej, co sugerują odkrycia archeologów nad Dołężą. Przypomnijmy, że rozbita i opisana przez Cezara flota Wenetów/Wenedów panowała nad wodami i wybrzeżami Morza Północnego oraz Kanału La Manche do połowy I w. p.n.e.. Bogusławski zauważył też: „Trzy wielkie rzeki słowiańskie: Łaba, Odra i Wisła ściągały do brzegów morskich wszystko, co tylko ówczesny przemysł mógł wytworzyć na obszernej lechickiej równinie. Korabie słowiańskie już w I w. przed Chrystusem po morzu Bałtyckiem krążyły”. Juliusz Cezar w „Komentarzach o wojnie galijskiej” (z I w. p.n.e.) tak opisał Wenetów/Wędów w Galii i ich okręty: „Plemię to cieszy się bezsprzecznie największym znaczeniem na całym morskim wybrzeżu w tych stronach, ponieważ Wenetowie mają bardzo wiele okrętów, na których zwykli żeglować do Brytanii, a wiedzą i doświadczeniem żeglarskim przewyższają pozostałe plemiona (…)”. Jeśli byli zagrożeni w swoich licznych grodach nadmorskich, to: „(…) ściągali wielkie ilości okrętów, a mieli ich pod dostatkiem, wszystek swój dobytek na nich uwozili (…) ich okręty były zbudowane i wyposażone następująco: dna bardziej płaskie niż w naszych okrętach, aby mogły się łatwiej wyzwalać z mielizn i odpływów; dzioby równie wysoko podniesione jak rufy były przystosowane do wysokiej fali i burz; okręty były w całości zbudowane z dębiny, aby mogły wytrzymywać wszelkiego rodzaju napór fal oraz urażenia; żebra z belek grubych na jedną stopę były razem zbijane przy pomocy żelaznych gwoździ grubości palca; kotwice były uwiązane nie na powrozach, ale na żelaznych łańcuchach; zamiast płótna żaglowego korzystano ze skór o grubej, a także i o delikatnej wyprawie (…) gdy dochodziło do spotkań naszej floty z tymi okrętami, to przewyższała je ona tylko szybkością i napędem wiosłowym, pod wszystkimi innymi względami były one lepiej i bardziej odpowiednio dostosowane do właściwości tutejszego morza i gwałtowności burz. Nasze bowiem okręty ani nie mogły ich uszkodzić dziobami (tak mocna była ich konstrukcja), ani też nie było tak łatwo ze względu na ich wysokość obrzucać je pociskami i z tego samego powodu przychwytywać osękami. Do tego trzeba dodać, że gdy płynęły z wiatrem, o wiele łatwiej znosiły burzę, bezpieczniej osiadały na mieliznach, a pozostawione przez odpływ nie obawiały się skał i raf; natomiast wszystkie te przypadki stanowiły powód do obaw dla naszych okrętów”.


Czytaj dalej

Lubuszanie – zapomniany lud słowiański

Lubuszanie-Słowianie


W narracji historycznej zajmują poślednie miejsce, tymczasem z najnowszych badań wynika, że liczba znanych grodów i osad Lubuszan – wczesnosłowiańskiego plemienia zasiedlającego obecne tereny zachodniej Polski – dorównywała tym w stołecznej Wielkopolsce. Historycy i archeolodzy polscy tradycyjnie uznają, że przed powstaniem państwa Piastów tereny obecnej Polski zasiedlały różne plemiona słowiańskie. Wśród najważniejszych wymieniani są: Wiślanie, Lędzianie, Mazowszanie, Ślężanie, Pomorzanie, Polanie – do tych ostatnich najprawdopodobniej należeli Piastowie. Do dzisiaj trwają jednak spory o to, czy wszystkie z wymienionych plemion faktycznie istniały, i jaki miałby być ich dokładny zasięg terytorialny. Ustalenie tego nie jest łatwe dla archeologów, gdyż produkowane przez te społeczności przedmioty nie różniły się wyraźnie między sobą. Ludzie mieszkali też w podobnych do siebie domostwach i praktykowali zbliżone rytuały pogrzebowe.

Z pomocą archeologom przychodzą historycy. W przypadku części domniemanych plemion znamy ich nazwy z zapisków średniowiecznych skrybów. Tak też było w przypadku Lubuszan. Niemiecki kronikarz i geograf – Adam z Bremy wymienił ich w księdze „Dzieje biskupów kościoła hamburskiego” (w drugiej połowie XI w), określając ich jako „Leubuzzi”.

„Ostatnie dekady przyniosły skokowy przyrost w informacjach na temat wczesnego średniowiecza ziemi lubuskiej” – zauważa w rozmowie z PAP archeolog dr Jarosław Lewczuk. Naukowiec zebrał dane na temat badań wykopaliskowych prowadzonych na stanowiskach archeologicznych z czasów od VII do XIII w. na terenie woj. lubuskiego.

„W ten sposób wyłonił się dość zaskakujący obraz tego obszaru. Okazuje się, że pod względem liczby osad, grodów czy ośrodków kultowych jeszcze w czasach poprzedzających włączenie do państwa Piastów region ten zbyt nie różnił się od Wielkopolski” – mówi dr Lewczuk.


Czytaj dalej

Marian Nosal – Dlaczego nie zostałem archeologiem i  historykiem…?

Swietowid-Wiara-Przyrodzona


Dlaczego nie zostałem archeologiem i  historykiem oraz dlaczego cieszę się z  tego? Historia i  archeologia, to pasje mojego życia, cieszę się jednak z  tego, że nie zostałem zawodowym pracownikiem nauk historycznych.

Ostatnio poznałem też prywatnie kilku archeologów w  stopniu od magistra, poprzez doktora, doktora habilitowanego, profesora aż do dyrektora wyższej placówki badawczej i  szkoleniowej. Muszę powiedzieć, że utwierdzili mnie oni w  przekonaniu, że źle się dzieje w  nauce polskiej. Generalnie środowisko absolwentów archeologii podzieliłbym na tych, którzy będąc pozbawionymi odpowiednich znajomości, wejść i  dojść, zmienili zawód oraz tych, którym udało się objąć jakieś naukowe stanowisko, związane z  tą nauką i  piszą to, co konserwatywne środowisko i  chęć zachowania stanowiska każą im pisać. To taki wstępny podział, który sugerowali ci „nieprzyjęci” i  po przymusowej zmianie zawodu.

Czy tak było? Chyba trochę tak. Prawdopodobnie była tam walka o  stanowiska, ze wzgledu na możliwość zdobycia lukratywnych kontraktów w  Egipcie i  na południu Europy, co za polo-sowietów robiło dużą różnicę. Istnieje też domniemanie, graniczące z  pewnością, o  mocnym przesiąknięciu za komunizmu antypolską agenturą tak „międzynarodowego” towarzystwa. Trochę taka sytuacja, jak z  księżmi, którzy za komuny koniecznie i  za wszelką cenę chcieli wyjechać do Rzymu. Mogli wyjechać, ale najpierw proponowano im coś do podpisania. Za granicą też pewnie coś proponowano, jakąś wymianę usług.

Myślę, że te dawne, wydawałoby się, czasy mogą mieć wpływ na aktualną sytuację w  polskich naukach historycznych. Bo nieuctwo, brak pasji naukowych i  nieuczciwość badawczą dziedziczy się z  ojca na syna i  z profesora na magistra. Rozminął bym się z  prawdą, gdybym twierdził, że nie ma w  Polsce młodych, uczciwych i  otwartych na nowe rodzaje badań pracowników nauki. Jak najbardziej są i  w nich cała nadzieja. Nie będę wymieniał ich nazwisk, ani ośrodków naukowych, aby nie wystawić kogoś na strzał w  potylicę, … o  przepraszam, chciałem powiedzieć w  doktorat lub profesurę.


Czytaj dalej

Prawda w oczy kole. W obronie pana Stasia Michalkiewicza – Pol Lechicki


Na kanale Magna Polonia 14 września 2017 pojawił się wywiad z Szanownym Panem Stanisławem Michalkiewiczem, pt „Michalkiewicz: Cała ta Wielka Lechia to ubeckie rzygowiny”. Rozwścieczone stada TruboLechitów, nie pozostawiło na naszym bohaterze suchej nitki. Stanowczo staje w obronie pana Stasia, pana Grzesia Brauna i nawet Wojtusia Cejrowskiego! Zapraszam do komentarzy, subskrypcji oraz dzielenia się tym nagraniem. Oryginalne nagranie wywiadu z panem Stasiem https://youtu.be/_sCg5bZJ7cA

Jeszcze bardziej niesamowita Słowiańszczyzna


Z Witoldem Jabłońskim, pisarzem, publicystą, dziennikarzem, rodzimowiercą, autorem prawie 20 powieści o rodzimej kulturze, słowiańskich korzeniach oraz jego ostatniej książce „Słowo i Miecz” rozmawia Jakub Napoleon Gajdziński.

Co to jest rodzima kultura? Rodzima kultura to nasza prawdziwa tradycja, obyczaje i religia.

Nasza tradycja, nasze kulturowe korzenie, a więc także wierzenia i obyczaje, zatarte bądź wchłonięte przez chrześcijaństwo. Zarówno współczesna nauka, jak i literatura, a także ruchy rodzimowiercze starają się odgrzebać je spod pryzmy ignorancji i zapomnienia. Fakt, że zaistniał taki proces świadczy o ich żywotności, chociaż całe wieki wmawiano nam, że jest to rozdział zamknięty, do którego nie warto wracać.

W jakiej kondycji jest współcześnie rodzima kultura?

Słowiańszczyzna była świadomie i programowo przez katolickich historyków i twórców marginalizowana, infantylizowana i „upupiana”, jak wstydliwy epizod dzieciństwa, o którym najlepiej zapomnieć (pisała o tym ciekawie Maria Janion w „Niesamowitej Słowiańszczyźnie”). Wytworzył się stereotyp Polaka katolika („Tylko pod krzyża znakiem…”) i Słowianina jako ciemnego, poczciwego głupka w siermiędze i łykowych łapciach. Taki nieprawdziwy i krzywdzący wizerunek propagowała też literatura młodzieżowa okresu PRL – komuniści upierali się, że Słowiańszczyzna była „ludowa” i na jej ludowość kładli największy nacisk. Spowodowało to ogromne spustoszenia w naszym odbiorze rodzimej tradycji. Znamienne, że kiedy opowiadałem na prelekcjach o moim projekcie „Słowo i miecz”, wielu słuchaczy było przekonanych, że piszę książkę dla dzieci – tak jakby o Słowianach nie można było pisać w sposób „dojrzały” i poważny. Postanowiłem przełamać ten schemat myślowy. Obecnie widać wyraźnie rodzącą się potrzebę czerpania ze swojskiego kulturowego dziedzictwa, co w moim odczuciu jest zjawiskiem niezmiernie pozytywnym, świadczącym, że mija czas bezkrytycznego zapatrzenia w Zachód i pojawia się pragnienie odnalezienia własnej tożsamości wśród narodów Europy.


Czytaj dalej

Słowiański świat odnaleziony

Zaglada-Slowiaństwa


„Nie jesteśmy sobą, zamordowano nam rodziców, zamieniono nazwiska, wymazano pamięć, skazano na cudzość”. Zorian Dołęga Chodakowski O Słowiańszczyźnie przed chrześcijaństwem, wyd. Wrocław 1967. Ów proces „wymazywania” naszej zbiorowej świadomości, o którym pisał tak dramatycznie i w sposób chwytający za serce, wybitny dziewiętnastowieczny historyk, etnograf i archeolog, prekursor badań nad Słowiańszczyzną, rozpoczął się praktycznie tragicznej jesieni 1047 r., kiedy to książę Kazimierz Karol pokonał w bitwie pod Płockiem plemiennego księcia Mazowszan, Miecława, ostatniego obrońcy naszej kulturowej i politycznej niezawisłości oraz rodzimej wiary. Archeolodzy wprawdzie do dzisiaj spierają się, czy odkopane z ruin szczepowego gniazda niepokornego płockiego wojewody ślady świątyni, mającej formę kuźni (zapewne związanej z kultem Peruna i Swaroga lub Swarożyca) pochodzą istotnie z czasów tzw. reakcji pogańskiej, czy też z czasów przedchrześcijańskich, jednakże owe szczątki przeszłości mogą stanowić wymowny symbol słowiańskiego „świata zaginionego”, skutecznie zatartego w ludzkich umysłach przez całe wieki wynaradawiania Polan, Wiślan, Ślężan i Mazowszan.

Chrześcijaństwo wprowadzane ponownie przez tzw. Odnowiciela metodami terroru (dość przypomnieć lakoniczne zdanie Galla Anonima: „Miała tam być wielka rzeź Mazowszan…”), bezwzględne niszczenie pamiątek „pogańskiej” przeszłości (wycinanie świętych gajów, palenie świątyń, usuwanie posągów, mordowanie kapłanów i wyznawców uparcie trwających przy „bałwochwalstwie”) i wielopokoleniowa praca kleru katolickiego, sterującego niemal niepodzielnie oświatą aż po wiek XVIII, odcięły nas od własnych korzeni, sprawiły, że bezkrytycznie zaczęliśmy przyjmować zachodnie wzorce kulturowe, wstydząc się tego, kim byliśmy i jesteśmy. W pewnym stopniu bowiem proces ten trwa do dziś.

W szkołach młodzież uczy się głównie o mitologii grecko-rzymskiej, dzięki powieściom, filmom i grom fantasy poznaje jako tako mity celtyckie, skandynawskie, germańskie, lecz w ogromnej większości nie ma pojęcia o własnym kulturowym dziedzictwie. Nic dziwnego, skoro utrwalono w zbiorowej umysłowości przekonanie, iż historia naszego kraju zaczęła się wraz z tzw. „chrztem Polski” w 966 r. (ani nie ochrzczono wtedy wszystkich poddanych Mieszka, ani taki twór jak „Polska” jeszcze nie zaistniał), zbywając dorobek wcześniejszych pokoleń paroma ogólnikowymi zdaniami o „tworzeniu zrębów państwowości” przez Piastów. Niewiele dowiadujemy się o naszej przedchrześcijańskiej przeszłości nie tylko dlatego, że wobec ogromu niszczycielskiej pracy, jaka się dokonała na tych ziemiach, siłą rzeczy rezultaty badań archeologicznych musiały być dosyć nikłe – przyczyną był także fakt, iż wyniki owych odkryć nie były szczególnie eksponowane ani popularyzowane i pozostawały znane wąskim kręgom akademickim lub stawały się domeną niewielkich stosunkowo grup słowianofilskich. W świadomości przeciętnego Polaka takie zwyczaje, jak śmigus-dyngus, wiosenne malowanie kraszanek, Noc Świętojańska (Kupała), choinka itp., to takie same chrześcijańskie zwyczaje, jak post, czy Popielec. Większość ludzi nie uświadamia sobie ich pradawnego, rytualnego charakteru, uważając je, co najwyżej, za ludowe „zabobony”. Czego bowiem Kościół Katolicki nie zdołał całkiem wyrugować, po prostu wchłonął, skutecznie wypierając z ludzkiej świadomości ich pierwotne religijne znaczenie.


Czytaj dalej

Scytowie – prasłowianie

Skify Scyti Scyci


(WP: następny artykuł o Scytach, kilka nowych części do układanki i kilka nieścisłości, które przy obecnej wiedzy powinny być wyjaśnione). Scytowie – koczownicze ludy irańskie wywodzące się z obszarów pomiędzy Ałtajem a dolną Wołgą, tj. z obszaru kultury andronowskiej [1], zamieszkujące od schyłku VIII lub od VII wieku p.n.e. północne okolice Morza Czarnego. Byli spokrewnieni z Sakami i Sarmatami.

Źródła wiedzy. Wiedzę o Scytach czerpiemy zarówno ze źródeł pisanych, jak i niepisanych, pozyskanych drogą badań archeologicznych. Autorem starożytnym, który w swoim dziele poświęcił najwięcej uwagi Scytom, był Herodot, który w Dziejach obszernie opisał pochodzenie Scytów, stosunki społeczne i gospodarcze u nich panujące oraz wojny z ich udziałem. Herodot wymienia rzeki scytyjskie począwszy od Dunaju a kończąc na Donie (Ἴστρος μὲν πεντάστομος, μετὰ δὲ Τύρης τε καὶ Ὕπανις καὶ Βορυσθένης καὶ Παντικάπης καὶ Ὑπάκυρις καὶ Γέρρος καὶ Τάναϊς.)[2]. O Scytach pisali także StrabonPompejusz TrogusDiodor Sycylijski, Scytowie wspominani byli również w Biblii. Źródła pisane, często traktujące problematykę scytyjską zdawkowo, podające informacje niepełne lub zasłyszane, uzupełniane są danymi zdobytymi dzięki interpretacji znalezisk archeologicznych, głównie w trakcie eksploracji grodzisk i cmentarzysk kurhanowych, przy czym dane te stanowią niekiedy jedyne źródło wiedzy o wybranych aspektach życia lub historii Scytów.

Etymologia. Scytowie (gwoli ścisłości Skytowie, tak jak i Keltowie; obecna polska forma Scytowie, Celtowie pochodzi od współcześnie odczytywanego łacińskiego Scithae/Scythae, Celtae [pomimo greckiego Skytoi, Keltoi][3]starosłowiańskieСкѵѳы/Skiþy, stąd współczesne rosyjskie Скифы/Skify) to nazwa (Σκύθαι/Skýthai) tego ludu przyjęta przez Greków, a zasłyszana w Azji Mniejszej(staroperska nazwa tego ludu brzmiała Škūča; być może od *Skūtra „na przedzie”), według Herodota sami siebie nazywali Skolotami (Σκολοτοι), a Persowie według tego samego autora nazywali ich Sakami (Σάκαι).


Czytaj dalej

Wskrzesić Ducha Wielkiej Lechii i obudzić śpiących PoLachów? Nic prostszego, wystarczą dwa słowa: Limes Sorabicus…

Slavs-Power


Limes Sorabicus. Młody PoLachu, potomku swych starożytnych dumnych Przodków, zapamiętaj te dwa słowa do końca swojego życia, one zapewnią Ci intelektualne bezpieczeństwo w (kończącej się na szczęście) epoce kłamstwa, chaosu i zmasowanej antypolskiej propagandy. Wskrzesić Ducha Wielkiej Lechii i obudzić śpiących PoLachów? Nic prostszego. Wystarczą te dwa krótkie słowa: Limes Sorabicus…

Limes Sorabicus to „polsko-francuska” (lechicko-frankońska) granica wyznaczona przez króla Franków Karola Wielkiego w 805 roku. Dla współczesnego młodego PoLacha okłamywanego przez współczesną masońską szkołę (kontynuacja masońskiej Komisji Edukacji Narodowej), okłamywanego przez szkolnych (też okłamanych) nauczycieli historii, niemiecka (!) mapa dokumentująca tereny zamieszkane przez Słowian we wczesnym średniowieczu musi być nie lada intelektualnym szokiem. Szok jest tym większy, że mapa, o której mowa, jest jak najbardziej „legalna”, bo udostępniona publicznie przez illuminacką Wikipedię.


Czytaj dalej