Świat Słowian – część 1


Tematyka słowiańska już od lat cieszy się wzrastającą popularnością. Świadczą o tym nie tylko różne związki i organizacje rodzimowiercze propagujące obrzędy, święta i kulturę słowiańską. Wzrasta także ilość ludzi na własną rękę szukających informacji o Słowianach, ich kulturze, zwyczajach i historii. Coraz więcej jest też blogów i stron internetowych zajmujących się tematyką słowiańską. Temat ten jest fascynujący przede wszystkim dlatego, że Słowianie wytworzyli kulturę niepowtarzalną w skali starożytnej, średniowiecznej i nowożytnej Europy.

Kulturowo górowali nad antyczną Helladą i Rzymem, w których do głosu doszły cywilizacyjne zwyrodnienia jak choćby niewolnictwo, a w Rzymie dodatkowo barbarzyńskie krwawe jatki na arenach cyrkowych ku uciesze motłochu. Greków i Rzymian cechowała też pogarda dla ludów żyjących w harmonii z Naturą które nazywano „barbarzyńcami”. Choć to właśnie u Greków i Rzymian istniała barbarzyńska instytucja niewolnictwa. Nawet „wielki” filozof Arystoteles nie był wolny od pogardy wobec niewolników i „barbarzyńców” („Słuszną rzeczą jest, by Hellenowie nad barbarzyńcami panowali, jako że barbarzyńca, a niewolnik to z natury jedno i to samo”), przez co sam okazał się duchowym barbarzyńcą. Zanim jednak opiszę świat Słowian, a zwłaszcza ich kulturę, skupię się najpierw na różnych pseudosłowiańskich nurtach, które z samą Słowiańszczyzną, zwłaszcza z kulturą słowiańską, niewiele mają wspólnego. A często dobremu imieniu Słowiańszczyzny szkodzą czy wręcz wystawiają je na pośmiewisko. Wyróżnić można kilka głównych pseudo-słowańskich nurtów.



swadziebnikNurty pseudo-słowiańskie – podszywające się pod Słowiańszczyznę krystowierstwo. Tutaj mamy dwa konkurencyjne nurty:

1) Nurt żydo-prawosławny i prawosławnofilski

Nazywa on np. podstęp Cyryla i Metodego (tzw. „liturgia” w języku słowiańskim) „rytem” czy „obrządkiem” słowiańskim. Obrządek ten był oczywiście nadjordański, żydogenny, tyle że podstępnie propagowany w języku słowiańskim po to, aby nadjordańskie gusła wydawały się Słowianom bardziej swojskie. Przy Cyrylu i Metodym nazywanych „apostołami Słowian”(poprawniej nazywać ich się powinno ogłupiaczami i podstępnymi zażydzaczami umysłów Słowian) pamiętać powinno się o tym, że przy ich „misjonowaniu” notorycznie stosowali oni zwykły szantaż – wielokrotnie ostrzegali „nawracanych” Słowian, że jak nie przyjmą od nich krystowierstwa po dobroci, to przyjdą inni i nawrócą ich siłą.

Kolejnym podstępem prawosławia jest propagowany przez najczęściej niezorientowanych ludzi (w tym nawet słowianofili, rzeczywiście interesujących się kulturą Słowian) jako „słowiański”, kalendarz bizantyjski wymyślony w III wieku przez wschodnich krystowierców, w którym czas mierzony jest od żydo-biblijnego stworzenia świata.

https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/30/nowy-prastary-kalendarz-slowian-wersja-wstepna-robocza.

Istnieją nawet pseudosłowiańskie strony i blogi, które bezmyślnie, jak papugi powtarzają za żydo-prawosławną propagandą brednie o „obrządku słowiańskim” krystowierstwa w wersji Cyryla i Metodego. Nazywają ten odprysk nadjordańskiej dżumy „chrześcijaństwem słowiańskim”.

2) Nurt „katolicki”, który jest kilku wątkowy

– I tak np. katolactfo podszywa się pod słowiańskość nazywając byłego herszta Watykanu JP nr 2 „słowiańskim” papieżem.

http://www.ank.gov.pl/wystawy-i-galerie/jan-pawel-ii-slowianski-papiez

Tak jakby Watykan nie był centralą jednego z głównych odprysków żydogennej antykultury rodem znad Jordanu i jakby miał cokolwiek wspólnego z niszczoną i zwalczaną przez wieki przez katolicyzm kulturą słowiańską.

– Katoliczenie przez perfidnego santo subito dębów, które „święcił”:

https://pl.wikipedia.org/wiki/D%C4%85b_papieski

Jak wiemy, prastare dęby były u Słowian świętymi drzewami. Gdy na nasze ziemie przywleczono nadjordańską dżumę, święte dęby, święte gaje były przez rzymskich szubieniczników wściekle wycinane. A tysiąc lat później nagle santo subito zaczął sam „święcić” dęby podszywając się pod kulturę słowiańską. Nawet ich – dębów – nie oszczędzają szubienicznicy w ich szale katoliczenia kultury Słowian.

– Stawianie przez licznych katolików znaku równości, wręcz identyfikowanie katolicyzmu i Słowiańszczyzny (znanymi z tego są np.  Sławomir Zakrzewski, Eugeniusz Sendecki czy Zygmunt Wrzodak). W ich wypowiedziach (ustnych i pisanych) obok siebie występują katolicyzm/krystowierstwo i Słowiańszczyzna, np. w zwrotach: katolicka słowiańska Polska, czy słowiańska katolicka Polska. Polak to dla nich i katolik i Słowianin. I to choć żydogenny katolicyzm zaciekle niszczył wszystko co było słowiańskie. A ponadto katolicy sami definiują się jako „nowy naród wybrany”. Nie polski, nie słowiański, a „nowy i wybrany” – jednoczących wierzący w żydo-biblijne brednie o obrzezanym cieśli w wersji watykańskiej. Łączyć żydo-katolicyzm i Słowiańszczyznę mogą tylko ludzie o osobowościach schizofrenicznych.

Na marginesie tylko wspomnę jeszcze spory pomiędzy prawosławnymi a katolikami o to, który z tych odprysków żydowierstwa jako pierwszy przywlókł rzymską szubienicę na ziemie Słowian. Przy czym oba te odpryski uważają to za zasługę, a nie za niepowetowaną szkodę dla słowiańskiej kultury i tożsamości. I oba uważają wcześniejsze pogańskie ludy Słowian za barbarzyńską dzicz, której dopiero one przyniosły „kulturę”.

3) Nurt katolicko i judeofilski

– Do tego nurtu zaliczyć należy tych wszystkich propagatorów pseudosłowiańskich, którzy za wszelką cenę starają się przerzucić pomost pomiędzy Słowiańszczyzną a katolicyzmem lub/i judaizmem. W tym kręgu znajdziemy takich zażydzaczy kultury Słowian jak Szydłowski, Bieszk czy Białczyński. Ci pierwsi powołują się np. na załgane lub wyssana z palca krystowiercze „kroniki” uważając je za prawdę objawioną. Co gorsza, odwołują się także do wyssanej z palca żydo-biblii uważając ją za wiarygodne źródło wiedzy historycznej.

https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/

Natomiast Białczyński robi to w sposób bardziej podstępny niż ci pierwsi. Propaguje on np. gorliwych katolików jako „strażników wiary Słowian”. Propaguje też tzw. „słowiańskie msze św.” I uważa, że „judaizm to młodsze dziecko, a chrześcijaństwo to jeszcze młodsze dziecko Politeizmu Słowiańskiego”. I jako co-autora na blogu przyjął krystowiercę Kopko-„Orlickiego” („Figury świętych, rzeźby Jezusa, w którego osobiście wierzę, jako Syna Bożego i Zbawiciela, lecz jako przedstawiciela Boga a nie Jego samego.”). Taki to blog „słowiańsko” – krystowierczy prowadzi Białczyński.

– kolejną nitką tego nurtu są organizacje odwołujące się niby do tradycji słowiańskich, jawnie kolaborujące z katolikami. Np. stowarzyszenie Niklot, które ogłosiło w 2013 roku chęć przyłączenia się do fundamentalistycznego, ultrakatolickiego tzw. „ruchu narodowego”, hańbiąc w ten sposób imię swojego patrona:

https://opolczykpl.wordpress.com/2013/07/22/stowarzyszenie-niklot-zdradzilo-niklota-oraz-shanbilo-i-splugawilo-jego-imie/

Kolejnymi  nurtami pseudosłowiańskimi są:

4) Wymysły o „Imperium Lechii” czy o „Wielkiej Lechii”

Ten nurt kompensuje jak się wydaje głęboko zakorzeniony u jego propagatorów kompleks niższości.

https://opolczykpl.wordpress.com/2016/11/25/czy-istniala-starozytna-slowianska-lechia-lub-polonorum-imperium/

Choć nie wykluczam, że są wśród nich świadomi prowokatorzy, którzy tymi wymysłami chcą wystawić Słowiańszczyznę na pośmiewisko takich publicystów jak Artur W – admin blogu Sigillum Authenticum:

https://sigillumauthenticum.blogspot.de/2016/08/styl-turbosowianskiego-mistrza-urojenia.html.

W tym miejscu nadmienię jeszcze, że całkowitym przeciwieństwem turbo-lechickich wymysłów jest katolicka propaganda, jakoby Słowianie byli ludem bez jakiejkolwiek kultury, żyjącym w lasach a nawet na drzewach, dzikusami okrytymi w skóry zwierząt, którym dopiero nadjordańska dżuma przyniosła kulturę. A przecież słowiańska kultura niewyobrażalnie górowała nad krystowierczą nadjordańską anty-kulturą pod każdym względem (o tym będzie szerzej w II części niniejszego opracowania).

5) Łączenie Słowian z Ariami

Na czoło wysuwają się tu tzw. „Wedy aryjsko-słowiańskie” – ewidentna fałszywka. A także łączenie Słowian i Ariów w jeden lud przy pomocy genetyki. A przecież drogi między tymi ludami rozeszły się tysiące lat temu, kulturowa łączność została przerwana, a Słowianom przez tysiąclecia obcy był wszelki, także biały rasizm, jaki pojawił się u Ariów po ich dotarciu do cywilizacji Indii.

6) Nacjonalizm polski pseudosłowiańskich organizacji i propagatorów

Już na wstępie należy zaznaczyć, że samo identyfikowanie polskości ze słowiańskością nie w każdym przypadku jest uzasadnione. Dla katolikopolaków np. polskość to żydo-katolicyzm. Dla wielu innych Polaków polskość to cywilizacja zachodu wyrosła z rzymskich i krystowierczych tradycji. Polskość zresztą jest tożsamością znacznie późniejszą niż słowiańskość. W sumie jest niejako sztuczną tożsamością, niezwykle mocno zanieczyszczoną żydogennym katolicyzmem, „tradycją” szlachecką i zwyrodnieniami cywilizacyjnymi. No i niekoniecznie musi być zakorzeniona w tożsamości słowiańskiej, choć dobrze by było, aby tak właśnie było. Nie ma też monopolu na „słowiańskość”, tak samo jak nie ma go np. rosyjskość – która jest równie sztuczna jak polskość. Słowiańskość to tożsamość przednarodowa, wielo- i ponadplemienna i odnosi się do tożsamości wszystkich Słowian, a nie do konkretnego współczesnego narodu. Wprawdzie mówi się obecnie o państwach słowiańskich czy narodach słowiańskich, ale nie ma obecnie ani jednego państwa ani narodu słowiańskiego, którego prastara kultura słowiańska byłaby jego fundamentem. Te określenia odnoszą się po prostu do krajów i narodów wywodzących się ze zniewolonych przez różne odpryski rzymskiej szubienicy ludów/plemion słowiańskich, u których dodatkowo (o czym wiemy zresztą dopiero od stosunkowo niedawana) dominuje słowiański genoptyp. Niemniej z prastarą kulturą i tożsamością słowiańską ani jedno z tych państw i ani jeden z tych narodów nadal nie ma zbyt wiele wspólnego. Są to kompletnie odrębne rzeczy. Polskość może być słowiańskością, jeśli sama siebie uważa za jedną z gałęzi żywiołu słowiańskiego i odwołuje się do jego kultury.

Sam współczesny nacjonalizm polski, jeśli rozumiemy przez niego:

– poczucie polskiej tożsamości narodowej,

– miłość do kraju i narodu

– oraz pragnienie, aby Polska była suwerennym państwem,

– a władze służyły dobru Polaków, jest jak najbardziej pożądany. Byłoby świetnie, aby odwoływał się do słowiańskich wartości, jak choćby wolności, równości, egalitaryzmu i wspólnej troski o wspólne dobro:

https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/

Natomiast jeśli współczesny „nacjonalizm” polski łączony jest z żydogennym kosmopolitycznym katolicyzmem i służy interesom zachodu i kk, a zwłaszcza jeśli jest narzędziem do siania nienawiści wobec Rosji czy Ukrainy (pomijam banderowski szowinizm, który należy wytępić) to jest to patologiczne antypolskie zboczenie umysłowe a nie polski nacjonalizm.

Kolejną odmianą polskiego szowinizmu „słowiańskiego” – i to kompletnie odlotową, jest nazywanie wcześniejszych Słowian, a nawet pra- Słowian Polakami – np. w stwierdzeniach, że Polacy zamieszkują swoje ziemie od przeszło 10 tys. lat.

http://poloniae.neon24.pl/post/71557,polacy-zamieszkuja-swoja-ziemie-od-zawsze-od-przeszlo-10-tys-lat

Tożsamość polska (a więc i Polacy) pojawiła się na ziemiach między Odrą a Bugiem gdzieś ok. XV wieku. Wcześniej dominowała przez tysiąclecia tożsamość plemienna i nazywanie wcześniejszych Słowian, a nawet pra-Słowian „Polakami” jest kolosalnym anachronizmem i jest po prostu idiotyczne.

A już najwyższym przejawem polskiego szowinistycznego zacietrzewienia i zaślepienia jest nazywanie Polakami np. Wandalów: „Królestwo Wandalów (Polaków) w Afryce”

http://aryusslav.livejournal.com/3924.html

Na tę szajbę to nawet elektrowstrząsy nie pomogą. Jest to skończona szowinistyczna patologia.

7) Szowinizm „lechicki”

To kolejna odmiana szajby pseudosłowiańskiego polskiego szowinizmu. Nie wiemy, kiedy termin „Lechici” (uwielbiany przez niektórych  szowinistów i pseudo-Słowian) pojawił się, ale nigdy nie identyfikowali się z nim wszyscy Słowianie; nigdy „Lechici” nie stworzyli imperium ogólnosłowiańskiego, ani nawet nie byli wiodącym szczepem (o ile taki w ogóle istniał) w słowiańskim żywiole. Niemniej wyznawcy turbo-lechityzmu zachowują się tak, jakby „Lechitami” byli kiedyś wszyscy Słowianie (po czym różne „renegackie” plemiona oderwały się nie wiedzieć dlaczego w krótkim czasie od „lechickiego pnia”), lub co najmniej jakby Lechici byli wśród Słowian najważniejsi i dominujący. A tak jest tylko w ich chorej, zakompleksionej wyobraźni. Podobna szajba spotykana jest u co niektórych rosyjskich pseudosłowiańskich szowinistów. Są wśród tacy, którzy np. starożytny lud Etrusków uważają za odłam pra-Rosjan – wg nich przymiotnik etruski pochodzi od zwrotu  – Eta Ruski. W Ich koncepcji istniała nie Wielka Lechia a Wielka Ruś.

8) Biały, aryjsko-„słowiański” szowinizm

Wspomagany fałszywie interpretowaną genetyką rasizm niektórych organizacji i propagatorów pseudosłowiańskich. Znajdziemy go np. w fałszywce zwanej „Wedami aryjsko-słowiańskimi”. Jest tam taki wers:  „Nie bierzcie żon z czarną skórą…”. Ciekawi mnie jak można było Słowianom nad Wisłą 2 tysiące lat temu zabraniać brania sobie za żon czarnoskórych kobiet, skoro oni takiej możliwości po prostu nie mieli. A ponadto – czy czarnoskóra kobieta jest gorsza? Biały rasizm widać też w kulcie Ariów łączonych ze Słowiańszczyzną czy w nawoływaniach do zachowania czystości rasowej a nawet genetycznej. Szowiniści-rasiści z wrocławskiej „Zadrugi” pisali kiedyś: „Zatem obowiązkiem każdego Lechity jest strzec genetycznego dziedzictwa Słowiańszczyzny i będziemy go strzec za wszelką cenę”. No cóż – ponieważ ok. 45 % Polaków nie ma genu słowiańskiego, ciekawi mnie, jak owa „Zadruga” rozwiąże ten problem? Ma do wyboru przymusowe sterylizacje, masowe deportacje lub czystkę etniczną 45 % Polaków.

Wszyscy owi rasiści, szowiniści i strażnicy czystości rasy i genów zapominają o kilku fundamentalnych sprawach. U Słowian, podobnie jak u Indian wielkich prerii był zwyczaj, że podczas wypraw wojennych uprowadzano chętnie z ziem pobitych wrogów młode kobiety i dzieci. Indianie uprowadzali także białe kobiety i dzieci, a Słowianie żyjący na obrzeżach Słowiańszczyzny kobiety i dzieci niesłowiańskie. Po czym dzieci były bez wyjątku adoptowane, a kobiety brane były za żony i traktowane równoprawnie z resztą kobiet danego plemienia. Także jeńcy wojenni, jeśli nie mogli lub nie chcieli się wykupić, mogli przystać jako równoprawni członkowie do plemienia, które wzięło ich do niewoli – bez względu na przynależność plemienną czy kolor skóry. Dzięki temu zapewniony był od ciągły dopływ „świeżej krwi” – u Indian i u Słowian, co z punktu widzenia genetyki było niezwykle korzystne. I dzięki temu domieszka „niesłowiańskich” genów u Słowian jest dzisiaj tak duża. Nawet w Polsce. Tutaj na zróżnicowanie genetyczne miało wpływ kilka niezależnych od siebie czynników. W czasach prehistorycznych, przy małym zagęszczeniu ludności, Słowianie najpierw wchłonęli małe grupki „Staroeuropejczyków”, potem zaś pozwalali osiedlać się na ich ziemiach pokojowo nastawionym obcym – niekoniecznie Słowianom. Jeszcze później, w czasach piastowskich, w drużynach książęcych chętnie widziano obcych najemników/wojów. A podczas wojen przeciwko sąsiadom graniczącym z niesłowiańskimi ludami (Ruś, Czechy, Pomorzanie, Połabianie, Węgry) większość prostej ludności branej do niewoli będącej już mieszanką genetyczną, osadzano na wsiach jako niewolników. Mieszali się oni z miejscowym chłopstwem wzbogacając pulę genetyczną mieszkańców państwa Piastów – protoplasty późniejszej Polski.

Co jednak najważniejsze – obrońcy czystości „białej aryjskiej rasy” kompletnie ignorują to, że „rasowo” czyste są ludy negroidalne, czarne, a przynajmniej bardzo mocno ciemnoskóre. Natomiast „rasa biała” jest zwykłym mieszańcem Homo sapiensów i Homo neandertalczyków. Gdy praprzodkowie współczesnych białych ludzi, także Słowian i Ariów, opuszczali Afrykę jakieś 60 tys. lat temu, byli oni czarnoskórzy i mieli kręcone „wełniaste” włosy typowe dla ludów negroidalnych. Natomiast Neandertalczycy żyjący od co najmniej 300 tys. lat w Europie i na stepach centralnej Azji w klimacie umiarkowanym, o dużo mniejszym nasłonecznieniu, już dawno utracili ich pierwotne ciemne zabarwienie skóry. Byli oni już „biali” i mieli proste włosy. Spotkanie tych dwóch (pod)gatunków ludzi nie zawsze kończyło się wojnami. W Rumunii odkryto np. jaskinię, którą zamieszkiwali żyjąc razem Sapiensi („Staroeuropejczycy”) i Neandertalczycy. Na porządku dziennym były mieszane pary. A ponieważ Sapiensi i Neandertalczycy mieli wspólnych przodków i podobni byli genetycznie, mogli mieć wspólne potomstwo. Każdy współczesny biały człowiek posiada ok. 2 % genów neandertalskich. Ale nie wszyscy posiadają identyczne neandertalskie geny. W sumie u wszystkich białych przechowało się ok. 30% genotypu Neandertalczyków. I od nich też Homo sapiens, a więc i przodkowie Słowian i Ariów otrzymali za pośrednictwem genów białą skórę i proste włosy. Owa wymiana genów i zamiana koloru skóry z czarnej na białą nie nastąpiła natychmiast. Jeszce 7 tys. lat temu wśród Europejczyków zdarzali się ciemnoskórzy ludzie:

http://archeowiesci.pl/2014/01/27/kiedy-europejczycy-stali-sie-biali/

Wypieranie typowej dla Homo sapiensa czarnej skóry przez białą skórę Neandertalczyka trwało więc dziesiątki tysięcy lat, w czasie których czarni przodkowie Ariów, jako mieszańcy Sapiensa i Neandertalczyka przejęli od tego drugiego białą skórę. Po czym stali się rasistami i zaczęli walczyć o czystość rasy, choć sami są mieszańcami. A największe zagrożenie widzą w „rasie” czarnej, która „rasowo” jest czysta i jednorodna i z której sami się wywodzą, Nadal mają biali Ariowie ogromną większość, murzyńskich, afrykańskich, macierzystych i ojcowskich genów, zanieczyszczonych genami Neandertalczyków.

Oto do jakiego obłędu i pomieszania prowadzi biały aryjski rasizm – mieszańcy Sapiensów i Neandertalczyków walczą z czystymi rasowo ludami czarnymi o „czystość” ich „rasy”, choć sami są mieszaniną dwóch ras – czymś w rodzaju krzyżówki czarnego pudla (Homo sapiens) i białego terira (Homo neandertaler).

Słowianie w czasach przed rzymską szubienicą nie znali ani rasizmu (a tym bardziej pojęcia rasy), nie znali szowinizmu ani narodowego, ani nawet plemiennego. A wręcz odwrotnie – „świeża krew” była u nich ceniona. Znali z doświadczenia i obserwacji negatywny wpływ związków małżeńskich w małych izolowanych wspólnotach.

Nauka a Słowiańszczyzna

Do najważniejszych nauk zajmujących się tematyką słowiańską zaliczamy archeologię, historię, genetykę, ale przede wszystkim etnografię. Przez długi okres odkryciom archeologicznym na naszych ziemiach nadawano nazwy przeróżnych kultur, przy czym archeologowie nie wiązali odkrywanych kultur z żadnym konkretnym ludem. Wiemy jednak dzięki archeologom wiele o „dorobku materialnym” czyli o przeróżnych wyrobach odkopywanych na naszych ziemiach. Niemniej archeologia nie przypisywała ich konkretnym ludom. To było zadaniem kierujących się różnymi ideologiami „historyków”. Dominującym nurtem była do niedawna koncepcja allochtoniczna, przypisująca prastare, nawet prehistoryczne kultury słowiańskie istniejące na naszych ziemiach Niemcom identyfikowanym z „Germanami”. Dopiero od niedawna, dzięki gernetykom wiemy, że Słowianie żyją na naszych ziemiach od tysiącleci. A nie jak niemiecka propaganda głosiła – że dopiero od V czy VI wieku. W związku z czym odnalezione przez archeologów kultury (łużycka, przeworska i in.) możemy śmiało uznać za słowiańskie czy przynajmniej za pra-słowiańskie. Choć i one nie mówią za wiele o kulturze duchowej Słowian, a jedynie o ich „kulturze materialnej” – czyli o ich wyrobach (metalurgia, ceramika, narzędzia, broń, ozdoby, biżuteria itp). Jedynie budownictwo, jak np. zrekonstruowany gród w Biskupinie mówi nam o egalitarnej strukturze społecznej u Słowian. A dzięki genetyce dowiedzieliśmy się, że na naszych ziemiach geny słowiańskie są dominujące i że występują tu od tysiącleci, co rozbiło w pył niemieckie brednie propagandowe o „germańskich” – czytaj – „niemieckich” – ziemiach po Wisłę, a nawet jeszcze dalej na wschód.

Najważniejszą jednak dziedziną nauki, dzięki której udało się praktycznie całkowicie odtworzyć kulturę słowiańską, a więc zwyczaje, obrzędy, święta, wierzenia/wiedzę, wyobrażenia i słowiański panteon, to etnografia. Tak się szczęśliwie dla nas złożyło, że wbrew katolickiej propagandzie, jakoby Polacy od 966 roku byli gorliwymi katolikami, większość mieszkańców państwa Piastów, później Jagielonów, na koniec szlacheckiej Rzeczypospolitej elekcyjnej z uporem trwała przy swej pradawnej kulturze i tożsamości. Dowody tego istnieją nawet w zapiskach kościelnych, w których przez wszystkie te wieki potępiane było nadal utrzymujące się w państwie nad Wisłą pogaństwo. Na koniec zainteresowali się nim, nazywając je często eufemistycznie kulturą czy tradycją ludowąetnografowie. Jedym z pionierów etnograficznych badań Słowiańszczyzny był Adam Czarnocki, znany szerzej jako Zorian Dołęga-Chodakowski.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zorian_Do%C5%82%C4%99ga-Chodakowski

To jemu zawdzięczamy dowód na to, że prastara kultura słowiańska, mimo wściekłego jej zwalczania i katoliczenia, żywa była jeszcze w pierwszych dekadach XIX wieku:

„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”

A także jakże trafną diagnozę utraty za sprawą krystowierstwa własnej tożsamości przez elity: „Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi.”

Tak więc obecnie jesteśmy w stanie opisać, bazując na archeologii, historii (mam na myśli nieliczne wiarygodne fragmenty starożytnych i średniowiecznych „kronik”), genetyki, a zwłaszcza etnografii, jak wyglądał świat Słowian. Pomocne będą przy tym także badania żyjących do niedawna a nawet nadal jeszcze w kilku zakątkach Ziemi ludów pierwotnych, których kultura przypomina w wielu aspektach kulturę Słowian. Była to kultura niezwykle wysoka, choć przedcywilizacyjna. Ale dzięki temu, że Słowianie przez tysiąclecia obywali się bez cywilizacji, także i ich kultura przez tysiąclecia wolna była od cywilizacyjnych zwyrodnień i wynaturzeń rodu ludzkiego. Był to po prostu naturalny świat Słowian. O nim będzie mowa w części II.

opolczyk


Źródło oryginalnego artykułu

2 myśli nt. „Świat Słowian – część 1

  1. Czyli co? Wszelakie koncepcje slowiańskie są szalone a jedyne co zostaje to artefakty archeologiczne? A cóż to takiego znaleziono z czego jesteś tak dumny? Te nędzne skorupy gliniane i resztki drewnianych bud… no trochę to słabe osiągnięcia „wielkiej” słowiańskiej kultury. Pluję na całe śłowiaństwo, na tę nędzę historyczną!! Jesteśmy Polakami na przekór nędznym początkom dorobiliśmy się wielkiej kultury i historii i z tego bądżmy dumni!!

    Lubię to

    • To plucie to pokłosie wielowiekowego tępienia słowiańskości naszych dusz i prób zaszczepienia nam chrześcijaństwa, która udała się dopiero za komuny (gdy paradoksalnie religia była zakazana)

      To co może pomóc nam przywrócić naszą słowiańskość, to wzajemny szacunek i nie wywyższanie się, ale dla ciebie już za późno.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s