Święto Chanuka w Pałacu Prezydenckim – Słowianie dzisiaj


„UWAGA. Polska sprzedana, w Pałacu Prezydenckim Andrzej Duda świętował żydowskie święto Chanuka. Prezydent Izraela chwali się, że kupił Polskę. Kto sprzedał Polskę? Polska to towar wg syjonistów. Judaizacja Polski rozpoczęta. Lichwa największy grzech cywilizacji judeo-rzymskiej”

Koniec głagolicowych dyrdymałów

glagolica-gegolica


Przez stulecia wmawiano kolejnym pokoleniom Słowian, że swoje pierwsze pismo zawdzięczają greckim mnichom. Dokładniej Cyrylowi, który sam miał stworzyć nowy alfabet, by przetłumaczyć Ewangelię z greki na słowiański. Dowodzono, że podobieństwo niektórych liter greckich i głagolicowych to właśnie dowód na taki zabieg. Wszystko jednak wskazuje na to, że było wręcz odwrotnie. To pismo słowiańskie stało się źródłem dla pisma greckiego i nie tylko tego jednego.

Pisaliśmy już o odkryciach takich, jak najstarsze pismo ludzkiej cywilizacji i o odszyfrowanych inskrypcjach Filistynów. Kolejnym dowodem na rodzime pochodzenie pisma słowiańskiego jest praca Pawła Serafimowa, która analizuje genezę głagolicy głównie na gruncie śladów bułgarskich. Polskie tłumaczenie tego opracowania pochodzi ze strony falkonidas. Serafimow zauważa: „Propozycja, iż greckie pismo mogło mieć wpływ na głagolicę – święte słowiańskie pismo – jest kusząca, ponieważ Cyryl, któremu przypisujemy stworzenie głagolicy urodził się w greckich Salonikach. Jest także 8 liter dziewięciowiekowego greckiego pisma kursywnego, które było wprowadzane stopniowo w Grecji w czasie IX w. n.e. po tym jak pismo uncjałowe było używane w oficjalnych dokumentach i korespondencji, to pokazuje jednocześnie pewne podobieństwa do ich głagolitycznych odpowiedników. Te litery to: δ, γ, ω, ε, ρ, ο, θ, ϕ (delta, gamma, omega, epsilon, rho, omikron, theta i phi). Także parę hebrajskich znaków: ש , ר , ף , ב , א (a, b, p, r, š) ukazuje pewne podobieństwa ze swoimi głagolitycznymi odpowiednikami. Pozostałe pisma orientalne nie oferują żadnych znaczących dopasowań. Koptyjskie litery kopt (shei, hori, ti) ukazują podobieństwa z głagolicowymi Ⱋ, Ⱈ, Ⰰ (št, h, a) a samarytańskie litery samar (š, r, m) mogą przypominać głagolicowe Ⱎ, Ⱃ, Ⱋ (š, r, št).”


Czytaj dalej

Ocalmy od zapomnienia słowiańskie miejsca mocy


Zofia Piepiórka – Ocalmy od zapomnienia słowiańskie miejsca mocy i artefakty CZ.1. To co tam zobaczyliśmy PRZEROSŁO NASZE WYOBRAŻENIE, gdyż są tam artefakty z poprzedniej cywilizacji !!! Czy zajmą się tym nasi polscy historycy i archeolodzy ? Zależy to od tego, na ile obalają one ich dotychczasowe TEORIE i HIPOTEZY. Odwiedzamy zasypaną piramidę w Lipach, świątynie słowiańską (kapisztę) w Płocicznie oraz tysiące kurhanów w okolicach jeziora Wygonin.

Był upalny sierpniowy dzień 2016 roku. Wyruszyliśmy na wyprawę do Starej Kiszewy, woj. Pomorskie. W kapiszcie centralnie leży symbol z alfabetu starosłowiańskiego. Mówi on w symbolu o WIEDZY, która tam jest zasypana, ale należy to zrozumieć w kontekście współczesnej wiedzy i nauki. To jest nasze dziedzictwo oraz lekcja do przerobienia od której zależy przyszłość POLSKI. Czy popełnimy ten sam błąd jak nasi przodkowie? Jaki błąd…?

http://legendarnemegality.blogspot.co…
http://legendarnemegality.blogspot.co…

Słowiańskie Zapusty, Celtyckie Walentynki

zapusty walentynkiOkreślenie „duchowość” nie bez kozery ująłem w cudzysłów, gdyż obecnie jest ono spaczone naleciałościami kk, new age i wszelkich innych religijnych oraz ezoterycznych „mistrzów”. W temacie tym chciałbym skupić się na wierzeniach i zwyczajach kultywowanych przez naszych przodków, tych bliższych i tych z czasów zamierzchłych. Być może znajdziemy wiele powiązań z wierzeniami i zwyczajami innych kultur, jak np. celtyckich, nordyckich i jakich tam jeszcze, ale czyż nie stanowi to o wysokim rozwoju kultury słowiańskiej, jej geopolityzmie i otwartości, pozbawionej tak powszechnej dziś pazerności na posiadanie „jedynie słusznej prawdy”. Piszmy tu o naszych dawnych zwyczajach i wszystkim, co stanowiło o tym, że byliśmy i jesteśmy Słowianami.

Zapusty czy Walentynki? Zwolenników jak i przeciwników współczesnych Walentynek mogłoby zapewne pogodzić inne, znacznie starsze, zimowe święto miłości i zabawy: staropolskie Zapusty. W swojej przebogatej obrzędowości Zapusty przechowywały lub przechowują nadal cały szereg wątków o charakterze przedchrześcijańskim. Nic zatem dziwnego, że już w XVI w. ks. Jakub Wujek potępiał to święto pisząc: „Mięsopusty od czarta wymyślone bardzo pilnie zachowują.”

Jednym z najważniejszych elementów staropolskich jak i łużyckich Zapustów – oprócz radosnej biesiady, grup przebierańców czy kuligów – było kojarzenie par, a nawet ich zaręczyny i zaślubiny. Pod tym względem Zapusty pozostawały więc zimowym odpowiednikiem wiosenno-letniej Sobótki. Do dziś w związku z powyższym na Łużycach praktykowany jest uroczysty pochód par zwany tam „Zapustowym pśeśěgiem”.

Więcej o staropolskich Zapustach: www.wilanow-palac.art.pl/staropolskie_zapusty.html

www.wilanow-palac.art.pl/o_staropolskich_zwyczajach_karnawalowych.html

Zapusty na Łużycach: www.cottbus.de

W odniesieniu do wierzeń rodzimych i słowiańskich jakie pojawiają się w obrzędowości Zapustów polecamy również:
Joanna i Ryszard Tomiccy, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, LSW, Warszawa 1975.


Źródło artykułu

9-15 lutego: Tydzień Welesa, Welesowy Tydzień, „Czarci Tydzień”


W te dni czci się Welesa, wywraca kożuchy futrem na wierzch, nakłada maski. Żercy Welesa  chodzą po wsi, zaglądają do domów, stajni, chlewów, wygłaszają magiczne zaklęcia dla zapewnienia zdrowia zwierząt domowych. Inna nazwa tego święta: „Czyrkiesowy Tydzień”.


Religijni imperialiści nie ustają w wymyślaniu coraz intensywniejszych metod zniwelowania narodowej duszy u wszystkich narodów. Na dwudziestym stuleciu legło już piętno różnych idei stworzenia jednej wszechświatowej religii na osnowie chrześcijaństwa (na przykład „Róża świata” Andriejewa i in.). Celem tych zabiegów jest wytworzenie jednolitej, bezkształtnej masy ludzi pozbawionych narodowej odrębności – takich biologicznych robotów posłusznych cudzej woli. Te zabiegi skazane są na niepowodzenie, dopóki narody posiadają w sobie dość sił zdrowych i myślących. Wierzymy w przyrodzoną mądrość potomków Słowian, co „stali się sławnymi sławiąc Bogów naszych” (Księga Welesowa). – http://toporzel.pl/teksty/halina.html – KALENDARZ SŁOWIAN

W Polsce nie ma narodu! – Słowianie dzisiaj


Zdaniem doktora Jana Przybyła nasza tożsamość narodowa stoi pod dużym znakiem zapytania. „Mamy w Polsce pewną grupę etniczną, z której dopiero może powstać naród i daj Boże, żeby powstał, ale na razie to nie jest żaden naród, bo argumenty narodowe nie trafiają do większości” – mówi Przybył i trudno się z nim nie zgodzić. Od wielu lat postrzegamy naszą tożsamość jedynie w kontekście części jakiegoś układu, np. Unii Europejskiej czy NATO. Większość Polaków chce żyć z państwa, lub przeciwnie, marzy jedynie o tym, aby z państwem nie mieć nic wspólnego. Nie wypracowujemy nowej myśli politycznej, nie rozpatrujemy zagadnień narodowych, nie określamy dalekosiężnych celów politycznych. Chcemy jedynie jakoś żyć i trwać. W dodatku cechuje nas słomiany zapał i brak konsekwencji w działaniu. Mimo, że czasem wychodzimy pokrzyczeć na władzę, nie poczuwamy się do systematycznej pracy narodowej, a przede wszystkim nie łożymy na dzieła narodowe, o czym przekonał się już przed wieki Adam Mickiewicz, który bez wsparcia Zygmunta Krasińskiego prawdopodobnie nie wyżyłby ze swojej twórczości.

Jednocześnie dr Przybył przypomina, że praca narodowa to poświecenie na rzecz narodu właśnie, a nie państwa. Państwo pełni rolę służebną wobec narodu. Mówiąc zatem o naszej suwerenności powinniśmy mieć na względzie wolność narodu polskiego, a nie państwa. Naród jest faktem, a państwo istnieje tylko w naszej świadomości. Te dwa pojęcia choć tożsame, coraz częściej zmierzają w różne strony, bowiem nasze państwo coraz chętniej inwigiluje i wyzyskuje naród z bogactwa, a przecież powinno być odwrotnie. To my jesteśmy suwerenem, przed którym odpowiadają urzędnicy państwa. Urzędnicy, którzy powinni dbać o nasz dobrobyt. Jeśli fakty są z goła odmienne to może warto się zastanowić, czy jeszcze jesteśmy narodem, czy może zaledwie społecznością, która funkcjonuje w obrębie państwa.

Europa budzi się z lewicowego letargu-Michał Marusik- Słowianie dzisiaj


Spotkanie z europosłem Michałem Marusikiem pt. „Marine Le Pen szansą dla Francji i Europy”. Wydarzenie zorganizowało Centrum Edukacyjne Powiśle. O zniewoleniu nas przez system judeo-rzymski o podatkach… O lewacko komunistycznych korzeniach EU (Warszawa, 10.01.2017).

Życie codzienne Słowian – część 4

rolnictwo-slowianie


W kolejnej części cyklu życia codziennego Słowian pora przyjrzeć się pracom w polu i roślinom, które uprawiali nasi przodkowie. Mimo, że lasy i wody były bogate i dostarczały ludności różnorakie dobra, najważniejszą gałęzią gospodarki Słowian było rolnictwo. Nawet na Rugii i Pomorzu tak mocno związanych z morzem głównym źródłem utrzymania były produkty rolne. Pozyskanie plonów wymagało olbrzymiego nakładu ciężkiej pracy. Było także niebezpieczne z powodu włóczących się po miedzach południc czasem duszących, drzemiących i  zmęczonych żniwiarzy.

Wydajność pól była niska z powodu początkowo prymitywnych metod i technik uprawy. Dlatego nasi przodkowie cenili zboże na równi niemal z kosztownościami. W razie wrogiego najazdu zboże zakopywano starając się je ukryć. Wróg starał się spustoszyć pola i zagarnąć lub zniszczyć zebrane plony wiedząc, że zmusi w ten sposób najechanych do uległości. Wspomina o tym kronikarz w  Roczniku Fuldyjskim  w części dotyczącej walk Karola Wielkiego z Serbami połabskimi „ …kiedy zniszczył zboże i pozbawił wszelkiej nadziei na  żywność, podbił ich raczej głodem aniżeli mieczem”.

Podobne relacje o niszczeniu zasiewów przytacza Menander Protektor, bizantyjski  pisarz opisujący zmagania Bizantyjczyków i Słowian w VI wieku. Najprostszym sposobem uprawy,  na terenach lesistych było wypalanie lasu. W tak użyźnionej ziemi tylko powierzchownie spulchnionej siano zboże. Przede wszystkim proso które dobrze udawało się w takich warunkach. Wypalony fragment puszczy uprawiano przez kilka lat aż do całkowitego wyjałowienia. Wtedy wypalano kolejny skrawek puszczy a stare pole stało odłogiem, porastając chwastem używane czasem jako pastwisko. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach można było takie pole wziąć ponownie pod uprawę. Na lepszych glebach od połowy X wieku stosowano bardziej zaawansowaną metodę trójpolową . Polegała ona na podziale całej ziemi uprawnej na trzy części, jedną obsiewano oziminą drugą zbożem jarym a trzecia pozostawiano ugorem. Następnego roku przesuwano  odpowiednie zasiewy na następne pole by po trzech latach powrócić do punktu wyjścia.

Tak rotowana ziemia miała szansę odpocząć, dając lepsze plony. Podstawowym narzędziem używanym do uprawy roli było radło. Radło spulchniało glebę do kilkunastu centymetrów, ryjąc bruzdę w ziemi, miało jednak wadę, nie odwracało skib. Tą ważną czynność zapewniającą dramatyczny wzrost wydajności uprawianej ziemi zapewniał pług wyposażony w lemiesz i odkładnicę stosowany od XIII w . Radło czy pług ciągniony był zwykle przez parę wołów rzadziej przez konie.


Czytaj dalej

Kaganat Północy: co o “pogańskim cesarzu” mówią źródła? Czy był on władcą Wolinian?

wolinianie


Czy jest część historii do której wzdychają neopoganie i różni zwolennicy dawnego, obalonego wieki temu porządku? Czy jakaś część historii jest na tyle niewygodna że skryto ją w odmętach ksiąg, a katoliccy pisarze wzbraniali się opisać ją choćby wzmianką? Sądzę że jest to historia tzw. Kaganatu na ziemiach obecnej Polski. Istnieje nader wiele źródeł które pozwalają na taką interpretację. Choćby zagadka Madżaka (WP: Madżak-Mądżak), króla królów Słowian, władcy plemienia (Wltb), identyfikowanego z Wolinem na podstawie źródeł przytoczonych w cytowanej pracy K. Szajnochy.

Moja interpretacja jest jedną z wielu możliwych. Do dziś nie zlokalizowano usytuowania dawnego imperium pogańskiego, ba, jego opisy przetrwały w zasadzie tylko w relacjach podróżników arabskich, zupełnie jakby w kręgu kulturowym zdominowanym przez religię katolicką za wszelką cenę starano się wymazać ten pogański okres z wszelkiej pamięci.

Nie wiemy kim byli ci władcy? Czy odgłosem upadku tego imperium są zdarzenia opisane przy okazji uczty Popiela II, mającego przecież, zgodnie z opisami, władzę nad licznymi stryjami, władającymi odrębnymi prowincjami gigantycznego imperium? Władca ten przeniósł stolicę w głąb lądu, z obawy przed najazdami wrogów, i umieścił ją na wyspie położonej na jeziorze. Wraz ze zbrodnią otrucia całej dynastii rządzącej prowincjami imperium, wg Długosza upadła chwała dawnej Lechii. Władzę mógł przejąć maior domus, majordomus- i bardzo pasuje tutaj etymologia słowa “piast”, wyjaśniana także w znaczeniu piastuna. Przypomina to upadek dynastii Merowingów, gdzie władzę przejął majordomus.

Zgasła wszelka chwała Lechitów, wszczęła się mała słowiańska Polska. Zarzucono, jak Długosz powiada, dawne imię Lechitów, a przyjęto na zawsze nazwę Polaków.


Czytaj dalej

Święta Słowiańskie – 2 lutego: Gromnica. Zimowa Perunica. Święto Peruna – Święto Ognia

gromnica


Zima spotyka się z Wiosną. Modły do słońca, pieśni-zamawiania ciepła. Z tym dniem początek uczenia się wiośnianek i robienie pisanek. Wychodzimy w tym dniu na miejsce obrzędowe, czcimy wszystkich sławiańskich bogów, wspominamy Przodków. Zapalanie smolistych łuczyw. W ten dzień, wieczorem zapala się świece, z prośbą o odpędzenie z domostw złego, i żeby Perun oszczędził ten dom, bo w nim ognia jest dostatek. Bóg Perun.

Więcej o tym święcie po przejęciu go przez katolicyzm.

Zamęt ze świętym Ogniem Swarożycem

jahwe-swarozyc


O tym, że jahwiści nie mają zielonego pojęcia o pogańskiej wierze, nie trzeba nikogo rozsądnego przekonywać. Wydawać by się mogło, że tylko dogmatolubca mógł napisać coś takiego: „Ustalono, że w mitologii słowiańskiej Swaróg oznacza boga wszechświata (nieba, ziemi, ognia i wody), natomiast jego syn Swarożyc – boga słońca.” Koniec! Kropka! Ustalono!

Tak samo, jak ustalono, że wymysły żydowskich kapłanów w ST to objawione słowo boże, prawda, prawda i tylko prawda. Jedyna, święta, objawiona, jedynie słuszna i jedynie prawdziwa. Wieczna i ostateczna… Jak to często w jahwistycznej propagandzie bywa, autor tekstu pisze o „ofiarach z ludzi” składanych Swarożycowi: „W miejsce dawnej świątyni i posągu bóstwa postawiono na kopcu w Przemyślu kaplicę pod wezwaniem św. Leonarda jako zadośćuczynienie ofiarom składanym z ludzi (Chrześcijan)…”

Jak widać słowo „chrześcijan” autor pisze z dużej litery. O poganach z dużej litery raczej by nie pisał. O muzułmanach pewnie też nie. Wygląda na to, że jedynie chrześcijanie na taki zaszczyt i wyróżnienie u autora zasługują. Ponadto z kontekstu wypowiedzi wynika, że jedynie chrześcijanie są ludźmi…

W innym miejscu autor pisze: „Przeprowadzone badania archeologiczne na kopcu potwierdziły składanie ofiar z ludzi. U podstawy kopca od strony północnej odkryto czaszki ludzkie i szkielety.”


Czytaj dalej

RA-ASSA Panów, Dumnych Słowiano-Ariów

aria-ariowie


Ario-Słowianie starożytni duchowi wojownicy białej drogi (światła). Droga wojownika jako droga rozwoju duchowego istniała w większości starożytnych kultur i dotyczyła nauki życia i przejawiania mocy i mądrości światła w materii poprzez walkę, ale nie z innymi tylko jako naukę, że życie tu opiera się na walce światła z ciemnością, i polegała na ćwiczeniu się w doskonałości w życiu ziemskim: opanowywaniu swoich słabości, emocji, iluzji w walce światła z ciemnością w sobie. Wojownik światła tym różni się od ideału rycerstwa średniowiecznego, że rozumie walkę na poziomie wewnętrznym, czyli w swoim umyśle oraz to, że walczy i żyje dla swojego dobra, a potem dla dobra innych i świata.

Wojownika cechuje więc nie wojowanie, wygrywanie czy werwa i przebojowość jak się męskim i czasem żeńskim, zwykle zakompleksionym wojusom wydaje, nie realizowanie jakichś cudzych społecznych zasad, moralności, czy zorganizowanej religijności, jak się egoistom i konformistom zdaje, ani też buntownicze rozrabianie pseudowojowników.

Prawdziwego wojownika nie pasjonuje więc walka z innymi, ani pastwienie się, ani wygrywanie, ani gonienie za sukcesami, ani też sprawdzanie siebie, lecz uwalnianie się od tych skłonności w sobie podobnie jak od skłonnościami do wszelkiej agresji, destrukcji, uleganiu własnej próżności, emocjom, złu, słabości i kompromisom.

Wojownik to ktoś posiadający i przestrzegający kodeks, dla własnego dobra i dla dobra świata, ale wyłącznie swój własny kodeks oparty jednak zawsze na wartościach duchowych: dobru, mądrości, wiedzy i miłości i szacunku wolności. Kodeks to przestrzeganie zasad duchowych realizowanych w rzeczywistości materialnej ziemskiej szkoły. Droga wojownika jest to więc samodoskonalenie, rozwój przejawiania światła w sobie poprzez własne wolne i prawe staranie. Wojownik odkrywa kodeks i jego potrzebę oraz sens przestrzegania go w sobie, w swoim sercu, dla siebie, dla swego dobra.

Ciekawy jest hinduski trop jeśli chodzi o pochodzenie Słowian i Ariów. Istnieje mnóstwo podobieństw w mitologii, wierzeniach, wizerunkach bóstw, nazewnictwie. Haratii oraz Santi Wed Pieruna z czego jasno wynika, iż Rasa to zlepek dwu słów: Ra – Pierwotne Światło, Praprzyczyna oraz ASSA – bitwa bojów Światła z siłami Mroku. Wynika z tego, że RA ASSA – RASA to Wojownicy Światła, Wojownicy toczący Bój z siłami Mroku. Bój, którego polem walki są ich własne serca i umysły. To Sugeruje wychwycenia głęboko zakorzenionej w kulturze Ariów i Słowian duchowości, opartej na micie kosmogonicznym. Wierzenia słowiańskie dostrzegały w przyrodzie stałe istnienie pierwiastka nadprzyrodzonego.

Czytaj dalej