Droga Wojownika Światła i Woje Dawnych Słowian

wojowie


Droga Wojownika Światła jest jedną z czterech podstawowych dróg rozwoju duchowego w formie ludzkiej, który przebiega na siedem sposobów zależnie od promienia przejawiania Duszy (Atmana) i wynikającego z tego zwykle opowiadania się za jedną z podstawowych kwestii życiowej: mieć czy być? Cztery Drogi rozwoju człowieka wśród Słowian symbolizuje czterolistna koniczyna, a na wschodzie czteropłatkowy kwiat lotosu. Droga Wojownika obejmuje doskonalenie moralne, gotowość poświęcenia życia w służbie wyższego dobra, umiejętności bojowe sztuk walki, rycerskie braterstwo i wspólnota, styl życia w którym także ważne jest odpowiednie dla Wojowników odżywianie.

Cechą charakterystyczną Ścieżki Wojownika jest kultywowanie sztuki walki (niekiedy błędnie utożsamiane ze sportami walki) które są sposobami walki wręcz, także z użyciem broni białej (kij, szabla, miecz, włócznia, łuk, topór, maczuga etc.). Podstawą nauki wszelkich sztuk walki jest regularny trening, który zazwyczaj uczy umiejętności samoopanowania, w tym samokontroli wybuchów agresji, perfekcyjnej samoobrony, poprawia wydolność organizmu oraz redukuje poziom strachu.

Rozwój ewolucyjny, który można określić drogą egoisty czy sobka, ze względu na identyfikacje z anava, z ego osobowym i stopniowe odkrywanie duchowej natury to droga typowa zorientowana na „mieć”. Droga idealistycznego stawiania na „być”, na rozwój duchowy, to  droga istot mających jeszcze pamięć i  świadomość mocy, miłości i mądrości, wartości duchowych, ale uczących się z różnym skutkiem  przejawiać je w świecie materialnym, to jest właściwa Droga Wojownika Światła, Droga Budo, Wushu i Kalaripayat.

Droga Wojownika jako droga rozwoju duchowego istniała w większości starożytnych kultur i dotyczyła nauki życia i przejawiania mocy i mądrości światła w materii poprzez walkę, ale nie tylko z innymi tylko jako naukę, że życie tu opiera się na walce światła z ciemnością, i polegała na ćwiczeniu się w doskonałości w  życiu ziemskim: opanowywaniu swoich słabości, emocji, iluzji w walce światła z ciemnością najpierw w sobie, a dopiero potem wokół siebie. Wojownik Światła tym różni się od ideału rycestwa średniowiecznego, że rozumie walkę na poziomie wewnętrznym, czyli w swoim umyśle, w emocjach i myślach, oraz to, że walczy i żyje dla dobra, nie tylko dla siebie ale dla dobra powszechnego innych istot i całego świata.


Źródło oryginalnego artykułu



 

Wojownika (Bushi, Kalarpin) cechuje więc nie tylko wojowanie, wygrywanie czy werwa i przebojowość jak się męskim i żeńskim, zwykle zakompleksionym wojusom wydaje. Nie jest to realizowanie jakichś obcych społecznych zasad, moralności, czy zorganizowanej religijności, jak się egoistom i konformistom zdaje, ani też buntownicze rozrabianie pseudo-wojowników. Prawdziwego Wojownika nie pasjonuje więc sama walka z innymi, ani pastwienie się, ani wygrywanie, ani gonienie za sukcesami, ani też sprawdzanie siebie kosztem innych ludzi czy stworzeń, lecz uwalnianie się od tych skłonności w sobie podobnie jak od skłonnościami do bezmyślnej agresji, destrukcji, uleganiu własnej próżności, emocjom, złu, słabości i kompromisom ze złem.

Wojownik Światła to ktoś posiadający i przestrzegający Kodeks Rycerzy Światłości, Kodeks Bushido, Kodeks Wojownika, dla własnego dobra i dla dobra świata, kodeks oparty jednak zawsze na wartościach duchowych: dobru, prawdzie, mądrości, miłości i szacunku wolności. Kodeks Wojownika to przestrzeganie zasad duchowych realizowanych w rzeczywistości materialnej ziemskiej szkoły. Drogą Wojownika, Bushido czy Kalari-Margah jest zatem samodoskonalenie, rozwój zdolności przejawiania światła poprzez wolne i prawe staranie. Wojownik Światła odkrywa Kodeks i jego potrzebę oraz sens przestrzegania go w sobie, w swoim sercu, dla wszystkich wokół, w tym dla swego dobra.

Wojownika Światła cechuje bezkompromisowe trzymanie się zasad dobra, światła, nieagresji, pokoju i prawdy, ale nie jak deski ratunkowej, ani też nie jako uważania się za lepszego, a w prawdziwej wolności od kierowania się intencją lęków, obaw, rywalizacji i oszukiwania się iluzjami. Podstawą dla Wojownika (Bushi, Kalarpin) jest wolność i światło, odwaga i prawda, pokój i dobro. Wojownika cechuje spontaniczny luz, opanowanie i spokój, gotowość i czujność, pewność działania. Bycie Wojownikiem Światła to kierowanie się sprawiedliwością, dobrem, wolnością, światłem, prawdą i dążeniem do pokoju. To kierowanie się sercem, mądrością i intuicją, to stawianie na wiarę, miłość i ufność.

Wojownik (Bushi, Kalarpin) to bezkompromisowy idealista upatrujący w wolnym, samodzielnym i prawym rozwoju boskiego ducha w ziemskiej szkole wszelkie dobro i dobro świata, i o to walczący. Bycie Wojownikiem oznacza dojrzałość duchową czyli poziom świadomości i intencji ponad poziomem ego bez negacji siebie i swoich interesów. Wojownik Światła kocha Światło, miłuje Boskie Światło i potrafi  poświęcać swój czas i energie dla tworzenia Dobra, Sprawiedliwego Ładu Społecznego, Pokoju. Wojownik pasjonuje się grą w życie czyli odkrywanie i urzeczywistnianie swej prawdziwej istoty i przestrzega zasad czyli praw natury, życia i kreacji.

Wojownikiem nie musi być więc ani ktoś ekspansywny, strasznie męski, przebojowy czy wielce znaczący. Wojownikiem może być subtelna, drobna kobieta mająca zdrowe zasady moralne, zasady duchowe, oparte na wewnętrznej dyscyplinie, podążająca duchową drogą opartą na Boskim Świetle. Siłą Wojownika jest hart ducha, wiara i pewność, odwaga z tego wynikająca oraz konsekwencja i determinacja. Wyznacznikiem Wojownika jest dojrzałość duchowa, bo miłość można przejawiać będąc infantylnym mieszczuchem, ale czy jest się wtedy wolnym, mądrym i odważnym? Cechą Wojownika jest trzymanie się duchowych zasad objawionych przez niebiosa, ale i też ciągłe odkrywanie, ciągły rozwój i poznawanie kolejnych tajemnic Ścieżki Wojowników.

Wojownik to ktoś rozwijający i posiadający wewnętrzną Moc w sposób godny, wolny i prawy, silny odwagą i staraniem bez wykorzystywania innych, bez oszukiwania, bez kompromisów z moralnością. Ktoś odważnie trzymający się zasad Ścieżki Dobra i Światła, Prawdy i Mądrości, kierujący się motywacjami świadomymi, pozytywnymi i odpowiedzialnymi, mądrymi potrzebami i intencjami duszy i pragnieniami doświadczania wspaniałości życia. Wojownik Światła to Idealista w dobrym słowa tego znaczeniu czyli bez ucieczki od rzeczywistości w której żyje i bez naiwności wobec praw natury czy zasad życia ziemskiego.

Wojownika pasjonuje gra o Światło gdyż pasjonuje go życie w jego całej pełni, jednak gra oparta na strategii walki dobra ze złem, pasji przygody, realnego doświadczania prawdziwego życia wszystkimi zmysłami podporządkowanymi miłości i mądrości, zachwytowi do genialności i wspaniałości tego życia, świata i całego stworzenia. Wojownik żyje zatem pasją, zachwytem i miłością do Wszechświata (Brahmanda) i wszystkich istot, radością i  wdzięcznością do Stwórcy (Brahman) za życie jak też wdzięcznością do mistrzów i nauczycieli (sensei, shihan, guru, asekha), którymi może być każda duchowo przebudzona czy oświecona istota jaką napotyka.

Wojownika cechuje dzielność, odwaga, bohaterstwo, wytrzymałość, hart ducha, których nie da się ostatecznie złamać w przeciwieństwie do egoisty, będącego właśnie złamanym i pogodzonym z tym załamaniem. Wojownik nigdy nie ulega świadomie, ani marchewce, ani kijkowi jako konieczności choć rozumie, że taka jest natura umysłu i to wykorzystuje w walce z siłami ciemności. I nawet jeśli da się oszukać siłom ciemności to zawsze wraca do swej bezkompromisowości wykorzystując to do nauki życia w tym świecie oraz doskonalenia praktykowanej na co dzień duchowej sztuki walki.

Odwrotnością Drogi Wojownika jest droga pozbawiona wszelkich zasad droga rozbójnika, oparta na  oszustwie, manipulacjach, spryciarstwie dla samego li tylko przeżycia czy wyżycia i wygody. To droga zniewolonego, wystraszonego tchórza oparta na zwątpieniu, lęku, uleganiu świadomie złu, ciemnej stronie mocy w przekonaniu potrzeby obrony siebie tymi sposobami. To egoistyczna, niedojrzała duchowo, piekielna w skutkach droga oparta na życiu w iluzji ego i wszelkich jego ułomnościach i identyfikowaniu się z nimi oraz na zwierzęcych wyobrażeniach o konieczności drapieżnej walki o byt ładnie opakowanych w społecznych normach moralności, zasadach, przekonaniach i nawet absurdalnych wierzeniach.

Wojownik Światła nie zawsze jest chodzącym ideałem, doświadcza wielu upadków i zna ich smak, ale nie robi z tego tragedii i nie traci wiary ani nadziei. Wojownik w swych wolnych poszukiwaniach i odkrywaniu Duszy, Atmana, bywa nieraz pocieszny, nieraz wygląda na szalonego, na dobrego naiwnego prostaczka, ale zawsze jest szczery i autentyczny, wzniosły i przekonujący swym przykładem, wzbudzający nie tylko śmiech, radość ale także zachwyt, entuzjazm i zaufanie. Wojownik zaraża swą pasją, żarem serca, i dlatego jest też uznawany za niebezpiecznego dla zorganizowanych społeczności egoistów oraz tyranów.

Droga egoisty natomiast drogą życia jest przejawianie mieszczańskich słabości, kompleksów, kapitulacji, buntu nieświadomego, życia wiarą w potrzeby kompromisów, uległości i  życia zniewoleniem i wynikającym z niego fałszem, oszustwem, zakłamaniem i zdradą i samooszukiwaniem. To droga niewolnika własnych słabości na czele z lękiem przed prawdą, bólem, śmiercią. Droga egoistycznego życia w ułudzie swego sukcesiartwa, samczego męstwa, kobiecej wyższości, niedojrzałej miłości i gonienia za atrakcjami. To przekonanie o byciu złym z natury i konieczności bycia kontrolowanym zakazami.

Droga egoisty to podludzka droga ewolucyjna, oraz tych istot z zaświata astralno-mentalnego, tak zagubionych, że uznających się za upadłych i niemających odwagi i siły do przyznania się i uporania z tym, żyjących buntowniczą zabawą w przyjemności, nierozumiejących prawdziwej wolności spełniających się poprzez realizacje swych kompleksów, urazów, próżności i podnoszenie jakości próżniaczej zabawy również poprzez zauważenie korzyści i przyjemności w skutkach rozwoju duchowego do którego podchodzą z egoistycznymi motywacjami podobnie interesownie i warunkowo jak do miłości zaspokajającej żądze.

Wojownik to ktoś rozumiejący  najwyższą jakość życia opartego na Świetle i Wolności, Wolności od Uwarunkowań Karmicznych jako wyższą od opartej na zasadzie przyjemności, ale oczywiście zgodnego z zasadą przyjemności. Droga Wojownika to po prostu droga dojrzałości duchowej, zawsze życiowej i zawsze świadomościowej, jednakże to wolność od buntu niedojrzałych egoistów bawiących się w życie jak małe dzieci realizujące swoje kompleksy na czele z kompleksem męskości i kobiecości oraz władczości, i trzymających się razem jak przerażone zwierzątka stadne i nazywających to miłością.

Bronią Wojownika Światła jest cisza i spokój, precyzyjna technika sztuk walki, medytacja, ale medytacja idealistyczna i wzniosła, dla dobra, piękna, wzniosłości i chwały niebios. Najprostsza medytacja dla WOjowników to kontemplowanie naturalnego piękna przyrody. Droga egoisty w końcu też prowadzi do odkrycia korzyści płynących z medytacji, jednak takie intencje egoistyczne to ciągle jest życie buntem i zniewoleniem i robieniem parodii z rozwoju duchowego, który z założenia opiera się na czystych, idealistycznych pobudkach, czyli na wolności od wszelkich pragnień poza życiem Światłem Duchowym.

Wojownikiem można się stać wyłącznie poprzez samodzielne poszukiwania duchowe oparte na szczerych intencjach odkrycia prawdy bez szukania w tym korzyści, prawdy wolnej od tego co osobiście i ogólnie znanej i odkrycie swojej Duszy, Prawdziwej Jaźni. Droga Wojownika wynika ze świadomości, że życie tutaj to walka siła Światła (Dobra) przeciwko agresjom sił ciemności (złu). Wojownik Światła żyje dla osiągnięcia wolności, dla wyzwolenia z karmicznych uwarunkowań i doskonałości duchowej w tym życiu, i dla  zrealizowania potęgi boskiego czy niebiańskiego ducha, a nie dla uwolnienia z materii i od cierpienia jak w  drodze egoisty. Wynika to ze świadomości swojej własnej decyzji zejścia w materie, odrodzenia w świecie materialnym, jak też celu i sensu zejścia i wzięcia odpowiedzialności za to i osiągnięcia z tego najwyższych możliwych korzyści dla rozwoju duchowego.

Jedynie taka świadomość prowadzi do właściwie rozumianego prawdziwego rozwoju duchowego inaczej jest to raczej nauka korzystania z możliwości boskiej Duszy, prawdziwej Jaźni, podporządkowanej przeżyciu i zaspokajaniu pragnień, a dopiero potem poznawaniu mądrości i ewentualnej transcendencji. Sam cel życia jest wtedy nie całkiem jasny, zwykle w jakimś stopniu przejęty od innych jak np. pogląd o ewolucji, o przyjemnościach, podobnie decyzja zejścia uważana jest wtedy za swój błąd, upadek czy wypadek przy pracy. Prawdziwego rozwoju duchowego nie można łączyć z mieszczańskim strachem, marudzeniem, narzekaniem i kompromisami, trzeba wybrać i iść na całość w pewności swej decyzji. Wojownik Światła każdego dnia poświęca jedną lub dwie godziny na intensywny trening technik sztuk walki, pracę z ciałem i medytację.

Droga Wojownika opiera się na odwadze i nieustraszoności, która nie jest brakiem lęku, ale gotowością na spotkanie się z samym sobą, również ze swym smutkiem, strachem, to przekraczanie strachu i otwieranie na całą prawdę o sobie, na stopniowym akceptowaniu swej materialności w sposób mądry, bez ulegania niższym siłom ego, bez poddawania się swej materialności, bez spryciarkiego wygodnictwa. Droga Wojownika ambitnie, samodzielnie szukającego sensu życia i samorealizacji to niesamowita ciągła przygoda i odkrywanie wciąż coś nowego o życiu, ludziach, o sobie, o Bogu i wszechświecie.

Spryciarskie unikanie konfrontacji z przykrymi stronami życia zadowolonego ze swojej przebiegłości egoisty jak każde działanie oparte na strachu okupowane jest sporą ceną, stratą jakości życia i relacji z innymi, odkrywane dopiero po fakcie. Życie jest genialnie urządzone, bo liczy się na każdym kroku Odwaga (Viraga), a każde tchórzostwo słono kosztuje. Życie każdy krok genialnie weryfikuje i to co naprawdę cenne zawsze zawdzięcza się walce, odwadze, bohaterstwu. Prawda zawsze się obroni, a za prawdziwym sukcesem stoi autentyczna Odwaga (Viraga) wolna od mieszczańskich asekuracji. Wojownik to rozumie i nigdy nie cofa się przed prawdą, zdarzeniami życia w jego pełni, z niczego nie rezygnuje z samego asekuracyjnego strachu czy kompromisu z siłami ciemności.

Droga Wojownika wynika więc ze świadomości celu i sensu tego życia materialnego opartego na walce Światła (Dobra) z atakami ciemności (Zła) i sensu samodzielnego wygrania tego życia zgodnie z zasadami prawości poprzez przeistoczenie się na obraz boski. Droga Wojownika rozpoczyna się po osiągnięciu dojrzałości duchowej to jest świadomości wolności od innych, po osiągnięciu zdolności do konsekwentnego realizowania podjętych decyzji i zobowiązań, trwałego dążenia do celu i sensu życia, bez istnienia w zaślepieniu  ego, a w wolności umysłu oraz w wolności ducha i opieraniu się na boskim wnętrzu.

Dojrzałość duchową można osiągnąć poprzez medytacje i praktyki pod kierunkiem żywego mistrza sztuk walki, ale z czystymi, szczytnymi intencjami poznania samemu wszystkiego: Boga, Duszy (Jaźni, Mabui, Rei, Atmana), siebie, celu życia, swej natury itd. Tylko samodzielne odkrycie przez wgląd daje wolność, a więc dojrzałość duchową czyli prawdziwą duchowość, a nie zabawę w odkrywanie w medytacji nowych przyjemności, samych atrakcji jak w podziemskiej drodze ciemności. Bycie Wojownikiem (Bushi, Karpin) to wiara w siłę i potęgę boskiego ducha i innych żyjących boskich Dusz oraz udowadnianie tego swoim postępowaniem. Natomiast bycie egoistą to wiara, że każdy ma mentalność sprzedajnej prostytutki i że każdego można kupić.

Słowiańscy Wojownicy zwani Wojami mają swoją historię, zwyczaje i braterską organizację. Na wyprawę wojenną celem obrony słowiańskiej Ziemi zwoływano Wojów. Wojami byli mężczyźni obowiązani do zbrojnej posługi dla słowiańskiej Ziemi. Do grodów i osiedli wysyłano „wici”. Wici to starodawny słowiański sposób zwoływania Wojowników i Rycerzy na wyprawę wojenną. Początkowo były to pęki łoziny lub powrozów rozsyłane przez króla do najważniejszych urzędników w regionie (wojewodów, starostów, kasztelanów), którzy dalej przekazywali je swoim podwładnym za pomocą posłańców używając systemu sztafetowego. Pęki powrozów były symbolem kary na uchylających się od powinności wstawienia na pospolite ruszenie. W późniejszym okresie wici zostały zastąpione pisemnym listem zwołującym pospolite ruszenie. Najdawniejsze wojsko polskie składało się z dwóch części – drużyny książęcej i pospolitego ruszenia.

Wojowie Słowiańscy podobnie jak Wikingowie zbierali się w grodach ze starostami rodowymi na czele. Nad Wojami z całego państwa obejmował dowództwo książę (kniaź). Celem ułatwienia dowodzenia, wprowadzono podział na dziesiątki i setki, z uszanowaniem węzłów rodowych i władzy starościńskiej. Możniejsi wojowie pełnili służbę konno, łączeni w osobne oddziały jezdne. Stanowili wojskowy orszak księcia. Oręż stanowiły łuki, oszczepy, dzidy, siekiery, młoty i koły. Miecze posiadali zwykle tylko nieliczni. Zbroją ochronną bywały przede wszystkim skóry i szczyty. Szłom (szyszłak czyli hełm) i pancerz z żelaznymi kółkami lub łuskami był rzadkością. Podstawową jednostką taktyczną wojska był: „szyk” – mniejszy oddział bojowy i „legion” – oddział większy. Legion składał się z około 6-ciu szyków, a „szyk” mógł liczyć 100–300 wojowników czyli maksymalnie trzy setki Wojów.

Podstawą armii księcia Mieszka I była drużyna, która liczyła ponad 3 tysiące bardzo dobrze wyszkolonych Wojów Rycerzy. Drużyna Słowiańska jest rodzajem elitarnego Bractwa Wojowników. Drużyna z czasów Mieszka I składa się z oddziału dworskiego, określanego też drużyną „ściślejszą” (bliższą) oraz z drużyny „rozproszonej” (dalszej), rozlokowanej w poszczególnych grodach. Drużyna bliższa dzieli się zwyczajowo na starszą i młodszą. Do starszej należeli możnowładcy, stanowiący grupę doradców księcia (kniazia, władcy), młodszą tworzyli szczególnie młodzi rycerze (nowicjat rycerski), którzy stanowili trzon regularnej armii. Bolesław Chrobry posiadał już 3900 pancernych rycerzy i 13 tysięcy tarczowników (woje posiadający tarcze) rozlokowanych w Poznaniu, Gnieźnie, Gieczu i Włocławku. Dojrzałość duchową uwarunkowaną dawnymi zasługami rycerskimi do podjęcia Ścieżki Wojownika posiada w Polsce od 3 do 20 tysięcy osób, jeśli wszystkie dusze dawnych Wojowników Słowiańskich aktualnie znajdują się we wcieleniach.

Szamani to zwykle starsi wiekiem Wojownicy, którzy drogą ciężkiej pracy, doświadczeń i wyrzeczeń, doszli do osiągnięcia Mocy dzięki której mogą czuć, słyszeć i widzieć dużo więcej niż inni Wojownicy, a także potrafią leczyć i uzdrawiać oraz postrzegać wolę niebios, przyszłe losy ludzi i społeczności. Łączność z Duchami Opiekuńczymi ludzi, gatunków zwierząt, lasów, domów, miejsc, wiosek i społeczności – to początek przejścia Wojownika Światła na Ścieżkę Szamana. Dopiero gdy Wojownik Światłości w pełni opanuje techniki Mocy, pracę energii wewnętrznej (Prana, Qi, Ki, Mana), może rozpocząć kultywowanie Ścieżki Szamana (Maga, Okultysty). Szamani to duchowi Wojownicy Światłości, którzy przywołują bóstwa, wysokie świetliste duchy a także dusze wielkich zmarłych przodków i mają na usługach zastępy światłych duchów opiekuńczych, aniołów. Szaman to Wojownik planu ziemskiego i planu astralno-mentalnego, Wojownik walczący z siłami ciemności także w światach subtelnych.

Szamańska rzeczywistość poszerzona jest o rzeczywistość wyobraźni, wizji i snów, dostępna jedynie nielicznym, tym, którym wrażliwość pozwala dostrzegać rzeczy ukryte przed doświadczeniem ogółu. W tym szczególnym stanie świadomości szamani mogą: przewidywać przyszłość, leczyć nieuleczalne choroby, wpływać na zjawiska i wydarzenia zewnętrzne, mogą chodzić po ogniu, sprowadzać deszcz, oddalać choroby i nieszczęścia. Pierwszym krokiem na drodze do takiego stanu jest umiejętność kontrolowania swoich snów.

„Czasem potrzeba odrobiny szleństwa, by postawić kolejny krok. Wojownik korzysta z tej odrobiny szaleństwa, bowiem ani na wojnie, ani w miłości nie sposób wszystkiego przewidzeć”.

A teraz jeśli chcesz pomyśl: Czy na pewno wiesz już czego chcesz, o co grasz i o co naprawdę warto grać/walczyć? Czy na pewno znasz już jakie są najwyższe stawki i czy warto o nie grać/walczyć? Czy na pewno nie będziesz żałować swoich kompromisów? Czy na pewno wiesz czego naprawdę chcesz? Spokojnie, jeśli będziesz mieć szczere pragnienie i odwagę, napewno się dowiesz!”Imagine, is easy if you try…”.

Funkcjonowanie Wojownika Światła

Wojownicy Światła mają w oczach osobliwy blask, żyją tak, że stanowią część życia innych ludzi. Całe życie potrafią przejść w swoich prostych sandałach o których przyszłe pokolenia śpiewają wzniosłe pieśni. Wojownik Światła potrafi walczyć bohatersko, ale potrafi także mieszkać spokojnie we własnym domu. Choć Wojownik dobrze zna swoje wady i ograniczenia, robi co w jego mocy, by zachować pogodę ducha w trudnych sytuacjach. Ostatecznie, świat zawsze stara się przyjść mu z pomocą, nawet jeżeli wszystko wokół wydaje się temu przeczyć. Wojownik światła często robi rzeczy odbiegające od przeciętności.

Wojownik Światła nie szczędzi sił, by stać się lepszym człowiekiem. W każdym cięciu jego szabli (włóczni czy miecza) odbijają się całe wieki mądrości i ludzkich rozmyślań. Każdy cios ma siłę i celność na miarę wszystkich dawnych Wojowników, którzy do dziś błogosławią szlachetną walkę. Najmniejszy gest w bitwie jest hołdem dla dokonań poprzednich pokoleń. Wojownik doskonali piękno, szybkość i siłę swoich ciosów.


Wszystkie drogi świata prowadzą do serca Wojownika. Zanurza się on bez wahania w rzece namiętności, która przepływa przez jego życie. Wojownik wie, że wolno mu wybrać to, czego szczerze pragnie. Podejmuje więc decyzje z odwagą, bezinteresownością, a czasem – z odrobiną szaleństwa. Akceptuje swoje pasje i raduje się nimi z całego serca. Przekonał się, że wcale nie trzeba wyrzekać się podbojów – stanowią one nieodzowną część życia i napawają radością tych, którzy biorą w nich udział. Jednak nigdy nie traci z oczu rzeczy nieprzemijalnych ani silnych więzi z ludźmi, zacieśniających się z biegiem czasu. Wojownik potrafi odróżnić to, co ulotne od tego, co wieczne.

Wojownik Światła nigdy nie oszukuje; umie jednak zmylić przeciwnika. Żeby nie wiadomo jak się niepokoił, potrafi zastosować w walce odpowiedni wybieg, by zwyciężyć. Kiedy czuje, że jest u kresu sił, sprawia, że przeciwnik ma wrażenie, iż mu się wcale nie spieszy. Kiedy powinien atakować z prawej, przemieszcza swe oddziały na lewą flankę. Jeśli ma zamiar ruszyć natychmiast do boju, udaje, że jest zmęczony i właśnie szykuje się do snu. Jego przyjaciele mówią: „Popatrzcie, gdzieś ulotnił się cały jego zapał!”. Ale on nie przejmuje się tymi uwagami, bowiem przyjaciele nie mają pojęcia o jego taktyce. Wojownik Światła wie czego chce i nie musi niczego objaśniać.

Wojownik Światła nie hańbi swego serca nienawiścią. Kiedy rusza do walki, przypomina sobie słowa Mistrza: „Kochaj swoich bliźnich”, i jest tym słowom posłuszny. Jednak wie, że przebaczać nie znaczy godzić się na wszystko. Wojownik nie może spuścić głowy, bo wówczas traci z oczu horyzont swoich marzeń. Odkrywa, że jego przeciwnicy są po to, by wystawiać na próbę jego odwagę, wytrwałość i zdolność do podejmowania decyzji. Są dla niego błogosławieństwem, ponieważ to wrogowie popychają go, by walczył w imię swoich marzeń czy ideałów. I właśnie to doświadczenie prawdziwej walki dodaje sił Wojownikowi Światła.

To dziwne – myśli wojownik światła. – Spotkałem w życiu wielu ludzi, którzy przy pierwszej nadarzającej się okazji, starają się pokazać to, co w nich najgorsze. Zasłaniają swoją wewnętrzną siłę agresją, a lęk przed samotnością kryją pod maską niezależności. Nie wierzą we własną siłę i możliwości, ale bez ustanku przechwalają się nimi na cztery strony świata”. Wojownik dostrzega tę cechę u wielu mężczyzn i kobiet. Nigdy nie daje się jednak zwieść pozorom i milczy, gdy ktoś usiłuje zwrócić na siebie uwagę. Ale wykorzystuje najmniejszą nawet sposobność, by przezwyciężyć własne wady, bowiem inni ludzie bywają wspaniałym zwierciadłem dla nas samych. Wojownik korzysta z każdej okazji, by stać się mistrzem sztuki walki.

Wojownik Światła walczy czasem z tymi, których kocha. Człowieka, który ma przyjaciół, nigdy nie złamią wichry losu. Ma on w sobie dość sił, by pokonać trudności i iść dalej naprzód. Jednak bardzo często ci, których wtajemnicza w arkana walki okazują mu nieufność i prowokują do pojedynku. Wtedy Wojownik pokazuje na co go stać – kilkoma ruchami wytrąca broń z rąk uczniów, a wtedy znowu powraca harmonia i zaufanie. „Czemu to czynisz, skoro masz tak wielką nad nimi przewagę?” – spytał go pewien wędrowiec. „Ponieważ, kiedy rzucają mi wyzwanie, w istocie chcą ze mną rozmawiać. W ten sposób podtrzymuję z nimi dialog.” – odparł Wojownik.

Zdarza się, że zło podąża śladem Wojownika Światła. Wtedy spokojnie zaprasza je do swojego namiotu. Wojownik pyta zło: „Czy pragniesz zranić mnie, czy raczej posłużyć się tylko mną, by ranić innych?”. Zło udaje, że nie dosłyszało tego pytania. Przechwala się, że zna słabości jego duszy. Jątrzy nie zabliźnione jeszcze rany i wzywa do niesłusznej zemsty. Przypomina, że tylko ono zna subtelne zasadzki i trucizny, zdolne pomóc Wojownikowi pozbyć się wszystkich wrogów. Wojownik słucha uważnie i wypytuje szczegółowo zło o jego zamiary. Po czym wstaje i odchodzi. Zło gadało jak najęte i jest tak zmęczone i tak puste, że nie zdoła pójść za nim ani na krok. Wojownik Światła pozwala złu wygadać się do woli, jednak nie ulega ani jednemu jego słowu.

Wojownik Światła zauważa, że niektóre sytuacje w życiu powtarzają się. Często staje przed problemami, z jakimi już kiedyś się zetknął. Wtedy nawet wpada w rozpacz. Wydaje mu się, że nie uda mu się zrobić kolejnego kroku naprzód, ponieważ trudności i kłopoty znowu powracają. „Przecież już kiedyś przeszedłem przez to samo” – skarży się w duchu. „Co prawda, już kiedyś to przeżyłeś – odpowiada jego serce – ale nigdy tego nie pokonałeś”. Dopiero wtedy wojownik pojmuje, że doświadczenia, które powtarzają się wielokrotnie, mają jeden jedyny cel: nauczyć go tego, czego jeszcze nie potrafi. Pokonać samego siebie i swoje karmiczne nagromadzenia.

Wojownik Światła często robi rzeczy odbiegające od przeciętności. Może tańczyć na ulicy, idąc rano do pracy. Patrzeć nieznajomym prosto w oczy i mówić o miłości od pierwszego wejrzenia. Bronić poglądów, które innym mogą wydawać się śmieszne lub dziwaczne. Wojownik światła pozwala sobie na takie dziwactwa jak obrona wspólnoty, obrona mistrza. Nie lęka się opłakiwać starych smutków ani radować nowymi odkryciami. Kiedy czuje, że nadeszła pora, porzuca wszystko i wyrusza na poszukiwanie przygód, o których marzył. Kiedy odkrywa, że jest u kresu sił, bez poczucia winy porzuca walkę dla jednego czy dwóch szaleństw. Wojownik nie trwoni czasu, by odgrywać role, które chcą mu narzucić inni.

Wojownik Światła bywa czasami niczym woda. Prześlizguje się pomiędzy licznymi przeszkodami, jakimi usłana jest jego droga. Czasami stawianie oporu znaczy tyle, co unicestwienie, więc Wojownik dostosowuje się do okoliczności. Godzi się – bez cienia skargi – by przez góry wiódł go kamienisty szlak. W tym właśnie tkwi siła żywiołu wody. Żaden młot nie jest w stanie jej roztrzaskać, ani nóż zranić. Cięcie najostrzejszej szabli nie pozostawia na niej śladu. Woda w rzece dostosowuje się do rzeźby terenu, nigdy nie zapominając o celu, do którego dąży – o morzu. Nieśmiała u źródła, czerpie powoli siłę z napotkanych potoków, i w końcu nabiera potężnej Mocy.

Wojownik Światła nie boi się uchodzić za szaleńca (wariata). Rozmawia sam ze sobą, gdy nie ma nikogo obok. Ktoś powiedział mu kiedyś, że to najlepszy sposób, żeby porozumieć się z aniołami, a on poszukuje tego kontaktu. Z początku uważa, że to trudne zadanie. Wydaje mu się, że nie ma nic do powiedzenia, że w kółko powtarza to samo, ale nie poddaje się. Każdego dnia rozmawia ze swoim sercem, z boską duszą, z aniołami czy bóstwami. Mówi rzeczy, których nie myśli naprawdę, mówi głupstwa. Pewnego dnia zauważa jednak jakąś zmianę w swoim głosie. Wtedy pojmuje, że przepływa przez niego wyższa mądrość. Wojownik zdaje się szalony, ale to tylko maska.

Wojownik Światła odkrywa niebiańską Drogę w chwili, gdy stawia pierwszy krok. Wita go każdy kamień, każdy zakręt. Rozpoznaje się w mijanych pagórkach i potokach. Widzi cząstkę niebiańskiej duszy w roślinach, zwierzętach i dzikich ptakach. I wtedy, z pomocą Boga i Boskich Znaków pozwala, by jego Własna Legenda wiodła go ku zadaniom, które na niego czekają. Bywają noce, kiedy nie ma gdzie spać, bywają takie, kiedy nie może zmrużyć oka. „Sam postanowiłem pójść tą drogą – myśli wojownik. – A to cena, którą muszę za to zapłacić”. W takim sposobie myślenia tkwi cała jego Moc. To on wybrał ścieżkę niebiańską, którą teraz podąża i na nic zdadzą się skargi.

Wojownik Światła potrzebuje czasu dla Duszy (Jaźni, Atmana). Poświęca go na odpoczynek, rozmyślania, kontakt z Duszą Wszechświata. Nawet w największym ferworze walki znajduje czas na medytację i refleksję. Czasami siada, odpręża się i pozwala, by sprawy toczyły się własnym torem. Patrzy na świat oczami widza, nie usiłuje być ani lepszy, ani gorszy – poddaje się bez oporu nurtowi życia. I po trochu wszystko, co wydawało się skomplikowane, staje się proste, a Wojownik jest szczęśliwy. W kamienie na dnie uderza woda. Wiatr trąca swobodnie trawę na zboczu. Bądź zatem jak trawa z kamienia na wodzie.

Wojownik Światła wie, że nikt nie jest totalnym głupcem, i że każdy może nauczyć się wiele od życia – nawet jeśli wymaga to czasu. Daje z siebie zawsze to, co najlepsze, ale też najlepszego oczekuje od innych. Stara się wydobyć na światło dzienne zalety i umiejętności każdego człowieka. Niektórzy znajomi mówią mu: „Świat pełen jest niewdzięczników!”. Wojownik nie daje się zbić z tropu i nie przestaje dodawać otuchy innym, bowiem to najlepszy sposób, by pobudzać da działania samego siebie.


Wojownik światła dzieli się całym swoim światem z ludźmi, których kocha. Kiedy brak im odwagi, zachęca ich, by spełniali swoje marzenia. W takich chwilach pojawia się wróg z dwoma tabliczkami w dłoniach. Na pierwszej wyryte są słowa: „Myśl więcej o sobie. Zachowaj dla siebie swoje dobrodziejstwa, inaczej wszystko stracisz”. Na drugiej czyta: „Kim jesteś, by dawać rady innym? A może nie potrafisz dojrzeć swoich własnych wad?” Wojownik wie, że ma wady, ale wie również, że nie sposób rozwinąć się w samotności, z dala od przyjaciół. Rzuca więc na ziemię obie tabliczki, nawet jeśli myśli, że zawierają one ziarenko prawdy. Zamieniają się w pył, a Wojownik nadal przychodzi z pomocą bliźniemu w opałach ciemności i zła.

Kiedy Wojownikowi dzieje się krzywda, to zazwyczaj stroni od ludzi, by nie obarczać ich swoim cierpieniem. Jest to postępowanie dobre i złe zarazem. Pozwolić, aby w sercu powoli goiły się rany – to jedno. Natomiast na całe dnie pogrążać się w smutku, z obawy, by nie obnażyć własnej słabości – to całkiem inna sprawa. W każdym z nas zalążkowo istnieje i anioł (światło) i diabeł (ciemność), a ich głosy są bardzo do siebie podobne. Wobec trudności diabeł przekonuje, że łatwo nas zranić, a anioł prosi, byśmy zastanowili się nad sobą, i czasami musi włożyć swoje słowa w usta obcych ludzi. Wojownik utrzymuje równowagę pomiędzy samotnością i uzależnieniem od innych. Wojownik ostatecznie pokonuje wszelkie zalążki ciemności i zła.

Wojownik Światła potrzebuje miłości, duchowych ideałów, wiedzy o praktykowaniu Mocy. Przywiązanie, przyjaźń i czułość są częścią jego natury, tak samo jak jedzenie, picie czy radość walki w imię dobrej sprawy. I jeśli o zachodzie słońca nie czuje się szczęśliwy, znaczy to, że nie wszystko jest z nim w porządku. Wtedy przerywa bitwę i rusza na poszukiwanie kogoś, kto razem z nim obejrzy zachód słońca. Jeśli trudno mu znaleźć przyjaciela, pyta sam siebie: „Czyżbym obawiał się bliskości z ludźmi? A może ktoś obdarzył mnie przyjaźnią i nawet tego nie dostrzegłem?” Wojownik Światła może wybrać samotność, ale nie może paść jej ofiarą.

Wojownik Światła nigdy nie pozostaje obojętny wobec niesprawiedliwości. Wie, że wszystko jest jednością i każde indywidualne działanie ma wpływ na wszystkich ludzi na świecie. Toteż kiedy na jego oczach komuś dzieje się krzywda, sięga po szablę, włócznię lub miecz, by przywrócić ład i porządek sprawiedliwości. Lecz nawet kiedy staje do walki z przemocą, stara się nie krzywdzić napastnika ponad to, co konieczne. Robi bez słowa to, co do niego należy, bo każdy za swoje czyny odpowiada wobec Boga. Wojownik Światła jest na świecie po to, by pomagać swoim braciom w biedzie, nie po to, by ferować bezzasadne wyroki na bliźnich, nie po to aby się pastwić nad złymi czy podpadniętymi.

Wojownik światła rzadko traci nadzieję, ale czasem, gdy zalewa świat fala ciemności traci. Wydaje się wtedy, że wygasł już w nim na zawsze wewnętrzny Ogień. Całymi dniami i nocami tkwi w tym przeświadczeniu i nic nie wzbudza w nim entuzjazmu. Przyjaciele mówią: „Może jego walka dobiegła już kresu?”. Wojownik czuje ból i wstydzi się słysząc te słowa, ponieważ wie, że nie osiągnął jeszcze tego, co zamierzał. Lecz jest uparty i nigdy nie wyrzeka się swojego powołania, walczy dalej. I wtedy, kiedy się najmniej tego spodziewa, otwierają się przed nim nowe możliwości.

Wojownik Światła zasiada z przyjaciółmi przy ognisku, w kręgu Świętego Ognia. Opowiadają o swoich przygodach i zdobyczach. Wszyscy są dumni z życia, jakie wiodą i z walki w imię dobrej sprawy, dlatego każdy nieznajomy, który się do nich dołącza, jest zawsze mile widziany. Wojownik wie, jak ważne jest dzielić się z innymi swoim doświadczeniem. Opowiada z entuzjazmem o swoich perypetiach, o tym jak udało mu się uniknąć zaczepki, jak wybrnął z tarapatów. Kiedy przywołuje swoje przygody, robi to z pasją i romantyzmem. Bywa, że trochę ubarwia swoje opowieści. Pamięta o tym, że i jego przodkowie też przesadzali od czasu do czasu. Dlatego może sobie pozwolić na to samo, pod warunkiem, że nigdy nie pomyli dumy z próżnością, ani nie uwierzy we własną przesadę.

Wojownika Światła opuszcza czasem wiara i nadzieja. Bywają chwile, kiedy znikąd nie widzi nadziei. Pyta swego serca: „Czy mój wysiłek cokolwiek jest wart?”. Ale jego serce milczy. Wojownik musi ocenić to sam. Wtedy szuka jakiegoś przykładu. Przypomina sobie, że i Mistrz musiał przeżyć podobny etap w życiu, by móc w pełni dotrzeć do swego człowieczeństwa i boskości. „Niech mnie ominie ten kielich” – powiedział Jezus. On również utracił wszelką wiarę i odwagę, lecz się nie poddał. Wojownik Światła czasami idzie przed siebie bez wiary. Ale gdy idzie i wiara w nim odżywa.

Wojownik wie, że żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Wie, że nie może walczyć sam. Jakiekolwiek by były jego zamiary, zawsze potrzebuje innych ludzi. Musi z kimś omówić swoją strategię, poprosić o wsparcie, a w chwilach wytchnienia powspominać z kimś bitewne przygody. Jednak nie pozwala nikomu pomylić koleżeństwa z brakiem pewności siebie. Jest przejrzysty w działaniu, lecz tajemniczy w swoich planach. Wojownik Światła tańczy z przyjaciółmi, lecz nie oddaje w niczyje ręce odpowiedzialności za własny los. Wojownik Światła chętnie ćwiczy techniki sztuki walki i rozwój Mocy w gronie przyjaciół.

Wojownicy Światła mają zawsze w oczach osobliwy blask. Żyją na świecie, stanowią część życia innych ludzi, rozpoczęli swoją ziemską podróż bez tobołków i bez sandałów. Często bywają tchórzliwi i nie zawsze postępują tak jak trzeba. Wojownicy Światła cierpią z powodu nieważnych spraw, bywają małoduszni, czasem uważają, że nigdy nie uda im się dorosnąć, albo sądzą, że nie są godni błogosławieństwa czy cudu. Na początku, nie zawsze wiedzą, co właściwie robią na świecie i często spędzają bezsenne noce, myśląc, że ich życie nie ma wcale sensu. Dlatego z czasem stają się Wojownikami Światła, aby walczyć o odsłonięcie celu i sensu życia. Ponieważ się czasem mylą, ponieważ zadają trudne pytania. Ponieważ poszukują celu sensu – z całą pewnością – kiedyś go odnajdą.

Wojownika Światła nie trzeba prosić, żeby dawał. Wiedząc to, niektórzy mówią: „Ten, kto potrzebuje, powinien się o to upomnieć”. Wojownik Światła wie, że wielu ludziom nie udaje się po prostu poprosić o Pomoc. Odkrywa wokół siebie ludzi, których serca są tak spragnione uczucia, że padają łupem złej miłości. Potrzebują oni czułości, lecz wstydzą się to okazać. Wojownik zaprasza ich do Ogniska, opowiada historie, dzieli z nimi swój posiłek i razem zwalczają smutki oraz troski. Nazajutrz wszyscy czują się lepiej. Największymi nędzarzami są ci, którzy patrzą na cudzą nędzę obojętnym okiem.

Wojownik siada przy Ogniu (Agni), by porozmawiać z przyjaciółmi drogi. Nawet jak się czasem pokłócą się, pooskarżają nawzajem, to jednak resztę nocy i tak spędzają w tym samym namiocie. Wnet zapominają o wszystkich miotanych przez siebie obelgach. Od czasu do czasu pojawia się wśród nich ktoś nieznajomy. Niczego jeszcze wspólnie z nim nie przeżyli, pokazał się im tylko z dobrej strony, więc niektórzy dopatrują się w nim mistrza. Wojownik Światła nie porównuje go ze swoimi dawnymi towarzyszami. Mile wita nieznajomego, ale nie ufa mu, dopóki nie odkryje również jego wad. Wojownik Światła nie rozpocznie bitwy, nim całkowicie nie pozna swojego Sprzymierzeńca.

Wojownik skupia się na maleńkich cudach codzienności. Jeśli potrafi w nich dojrzeć to, co piękne, znaczy to, że i on nosi w sobie piękno, bowiem świat jest zwierciadłem, w którym odbija się twarz każdego człowieka. I choć Wojownik dobrze zna swoje wady i ograniczenia, robi co w jego mocy, by zachować pogodę ducha w trudnych sytuacjach. Ostatecznie, świat zawsze stara się przyjść mu z pomocą, nawet jeżeli wszystko wokół wydaje się temu przeczyć.

Wojownik wie, że słowa najistotniejsze w każdym języku, to słowa bardzo krótkie. „Tak”, „Prawda”, „Miłość”, „Honor”, „Bóg”. Takie słowa przychodzą nam najłatwiej i wypełniają olbrzymie przestrzenie pustki. Jednak istnieje inne słowo, też bardzo krótkie, którego wypowiedzenie sprawia wielu ludziom nie lada kłopot: „Nie”. Ten kto nigdy nie mówi „Nie” sądzi, że jest wspaniałomyślny, szlachetny i dobrze wychowany, bowiem „Nie” ma reputację słowa przeklętego, samolubnego i pospolitego. Wojownik stara się nie wpaść w tę pułapkę. Bowiem czasami mówiąc „Tak” innym, można powiedzieć „Nie” samemu sobie. Mówiąc „Tak” złu mówimy „Nie” Dobru. Dlatego jego usta nigdy nie wypowiadają „Tak”, kiedy jego serce mówi „Nie”.

Wojownik Światła wkłada całą duszę w jedno ćwiczenie – bardzo potrzebne na drodze duchowego rozwoju – skupia uwagę na tym, co zazwyczaj wykonuje machinalnie, jak oddychanie, mrużenie oczu czy oglądanie codziennych przedmiotów. Robi to zawsze, ilekroć czuje się zbity z tropu. W ten sposób pozbywa się napięcia i pozwala intuicji działać swobodnie. Wówczas dla niektórych problemów nie do rozwiązania, rozwiązanie się znajduje. Ból, który zdawał się nie do zniesienia, nagle mija. Sięga do tej techniki zawsze, kiedy musi stawić czoła trudnej sytuacji. Każde jedno ćwiczenie polega na wykonywaniu go całą Duszą, całą Mocą!

Wojownik Światła nosi w sobie iskierkę Boga. Dzieli los z innymi Wojownikami, lecz bywa, ze musi samotnie ćwiczyć sztukę fechtunku. Kiedy jest daleko od przyjaciół, staje się jakby gwiazdą na niebie. Rozświetla tę część Wszechświata, która jest mu przypisana, upiększa galaktyki i całe światy dla tych, którzy spoglądają w niebo. Wytrwałość Wojownika wkrótce będzie nagrodzona. Powoli zbliżają się do niego inni Wojownicy, łącząc się w konstelacje pełne symboli i tajemnic.

Kiedy pragniemy czegoś, to cały Wszechświat (Brahmanda) działa na naszą korzyść. Wojownik Światła dobrze o tym wie. Z tego powodu zwraca baczną uwagę na swoje myśli. Za dobrymi intencjami kryją się często uczucia, do których nikt nie śmie się przyznać: zemsta, lęk przed wygraną, przewrotna radość z powodu cudzej tragedii. Wszechświat niczego nie sądzi, on po prostu działa na korzyść naszych pragnień. Dlatego Wojownik ośmiela się zajrzeć w mroczne obszary swojej duszy i próbuje je rozjaśnić światłem przebaczenia. I zawsze bardzo uważa na swoje myśli.

Wojownik wie, że istnieje „zjawisko lawiny”. Często był świadkiem, kiedy ktoś zachował się podle wobec osoby, której zabrakło odwagi, by się przeciwstawić. Z tchórzostwa i żalu ta osoba wyładowywała swą złość na kimś jeszcze słabszym, aż powstawała z tego istna lawina nieszczęść. Nikt z nas nie zna skutków własnego okrucieństwa. Dlatego Wojownik jest ostrożny w szarżowaniu szablą i staje do walki tylko z godnym siebie przeciwnikiem. A kiedy wpada w gniew, uderza pięścią w skałę i rani sobie rękę. Ręka się goi łatwo, lecz dziecko, któremu zadałby ciężkie razy, bo przegrał jakąś potyczkę, pozostałoby napiętnowane na całe życie.

Kiedy nadchodzi chwila rozstania, Wojownik żegna wszystkich poznanych w Drodze przyjaciół. Jednych nauczył jak usłyszeć dzwony zatopionej świątyni, innym opowiedział przy Ognisku koleje swojego losu. Smutno mu na duszy, lecz wie, że jego szabla jest święta i musi być posłuszny rozkazom Tego, któremu poświęcił swą walkę. Tak więc Wojownik Światła dziękuje swoim towarzyszom podróży, bierze głęboki oddech i rusza naprzód pełen wspomnień z niezapomnianej podróży. W ostatniej godzinie Wojownik bez żalu żegna się z tym życiem przechodząc całą swoją istotą do wyższego świata, do świata boskiej Światłości…

Mądrość starego szamana o spóźnialskim Wojowniku

Kiedy Koriba, stary szaman plemienia Kikuju postanowił wybrać swojego następcę, jego wybór padł na młodego Ndemi. Ndemi okazał się bystrym i pojętnym uczniem. Szybko chłonął wiedzę potrzebną szamanowi, nigdy niczego nie zapominał i były szanse, że z czasem poza wiedzą osiągnie również mądrość. Miał tylko jedną wadę: zawsze się spóźniał. Z jednej strony Koriba był rozbawiony i zachwycony pomysłowością dorastającego młodzieńca, który potrafił stworzyć tysiące wymówek dla swoich spóźnień i nigdy się nie powtarzał. Z drugiej strony, jako jego nauczyciel i mentor musiał coś zrobić, by nauczyć go dyscypliny. Opowiedział mu więc historię o wojowniku i dziewczynie.

Młody wojownik zobaczył dziewczynę cudnej piękności i następnego dnia udał się do niej w zaloty. Niestety, po drodze napotkał słonia i musiał się cofnąć. Kiedy dotarł do dziewczyny, inny wojownik ubiegał się o jej rękę. Nasz bohater musiał więc odejść, choć dziewczyna posłała mu zachęcający uśmiech. Mając w pamięci wspomnienie jej uśmiechu poszedł do dziewczyny następnego dnia. Tym razem jadowity wąż zagrodził mu drogę i znowu ubiegł go jego rywal. Trzeciego dnia wojownik długo się zastanawiał, jakimi słowami ma wyznać miłość dziewczynie. Zajęło mu to tyle czasu, że dotarł do niej dopiero pod wieczór, by się dowiedzieć, że jego rywal zapłacił ojcu jego wybranki pięć krów i trzydzieści kóz posagu.

Zrozpaczony wojownik pobiegł do dziewczyny i wyznał jej miłość. Dziewczyna odwzajemniała jego uczucia – niestety, była już przyrzeczona innemu. Wojownik zaczął się usprawiedliwiać, wyjaśniać powody swoich spóźnień, ale usprawiedliwienia, nieważne czy prawdziwe, czy nie, niczego nie zmieniły- stracił to, czego najbardziej pragnął.

Kiedy Koriba skończył mówić, Ndemi od razu zrozumiał jej morał. Ale ponieważ wchodził już w wiek, w którym młodzi butnie kwestionują mądrość starszych i szukają swoich własnych dróg, rozpoczął dyskusję z szamanem. „Koribo”, powiedział „czemu mi po prostu nie powiesz, że jeśli znowu się spóźnię to mnie ukarzesz? Po co te wszystkie historie, które zawsze opowiadasz? Czy nie lepiej mówić wprost czego się chce, zamiast snuć opowieści o mądrych lwach i głupich hienach?” „Nie, Ndemi” opowiedział stary szaman. „Zapomniałeś o czymś bardzo ważnym. Zapomniałeś, że prawdziwą wartością opowieści jest to, że słuchacz także musi coś do niej wnieść.”

Rzeczywiście, słysząc wciągającą opowieść, człowiek nadaje jej pewne osobiste znaczenie – i robi to na poziomie zarówno świadomym, jak i podświadomym. Ważną zasadą wywierania wpływu jest: umysł nie stawia oporu temu, co sam wymyśli. Tak więc gdy opowiadasz komuś jakąś historię, słuchacz nadaje jej własne znaczenie – i nie walczy z tym co sam wymyślił gdy zaczął rozumieć. O ile bezpośrednia rada czy sugestia może wywołać opór u słuchacza, to opowieść lub metafora nie budzi takiego oporu, gdyż ego, umysł podświadomy się nie sprzeciwia temu, co uznaje za własne przemyślenia.

Powstaje jednak pytanie: w jaki sposób możesz się upewnić, że słuchacz zrozumie opowiadaną przez Ciebie historię zgodnie z Twoimi intencjami? Skoro sam nadaje znaczenie Twojej opowieści, to co można zrobić, by to znaczenie odpowiadało Twoim zamierzeniom gdy chcesz go do czegoś przekonać?

Uzbrojenie i wyposażenie Wojowników polskich

Wiemy na pewno, że w obronie swych słowiańskich ziem i w wyprawach wojennych stawali solidarnie wszyscy mężczyźni zdolni do noszenia broni. Stąd pochodzi słowo „wojsko”, oznaczające chmarę ludzi, ogół Wojów. Obok pospolitego ruszenia działającego podobnie jak w okresie przedpaństwowym, którego obowiązkiem była obrona bezpośredniego terenu w razie agresji, pojawiła się drużyna książęca. Władca Słowian utrzymywał drużynę z danin od ludności rolniczej i ze zdobyczy wojennych. Drużyna używana była dla szerzej zakrojonych działań zbrojnych, także ofensywnych. Drużyna była stałą siłą zbrojną przy księciu, kniaziu. Doskonale zorganizowana, zdyscyplinowana, dobrze wyszkolona i liczna drużyna dała pierwszym Piastom zasadniczą przewagę nad innymi ośrodkami plemiennymi. Pozwoliło im to na szybką ekspansję słowiańskiego państwa piastowskiego, a także na prowadzenie wojen z sąsiednimi państwami.

Piechota podzielona była na formacje:

– Piechota strzelcza – wyposażona w ciężkie łuki, oszczepy a czasami proce;

– Tarczownicy – wyposażonych w tarcze, włócznie i topory;

– Najemnicy normandzcy – rycerze najemni pochodzący z Normandii (pół. Francja), wyposażeni w charakterystyczne topory bojowe.

Jazda dzieliła się na:

– Jazda ciężkozbrojną (pancerni) – wyposażona w miecz, topór, włócznię, tarczę, hełm i pancerz

– Jazda lekkozbrojną – wyposażona jak żołnierz ciężkozbrojny z pominięciem pancerza 

Wojsko polskie w czasach początku istnienia słowiańskiego państwa polskiego rzadko staczało bitwy na otwartym polu. Ulubioną metodą walki było wciąganie przeciwnika w zasadzkę, a następnie nękanie go ciągłymi atakami w dzień i w nocy. Metodę tą określa się wojną szarpaną lub partyzancką, wojną podjazdową. Niewiele wiemy natomiast o organizacji wojsk polskich w okresie wczesnofeudalnym. Żołnierze tworzący drużynę otrzymywali od księcia żołd, udział w łupach, uzbrojenie i wyżywienie. Z czasem powstała administracyjna funkcja Wojewody, który w prowincjach dowodził wszystkimi sprawami wojskowymi. Mieczom często nadawano imiona np. miecz Bolesława Krzywoustego zwał się Żuraw a Bolesława Chrobrego Szczerbiec.

W wyniku zmian form walki na terenach polski i sąsiadów w XI i XII wieku doszło do częściowego ujednolicenia form uzbrojenia. Używane w Polsce miecze z tego okresu posiadały długość głowni przeciętnie około 75 cm. Służyły przede wszystkim do rąbania, a sztych był mniej wykorzystywany. Rękojeść zazwyczaj jednoręczna, bogato zdobiona posiadała ciężką głowicę oraz jelec krzyżowy. Głownię zgrzewano w jedną całość z kilku prętów żelaza i stali o różnej twardości i giętkości. Pochwy mieczowe wyrabiano z drzewa oklejonego płótnem i obciągniętego skórą. Na ich dolny koniec nakładano ozdobne metalowe okucie. Miecz był orężem kosztownym, którym posługiwali się głównie drużynnicy i ludzie zamożni.

Powszechnie używano włócznie i topory. Bojową odmianę topora stanowił czekan, mający obuch zaopatrzony w młotek lub kolec. Topory używane przez pieszych osadzano były na dość długim toporzysku, jeźdźcy zapewne używali toporzysk krótszych. Żeleźce topora było stosunkowo niewielkie, a jego przeciętna waga wynosiła około 0,75 kg. Włócznie, zazwyczaj o grocie lancetowatym, przeznaczone były do walki wręcz. Groty z zadziorami należały do rzadkości. Drzewce włóczni, niezbyt grube, dochodziło do około 2 m długości.

Mocno rozpowszechnioną bronią w wojskach był łuk. Surowcem do wyrobu było twarde i sprężyste drewno. Łuk polski należał do łuków typu prostego, o długości około 1–1,8 m. Łuk i strzały noszono lub wożono w futerałach zwanych „łubie” (na łuk) i „tuł” (na strzały). Dobry łucznik strzelał celnie na odległość do 200 m, z szybkością około 12 strzał na minutę. W XII wieku pojawiły się w Polsce kusze. Kusza była mniej szybkostrzelna niż łuk. Miała jednak znacznie większą szybkość wylotową, a stąd – siłę przebicia. Inne rodzaje broni zaczepnej: noże, maczugi i proce odgrywały rolę drugorzędną.

Najważniejszym elementem uzbrojenia ochronnego Wojowników była wówczas tarcza. Konstrukcja jej uległa zmianie. Zamiast imacza (uchwytu) posiadała pasy, umożliwiające zawieszenie jej na przedramieniu. Dłoń Wojownika pozostawała wolna i mogła kierować koniem lub ująć łuk. Zewnętrzną stronę tarczy pokrywano barwnym malowidłem. Do połowy XI wieku używano tarcz kolistych, później weszły w użycie tarcze trójkątne i migdałowate.

Pancerz stanowi najczęściej kolczuga. Plecionka składa się z drobnych kółeczek z drutu żelaznego, z których każde było połączone z kilkoma sąsiednimi. Sporządzenie kolczugi było i jest niezmiernie pracochłonne. Ilość kółek w jednym kaftanie dochodzi do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy sztuk. Waga kolczugi z długimi rękawami i kołnierzem okrywającym szyję wynosi około 10 kg. Obok kolczugi używano pancerzy typu zachodnioeuropejskiego.

Głowę Woja okrywa hełm. To zazwyczaj ozdobny szyszak stożkowaty, zrobiony z czterech połączonych ze sobą nitami czterech blach żelaznych, pokrytych złoconą blachą. Na szczycie znajduje się tulejka na pióropusz łub kitę z włosia. Do ozdobnej obręczy przyczepiony jest kołnierz z kolczej plecionki, okrywający część twarzy i szyję. Były też używane hełmy pochodzenia zachodnioeuropejskiego, stożkowate lub półkoliste, z nosalem chroniącym twarz.

Na wyposażenie jeździeckie składają się m.in. ostrogi i rząd koński. Ostrogi, często ozdobne, nie miały jeszcze charakterystycznych gwiazdek (obrotowych zakończeń do „pobudzania konia”). Rolę bodźca spełniał kolec. Rząd koński stanowiło drewniane, pokryte skórą siodło z żelaznymi strzemionami oraz skórzana uzda z wędzidłem tręzlowym. Konny powinien posiadać także wiadro do pojenia i sierp do żęcia trawy.

Ubiór i wyposażenie wojów nie było jednolite. Piechur czyli tarczownik (clipeatus) uzbrojony był w tarczę, włócznię, topór ewentualnie miecz i łuk ze strzałami. Pancerny (loricatus) – ciężkozbrojny jeździec z hełmem, tarczą i pancerzem, uzbrojony był we włócznię, miecz, czasem topór i w łuk. Pełne obciążenie „pancernego” wynosiło około 30 kg. Na przełomie XI i XII wieku istniała też w wojskach polskich lżejsza jazda, nie nosząca pancerzy. Wojennymi instrumentami muzycznymi są rogi i bębny.

Normanowie w polskiej drużynie książęcej

Wiek X i XI to okres szczytowej aktywności Wikingów w Europie, którzy jako najemnicy odegrali kluczową rolę m.in. w powstaniu słowiańskiego państwa ruskiego, dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i Rosji. Niewykluczone, że mieli swój udział także w ekspansji terytorialnej Polan. Wskazują na to odkrywane na terenie Pomorza, Wielkopolski i Mazowsza cmentarzyska. Udowodniona archeologicznie obecność Normanów w okolicach Poznania i na Ostrowie Lednickim pozwala przypuszczać, że stanowili oni istotny element drużyny kniazia Mieszka I. Dodatkowym dowodem na związki Polan i Normanów jest małżeństwo córki Mieszka Świętosławy-Sygrydy i władcy Szwecji Swena Widłobrodego. Związek ten był zapewne nie tyle pierwszym kontaktem polsko-szwedzkim, co raczej efektem wcześniejszych związków i współpracy. Nie dziwi zatem pewna rycerska wspólnota tradycji Wojów Słowiańskich i Wikingów.

Odżywianie dawnych Słowian i Wojów

Rzymskie przekazy o rosłych barbarzyńcach słowiańskich z połowy I tysiąclecia i ich nadludzkiej sile, zdecydowanie mają poparcie naukowe. Przekazy zakonników wczesnośredniowiecznych podają, że Słowianom znane były tylko 2 posiłki dziennie. Jedzono w drewnianych misach, a nawet na dużych liściach, używano drewnianej chochli do nalewania zupy, a także drewnianych łyżek. Oczywiście nie było sztućców jakie znamy dzisiaj, a jak już były to tylko na dworach lokalnych władców i to w postaci nie takiej jak znamy dziś, a dużego noża do krojenia mięsa czy warzyw i odpowiednika widelca – szpili, porównywalnego do druta do dziergania swetrów czy szalików. Zwykli ludzie najczęściej jedli jednak rękoma czyli normalnie.

Podstawą diety Słowian były oczywiście produkty roślinne, a głównym źródłem węglowodanów było proso. Proso to kasza jaglana, oczywiście odpowiednio wyłuskane ziarna prosa. Kuchnia Słowian opierała się na kaszy i mące. Przodkowie Polaków żywili się w dużej mierze kaszą, polewkami z kaszą czy różnymi wariacjami odnośnie kaszy jaglanej (jagły). Do kaszy dodawana jajka, mleko czy warzywa. Z roślin strączkowych podstawę stanowiły bób, soczewica, groch, fasola. Jadano cebulę i rzepę. Nie uprawiano pietruszki i marchewki, natomiast wykorzystywano rośliny, które dzisiaj są odkrywane dla kuchni wegetariańskiej czy ekologicznej, np. lebiodę (komosę), szczaw i pokrzywę – jako źródło witamin. Ziarno z pól było rozcierane, mieszano je z wodą i w ten sposób powstawał rodzaj bryi, urozmaiconej dostępnymi warzywami – grochem czy kapustą. Ta bryja była podstawą wyżywienia Słowian. Dopiero w XVIII w. została wyparta przez ziemniaki, które zrewolucjonizowały chłopską dietę. Na kamieniach przy ognisku pieczono też proste placki z mąki i wody, czasem z ziołami. Oczywiście spożywano też mięso, jednak stosunkowo rzadko.

Kuchnia naszych słowiańskich przodków żyjących we wczesnym średniowieczu była oparta raczej na prostej diecie składającej się z darów leśnego runa, mleka, miodu, ryb, jaj , potraw mącznych – chleba, pierogów i różnego rodzaju polewek jak np. żur. Potraw z kasz i mięsa – opiekanego, smażonego, gotowanego lub wędzonego. Nasi przodkowie znali także bób, groch, soczewicę, wykę, mak oraz rzepę. Także marchew, ogórki, czosnek, koper, chrzan, szczaw, lebiodę, barszcz, jałowiec oraz orzech włoski i laskowy. Hodowano jabłonie, grusze, śliwy, wiśnie i brzoskwinię. Oraz wiele innych mających udokumentowanie w postaci wykopalisk lub przypuszczeń jak np. kapusta, tykwa, dynia, arbuz czy cebula.

Kasze gotowano w dużych naczyniach, następnie domownicy spożywali ją z tego samego naczynia wszyscy razem. Zawiera ona całą paletę witamin, minerałów, trochę roślinnego białka i dużo węglowodanów, które przez długi czas dostarczały energii potrzebnej do pracy. Pomagała też utrzymać zdrowie przewodu pokarmowego. Zdarzały się też uprawy pszenicy, jęczmienia czy żyta, jednak upowszechniały się dopiero w kolejnych wiekach. Pradawni Słowianie uwielbiali prosto, być może nie ze względu na jego smak, a z powodu łatwości w uprawie, wytrzymałości na warunki pogodowe i dużych plonów. Wykorzystywano mleko kóz i owiec, z tego mleka wytwarzano sery kozie i owcze. Mleko pito raczej rzadko, a jak już to podawano je głównie dzieciom. Mleko kozie oraz owcze dodawano także do kaszy.

W diecie królował także bób i groch oraz soczewica. Te rośliny uprawiano chętnie ze względu na szybsze plonowanie od zbóż i często stanowiły podstawę diety zamiast prosa lub razem z prosem. Zawierają one dużo białka roślinnego, węglowodany i błonnik. Doskonale sprawdzają się w zdrowej diecie do dziś. Słowianie posiadali przydomowe ogródki w których uprawiano takie warzywa jak właśnie bób i groch, ale także ogórki, soczewicę, z czasem poznano kapustę. Na łąkach i w lasach zbierano zioła i inne warzywa jak marchew, seler, cebula czy czosnek. Warzywa dodawano do kaszy i gotowano zupy. Gromadzono także zapasy na zimę.

Zbierano dziko rosnące jabłka, gruszki, porzeczki, a także runo leśne jak maliny, poziomki, borówki czy jagody. Jedzono je raczej na miejscu albo z serami mlecznymi. Stanowiły głównie dodatek, choć czasem zasadzano obok domostwa drzewa owocowe. Głównym olejem w diecie Słowian był olej lniany, wyciskany z nasion lnu uprawianego w przydomowych ogródkach. Olej lniany to bogactwo kwasów omega-3, całkowicie niezbędnych do funkcjonowania mózgu czy gospodarki hormonalnej czy odporności. Kolejny czynnik przemawiający za świetnie zbilansowaną dietą przodków Polaków. Nawet nie wielka ilość oleju lnianego dodanego do kaszy czy sera uzupełniała w błyskawiczny sposób kilkudniowe zapotrzebowanie na kwasy omega-3. Kolejnym źródłem tłuszczy były orzechy, szczególnie orzechy laskowe, znów mamy do czynienia z kwasami omega-3, a także dużą ilością białka. Taka dieta nie mogła nie przynosić rezultatów w postaci zdrowego i silnego organizmu, rozwiniętych mięśni szkieletowych i zdrowego serca.

Cukrem Słowian był naturalny miód, pozyskiwany prosto z lasu, a z czasem z pasiek. Miód był bardzo ceniony ze względu na swój słodki smak, którego brakowało w tamtych czasach. Wytwarzano też z niego napoje alkoholowe (miód pitny). Miód zawiera wiele cennych minerałów i witamin. Z przypraw wykorzystywano głównie zioła, takie jak tymianek, majeranek, mięta, szałwia czy czosnek. Sól była towarem trudno dostępnym i luksusowym. Lokalnie oraz w czasach mniej urodzajnych jedzono takie rośliny jak pokrzywy czy rdest. Niewiele jest dowodów na lokalną hodowlę kur, więc jajka najczęściej pochodziły ze znalezionych gniazd ptaków leśnych.

Słowianie pili głównie zdrową wodę źródlaną, a ich osady zawsze leżały w pobliżu źródełek lub odnajdywano obok nich studnie. Gotowano także rozmaite napary i odwary ziołowe, wielką popularnością cieszy się herbatka szławiowa znana w całej dawnej Europie, także w Grecji, a wśród Słowian najczęściej parzono pokrzywę, lipę, dziurawiec, rumianek i miętę. Piwo było dość powszechnie wytwarzane przez Słowian, a pierwsze wzmianki o tym pochodzą już z VI wieku e.ch. Wytwarzano je z jęczmienia poddanego fermentacji. Niestety piwo to było niezbyt trwałe i łatwo się psuło z powodu braku hermetycznego przechowywania. Piwa nie zaprawiano jeszcze wtedy chmielem. Jęczmień był jednym z najpopularniejszych zbóż, podobnie wyrabiana z niego kasza jęczmienna, która była drugą po kaszy jaglanej, jeśli chodzi o spożycie. Bardzo popularne były placki pieczone lub smażone z mąki jęczmiennej.

Z mięsa jadano głównie dziczyzny czyli wszystkie zwierzęta leśne, od niedźwiedzi, jeleni, saren, turów, dzików po zające, lisy, fretki czy wiewiórki. Żywiono się też ptactwem głównie dzikim. Mięso było najczęściej pieczone, wędzone lub gotowane. Pieczono najczęściej na rożnie bądź zawieszone mięso nad paleniskiem. Jeśli chodzi o zwierzęta hodowlane to były to głównie woły, krowy, kozy i owce. Jeziora i rzeki w czasach przodków kniazia Mieszka były pełne rozmaitych ryb. Jeśli Słowianin wyruszał przygotowany do rybołówstwa to na pewno nie wracał z pustymi rękoma. Większość osad była położona blisko zbiorników wodnych czy rzek, tak więc praktycznie każdy kto chciał miał wodne stworzenia w swojej diecie. Ryby pieczono lub wędzono. Pieczono na rożnie bądź nabite na zaostrzony kij i trzymane nad ogniskiem. Jedzono wszystkie ryby rzeczne, które i teraz występują w naszych wodach.

Badacze okresu wczesnego średniowiecza nie mają wątpliwości, że dawni Słowianie ochoczo zakładali i uprawiali ogrody z rozmaitymi roślinami, warzywami i drzewami owocowymi, a także z ziołami i kwiatami. Jak Słowiańszczyzna długa i szeroka nasi przodkowie zakładali ogrody w pobliżu domostw, tam gdzie była dostatecznie wysoka wilgotność oraz często odgradzali je, co świadczy o wysokiej wartości ogrodowych upraw. U dawnych Słowian kradzież plonów z ogrodu była surowiej karana niż kradzież plonów z pola! Słowiańskie ogrody służyły głównie do uprawy warzyw, roślin ‚technicznych’ takich jak len i konopie na włókno, czasem także kwiaty a lokalnie także zboża np. jęczmień czy proso. Badania z obszaru współczesnego Podlasia i Biskupina datowane na okres VI – V wieku p.e.ch., dowodzą, że uprawiano także bób, groch i mak. We wczesnym średniowieczu na słowiańszczyźnie uprawiano także: bób celtycki, bobik, groch zwyczajny, soczewicę jadalną, soczewicę, marchew zwyczajną, ogórek siewny, rzepę, pasternak, wykę siewną, wykę czteronasienną, kolendrę siewną, koper ogrodowy, chmiel zwyczajny oraz mak lekarski. Badania w Gnieźnie, Poznaniu i Opolu wskazują, że pestki ogórka jako jarzyny pochodzą już z VIII wieku e.ch. We wczesnym średniowieczu pojawiły się w rodzimych ogrodach takie jarzyny jak seler zwyczajny oraz pietruszka zwyczajna, co potwierdzają znaleziska z Wolina.

Czarnuszka siewna, jako jedna z przypraw, była hodowana na terenie całej Polski, a przynajmniej w bardzo wielu miejscach Polski. Smak czarnuszki jest dziś używany przy robieniu bułek, chlebów i serów. Szarłat siny występował na terenie Europy już od neolitu, a  Polsce stał się popularny ponownie w XIII wieku co potwierdzają znaleziska z Gdańska, Elbląga, Wrocławia i Ostrowa Tumskiego we Wrocławiu. Z kolei w Krakowie na Wawelu zachowały się nasiona w warstwach datowanych na X – XII wiek. Nasiona szarłatu, oczyszczone poprzez odwiewanie, mogą być mielone na mąkę a pędy i liście gotowane lub – bardzo młode – jedzone na surowo. Wśród rodzimych ogrodów nie brakło cebuli, oprócz której hodowano także buraki, kapustę, tykwę, arbuzy (według J. Kostrzewskiego zwane „dyniami”) oraz kminek zwyczajny, również znaleziony na Wawelu w warstwach z XI – XII stulecia. Bardzo ważna dla naszych przodków była również uprawa rzepy, którą określa się mianem jednego z podstawowych składników diety dawnych Słowian. Aż do XIX wieku znaczenie rzepy było porównywalne z późniejszym znaczeniem ziemniaka. Potwierdzają to m.in. wykopaliska z Wolina datowane na IX – X wiek.

Z roślin przemysłowych uprawianych przez dawnych Słowian należy wyliczyć przede wszystkim cenne włókna, służące do wyrobu tkanin i powrozów pozyskiwane z lnu zwyczajnego i konopi siewnych. O popularności lnu we wczesnym średniowieczu na ziemiach polskich świadczyć mogą odkrycia z Biskupina natomiast konopie, znane już przez Scytów, były wykorzystywane do obrzędów religijnych i pogrzebowych z uwagi na swe niezwykłe właściwości. Uprawę konopi we wczesnym średniowieczu potwierdzają również ruskie źródła pisane oraz znaleziska archeologiczne datowane na początek XI wieku z Gniezna. Olej z maku, lnu i konopi wytłaczano początkowo w drewnianych stępach a później w specjalnych prasach. Bardzo prawdopodobne jest, że w XI wieku na Rusi używano do tego celu pras kamiennych, przypominających swoją konstrukcją żarna rotacyjne do mielenia zboża.

Cechą charakterystyczną dla słowiańskiej techniki kulinarnej było i jest konserwowanie żywności poprzez kiszenie. Określany mianem staropolskiego bigos powstaje z kapusty kiszonej. W ten sam sposób przez kiszenie konserwowano także ogórki, liście barszczu zwyczajnego czy szczawiu. W przydomowych ogródkach Słowianie uprawiali: koper, kminek, kolendrę, chmiel, a także nawet czarnuszkę, które służyły za wyśmienite przyprawy. Na łąkach mogli znaleźć m.in. czosneczek pospolity i tobołki polne (o smaku zbliżonym do czosnku), dzięgiel leśny (o smaku zbliżonym do anyżu) i biedrzeniec większy. Amatorzy ostrych smaków mogli sięgnąć po chrzan, rdest ostrogorzki lub gorczycznik pospolity. Nie należy także zapominać o: macierzance (niesprawiedliwie nazywanej ubogą krewną tymianku), wszystkich odmianach mięty, jałowcu, gorczycy i lebiodce pospolitej (zwanej dzikim majerankiem).

Już w VI wieku źródła bizantyjskie wspominały o plemionach słowiańskich „które mają wielką ilość bydła i plonów złożonych w stogach, a przede wszystkim prosa i beru”. Oprócz tych dwóch uprawiano na mniejszą skalę: pszenicę, jęczmień, owies i żyto. Słowianie jedli dużo nabiału: masła, twarogu, śmietany, maślanki i serwatki. Daniami, które zdecydowanie dominowały w menu dawnych Słowian, były bryje i kluski. Bryje, jak sama nazwa wskazuje, były rzadkimi brejami sporządzanymi z gotowanej śruty zbożowej lub mąki gotowanej w lekko osolonej wodzie, gdy bardzo rzadkie stwały się przysłowiowymi polewkami. Taką apetyczną wówczas papkę – w zależności od gustu domowników – doprawiano miodem, owocami lub makiem (kutia). Nierzadko także kraszono słoniną, masłem klarowanym  lub skwarkami. Kluski przyrządzano podobnie jak bryje, a różnica tkwiła w gęstości, gdyż kluski były na tyle zwarte, że dało się je kroić tak jak ugotowaną zastygłą kaszę manną lub kaszkę krakowską.

Współcześni pierwszym Piastom często posilali się różnego rodzaju kaszami, a najczęściej spożywano uzyskiwaną z prosa kaszę jaglaną, która wróciła do łask także w początkach XXI wieku. Drugi w rankingu kasz był jęczmienny pęczak bardzo popularny aż do XIX wieku. Pozostałe gatunki ówczesnych zbóż były rzadsze upowszechniły się na masową skalę w naszej diety później. Jeśli mowa o zbożach to należy wspomnieć także o pieczywie, gdyż nasi przodkowie na co dzień jedli podpłomyki i chleb na zakwasie. Od święta, na przeróżne słowiańskie ceremonie przyrządzano kołacze. Pewne jest, że dodawano do kołacza miodu, co czyniło jego smak znacznie bardziej wyrafinowanym. W większości spożywano na słowiańsszczyźnie dania, które rekomendowałby każdy współczesny dietetyk, gdyż  zawierały mało tłuszczu, śladowe ilości cukrów i na ogół były lekkostrawne. Dziś wiele podstawowych składników kuchni dawnych Polaków jak kasza jaglana czy amarantus wraca do łask.

Zbierano wszystko co dało się zjeść, począwszy od jadalnych części drzew, pędów, bulw czy liści takich roślin jak lebioda, szczaw, pokrzywa i barszcz a w czasach trudnych, podziemne części perzu – także bardzo pożywne. Ponadto zbierano chrzan, chmiel, a także zioła: mak, chaber, tasznik, ognichę, łopuchę. Powszechnie zbierano także łodygi skrzypu czy mączaste nasiona traw i ziół jak groch, gryka czy inne zboża. W sezonie letnim powszechnie przeszukiwano okoliczne lasy w celu pozyskania jadalnych jagód, borówek, żurawiny, jeżyn i malin. Słowianie zbierali i zjadali sporo grzybów pod różnymi postaciami, często suszyli by mogły być przechowywane przez dłuższy czas. Wśród drzew owocowych dominowały jabłonie, śliwy, wiśnie, czereśnie, grusze, orzech włoski, rzadziej brzoskwinie. W latach nieurodzaju i głodu gotowano kasze z rdestu, szarłatu i ziarna komosy, a dla zwiększenie ilości jedzenia w nieurodzajnych latach dodawano żołędzie i brukiew. W średniowieczu pito wodę, wywary ziołowe, mleko, zsiadłe mleko, serwatkę i maślankę. Warzywa słowiańskie takie jak Skorzonera (wężymord), salsefia (kozibród), topinambur, pasternak w XIX wieku zostały zepchnięte do podziemia, chociaż są bardzo pożywne i dobre dla zdrowia.

Żur na zakwasie, barszcz i zielona bryjka dominowały w jadłospisie plemion zachodniosłowiańskich zamieszkujących w VIII-X wieku obszar Kotliny Chodelskiej – ustalili naukowcy z Katedry i Zakładu Bromatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jak informują badacze do przyrządzania tych potraw używano m.in. liści barszczu zwyczajnego (Heracleum sphondylium), mniszka lekarskiego (Taraxacum officinale), pokrzywy (Urtica dioica), szczawiu (Rumem acetosa) czy rdestu wężownika (Polygonum bistorta). Ze słowiańskich napojów pijemy oskółkę i kwas chlebowy.

Wielką rewolucję uczyniła przybyła wraz z tatarami w XIII wieku kasza gryczana nazywana także kaszą tatarską. Dietę naszą wzbogaciły niektóre warzywa rozpowszechnione szerzej przez królową Bonę skąd przyjęła się ich nazwa – włoszczyzna. Lecz całkowitym królem przede wszystkim polskiej kuchni został sprowadzony na dwór Jana III Sobieskiego ziemniak przywieziony z Peru przez hiszpańskich żeglarzy.

Wojownicy dawnych Słowian na swoje wyprawy oprócz wody w bukłakach i zapasu ziół do leczenia ran i kontuzji, musieli mieć produkty suche i suszone, takie, które nie ulegały zepsuciu, były łatwe do przewożenia. Jeśli było to możliwe korzystano z polowań na bieżąco, jednakże wojsko zawsze musi mieć stosowne zapasy na każdą wyprawę wojenną.

„Kołacz musiał być na tyle duży, by starczyłogo dla wszystkich. Można się było nawet za nim schować.”

„Przestając na pokarmie prostym, jaki rodzinna wydawała ziemia (…) zaspakajał pragnienie wodą, a głód zbożem, mięsiwem, rybą, mlekiem, miodem i jarzyną.” – pisał kronikarz Jan Długosz.

„Żyjmy jarszczyzną, a nie trupizną!” – przysłowie staropolskie.


LINKI

Tradycyjne KARATE Shorin Ryu z Okinawy 

http://lalitamohan-himawanti.blogspot.com/2016/04/karate-tradycyjne-shorin-ryu.html

Podstawy treningu Karatedo 

http://lalitamohan-himawanti.blogspot.com/2014/01/zasady-treningu-karate.html

Dojo (Dodźo) w sztukach walki wschodu

http://lalitamohan-himawanti.blogspot.com/2015/08/dojo-w-sztukach-walki-wschodu.html

Shobu-Aiki-Do – Sztuka Walki Aiki Budo

http://lalitamohan-himawanti.blogspot.com/2015/09/shobu-aikido-sztuka-walki-aiki-budo.html

Prana – Ki – Qi – Qigong/Chi kung – Energia w Sztukach Walki

http://lalitamohan-himawanti.blogspot.com/2014/02/qigong-czyli-chi-kung-prana-i-hatha-joga.html

 

Jedna myśl nt. „Droga Wojownika Światła i Woje Dawnych Słowian

  1. Co za słodkie pierdzielenie …😀

    Aha, poprosiaczkowali wam się najemnicy z Normandii z najemnikami ze Skandynawii: to ci drudzy służyli pierwszym piastom. Ci pierwsi mieli wtedy inne sprawy na głowie.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s