Drzewianie z Wędlandu – germanizacja Słowian Zachodnich

Łużyczanie Połabianie


Wspomnienie o Słowianach Połabskich (Drzewianach). „Po mnogich zaś latach siedli byli Słowianie nad Dunajem, gdzie teraz ziemia węgierska i bułgarska. I od tych Słowian rozeszli się po ziemi i przezwali się imionami swoimi, gdzie siedli na którym miejscu […] Także ciż Słowianie przyszedłszy siedli nad Dnieprem i nazwali się Polanami, a drudzy — Drewlanami, dlatego że siedli w lasach …” – Kronika Nestora.

Słowianie. Powyższy tekst choć opisuje Drewlan ruskich mógłby równie dobrze dotyczyć Drzewian połabskich. Ich dawne siedziby także rozsiane były wśród nie byle jakich lasów. Jeszcze dziś można to sobie wyobrazić przemieszczając się przez Wendland, gdzie w przeciwieństwie do wielu niemieckich krain zajętych przeważnie przez uprawne pola, łąki i sady,  lasy zajmują wciąż znaczne przestrzenie. Autostrada z Hamburga kończy się tuż przy Lüneburgu czyli na samym skraju dawnego obszaru zasiedlenia Słowian, a dalej prowadzą już tylko zwykłe drogi; wprawdzie porządne lecz wąskie i tylko z lekka obciążone ruchem. Poza Dannenbergiem i Lüchowem większych ośrodków miejskich brak a w krajobrazie dominują niezbyt duże i zwykle oddalone od szos wsie.

Dawnymi czasy przeprawa przez kraj Drzewian musiała przypominać prawdziwą egzotyczną ekspedycję. Przepastne bory, bagna, liczne strumienie i trzęsawiska oddzielały niewielkie osady jedna od drugiej. Zamieszkiwał je lud słowiański, którego przybycie w te okolice nastąpiło – wg opinii uczonych – pomiędzy VIII a X stuleciem. W sytuacji zagrożenia chłopi, rybacy i  bartnicy  chronili się do specjalnie przygotowanych na taką okoliczność grodów. Pozostałości umocnień odkryto do tej pory wzdłuż rzeki Jeetzel (Jasnej?) oraz nad zachodnim brzegiem Łaby. Odkopane ślady domostw nie wskazują za to na jakąś szczególną  koncentrację osadnictwa wiejskiego. Przeciwnie, potwierdzają  dawne spostrzeżenia, że siedliska ludzkie aż po wiek XII rozrzucone były dość chaotycznie po całym omawianym terenie. Dodać trzeba, iż od osad germańskich sąsiadów osady załabskich Słowian różniły się m.in. tym, że liczyły zwykle kilka domostw przeważnie zwróconych „czołami” do środka (tzw. okolnice). Doskonale ilustruje to znacznie późniejszy lecz zachowujący dawne schematy plan wsi z późnego średniowiecza.


Źródło oryginalnego artykułu




Zdjęcie nr 1 :  Wieś wendlandzka Püggen (XX wieku)



Rys. 1 : Plan wsi drzewiańskiej z XIV/XV w.


Z najwcześniejszego okresu brak znaczniejszych znalezisk , które pozwoliłyby na dokładniejsze określenie poziomu oraz charakteru kultury materialnej słowiańskich mieszkańców Wendlandu. Wykopaliska datowane na XI stulecie umożliwiły przykładowo rekonstrukcję wczesnośredniowiecznego domostwa drzewiańskiego. Przypominać miało ono w swym kształcie klasyczny namiot, którego boki zamiast tkaniny tworzyły grube warstwy wysuszonej trzciny umocowane na szkielecie wykonanym z drewnianych bali. Znaczna część chaty miała być zagłębiona w ziemi. Uzyskiwano dzięki temu oszczędność ciepła w zimie i przyjemny (?) chłód w skwarne dni.  Ścianę przednią i tylną dodatkowo uszczelniano gliną i mchem.

Rys. 2 : Chata drzewiańska  z pocz. XI w.


Materiał archeologiczny (resztki narzędzi, naczyń itd.) zchronologizowany na XIII w. dowodzi nikłych wpływów germańskich na stylistykę, ornamentykę i ogólny charakter rzeczy używanych w życiu codziennym oraz sposób ich wykonywania. Jak się wydaje decydujące znaczenie miał tu fakt, że aż do XIV stulecia ziemie Wendlandu wolne były od znaczniejszego napływu kolonistów z krajów północnoniemieckich. Główne bowiem fale chłopów germańskich kierowały się od drugiej połowy XII w. na ziemie Wagrii, dzisiejszej Meklemburgii, Brandenburgii i Łużyc. Potem przyszła kolej na Pomorze Zaodrzańskie i Środkowe, a także tzw. Nową Marchię i Śląsk. W okresie gdy ostatnie większe grupy mieszczan i chłopów z Zachodu osiadały w państwie Zakonu Krzyżackiego  część Wendlandu poczęły zasiedlać rodziny przybywające z Saksonii, Szlezwiku, Frankonii i Holandii.

Od tego mniej więcej  czasu poczęły  następować znaczące zmiany w życiu Drzewian. Polegały one na wzroście  znaczenia uprawy zbóż, upowszechniła się hodowla/chów krów, kóz i owiec, pojawiły się pierwsze bardziej skomplikowane urządzenia gospodarcze (np. młyny wodne), zmalała rola dziczyzny w menu ludności, domostwa rozrosły się i „wygrzebały”  z ziemi. Trudno orzec jaki udział we wspomnianych przemianach miał przykład kolonistów, a jak wiele zawdzięczali słowiańscy mieszkańcy Wendlandu własnemu doświadczeniu, pomysłom i przemyśleniom. W każdym razie postęp w zakresie szeroko rozumianych : kultury i gospodarki nastąpił. Wciąż jednak tradycyjne formy gospodarowania miały się całkiem dobrze. Rybołówstwo i bartnictwo nie utraciły swego znaczenia, a narzędzia gospodarskie utrzymywały starą formę. Wprawdzie gospodarka towarowa została pod wpływem miast znacznie ograniczona na rzecz gospodarki pieniężnej, ale wymiana dóbr na zasadzie towar za towar (np. zboże za miód) nie stała się czymś wyjątkowym.

Rozwój, choć powolny, trwał przez następne trzy stulecia. Dopiero rok 1618 stał się cezurą, od której rozpoczął się kilkudziesięcioletni regres. Wojna Trzydziestoletnia przyniosła prócz innych negatywnych skutków znaczne cofnięcie się poziomu kultury gospodarczej. Ogromne zniszczenia, pożary, rekwizycje, kontrybucje, przemarsze różnojęzycznych wojsk i epidemie spowodowały, że dopiero pod sam koniec XVII w. możemy mówić z pewną ostrożnością o powrocie gospodarki do stanu sprzed wojny. Kolejne stulecie to czas „lizania ran” i naporu nowoczesności. Objawiało się to poprzez generalne upowszechnienie narzędzi żelaznych, powstawanie we wsiach drzewiańskich potężnych warsztatów kowalskich, kołodziejskich, bednarskich i innych. Domostwa otrzymały kształt i wygląd przetrwały do dziś (zob. zdjęcie nr 2 i 3). Poczęto uprawiać len na skalę prawie przemysłową, hodowano duże stada owiec z przeznaczeniem na produkcję wełny, wiele nieużytków zamieniono na pola ziemniaczane.  Gotowe wyroby i półprodukty sprzedawano do  miast, w których odbywały się regularne targi, a kupcy tłumnie nawiedzali swych wendyjskich dostawców. Ostateczne odejście od starożytnych tradycji gospodarowania nastąpiło wraz  z dziewiętnastowieczną akcją melioryzacji, dzięki której powiększono obszary zdatne pod uprawę  zbóż  oraz innych roślin uprawnych. Stworzono wtedy także z grubsza sieć istniejących do dziś dróg, ułatwiając tym samym   docieranie do nawet najbardziej zapadłych osad i stawiając pierwszy krok na drodze do przekształcenia Wendlandu w „zagłębie” turystyczne.

Zdjęcie nr 2 : Wieś wendlandzka (1865 r.)

Zdjęcie nr 3 : Lübeln ( 2004 r.)


Jak przebiegały polityczne dzieje obszaru ? Otóż, nie możemy przyjąć bezdyskusyjnie jednej wersji zdarzeń dotyczącej najwcześniejszego okresu w historii Wendlandu. Nie jest bowiem pewne czy Słowianie pojawili się na omawianych ziemiach jeszcze przed ekspansją państwa Franków za Karola Wielkiego czy też przekroczyli Łabę w jakiś czas po   śmierci tegoż władcy. Zagadnienie jest o tyle ważne, iż wczesne przybycie Słowian do Wendlandu wskazywałoby na spontaniczną i dobrowolną akcję osiedleńczą (być może nawet zdobywczą). Natomiast późne zasiedlenie oznaczać może skutek planowego czy raczej celowego osadzania słowiańskiej ludności przez feudałów saskich. Jakby nie było  pierwszą wzmiankę dot. Drzewian znajdujemy w przywileju Henryka II z roku 1004. Prawdopodobnie zależność od państwa niemieckiego nie była początkowo zbyt uciążliwa i ograniczała się do płacenia trybutu, pewnych świadczeń na rzecz instytucji kościelnych oraz formalnej (?) chrystianizacji. W roku 1145 władzę nad Krajem Słowian obejmują hrabiowie lüchowscy, którzy kontynuowali wobec swych poddanych kurs obrany w poprzednich stuleciach. Powstawały co prawda umocnione ośrodki władzy jak Dannenberg (ok. 1153 r.) czy Lüchow (XII w.), ale pełniły one rolę „posterunków policyjnych” i „urzędów skarbowych”. Wspomniani hrabiowie nie prowadzili też jakiejś znaczącej akcji kolonizacyjnej czego skutkiem było utrzymanie substancji słowiańskiej na większości terytorium. Wraz z przejęciem władzy przez Welfów (ok. 1317) sytuacja uległa znaczącej odmianie. Wspomniana wyżej kolonizacja na prawie niemieckim objęła znaczne obszary. Jakkolwiek osadnictwo chłopskie objęło  tereny pogranicza słowiańsko-germańskiego to ośrodki miejskie powstawały w centrum ziem Drzewian. Zwykle skupiska ludności germańskiej o charakterze miejskim koncentrowały się wokół zamków i warowni z wolna nabierając typowo miejskiego charakteru z wszelkimi atrybutami urbanistycznymi, prawnymi i gospodarczymi.  Ludność Wendlandu doświadczała losu pozostałych ziem Rzeszy. Były więc okresy wojen, prosperity, moru, nieurodzaju , przekształceń politycznych … W końcu w roku 1866 Wendland stał się częścią Prus.


Zdjęcie nr 4 : Rekonstrukcja wnętrza domu drzewiańskiego z końca XVII w (2004 r.)


Słowianie z  Wendlandu  stanowili pewnego rodzaju ewenement w dziejach Słowiańszczyzny Połabskiej. Gdy ostatni zwrot słowiański gasł bez odpowiedzi w Meklemburgii czy w państwie brandenburskim mowa ojców wciąż rozbrzmiewała w okolicach położonych znacznie dalej na zachód. W Bielicach (Belitz), Bytowie (Beutow), Jabłoni (Jabel), Kleniu (Klennow), Krzemieniu (Kremlin), Małomyślu (Mammoißel), Predołach (Predöhlsau), Łące (Lensian), Ręce (Reetze), Sutyniu (Süthen), Wołczkowie ( Volzendorf) oraz wielu innych wsiach i osadach Wendlandu w czasie naszych wojen kozackich ludność na co dzień posługiwała się mową ojców. Jeszcze w XVI stuleciu podobnym językiem porozumiewali się mieszkańcy krainy Dertzink w południowo-zachodniej Meklemburgii, Przegnicy w Marchii Brandenburskiej oraz część ludności Starej Marchii (Altmark) lecz w wiek XVII  na zachód od Odry ze swą mową – poza Serbołużyczanami – wchodzili już tylko Drzewianie.

Na szersze rozpatrywanie przyczyn upadku żywiołu słowiańskiego brak nam w tym miejscu czasu, ale kilka słów  ku pamięci Drzewian jesteśmy gotowi skreślić.

W wyniku badań ustalono, że omawiane przez nas terytorium dzieliło się ze względu na specyfikę etniczna i językową na kilka mniejszych obszarów. Zajmowały je takie grupy lokalne jak: Dolanie, Droganie, Zagoranie, Krywicze. Prawdopodobnie dawne regionalne podziały w zakamuflowanej  formie egzystowały aż do początków XX w. kiedy to istniało 8 okręgów naprawy dróg : Górna i Dolna Drawenja, Gain, Noring, Lemgow, Haiden, Bröcking, Lucje i Schweinmark. Dla zobrazowania wielkości terytorium dodamy, że u schyłku XVI i w początkach XVII stulecia Drzewianie zajmowali obszar porównywalny z nieco więcej niźli trzema wyspami Wolin, a w tymże czasie ich populacja liczyła od 12 000 do 15 000 osób (ponad 120 wsi + częściowo mieszkańcy miast).

Biorąc pod uwagę fakt, iż wcale nie liczniejsi fińscy Liwowie zamieszkujący dzisiejszą Łotwę przetrwali w obcym otoczeniu do dziś można by  pokusić się o twierdzenie, że tych kilkanaście tysięcy ludzi miało także szansę przetrwać do czasów współczesnych. Stało się jednak inaczej. Dlaczego? W celu uzyskania odpowiedzi musimy cofnąć się o dobrych kilkaset lat. Wiemy mianowicie, że do XIV w. ziemie Drzewian znajdowały się właściwie pod całkowitym panowaniem Słowian. Ziemia uboga, bogactw naturalnych brak, główne szlaki handlowe przebiegają w znacznej odległości  (prócz szlaku z Hamburga do Lipska), położenie kraju po podboju Obodrytów i Wieletów straciło swe znaczenie strategiczne. Dodatkowo, o ile wiemy, Drzewianie nie stawiali mocnego oporu zdobywcom saskim i nie stali się już w średniowieczu poddanymi władców Brandenburgii. Uchroniło ich to od eksterminacji, która stała się udziałem Wagrów i Stodoran. Mimo to wraz z nadejściem epoki miast dobry los odwrócił swe oblicze od tej grupy Słowian załabskich. Wzrastające w liczbę, bogactwo i znaczenie mieszczaństwo ówczesnej Europy,  w tym i Niemiec, pilnie strzegło swych praw. Niejeden hrabia, graf czy książę połamał sobie zęby na konflikcie z tą grupą społeczną.

W toku zmagań ze światem feudalnym mieszczaństwo wypracowało pewien system solidarności grupowej. To co miejskie jest  moim światem, a to co za murami jest obce i wrogie. Takie zachowanie służyło nie tylko komfortowi psychicznemu, ale także – a może przede wszystkim – interesom prowadzonym przez mieszczan. Ofiarami takiego rozwoju wydarzeń stali się także Drzewianie, którzy za sprawą przepisów wydawanych przez rady miejskie (często w porozumieniu lub za zgodą lokalnego władcy) zostali odcięci prawie całkowicie od korzyści płynących z pełnoprawnego uczestnictwa w życiu miast. Wolny dostęp do życia miejskiego mógłby w konsekwencji doprowadzić do podniesienia poziomu zamożności, kultury i obycia. Tak się jednak nie stało. Już w roku 1409 rada miejska Lüneburga odmawia obywatelstwa miejskiego Wendom (Drzewianom), a w 1421 r. w Salzwedel wykluczono Słowian od udziału w ważnej części stowarzyszeń i cechów.

Jak się zdaje  odgrodzenie Słowian od mikroświatów miejskich w owym okresie spowodowane było głównie zazdrosnym strzeżeniem przywilejów i praw mieszczan czyli działo się to głównie z powodów ekonomicznych. Niechęć narodowa zapewne występowała, ale w dużo mniejszym natężeniu niźli w następnym stuleciu. Niepokoje religijne wywołane wystąpieniem M. Lutra, a potem zwycięstwo protestantyzmu w Północnych Niemczech uderzyło w Drzewian niezwykle boleśnie. Sam „kodyfikator” nowego wyznania tak naprawdę reprezentował tendencje narastające w łonie klasy mieszczańskiej od kilku dziesięcioleci,  nadał im ostateczną formę i wyeksponował. Jedną z istotnych cech ówczesnej myśli protestanckiej była wiara w posłannictwo. Opierała się ona na założeniu, że jedynymi godnymi dostąpienia zbawienia są ci, którzy przyjmują lutrowe posłanie a pozostali (tzn. także, a nawet głównie katolicy)  nie zasługują na miano chrześcijanina i bliźniego.

Aspekt religijny (Drzewianie z natury konserwatywni poczęli przechodzić na protestantyzm dużo później niż ich niemieckojęzyczni sąsiedzi) w zestawieniu z różnicami etnicznymi, językowymi i społecznymi stworzył prawdziwie niebezpieczną mieszankę. Wend stawał się już nie tylko innym ale obcym, i to wrogim oraz pogardzanym. Już w roku 1528 jeden z katolickich księży apelował do wiernych w Lüneburgu o nie porzucanie rzymskiej wiary, ponieważ spowoduje to wiele nieszczęść, na brak których i tak nie można narzekać bo wielka jest nienawiść pomiędzy Niemcami i Wendami, pomiędzy bogatymi i biednymi. Na skutki nie trzeba było czekać zbyt długo, gdyż obok dawnych ograniczeń o podłożu ekonomicznym pojawiły się zakazy w swej treści wręcz – użyjmy tu nowoczesnego określenia –  rasistowskiej. W Uelzen (Olszynie) jeszcze do roku 1619 niedopuszczalnym było branie sobie za żony Wendyjek. W tymże mieście istnieje również zakaz odzywania się w języku słowiańskim (1672 r.). Nie znamy dziś wielu dokumentów mogących rzucić więcej światła na prawa ograniczające aktywność  Drzewian. Możemy tylko przypuszczać, iż tak jak i na ziemiach wielu innych podbitych plemion słowiańskich obostrzenia eliminowały z uczestnictwa w głównych prądach przemian społecznych te jednostki, które trwały przy tradycji ojców (zakaz przebywania w miastach lub ograniczanie czasu przebywania w nich do wyznaczonych dni w miesiącu, kara nakładana na mieszczan niemieckich za kupowanie jakichkolwiek towarów od Wendów itd.). W tak trudnej sytuacji nastąpił kolejny cios.

Bez wielkiej przesady można stwierdzić, iż Wojna 30-letnia była dla krajów niemieckich tym czym II Wojna Światowa dla naszej Ojczyzny. Dość powiedzieć, że wg historyków badających to zagadnienie istnieje zgoda na tezę, iż ludność Niemiec zmniejszyła się w jej wyniku o ok. 20% (są tacy, którzy  uznają tę cyfrę za zbyt niską !). Rzezie, zniszczenie wielu mniejszych i większych ośrodków miejskich (np.  całkowita ruina Magdeburga), pożary, kontrybucje, bitwy, pacyfikacje całych regionów. Takie „przygody” musiały odbić się na sytuacji resztek załabskich Słowian. Weźmy pod uwagę fakt, że o ile ludność miejska często wychodziła cało lub lekko poszkodowana z wojennych tarapatów dzięki murom obronnym, składaniu okupów  dowódcom oblegających wojsk czy też zdolnościom regeneracyjnym (w sensie ekonomicznym) o tyle mieszkańcy wiosek na takie rozwiązania liczyć nie mogli. Na marginesie dodam, że muzeum w Lübeln mocno eksponuje wydarzenia z lat 1618-1648 jako te, które znacznie  przyczyniły się zaniku Drzewian. Możemy przyjąć, że straty materialne i ludnościowe poważnie nadszarpnęły potencjał mieszkańców okolic  Dannenbergu, Lüneburga, Lüchowa … Być może powinniśmy również zwrócić uwagę na , jak mi się wydaje, niedoceniane wcześniej zjawisko. Otóż, w sytuacjach kryzysowych w rodzaju klęski naturalnej czy właśnie wojny pojawia się często głębsza lub płytsza współpraca, współczucie, czasem pomoc i w konsekwencji integracja. Wyobraźmy sobie zatem jak regimenty różnojęzycznego żołdactwa  przyjmowane były przez niemieckich i słowiańskich mieszkańców Wendlandu ? Dla obu grup był to dopust boży, nieszczęście i tragedia. Obie nacje poczuwać się musiały w jakimś stopniu do wspólnoty przeżywającej ciężkie chwile. Różnice językowe i kulturowe ustępowały miejsca  poczuciu wspólnoty lokalnej. Strona słowiańska jako doświadczona ciężej i dużo słabsza ekonomicznie po zakończeniu krwawych wydarzeń przyjmowała orientację, wzorce i mowę strony silniejszej, niemieckiej.



Rys 3 : Zasiąg Drzewian na przełomie XVI /XVII w wg L. Niederle.


Część Drzewian  przetrwała. Na przełomie XVII i XVIII stulecia jeszcze w takich wsiach jak : Kremmlin, Klenow, Süthen, Belitz, Küsten większość mieszkańców posługiwała się językiem przodków, a w Trebel, Dolgow, Suhlendorf  mowa Drzewian trzymała się mocno. Istniejące świadectwa potwierdzają, iż w wielu innych osiedlach (przynajmniej kilkunastu) były osoby i rodziny znające ją dobrze. Wprawdzie znaczna część osób posługujących się mową słowiańską mówiła też po niemiecku, ale nawet ci pielęgnowali dawne obyczaje. Wesela, chrzciny, pogrzeby, święta i wielkie wydarzenia wciąż otrzymywały tradycyjną oprawę.

Powszechnym jest twierdzenie, że działalność pastorów, wpływ szkół i ożywienie gospodarcze w drugiej połowie XVIII w. przyniosło całkowitą asymilację słowiańskojęzycznych resztek za Łabą. Czy aby na pewno?

Krótko po przeprowadzeniu w Niemczech spisu powszechnego z roku 1890 Polska Akademia Umiejętności z  Krakowa delegowała łużyckiego uczonego A. Mukę do Wendlandu w celu potwierdzenia lub zaprzeczenia doniesieniom o ciągłym jeszcze wegetowaniu nielicznej grupy Drzewian. Wyprawa doszła do skutku na skutek analizy spisu powszechnego, z którego wynikało, iż ponad 500 osób z powiatu lüchowskiego zadeklarowało jako swoją mowę ojczystą…  język wendyjski ! Dużo wcześniej badacze-amatorzy zebrali pewną ilość materiałów na temat ginącego ludu. Byli wśród nich rodowici Niemcy jak Chrystian Henning (1649-1719) oraz Jan Henryk Jungler (1758-1812). Ten pierwszy obcował jeszcze z żywą mową wendyjską, z którą zetknął się podczas swych podróży po Wendlandzie, ten drugi już tylko  zebrał i opracował  dostępne materiały porozrzucane w różnych pismach.

Inną jednostką zasłużoną dla zachowania świadectw drzewiańskich był rodowity Słowianin, Jan Parum Schultze (1677-1740), który pozostawił po sobie opis obyczajów i żywych wśród ludu tradycji. Dodatkowo sporządził niewielki słowniczek drzewiańsko-niemiecki stanowiący do dziś obok materiałów opracowanych przez  J. H. Junglera główne źródło wiedzy o wymarłym języku. Nie możemy pominąć tu naszego rodaka, Jana hr. Potockiego, który przebywał w latach 90-tych XVIII m.in. w Lüchowie, a w swoich „Podróżach” podkreślił, iż w kraju wendlandzkim nie słychać już mowy słowiańskiej. Ślady tej ostatniej dostrzegał tylko w lokalnej gwarze („…einen Jargon…”) zawierającej słowa i zwroty oraz po części gramatykę niespotykane w okolicach czysto niemieckich. Spostrzeżenia polskiego arystokraty potwierdził norweski naukowiec E. Westerlund prowadzący ok. roku 1914 badania terenowe nad językiem ludności omawianych terenów. Wspomniany wyżej A. Muka na podstawie własnych obserwacji i poszukiwań doszedł do wniosku, iż  Drzewianie odeszli do historii. Ogłosił, zgodnie zresztą z  twierdzeniami osób zajmujących się przed nim tą tematyką, że nastąpiło to ostatecznie w drugiej połowie XVIII stulecia. Świat oficjalnej nauki  uznał  te wnioski  za obowiązujące.

Musimy w tym miejscu zaznaczyć, iż  wolni jesteśmy od ograniczeń wymagających przyjmowania poglądów głoszonych ex catedra za jedyne i niepodważalne. Z drugiej strony czcze fantazjowanie jest zajęciem mało przydatnym.  Dlatego też przyglądając się w dalszej części kontrowersyjnym co do pokrycia w rzeczywistości informacjom będziemy pamiętać, że historia zna przypadki fałszerstw  ale także niewiarygodnych odkryć  potwierdzających fakty nie przyjmowane wcześniej przez naukowców do wiadomości.  Poniżej zamieszczamy zebrane z różnych materiałów wzmianki o przypuszczalnie ostatnich dniach drzewiańskiej mowy :

1. W roku 1751 wg zapisów jednej z ksiąg parafialnych umrzeć miała ostatnia Słowianka biegle władająca językiem wendyjskim.

2. W roku 1798 odszedł do świata zmarłych ostatni starzec potrafiący odmówić po wendyjsku modlitwę „Ojcze nasz”. Według kronikarza umiejętność ta była jakoby jedynie mechanicznym recytowaniem bez zrozumienia sensu modlitwy.

3. Lokalne czasopismo lüneburskie ( „Neues vaterländisches Archiv”)  z roku 1825 donosi, że niektórzy chłopi znają jeszcze do pewnego stopnia język słowiański.

4.      Około roku 1845 pojawiają się wieści, iż  w odległych stronach Wendlandu istnieją jeszcze wsie gdzie starzy ludzie posługują się mową wendyjską.

5. W drugiej połowie XIX stulecia pewien aptekarz z Salzwedel zajmujący się historią lokalną natkną się na człowieka twierdzącego, że  znajomość  języka drzewiańskiego – wprawdzie  już szczątkową –  wyniósł z domu rodzinnego.

6. Pismo „Kraj” (1899 I,  nr 13. s. 13) podaje informację, iż  znany  badacz Słowiańszczyzny  Fr. Smoljer otrzymał do zbadania list pisany w języku Drzewian.

7. Etnograf Fr. Tetzner w roku 1902 w rozmowie ze starym nauczycielem dowiedział się , iż w Küsten koło Lüchowa wójt wciąż zwoływał okolicznych chłopów krótkim zwrotem czy zdaniem słowiańskim.

Być może kiedyś jakiś wnikliwy badacz trafi na dokumenty, które umożliwią weryfikację przedstawionych świadectw. Może dzięki przypadkowemu odkryciu historia zaniku  języka Drzewian będzie musiała zostać napisana ponownie. Może… Na  razie  powstrzymując się od radykalnych wniosków  wypada mieć pewne wątpliwości co do przyjmowania za pewnik cezury połowy XVIII w. jako czasu, w którym nie było już osób władających drzewiańskim. Wprawdzie Jan Parum Schulze zapisał, że kiedy umrze on i jeszcze kilka starszych osób to nie będzie nikogo kto potrafiłby nazwać psa w rodzimym języku. Jaki jednak obszar, jakie środowisko miał na myśli Drzewianin? Jak daleko w dobie braku nowoczesnych środków masowego przekazu, których rola unifikacyjna jest przecież ogromna sięgały horyzonty mieszkańca ginącego  świata? Nawet jeśli przyjmiemy, że język wendyjski  przestał pełnić 250 lat temu rolę środka komunikacji międzyludzkiej – tego praktycznego, codziennego oraz tego świątecznego, używanego wyłącznie przy jakichś wyjątkowych okazjach – to pozostaje pytanie: czy i ewentualnie jak długo przetrwały inne, charakterystyczne cechy mogące świadczyć o pewnej odrębności Drzewian w stosunku do niemieckich sąsiadów? Nie mamy tu na myśli szczątków językowych przechowanych w miejscowej gwarze niemieckiej (np. muleitzen –od malina, dörns – od dwarnaica/ izba mieszkalna itp.), ale sferę materialną i obyczajową. Otóż takie elementy wskazujące na pewną odrębność występowały bardzo długo. Jeszcze na początku ubiegłego  stulecia w tej krainie ilość pni pszczelnych sięgała kilkudziesięciu tysięcy co było ilością kilkakrotnie większą  niźli w innych stronach Niemiec. Słowiańskiego typu  narzędzia rolnicze  przechowywane obecnie w muzeach były w użyciu jeszcze w pierwszej połowie XIX stulecia. Podobnie jeśli chodzi o rzecz bardzo istotną i stanowiąca pewnego rodzaju wyznacznik odchodzenia czy inaczej trwania przy własnym obyczaju; mamy tu na myśli stroje ludowe. Znaną powszechnie etnografom  prawidłowością jest zanikanie męskiego stroju ludowego na długo przed rezygnacją z niego przez płeć piękną. Odnośnie potomków Słowian z Wendlandu uznawano, że męskiego stroju zaprzestano używać w połowie XIX w. Na zdjęciu nr 4 ( a pochodzi ono z roku 1865) widać, że definitywne zerwanie  z tradycją w tym zakresie przez męską część społeczności mogło nastąpić nieco później.



Zdjęcie nr 5 : Chłopki oraz ich dzieci -płci męskiej-  z okolic Güstritz (1865 r.)


Starsze kobiety odziewały się w tradycyjny strój  – jak stwierdził A. Muka – jeszcze na początku ubiegłego stulecia!

Zapewne ciekawych pozostałości można by wskazać całe mnóstwo, a w naszej opinii potwierdziłyby one dobitniej fakt, że świadomość odrębności w stosunku do otaczającego  ich germańskiego morza istniała  u tych potomków  załabskich Słowian aż do zarania  minionego wieku.

Jeszcze dziś – jak mieliśmy okazję stwierdzić osobiście – w licznych domostwach, na wielu budynkach gospodarskich, na skrajach lasów mieszkańcy stawiają żółte, mające ramiona o długości 1,5 – 2 m krzyże w kształcie litery „X”. Wg uzyskanych informacji stawia się je od niepamiętnych czasów, a ich zadaniem jest ochrona ludzi przed czarownicami! Czy ktoś w to rzeczywiście wierzy? Nie wiemy.

Podczas wakacyjnej wizyty w Wendlandzie nie mieliśmy, niestety z przyczyn obiektywnych, możliwości zapoznania się z wieloma innymi ciekawymi miejscami, zabytkami i obiektami. Nie mniej poza wspomnianymi wyżej „amuletami” przeciw czarom, drugą zaobserwowaną ciekawostką były niewątpliwie liczne w Lüchowie tabliczki umieszczane przez obywateli w witrynach sklepów i w innych widocznych miejscach  o treści: „ Wolny Kraj Wendland”.



Zdjęcie nr 6 : Zapis słowno-nutowy drzewiańskiej pieśni weselnej.


Jest pewnym, że nigdy już w Wendlandzie nie rozlegnie się słowiańska pieśń weselna, nie ruszy różnobarwny korowód słowiańskich rolników świętujących lokalne  dożynki, zimowym wieczorem nie usłyszymy w domostwach starych podań drzewiańskich, a mimo to  warto poświęcić nieco czasu i środków na wyprawę do tej magicznej krainy.

Ufamy, że pamięć o Drzewianach nie zaginie. Adam Sengebusch, lato 2004

Przy pisaniu wykorzystano m.in.: „Etnografia Słowiańska”, z. 1, Adam Fischer, Lwów-Wa-wa 1932; „Johann Parum Schultze 1677-1740”, praca zbiorowa, Lüchow 1989; „Przemiany etniczne na Pomorzu Zachodnim”, Kazimierz Ślaski, Poznań 1954; „Szkice średniowieczne”, Jerzy Strzelczyk, Poznań 1987; „Vedlandische Volkstrachten”, praca zbiorowa, Lüchow 1992. Materiał pochodzi ze strony: http://www.slavinja.republika.pl/tekst39.html


Polska i zachodni sąsiedzi – Wieleci, Drzewianie, Obodrzyce, Serbołużycy – za czasów Bolesława Chrobrego


Drzewianie

Z Wikipedii. Drzewianie byli jednym z najbardziej wysuniętych na zachód plemion słowiańskich (nazwa plemienia pochodzi od słowa drewo [drzewo]). Zamieszkiwali puszcze na zachodnim brzegu dolnej Łaby. Należeli do Związku obodryckiego, zanim od IX wieku przeszli pod panowanie niemieckie. Do połowy XVIII wieku mówili językiem drzewiańskim (składającym się z wielu bardzo zróżnicowanych dialektów). Obecnie dawny teren plemienny Drzewian nazywa się Wendland (pol.Kraj Wendów) na wschód od Pustaci Lüneburskiej i jest położony na południowy wschód od Hamburga w powiecie Lüchow-Dannenberg.


Sokolnik ze Stareho Mesta (Morawy, IX w.)


Historia Drzewian

Przodkowie Drzewian osiedlili się na obszarze między Łabą i późniejszymi miastami Lüneburg i Uelzen w ciągu VII wieku n.e. Rejon ich osadnictwa miał roślinność leśno-stepową, na glebach ubogich, częściowo bagnistych. Drzewianie nigdy nie stanowili na tym obszarze jedynej grupy etnicznej; żyły obok nich skupiska Germanów.

Przez następne 1000 lat prawie brak wiadomości o Drzewianach. Przyczyną jest fakt ich izolacji: byli ubogą ludnością wiejską, z trudem utrzymującą się z uprawy nieurodzajnej ziemi i z pasterstwa. Zajmowali się też uprawą lnu, bartnictwem i ciesielstwem. Z powodu ubóstwa ich kultura była skromna, ograniczała się głównie do opowiadań i pieśni przekazywanych ustnie. Poszczególne skupiska osad drzewiańskich żyły we wzajemnej izolacji (kontakty między nimi były tylko sporadyczne) o czym świadczą duże różnice między ich dialektami.



Wizerunek Bogini Żywii – Siwej, zwanej westfalską (w rzeczywistości Serbołużycka)


Po podporządkowaniu plemion słowiańskich na tym obszarze w 811 r., Niemcy rozpoczęli germanizację tych terenów, która na długie wieki ograniczyła się tylko do nowo powstających osad oraz germanizacji wszystkich wyższych i średnich warstw społecznych. Drzewianie jako uboga ludność wiejska pozostali na uboczu tych zmian i zachowali swój język, w przeciwieństwie do Słowian z sąsiedniej Meklemburgii, całkowicie zniemczonych od końca XVI wieku.



 

Pomnik Niklota, władcy słowiańskiego Połabia


Drzewianie stali się od XVII wieku najbardziej na zachód wysuniętą enklawą Słowiańszczyzny; zamieszkiwali wschodnią część Księstwa Hanoweru (powstałego w 1634). Niemcy nazywali kraj Drzewian Wendland (kraj Wendów, czyli Słowian) lub Dräwehn (od zniekształconej nazwy tego plemienia).

W 1714 książę elektor Hanoweru Jerzy I został królem Anglii, łącząc oba państwa unią personalną. Wydarzenie to ucieszyło Drzewian (o czym wspomina Kronika Schultzego), ponieważ odtąd byli ludźmi nie książęcymi, ale królewskimi.



Germanizacja – marchia Wschodnia


Odkrycie języka Drzewian

XVIII wiek przyniósł pierwsze badania języka i kultury Drzewian (na fali romantycznego zafascynowania ludowością). Po raz pierwszy o języku słowiańskim w Wendlandzie wspomniał filozof Gottfried Wilhelm Leibniz. Po nim badania podjęli głównie miejscowi pastorzy ewangeliccy, którzy sporządzili pierwsze fonetyczne zapisy dialektów.

Z końca XVII wieku pochodzi pierwszy anonimowy słownik dialektu z okręgu Dannenberg. W 1750 Johann Friedrich Pfeffinger napisał kolejny słownik niemiecko-drzewiański. W tym samym roku pastor z Wustrow Christopher Henning (1649-1719) napisał najobszerniejszy i najlepszy słownik Vocabularium Venedicum (na podstawie informacji uzyskanych od rolnika Johanna Jenieschge ze wsi Klenow).

W 1809 miejscowy lekarz Johann Heinrich Jugler (1758-1812) wydał Vollständiges Lüneburgisch-Wendisches Wörterbuch (Kompletny słownik lunebursko-wendyjski).



Radogost czyli Bożebóg – Wiara Przyrody Połabia – Rugia


Autorem najbardziej obszernego dzieła dotyczącego Drzewian był Johann Parum Schultze (1677-1740), rolnik drzewiański ze wsi Süthen (okręg Lüchow), który w 1730 napisał w języku niemieckim kronikę: Die Wendländische Bauernchronik des Johann Parum Schultze (…) und ein Kleines Wendisches Lexicon, która oprócz słownika zawierała także wzory rozmów niemiecko-drzewiańskich. Kronika ta oparta jest na opowiadaniach rodziny autora, noszącej nazwisko Niebur (Johann Parum przyjął przydomek Schultze [sołtys] po swoim ojcu). Książka opisuje ostatnią epokę w historii Drzewian od czasów wojny trzydziestoletniej, kiedy w okolicach Lüchowa język drzewiański był w powszechnym użyciu. W 1640 istniał jeszcze obyczaj wielkanocnych wędrówek młodzieży drzewiańskiej po okolicznych wsiach, która za śpiewane po drzewiańsku pieśni otrzymywała w podarunku jajka i kiełbasę. Ten i inne obyczaje były przez miejscowe władze niemieckie postrzegane jako gorszące. Niechętny był też stosunek ludności niemieckiej do ich drzewiańskich sąsiadów. Miejscowi nauczyciele narzekali, że język wendyjski utrudnia dzieciom przyswajanie wiedzy i trudno go wykorzenić.


Koniec odrębności etnicznej Drzewian

Germanizacja na skutek rozwoju oświaty i komunikacji czyniła w XVIII wieku szybkie postępy. Schultze zauważył, że kiedy on umrze i z nim jeszcze trzy inne osoby, nikt we wsi Süthen nie będzie wiedział, jak po drzewiańsku nazywa się pies. Można z tego wnioskować, że językiem drzewiańskim mówili około 1730 r. już tylko ludzie w średnim wieku i starsi. Inne źródła wspominają, że młodzież wykpiwała starych mówiących po drzewiańsku. W 1751 anonimowy podróżnik zauważył, że o “Wendach” miejscowa ludność niemiecka mówiła z pogardą i wstrętem, a także twierdziła, że ich język już całkowicie wymarł.

Zanik języka Drzewian był nieunikniony wobec jego całkowitej izolacji w centrum niemieckojęzycznego obszaru, braku ustalonej normy literackiej języka (dużych różnic między dialektami), bardzo niskiego statusu języka i germanizacyjnej polityki miejscowych władz.

Ostatnia kobieta, mówiąca po drzewiańsku, umarła w 1756. Niektóre wyrażenia czy słowa drzewiańskie mogły być jeszcze używane do początków XIX wieku.

Do dziś są widoczne w miejscowych dialektach północnoniemieckich zapożyczenia z języka Drzewian: mieszanie rodzajów, niekonsekwentne używanie słów posiłkowych haben/sein w czasach złożonych, zapożyczenia słownikowe i opuszczanie rodzajnika przy rzeczowniku.

Pozostały w dawnych wsiach drzewiańskich ślady charakterystycznego słowiańskiego budownictwa drewnianego oraz struktura zabudowy, w której kościół znajduje się poza głównym placem wiejskim (dawnym miejscem zebrań starszyzny). Zachował się również kobiecy strój ludowy (coraz rzadziej spotykany).



Najnowsza publikacja Nature – listopad 2009 – Mapa rozchodzenia się genu słowiańskiego M 458 haplogrupa R1a1a7. Na Zachodzie linia pokazuje najdalszy zasięg kultury Łużyckiej, która wyspami odkrytymi przez archeologów i zidentyfikowanymi, a także uchwytnymi nazwami miejscowymi sięgała także nad Jezioro  Bodeńskie, nad Ren i Men, nad Loarę, na południe Anglii – to Wenetowie (z którymi związani byli też Dawianie-Dakowie (Drakowie-Odrakowie-Trakowie) i Jątowie-Istowie (Bałto-Ilirowie).

Jak widać na południu to jądro sięga linii  Dunaju, a jego główną oś stanowi Wisła i Bug. Więc to są Zachodnie Korzenie Słowian Wenetyjsko-Jątyjsko-Dawijskie. Na Wschodzie obszar ten pokrywa się z zasięgiem kultury Skołotów i Sarmatów, a jądrem jest obszar Dniepru i dolnego Donu – to są korzenie Sklaweno-Istyjsko-Skołockie.

Zasięg ten pokrywa się z zasięgiem Królestwa SIS na Zachodzie (jeśli uzupełnić go o kilka wyspowych punktów w Anglii, Skandynawii, Islandii i Francji południowej czy Baskonii).  Ostatnie badania dowiodły, że Słowianie rozeszli się we wszystkie strony – 11.000 lat temu znad Odry, Wisły, Buga i Dunaju oraz że w najdawniejszych czasach Aryjskich zamieszliwali Starą Kolibę – na Syberii Południowej (Ural, Bajkał, Bałchasz, Jezioro Aralskie) oraz północne Indie i Pakistan (tam również znamy z czasów perskich plemię np. Dahów i inne o nieobcych dla nas nazwach jak np. Koszanie, czy Jakoszanie, albo Jąt-dawowie).

Ziemie nad Łabą i Wisłą nie mają więc nic wspólnego z Niemcami aż do 1 wieku p.n. e., a Goci skandynawscy i inne plemiona ze Skanii były tutaj tylko przelotnymi gośćmi.

Stwierdzono też ostatnio że Goci zajmowali przebywając na Pomorzu znacznie gorsze ziemie niż Wenetowie. Na pewno nie dlatego, że nie chcieli lepszych – byli za słabi żeby o nie zwalczyć. Zatem wikingowie jako wojownicy musieli zostać bardzo mocno uzupełnieni miejscowymi wojami żeby wzrosnąć w siłę zdolną zagrozić Rzymowi. Być może jądro ich armii – tak jak w starożytności jądro armii Scytów-Skołotów i Sarmatów-Serbomazów, a w Nowych Wiekach po okresie skańskim także Hunów-Guniów i Awarów-Harów – stanowili Wenetowie, a raczej  (jak sugerują te badania genetyczne!!!) już zmieszani Scyto-Wenetowie, czyli Słowianie.

Polsko-łużyckie badania nad Drzewianami

Pierwsze informacje o Drzewianach dotarły do Polski w roku 1899 za sprawą Alfonsa Parczewskiego, który opierając się na informacjach statystycznych rządu pruskiego (A. Fircksa} opublikował artykuł na ten temat w czasopiśmie “Wisła”. Wieść, że w Niemczech mogły zachować się szczątki dawnych społeczności Słowian Połabskich zelektryzowała środowiska polskich slawistów wywołując sensację. Artykuł Parczewskiego zainteresował Prezydium Akademii Umiejętności w Krakowie do tego stopnia, że postanowiło ono zlecić misję zbadania tej kwestii jednemu ze swoich członków – Arnoštowi Muce.



Drogi wnikania Skanów w Kulturę Łużycką (Wenetów, Dawian i Jątów)


Latem 1901 roku łużycki badacz przeprowadził z inspiracji Polaków bardzo dokładne badania penetrując dolne Połabie w okręgach Lüchowskim i Dannenberskim, Ülzeńskim i Altmark. Ostatecznie stwierdził, że: “Język Słowian lüneburskich zanikł całkowicie już około połowy XVIII wieku (ok. roku 1750), chociaż zachowała się w tamtejszej krainie (Lüneburger Wendland) stara słowiańska grupa narodowa z typem i sposobem osiedlenia, zwyczajami i obyczajami, w charakterze i poglądach obywateli niezmieniona do dziś” (“Slovanský přehled”, s. 7). Konkluzję tę udokumentował w formie pisemnej relacji z przeprowadzonych badań, które zostały wydane drukiem przez Akademię Umiejętności. Szczegółowy raport badań terenowych Arnošta Muki zawierał sprawozdania ze spotkań z ludźmi, opis etnograficzny zbadanego terenu, a także informacje z archiwów kościelnych i państwowych księstwa Hannoverskiego.



Wnikanie żywiołu Skańskiego w obszar Kultury Łużyckiej


Język Drzewian

Porównanie niektórych słów języka drzewiańskiego z innymi językami zachodniosłowiańskimi:

Drzewiański Czeski Górnołużycki Dolnołużycki Polski Słowacki
djöre hora hora góra góra hora
pait pít pić piś pić píť
gord hrad hród grod gród hrad
dause/daise duše duša duša dusza duša
brot bratr bratr bratš brat brat
váknü okno wokno wokno okno okno
möst most móst móst most most
dan den dźeń źeń dzień deň
tjün kůň kóń kóń koń kôň
dáudjí dlouhý dołhi długi długi dlhý
patinac pták ptačk ptašk ptak vták
(nemac) Němec Němc Nimc Niemiec Nemec
slama sláma słoma słoma słoma slama
reka řeka rěka rěka rzeka reka
paiví pivo piwo piwo piwo pivo

Jedyna zachowana pieśń w języku drzewiańskim

Pieśń Ptasie wesele:

Kâtü mes Ninka boit? Ťelka mes Ninka boit. Ťelka rici Wâpak kâ naimo kâ dwemo: Joz jis wilťe grüzna Zena; Nemüg ninka boit Joz nemüg ninka boit.

tłum. Kto ma być panną młodą? Kawka będzie panną młodą. Kawka zaś rzekła do nich obojga: Jestem bardzo brzydką kobietą; Nie mogę być panną młodą Ja nie mogę być panną młodą.

Kâtü mes Zątik boit? Strezik mes Zątik boit. Strezik rici Wâpak kâ naimo kâ dwemo: Joz jis wilťe mole ťarl; Nemüg Zątik boit Joz nemüg Zątik boit.

tłum. Kto ma być narzeczonym? Strzyżyk będzie narzeczonym. Strzyżyk zaś rzekł do nich obojga: Jestem bardzo małym mężem; Nie mogę być narzeczonym Ja nie mogę być narzeczonym.

Kâtü mes traibnik boit? Worno mes traibnik boit. Worno rici Wâpak kâ naimo kâ dwemo: joz jis wilťe corne ťarl; nemüg traibnik boit joz nemüg traibnik boit.

tłum. Kto ma być drużbą? Gawron będzie drużbą. Gawron zaś rzekł do nich obojga: Jestem bardzo czarnym mężem; Nie mogę być drużbą Ja nie mogę być drużbą.

Kâtü mes ťauchor boit? Wauzka mes ťauchor boit. Wauzka rici Wapak ka naimo ka dwemo: joz jis wilťe glupcit ťarl; nemüg ťauchor boit joz nemüg ťauchor boit.

tłum. Kto ma być kucharzem? Wilk będzie kucharzem. Wilk zaś rzekł do nich obojga: Jestem bardzo podstępnym mężem; Nie mogę być kucharzem Ja nie mogę być kucharzem.

Kâtü mes senkir boit? Zojąc mes senkir boit. Zojąc rici Wapak ka naimo ka dwemo: joz jis wilťe drale ťarl; nemüg senkir boit joz nemüg senkir boit.

tłum. Kto ma być podczaszym? Zając będzie podczaszym. Zając zaś rzekł do nich obojga: Jestem bardzo szybkim mężem; Nie mogę być podczaszym Ja nie mogę być podczaszym.

Kâtü mes spelmann boit? Büťan mes spelmann boit. Büťan rici Wapak ka naimo ka dwemo: joz jis wilťe dauďe rât; nemüg spelman boit joz nemüg spelman boit.

tłum. Kto ma być grajkiem? Bocian będzie grajkiem. Bocian zaś rzekł do nich obojga: Ja mam bardzo długi dziób; Nie mogę być grajkiem Ja nie mogę być grajkiem.

Kâtü mes taisko boit? Laiska mes taisko boit. Laiska rici Wapak ka naimo ka dwemo: Rüzplâstaite müją pauzą; Będe wosa taisko Będ wosa taisko.

tłum. Kto ma być stołem? Lis będzie stołem. Lis zaś rzekł do nich obojga: Rozpłaszczcie mój tyłek; Będę waszym stołem Będę waszym stołem.



Słowiańscy Rugiowie – Rujanie i Redarowie – władcy Bałtyku


Literatura

Heydzianka-Piłatowa J., Przebieg wynarodowienia Drzewian połabskich w świetle kroniki chłopskiej Jana Parum Schulzego, “Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej” XIX, 1980, s. 131-136.

  • Firckse, A., Die preussische Bevölkerung nach ihrer Muttersprache, “Zeitschrift des kön. preussische statliche Bureaus” 1893, Bd. XXXIII.

  • Polański K., Problem różnic gwarowych w języku połabskim, “Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej” V, 1965, s. 365-369.

  • Rost P., Die Sprachreste der Draväno der Draväno-Polaben in Hannöverschen, Leipzig 1907.

  • Salmer W., Sprachstudien im Lüneburger Wendland, s. 6 i n.

  • Karol Arnošt Muka, Szczątki języka połabskiego Wendów Luneburskich, [in:] Materiały i prace Komisyi językowej Akademii Umiejętności w Krakowie, t. I, Kraków 1904, s. 313-569.

  • Paul Rost, Die Sprachreste der Drawno-Polaben In Hannöverschen, Leipzig 1907.



2-5 n.e. wiek Weneci zmieszani ze Skanami uderzali na Rzym, a zmieszani ze Skołotami i Sarmatami na Bizancjum


Źródło oryginalnego artykułu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s